Forum Bioderko Strona Główna


 
   
 
Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Przesunięty przez: kinga
Pon 04 Lip, 2011
Kulka - po osteotomii met. Ganza
kulka 
Popularus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza + Endo
Wiek: 37
Dołączyła: 13 Mar 2010
Posty: 41
Skąd: Radom
Wysłany: Nie 14 Mar, 2010   Kulka - po osteotomii met. Ganza

Witam wszystkich,
Moje przejścia z bioderkami (wrodzone zwichnięcie) zaczęły się już z chwilą narodzin -1980 r.. Przy tym przypałętała się również końsko-szpotawość stopek. Tak więc najpierw zajęto się stopkami a później bioderkami. I tak przez parę lat mnie leczono bezinwazyjnie - a to szynami tudzież gipsami itp. W rezultacie w roku 1986 wylądowałam w Otwocku. Najpierw zoperowano mi bioderko prawo (osteotomia met. Degi), potem lewe (osteotomia met. Degi), potem wyjęto płytki, które przy osteotomiach zostały wmontowane, a na koniec zoperowano stopę lewą (prawej nie było potrzeby ruszać). Tak więc zostałam pocięta na maksa - kiedyś nie robili takich ładnych szwów :-(
Od 1988 roku do mniej więcej 2001 miałam święty spokój. Ból pojawił się jak grom z jasnego nieba - chciałam wstać z fotela i nie mogłam bo czułam straszne kłucie w obrębie miednicy i pachwiny, nie mogłam kompletnie się ruszyć, noga sprawiała wrażenie wyrwanej ze stawu. Jakoś w końcu się rozruszała, ale przez ok. 3 dni chodzić wogóle nie mogłam, tyle co po mieszkaniu. Udałam się więc do ortopedy - diagnoza: endoproteza ale za młoda więc pozostaje rehabilitacja, a jak to nie pomoże to leki. Trochę mnie to wystraszyło, ale co zrobić, zaczęłam się rehabilitować i to pomagało. Swoją drogą jak rehabilitowałam się w Stocerze w Konstancinie przez 2 lata nic mnie nie bolało. No ale i rehabilitacja już nie działała tak jakbym chciała. Każdy lekarz ortopeda mówił że tylko endoproteza w moim przypadku, ale jestem za młoda. Nawet przebywając 2,5 roku za granicą (Wielka Brytania) miałam okazję spotkać się z 2 specjalistami od połamańców. No i to samo, a nawet odradzali rehabilitację bo może odwrotnie działać. Paranoja.
Wróciłam do ojczyzny w 2008 r. i zaczęłam latać po ortopedach. Polecono mi Ortopedę -Pana Huberta Kazubińskiego (w Radomiu), z którym nigdy wcześniej nie miałam okazji się spotkać - świetny lekarz. Nastąpił przełom, bo to on właśnie powiedział mi o Profesorze Czubaku, chociaż nie był pewien czy jeszcze się uda poratować nogę prawą (gorszą), ale na pewno lewą - więc pojechałam na konsultację do Warszawy.
Wizyta trwała może 10 minut - w efekcie usłyszałam "zrobię ci ten remont". Przybycie do szpitala wyznaczono mi na 10 lutego 2010 r. (czyli po 6 miesiącach).
No i się zaczęło :!:
Do szpitala dotarłam na godz. ok. 8.30. Zainstalowanie na sali chorych godz. 15.00. System przyjęć do szpitala wg mnie to totalna masakra. Samo oczekiwanie na rtg zaledwie 2,5 godz. "Polska to dziki kraj".
Na sali było nas 5 - wszystkie oczekujące na operacje. Niestety zniesiono przepustki więc byłyśmy skazane na pobyt w szpitalu. Ale nie było źle - telewizor, codzienne spacery po dworku, wycieczki do sklepu, nawet ulepiłyśmy bałwana centralnie pod oknem. Przyjęta zostałam w środę, a zaplanowano mój zabieg na poniedziałek. Byłam rezerwową! Co to znaczy? Nie wiesz do ostatniej chwili czy cie wezmą na blok, czy też nie. Ale przygotowania zaczęły się w niedzielę - kolację jeszcze można zjeść, pić można do północy, w międzyczasie czopki i zastrzyk w brzuszek. Następnego dnia rano dostałam zastrzyk przeciwzakrzepowy, a potem po ok. 11.00 przyszła pielęgniarka z wenflonem. Próbowała się wbić ze 4 razy i się poddała. Oj bolało. Potem przyszła inna siostra i za 2 razem zamontowała mi różowy wenflon (normalnie zakłada się zielony - dłuższy, ale u mnie nie było takiej możliwości), nie pocieszyła mnie mówiąc, iż i tak na bloku będą mi wbijali zielony. Potem zabandażowała mi nogi i podłączyła kroplówki (sztuk 2). I tak sobie leżałam w nieświadomości czy mnie wyremontują czy nie - głodna jak cholera, spragniona i strasznie już zmęczona. Dopiero przed 16.00 przyszła i poinformowała mnie że idziemy na blok. Poszłyśmy! Na tym bloku czekałam do godz. 19.00 na swoją kolej!
Zabrali mnie na operację - fajnie było. Najpierw dostałam środek uspokajający dożylnie, potem zastrzyk znieczulajacy w kręgosłup (wcale nic nie boli). Nikt nie zmieniał mi wenflonu. Podczas operacji wogóle nie spałam i wszystko słyszałam. Było mi strasznie zimno - cała się trzęsłam. Może trudno sobie wyobrazić ale na sali operacyjnej nie ma klimatyzacji - było uchylone okno (W lutym! Temp. na minusie!). Warunki w szpitalu wogóle nie zachwycają. Podczas operacji miałam nieodpartą ochotę podpatrzeć co tam mi robią, kręciłam ciągle głową dlatego anestezjolog pokazał mi monitorek na którym można było zobaczyć jakich narzędzi używają lekarze. Operacja skończyła się o 21.00, zawieziono mnie na blok pooperacyjny. Od razu chyba usnęłam. Ból mnie budził co kilka godzin. Wtedy przychodziła pielęgniarka ze środkiem przeciwbólowym i znowu usypiałam. Miałam szczęście że ta operacja była tak późno bo po operacji na bloku była tylko noc przede mną, a rano już na salę. I tak też było. Rano przyjechał pan salowy po mnie i przeniesiono mnie z tymi wszystkimi kabelkami (cewnik i dren) na inne łóżeczko. Coś strasznego! Coś mi strzyknęło przy tych czynnościach. Jak tylko wywieziono mnie z bloku wymiotowałam. Po drodze z bloku na salę był rentgen. Tu już nie było tak źle z przenoszeniem z łóżka na rtg. i z powrotem. Potem prosto na salę.
1 doba po operacji nie należy do najmilszych, ale środki dożylne uśmierzają ból. Ogólnie nie jest straszny tymbardziej jak się jest przyzwyczajonym do codziennego znoszenia go. Najgorsze, było to że nie można się ruszyć, cały brzuch boli, nerki bolą także (lekarze przy operacji gniotą własnym ciężarem człowieka) materace są "gumowe" więc cały człowiek jest upocony jakby się zsiusiał, a bandaże uciskają stopy i łydki. d... boli że hej, tymbardziej że jest zdarty naskórek na kości ogonowej i lewym pośladku (zdrowej nogi). Pierwsza połowa 2 doby (noc) też nie była ciekawa - prosiłam pielęgniarkę o znieczulenie i czułam silne parcie na pęcherz. 2 połowa 2 doby niesamowita. Nic kompletnie nie boli, aż dziwne - wystraszyłam się trochę czy to normalne :mrgreen: Wyjęto mi nareszcie cewnik i dreny i bandaże też poszły sobie. Miałam mieć lekcję chodzenia. Niestety złe wyniki krwi i nici ze spacerków. Podano mi 700 jednostek krewki. Po tym czułam się silna jak koń, ale ciągłe leżenie wzbudza agresję i nie sprzyja trawieniu - straszne zaparcia! Poprosiłam o zdjęcie już wenflona. Siostra chciała go jeszcze zostawić na wypadek podania dożylnych środków przeciwbólowych, ale ja bardzo chciałam się go pozbyć, a poza tym mnie już nie bolało wogóle. Wzbudziło to ogromne zdziwienie: "Twarda dziewczyna" - wenflon został odczepiony. I tak wieczorkiem poprosiłam o ketonal w tabletkach na wszelki wypadek oraz coś na sen. W nocy budziłam się bo coś bolało więc łykałam tabletkę, ale jak noga przestawała to dawał o sobie znać brzuch (nic na niego nie działało) - godzinami nie spałam. Strasznie się męczyłam praktycznie każda noc po operacji aż do powrotu do domu. W dobie 3 byłam pionizowana - przeszłam przed obiadem pół sali, a po obiadku całą. Bardzo to było wyczerpujące. Chciałam więcej, ale organizm czuł ż e już na dziś wystarczy. Od ciągłego leżenia na tym nie oddychającym materacu, kręcenia się, siadania na basenie zrobiła mi się z otarcia ogromna nie chcąca się wogóle goić rana. Oj piekła i bardzo przeszkadzała. Pielęgniarka poleciła Balsam Szostakowskiego, którym okładałam bolące miejsce. W dobie 4 wyszłam z rehabilitantem już na korytarz. Po południu odważyłam się z pomocą mamy na wycieczkę do toalety (to było moje ówczesne marzenie). Wyprawa niesamowita. Nadal bolał brzuch (ale już trochę mniej), w operowanym biodrze ciągnęło (nie mogła się noga przyzwyczaić do nowej pozycji). W dobie 5 już więcej chodziłam, ale z siedzeniem miałam problem bo śrubki przeszkadzały okrutnie. Ogólne ADHD - chcę się ruszać, a nie bardzo mam mozliwości. Doba 6 (niedziela) podawano mi ponownie krew 600 jedn. Trochę chodziłam po sali i korytarzu. W dobie 7 Doktor Czubak postanowił mnie wysłać do domu dnia następnego pod warunkiem zrobienia schodów. Schody się udały i nie mogłam doczekać się powrotu do domu. Jednak bałam się tej podróży - jak wsiądę do samochodu, jak wytrzymam podróż, jak wyjdę z samochodu, jak wejdę po schodach do domu (mam ich ok. 13 do pokonania). Tyłek nadal mnie piekł i bolał (nie mogło to wogóle przyschnąć z powodu przygniatania), noga nie bolała tylko ciągnęła, brzuch troszeczkę dawał znać. Następnego dnia - 8-go ostatniego - wyszłam, a raczej wyjechałam na wózku ze szpitala o godz. 14.00. Ustalona została wizyta kontrolna na 01.04.2010 (Prima Aprilis), otrzymałam receptę na przeciwzakrzepowe strzykaweczki (sztuk 35) oraz zwolnienie lekarskie do dnia wizyty kontrolnej. Wypis wręczył Profesor Czubak z zaleceniami wyłącznie ćwiczeń biernych. Nareszcie mogłam opuścić szpital. Powrót do domku wogóle nie sprawił kłopotu. Trochę było nie wygodnie, ale da się przeżyć. Całe szczęście juz szpital mam na jakiś czas za sobą.
Muszę dodać że dni oczekiwania na operację były trochę nudne, ale fajna ekipa na sali rekonpensowała wszystko. Po operacji każdy dzień straszny i to nie z powodu bólu w nodze, ale bólu brzucha, braku snu, ciągłego leżenia, odparzenia na pośladku oraz ogólnego wyczerpania i braku siły. Dzięki bliskim mi osobom jakoś dałam radę. Po operacji ktoś z bliskich powinien być przy chorym po takim zabiegu bo naprawdę nie da rady się samemu, ciągle czegoś się potrzebuje.
Cdn.
Ostatnio zmieniony przez AgaW Czw 21 Lip, 2011, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
kulka 
Popularus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza + Endo
Wiek: 37
Dołączyła: 13 Mar 2010
Posty: 41
Skąd: Radom
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010   

Po powrocie do domku po raz pierwszy od operacji przespałam caluteńką noc, ale następnego dnia noga była bardzo zmęczona. W pierwszym i drugim tygodniu po operacji większość czasu przeleżałam. Trudność sprawiało mi wstawanie z łóżka, ubieranie się, nie wspomnę o higienie osobistej jeśli ma się wannę w domu, a nie prysznic. Niestety najgorsze dla mnie było siadanie i tak jest do tej pory. Po dłuższym siedzeniu noga moja nie może dojść do siebie i trochę boli. Po raz pierwszy wpakowana do wanny zostalam (na stojaco) po 7 dniach od powrotu do domu (juz po zdjeciu szwow), a po 14 juz siedzialam w wannie (dopiero wtedy mozna zamoczyc blizny). Bez pomocy mojego kochanego nie dalabym rady. 3 tyg po operacji nie sa latwe. Do tej pory najdalsze odleglosci jakie pokonywalam to w sumie ok. 10 metrow 4-5 razy dziennie. Nie wstawalam sama jeszcze z lozka. Powoli uczylam sie poruszac po domu i jakos sobie radzic. Potrzebna jest cierpliwosc. Dopiero od 3 tygodnia zaczelam troche wiecej chodzic i siadac, jednak jak tylko przeforsowalam noge to nastepne 2 dni musialam odpoczywac. Coraz czesciej mnie bolala - w nocy i w ciagu dnia. Zaczelam sama sie ubierac i wstawac z lozka. Nie obylo sie bez przeciwbólowych tabletek (tych na recepte). Z domku wychodzilam najdalej na balkon, dopiero w 4 tygodniu wyszlam z domu na dworek tak normalnie po schodkach (pojechalam samochodem - nie prowadzilam, do mamusi) Im wiecej siedzialam i chodzilam tym bardziej bolal kregoslup. Jutro mija 5 tygodni od operacji i wcale nie czuje sie sprawna. Noga pobolewa, siedzenie nie jest zbyt mile, nadal sama nie wchodze do wanny, sama moge zrobic sobie pare kanapek, bardzo szybko sie mecze. Jednak coraz wiecej chodze - bylam dzisiaj na spacerku. Stanie bez kul sprawia mi klopot, bo zaczyna bolec noga nieoperowana. Kolano nogi operowanej nadal puchnie. Wedlug zalnece lekarskich wykonuje ze mna moj luby cwiczenia bierne 3 razy dziennie. Stosuje sie nadal do zakazu napinania miesnia na udzie. Nogi do gory z pozycji lezacej nie podniose, ani tez nie odwiode na zewnatrz. Po prostu nie moge bo nie mam sil. Nie wraca czucie w udzie - no moze ociupinke. Mam wizyte kontrolna 1 kwietnia i wtedy okaze sie co dalej ze mna. W moim miescie nie moge liczyc (a nawet balabym sie) na pomoc rehabilitacyjna - tutaj nikt nawet nie wie co to osteotomia ganza. A ze Profesor Czubak do 6 tygodni od operacji nie kazal mi samej cwiczyc to na razie nie szukam takiej pomocy. Zobaczymy co wtedy poradzi. Wyobracie sobie ze strupki na posladku i szwie mam do tej pory, mimo tego ze mocze w wodzie i tak nie chca sie oderwac. Te na szwie troszke ropialy i moze to jest powod.
Ogolnie zakladalam ze szybciej dojde do siebie po operacji, a tu prosze niespodzianka -nie ma cudów. Czasem sobie poplakalam z powodu bólu i takiej bezsilnosci - "ze dlaczego to wlasnie mnie musialo sie to wszystko przytrafic, ze tak dlugo trwa zdrowienie i ze na druga noge juz nie zdecyduje sie". Takie chwile zwatpienia nie czesto mnie dopadaja i nie trwaja dlugo. Potem biore sie w garsc i wszystko jest ok.
Obecnie pobolewa mnie kregoslup (nie wspomnialam chyba jeszcze o przepuklinie w odcinku ledxwiowym), kolano nogi chorej, miednica tuz pod szwem (przeszkadzaja mi te srubki jak nie wiem co) oraz kosc kulszowa. DA SIE PRZEZYC!
_________________
"Logika zaprowadzi Cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi Cię wszędzie". A. Einstein
 
     
Grazyna1950 





Status: Endo + Inne operacje
Wiek: 67
Dołączyła: 12 Sty 2010
Posty: 873
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010   

kulka napisał/a:
W moim miescie nie moge liczyc (a nawet balabym sie) na pomoc rehabilitacyjna
Oj, cudze chwalicie swego nie znacie. Na ul. Giserskiej w Radomiu jest świetny Oddział rehabilitacji. Gorąco polecam !!! !!!!!!!!!!
_________________

Ostatnio zmieniony przez Grazyna1950 Nie 21 Mar, 2010, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
kinga 
19III2008 11VII2012




Status: Endo x 2
Dołączyła: 03 Gru 2009
Posty: 2533
Skąd: z Polski
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010   

Grazyna1950 napisał/a:
I podejrzewam, że troszkę sie pieścisz ze sobą. Ja osteotomię miałam w wieku 50 lat i w dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala pojechałam na wesele do miejscowości odległej o 700 km. Jesteś młoda i powinno Ci być zdecydowanie łatwiej powrócić do pełni zdrowia.

Grażynko bardzo proszę nie oceniaj innych ludzi w ten sposób !!!
Młodszy nie oznacza zdrowszy i nie każdy młody powraca do formy w błyskawicznym tempie.
No i z pewnością Grażynko nie miałaś osteotomii wg Ganza, więc nie wiesz jak się dochodzi do formy po takim zabiegu.
 
     
Grazyna1950 





Status: Endo + Inne operacje
Wiek: 67
Dołączyła: 12 Sty 2010
Posty: 873
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010   

Nie wolno pisać, "dlaczego mnie to spotkało"
Cytat:
Ogolnie zakladalam ze szybciej dojde do siebie po operacji, a tu prosze niespodzianka -nie ma cudów. Czasem sobie poplakalam z powodu bólu i takiej bezsilnosci - "ze dlaczego to wlasnie mnie musialo sie to wszystko przytrafic, ze tak dlugo trwa zdrowienie

Psychicznie się trzeba pozytywnie nastawiać, a wtedy wszystko pójdzie szybciej i lepiej, ale jako kogoś obraziłam to przepraszam.
_________________

Ostatnio zmieniony przez Grazyna1950 Nie 21 Mar, 2010, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
pasiflora 

Galaktikus Bioderkus




Status: Endo + Kapo
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 3273
Skąd: Polska
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010   

Grazyna1950 napisał/a:
Ja osteotomię miałam w wieku 50 lat i w dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala pojechałam na wesele do miejscowości odległej o 700 km.
A ja przez dwa tygodnie po osteotomii leżałam plackiem a potem 6 tygodni w gipsie biodrowym byłam. Nie mierzmy wszystkich jedną miarą Osteotomia nie jest równa osteotomii.
Ja sie nie cackałam z sobą, urodziłam dziecko pracowałam bardzo ciężko fizycznie (np 4 tony przerzuciłam metalowych prętów w dwie godziny) dlatego teraz wyglądam ja wyglądam. Żałuję że się nie oszczędzałam żałuję że nie mówiłam: proszę wyręcz mnie przecież sama sobie zawsze doskonale ze wszystkim radziłam. Co z tego że byłam/jestem twarda jak ledwo powłóczę nogami.
 
     
kulka 
Popularus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza + Endo
Wiek: 37
Dołączyła: 13 Mar 2010
Posty: 41
Skąd: Radom
  Wysłany: Nie 21 Mar, 2010   

Osteotomia Ganza to coś innego niż endoproteza. Nie wiem na pewno czy na ul. Giserskiej ktoś będzie wiedział dokładnie jak pracować z osobą po Ganzu, ale wydaje mi się że lepiej dla mnie będzie rehabilitować się Konstancinie gdzie są lepsze warunki i możliwości działania (np. basen).
Co do "dlaczego to mnie się przytrafiło" - tak mówię gdy się strasznie wkurzam na swoją chorobę, którą mam od urodzenia i wcale tak słodko codziennie mi z nią nie jest. Wiem, wiem może takie przeznaczenie, ale moge chyba się powkurzać - to mi pomaga. Są chwile gdy naprawdę mam dosyć. Od urodzenia do 29 roku życia przeszłam juz 5 operacji otwartych na kościach, a od kilku lat musiałam znosić straszne bóle, bo nikt nie był w stanie mi pomóc. Moge czasem sobie pozrzedzic.
Ja tez leżałam w gipsach od pach po stopki - osteotomia Degi - gdy miałam 6 i 7 lat. Wiem jakie to fajne :mrgreen:
Każdy jest inny i indywidualnie podchodzi sie do każdego przypadku.
 
     
kinga 
19III2008 11VII2012




Status: Endo x 2
Dołączyła: 03 Gru 2009
Posty: 2533
Skąd: z Polski
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010   

kulka napisał/a:
ale moge chyba się powkurzać - to mi pomaga. Są chwile gdy naprawdę mam dosyć.

Oczywiście, że masz prawo do wkurzania się i wyrzucania z siebie złych emocji. Dobrze jest się czasem wygadać. Szczególnie dobrze, jak nas rozumieją :D Po to właśnie tu jesteśmy, żeby rozumieć, wspierać !!! :)

Każdy ma czasem dość, ale nie mamy czasem wyjścia i trzeba iść nadal. Ważne, żeby właśnie iść, a nie usiąść i nic nie robić :)

kulka napisał/a:
Moge czasem sobie pozrzedzic.

Zrzędzenie jest super, byle w odpowiednich ilościach :wink:

kulka napisał/a:
Każdy jest inny i indywidualnie podchodzi sie do każdego przypadku.

Oczywiście :D
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3743
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Pon 22 Mar, 2010   

Zgadzam się - z osteotomią jest inaczej...jest cięte 6 głównych mieśni nogi no i jest trudniej zrehabilitoweać się!

Droga Aniu - jeśli chcesz wrócić do pełnej sprawności nie zaniedbuj rehabilitacji ! Radom to duże miasto i napewno jest ktoś może niedaleko, kto będzie umiał Ci pomóc - na Fundusz NFZ nie radzę szukać Ci rehabilitacji, tylko prywatnie. Zajrzyj do kącika rehabilitacji ( koniecznie ) i nie maruj swojej szansy na zdrowie czekając co powie Profesor...stracisz kupę cennego czasu! Sama nie dasz rady, nie ma co liczyć na lekarzy - musisz wziąć swoję rehabilitację w swoje ręce i szukać kogoś najlepiej z kursami Pnf - warto nawet gdzieś dojeżdżać ! Pomyśl o tym...
Może któryś z naszych terapeutów może kogoś polecić do rehabilitacji po Ganzu w Twojej okolicy ?
Tymczasem masz u nas na Forum polecany w Twojej miejscowości : kontakt.
Warto spróbować...popytać...ale nie trać czasu! Im szybciej zaczniesz tym lepiej ! Głowa do góry - masz szansę z tego wyjść na naprawdę sprawną osobę :)
_________________
*...Mamy możliwość wyboru jak wykorzystać swój czas...*...MOJA HISTORIA...*
 
 
     
Lenka4 

Popularus Bioderkus




Status: Endo x 1
Wiek: 58
Dołączyła: 14 Wrz 2009
Posty: 69
Skąd: z okolicy stolicy
Wysłany: Pon 22 Mar, 2010   

Dasz radę, zobaczysz. Na poczatku, po każdej operacji, która mocno ingeruje w nasz organizm, człowiek jest rozklejony. Ale powoli, we własnym rytmie, wszystko się poukłada.
A do Konstancina wybierasz się do Stocera czy CKR? Ja się staram do CKR.
 
     
kulka 
Popularus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza + Endo
Wiek: 37
Dołączyła: 13 Mar 2010
Posty: 41
Skąd: Radom
Wysłany: Pon 22 Mar, 2010   

Witam,

Dzięki za wszystkie dobre słowa. Jestem straszną optymistką i nie martwię się wogóle co będzie dalej ... no bo po co jak będzie dobrze :-D
Poszłam sobie sama! dzisiaj na spacerek - z pierwszego pięterka zeszłam bez problemu, potem troszkę pochodziłam po sklepikach, zrobiłam małe zakupy i wróciłam. Tempo oczywiście żółwie, ale było fajnie. Jutro znowu uderzam w miasto. Ha ha
Jeszcze nie wiem dokładnie gdzie do Konstancina będę się starała pojechać, ale chyba do Stocera. Jak jest w CKR?
Do wizyty kontrolnej mam jeszcze 1,5 tygodnia więc i tak chyba zbyt wiele nie zdziałam z poszukiwaniem rehabilitanta, ale może coś się uda wymyśleć.
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3743
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Pon 22 Mar, 2010   

Kulko - jeśli zechcesz to zdziałasz bardzo wiele...tylko musisz się zmotywować...( dlatego polecałam Ci kącik rehabilitacji do czytania - żebyś poczyła świadomość działania dla Twojego dobra ) i uważaj nie przeciązaj się jeszcze szczególnie zakupami!
Optymizm to bardzo potrzebna sprawa ale bądź ostrożna i dbaj o siebie :)
_________________
*...Mamy możliwość wyboru jak wykorzystać swój czas...*...MOJA HISTORIA...*
 
 
     
Magdalena 
chora kosteczka
Mikrus Bioderkus




Status: Przed
Wiek: 27
Dołączyła: 20 Sty 2010
Posty: 28
Skąd: Nysa
Wysłany: Pon 22 Mar, 2010   

kulka napisał/a:
Czasem sobie poplakalam z powodu bólu i takiej bezsilnosci - "ze dlaczego to wlasnie mnie musialo sie to wszystko przytrafic, ze tak dlugo trwa zdrowienie i ze na druga noge juz nie zdecyduje sie". Takie chwile zwatpienia nie czesto mnie dopadaja i nie trwaja dlugo. Potem biore sie w garsc i wszystko jest ok.



Kulko podziwiam Cie za tą wytrwałość. Ja jestem przez jakakolwiek operacją ale nie wiem czy znalazłabym w sobie tyle zaparcia co ty. Nalezą Ci się gratulacje.
Wierzę w to ze dojdziesz do siebie i trzymam kciuki. Co do twojej historii to czytałam z zapartym tchem. Wiele się w Twoim zyciu wydarzyło i mam nadzieje że wizyta w kwietniu przyniesie dobre nowiny...:) naprawdę trzymam kciuki :brawo: za wytrwałośc
_________________
życie jest pięknym darem , trzeba tylko umieć z niego jak najwięcej czerpać
 
 
     
kulka 
Popularus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza + Endo
Wiek: 37
Dołączyła: 13 Mar 2010
Posty: 41
Skąd: Radom
Wysłany: Wto 01 Cze, 2010   

Witam wszystkich bardzo serdecznie, przepraszam że tak długo się nie odzywałam, ale zajęłam się intensywnie moim ukochanym rękodziełem i nie miałam kiedy tu się rozpisywać. Poszukiwanie odbiorców zabiera dużo czasu:))
Jestem już po 2 wizycie kontrolnej (kwiecień, maj), a następna 17 czerwca. Jeszcze się całkiem nie zrosły kości i nadal śmigam:) z 1 kulą. Jakoś powolutku dochodzę do formy. Rehabilitację lekarze mi odradzają, aby mi nikt krzywdy nie zrobił (jak się wszystko ładnie zagoi to wtedy można zacząć intensywniej ćwiczyć). Mogę pływać, powolutku jeździć na rowerku stacjonarnym i jeszcze parę ćwiczeń wykonywać. Moja noga operowana nie boli zbyt często, ale za to lewa odczuwa bardzo dźwiganie całego ciężaru. Ruchy w biodrze operowanym sa ograniczone:( Zakładnaie skarpetki lub mycie stopki to dla mnie wyczyn akrobatyczny:) Nie wiem kiedy sprawność moją będę mogła ocenić jako w miarę dobrą, ale mam nadzieję, że niedługo.
Myślałam, że szybciej się wraca do zdrowia po Ganzu, ale widać każdy przypadek to indywidualny przypadek. U mnie może trwać dłużej ponieważ bioderka były już cięte w dzieciństwie. Jak na razie nie myślę jeszcze o nodze lewej.
Pozdrawiam
_________________
"Logika zaprowadzi Cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi Cię wszędzie". A. Einstein
 
     
pasiflora 

Galaktikus Bioderkus




Status: Endo + Kapo
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 3273
Skąd: Polska
Wysłany: Sro 02 Cze, 2010   

kulka napisał/a:
Jeszcze się całkiem nie zrosły kości i nadal śmigam:) z 1 kulą

Na temat chodzenia o jednej kuli jest bardzo dużo wypowiedzi na tym forum i wszyscy fizjoterapeuci odradzją taką technikę poruszania się.
kulka napisał/a:
Rehabilitację lekarze mi odradzają, aby mi nikt krzywdy nie zrobił
Kto Ci takich bzdur naopowiadał Poczytaj dokładnie kącik rehabilitacji, blog Katji lub historię AgiW. Wzorowa rehabilitacja jest rozpoczynana jak najwcześniej, praktycznie zaraz po operacji. Poczytaj bo juz napisane tutaj na forum zostało w zasadzie prawie wszystko na temat reha, więc nie będę się powtarzać. Pozdrawiam Cię

Ps. Zdradź co to za rękodzieło ukochane wykonujesz?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
 
   

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Qbs. Template theme based on Unofficial modifications.