Forum Bioderko Strona Główna


 
   
 
Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Przesunięty przez: kinga
Pon 04 Lip, 2011
AgaW - choroba, leczenie, rehabilitacja...
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3745
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Wto 16 Cze, 2009   AgaW - choroba, leczenie, rehabilitacja...

Początki:
Przez wiele lat nie wiedziałam, że mam chore biodro. Prawie 4 lata temu rano poczułam mocny, paraliżujący ból w okolicy biodra, promieniujący do pachwiny i kolana. Myślałam że to skutek przedźwigania się w pracy i przemęczenia. Nie przejęłam się więc. Ból minął po kilku godzinach.Ten okropny ból jednak wracał. Nieregularnie, w różnych odstępach czasu.W pracy często miałam okazję podźwigać się - więc uważałam że naciągnęłam sobie jakieś ścięgno i stąd dolegliwości. Ten ból był jednak dziwny- pojawiał się nagle, był silny,paraliżował chodzenie a potem nagle znikał. Zaczęłam więcej odpoczywać-pomagało. Ale przy dłuższych spacerach, noszeniu zakupów ból biodra pojawiał się coraz częściej i na coraz dłużej. Potem się uspokajał.

Droga do diagnozy:
Udałam się w końcu do lekarza ogólnego. Lekarz podejrzewał naciągnięte ściegno,skurcz mięśnia.Dostałam skierowanie do ortopedy.
Wizyta u ortopedy okazała się wielką pomyłką bo: zostałam zbadana, mimo próśb nie dostałam skierowania na rtg biodra, lekarz był pewien że to naciągnięcie ścięgna i mięśnia spowodowane nadmiernym dźwiganiem. Dostałam leki od bólu, maść do smarowania, nakaz oszczędzania nogi i … miałam czekać aż ból przejdzie. Po wybraniu leków wszystko miało wrócić do normy. Lekarz ortopeda był uznany w moim mieście za bardzo dobrego więc uwierzyłam mu że to nic poważnego i czekałam na poprawę. Brałam leki, po kilku dniach ból minął całkiem. Po skończeniu leków biodro reagowało choć nie tak mocno. Pewnie dlatego że oszczędzałam się i uważałam żeby nie dźwigać.
Po 3 miesiącach ból zaczął się od nowa. Pojawiał się gwałtownie i znikał po różnym czasie trwania. Byłam zaniepokojona. Tym bardziej że zmieniłam pracę na siedzącą, i ograniczyłam obciążenie stawu biodrowego i nogi.
Odczekałam kilka (!) długich tygodni i kolejny raz udałam się do lekarza ogólnego. Opowiedziałam o bólu, dostałam znów skierowanie do ortopedy i wyprosiłam rtg biodra. Tym razem poszłam do innego ortopedy. Ortopeda, choć młody widząc rtg od razu poznał się na mojej chorobie. Byłam w szoku, załamana nie wierzyłam w to co mówił o tym, że tylko operacyjnie mogę wyleczyć biodro. I to do tego że powinnam jak najszybciej poddać się operacji. Lekarz po rozmowie ze mną wytłumaczył skąd nagła pojawienie się objawów. Pracowałam ciężko, po rzuceniu palenia znacznie przytyłam. Pomimo mojego wieku(wtedy 28 lat) choroba ujawniła się nagle. Lekarz opowiedział mi skąd się bierze dysplazja biodra, że byłam pewnie kiedyś leczona pieluszką ortopedyczną i leczenie było zbyt wcześnie zakończone - dlatego szczątkowa dysplazja biodra została. Po rozmowie z mamą okazało się że faktycznie byłam leczona pieluszką i podobno byłam wyleczona (wtedy lekarze oceniali bardziej”na oko”) !!! !
Ortopeda wypisał skierowanie do specjalisty do Lublina oraz skierowanie do szpitala. Byłam zdruzgotana, nie wierzyłam że to dzieje się naprawdę. Płacząc słuchałam opowieści o nowych metodach leczenia, o operacji wg.Ganza, o świetnych rokowaniach. Docierało do mnie tylko to, że mam mieć operację biodra! Zaczęłam się bać o utratę pracy, brak zrozumienia wśród ludzi, o to że będę uważana za kaleką osobę.
Dostałam zalecenie żeby spróbować schudnąć, jak najwięcej jeździć na rowerze, nie dźwigać. Dowiedziałam się gdzie najbliżej mogę się leczyć. Dostałam dwa nazwiska lekarzy w Lublinie którzy mają największe doświadczenie w leczeniu stawów biodrowych. Resztę dnia w pracy i domu przeryczałam. W głowie mi się to nie mieściło - zawsze byłam okaz zdrowia, córkę urodziłam bez kłopotów, nigdy nie byłam chorowita. Strach przed chorobą mnie sparaliżował. W domu starałam się kryć emocje i strach. Szczególnie przed córką. Mówiłam że wszystko będzie dobrze, bo to się wyleczy. Tylko nie umiałam w to uwierzyć.
Zapisałam się telefonicznie na wizytę- kolejka do Dr.Blachy (świetnego specjalisty od bioderek w przychodni w Lublinie) długa na miesięcy…a specjalista prywatnie nie przyjmuje. Nie miałam wyjścia- musiałam poczekać i się nauczyć żyć z bólem. Odkryłam że rower pomaga, biodro jest lepiej ukrwione i mniej boli. Nawet kilka dni było spokoju po wycieczce rowerowej.
Nauczyłam się masować nogę i unikać przemęczenia nogi i puchnięcia kolana. Miałam nadzieję że moje rozpoznanie nie jest takie poważne, że uda mnie się wyleczyć bez operacji.
Jesień i zima rozwiewała z każdą zmianą pogody moje wątpliwości. Ból był coraz częstszy i coraz silniejszy. Ograniczyłam aktywność, niewiele pomogło. Leki ogólne od bólu nie pomagały w ogóle. Z uwagi na wrażliwy żołądek zrezygnowałam z leków przeciwbólowych całkowicie. Zaczęłam się przyzwyczajać że boli prawie cały czas. Ból był tylko w dzień , wieczorem się uspokajał i spokojnie mogłam spać.
Nadeszła wiosna i czas wizyty w Lublinie( kwiecień czyli prawie rok z objawami choroby)Kilka godzin pod drzwiami pilnowania kolejki i przyszła moja kolej. Niestety diagnoza potwierdziła się w 100%. Pan Doktor Blacha opowiedział że operacja jest konieczna, zaproponował metodę wg.Ganza. Opowiedział o świetnych wynikach i świetnej sprawności po operacji. Tłumaczył mi długo i cierpliwie że nie powinnam odwlekać decyzji, bo choroba nie zatrzyma się i będzie postępować aż biodro się zniszczy i będzie konieczna endoproteza. Że ból będzie coraz większy, noga zacznie się skracać, mięsień pośladkowy zanikać, kręgosłup deformować. Słuchałam z rosnącym przerażeniem i płakałam. Absolutnie psychicznie nie byłam gotowa na operację. Lekarz to widział i kazał spróbować schudnąć, ruszać się, pływać, jeździć na rowerze, zabronił dźwigać i kazał się pokazać za 3 miesiące jeszcze raz. Obiecałam że przemyślę to co mi mówił i zastanowię się nad operacją. Zapytał czy nie wolę leczyć się w Otwocku. Ale skoro w Lubinie też się znali na tym to nie chciałam ze względu na odległość. Moją koleżankę świetnie zoperowali właśnie w Lublinie na kręgosłup wiele lat temu i to mnie przekonywało że tam mnie też wyleczą.
Po wizycie nadal byłam pełna strachu o zdrowie i swoją przyszłość. Nie dopuszczałam myśli o konieczności operacji. Bałam się że coś się nie uda. To był koszmarny dla mnie okres - ból i niepewność i niekończące się rozmyślanie i strach.
Wiele osób pocieszało mnie, także takie co miały poważne kłopoty ze zdrowiem, ale ja wiedziałam że to moje biodro i mój kłopot, mój ból i muszę przez to sama przejść.
Każda zmiana pogody przypominała o chorobie, ale były też dni spokoju. Nadal nie mogłam uwierzyć że stan mojego biodra jest taki poważny. Zaczęłam szukać informacji o chorobie w internecie - niestety niewiele znalazłam. Postanowiłam nie dać się i coś ze sobą zrobić. Zjeździłam kilku lekarzy w nadziei, że usłyszę coś innego o swojej chorobie, że jednak można spróbować innego leczenia. Powoli docierało do mnie że nie ucieknę od operacji…
Przyszedł czas kolejnej wizyty w Lublinie…a ja…przełożyłam wizytę. Nie byłam gotowa do podjęcia decyzji o operacji. To był błąd który mnie kosztował wiele dni w bólu…
Wiedziałam że mam trochę czasu, że moje biodro jeszcze nie jest zniszczone. Nauczyłam się żyć z bólem. Bez leków, próbując tuszować cierpienie przed wszystkimi.
Tak w oszukiwaniu siebie mijał czas. Przyszła kolejna jesień i zima…najgorszy koszmar w moim życiu. Choroba postąpiła, dołożyły się bóle zwyrodnieniowe w kręgosłupie. Bolało w dzień i nocami. Na zmiany pogody chciało mi się wyć i wrzeszczeć na cały głos. W dzień jakoś dawałam radę, wczuwałam się w pracę, w domu uciekałam od bólu w obowiązki. Aktywność ograniczyłam do minimum, miałam kłopot z dojściem do pracy, choć to niedaleko.
Przez całą jesień i zimę nie miałam normalnie przespanej nocy, a gdy przysnęłam to przez sen jęczałam, kręciłam się i ileś razy co noc ból mnie wybudzał. Dosypiałam w dzień po pracy. Miałam dość wszystkiego. Zaczęłam być wściekła, przemęczona i zaczęłam zdawać sobie sprawę że nie dam rady dłużej tak żyć. Dodam że nigdy nie byłam na zwolnieniu lekarskim z powody choroby. Żyłam jak inni bojąc się decyzji o operacji. Tyle że co to za życie w bólu…cieszyłam się wszystkim co mogłam ale było trudno być sobą.

Przełom:
Wiosną bóle trochę ustąpiły, ale ta straszna zima zrobiła swoje. Nie dawałam rady spacerować, rower już nie pomagał tak bardzo, gimnastyka okazała się niemożliwa, zakres ruchów zmniejszył się znacznie !! mój stan mnie przeraził. Rower pomagał na psychikę i odstresowanie. Zaczęłam rozumieć, że muszę dla swojego dobra się operować.
Pojechałam do kolejnego specjalisty do Zamościa.
Miałam nadzieję że może w Zamościu też będą mogli mnie zoperować-to moje rodzinne miasto. Niestety operację Ganza którą mi zaproponowano nie wykonują w Zamościu. Polecono mi Lublin jak chcę blisko albo Otwock jeśli mogę dalej się leczyć. Wybrałam Lublin. Kolejny raz wytłumaczono mi wszystko na temat mojej choroby i rokowań.
Dostałam też mocne leki od bólów i skierowanie na rehabilitację ( 10 zabiegów jonoforezy, solutu, pola magnetycznego) aby zmniejszyć dolegliwości bólowe. I skierowanie do szpitala na operację. Rehabilitacja pomogła mi bardzo na 3 miesiące. Mogłam więcej się ruszać, gimnastykować. Udało mi się schudnąć kilka kg dzięki rowerowi.
Postanowiłam poddać się operacji. Zaczęłam jeszcze więcej czytać w necie. Trafiłam na blog Katji. Nabrałam wiary w to że będę zdrowa i będę żyć jak inni ludzie. Nareszcie mogłam dowiedzieć się jak to jest z punktu widzenia pacjenta...blog zrobił na mnie wielkie wrażenie i bardzo mi pomógł.
W sierpniu pojechałam na prywatną wizytę do ordynatora ortopedii w Lublinie - obejrzał mnie, rtg i powiedział że trzeba operować póki mam czas, bo już niedługo moje biodro nie będzie nadawać się do operacji Ganza. Uspokoił mnie co do sprawności po zabiegu i już się nie bałam. Powiedział że lada dzień ktoś zadzwoni z terminem operacji i że wszystko będzie dobrze, że mam super rokowania. Uwierzyłam mu i szczęśliwa wracałam do domu.
Mimo radości byłam wściekła na siebie, że nie miałam odwagi wcześniej się zdecydować na operację. Czułam że zmarnowałam kupę czasu, a ból i tak zmusił mnie do decyzji którą mogłam podjąć od razu.

Przyjęcie do szpitala w Lublinie którego nie było:
W wyznaczonym czasie zadzwoniłam do Prof.do Lublina po termin operacji - termin wyznaczono na połowę października 2008r. Byłam szczęśliwa że tak szybko! Ciesząc się że skończy się ból zabrałam się za siebie- szczepienie wzw, wyleczenie wszystkich zębów żeby nie było ognisk zakażenia, kontrola u ginekologa. Do tego rower, gimnastyka codzienna i zdrowe odżywianie łącznie z braniem witamin. Nie mogłam się doczekać przyjęcia do szpitala. Niestety nie zostałam przyjęta w wyznaczonym terminie…nikt do mnie nie zadzwonił bo ktoś telefonu nie wpisał, było dużo wypadków i chwilowo mieli brak miejsc. Przyjechałam na próżno....osoby do planowanego przyjęcia wróciły do domu…Miałam żal jak mogli zapodziać telefon i nie uprzedzić. Przecież ludzie pracują i potem na idiotów wychodzą mówiąc że będą operowani, a wracają na drugi dzień do pracy…
Zostałam umówiona na jeszcze jedną wizytę u specjalisty - okazało się że będzie się mną zajmował lekarz właśnie ten, którego tak przekładałam wizyty… Na wizytę pojechałam, zostałam jeszcze raz zbadana, badania zostały porobione.
Przyznałam się lekarzowi jak wieki popełniłam błąd czekając z decyzją o operacji. On zrozumiał że człowiek musi swoje przejść zanim pójdzie po rozum do głowy. Opowiedział mi jak będzie wyglądać zabieg, co będzie przecinane, że będzie dłuta specjane sprowadzał z innego szpitala, dowiedziałam się że powinno mi wystarczyć ok. 4 miesięcy zwolnienia, że po wyjęciu śrub zagoję się błyskawicznie i szybko wrócę do pracy. Ustaliliśmy termin na połowę listopada. Mój kręgosłup dorobił się zwyrodnienia spowodowanego chorobą, skróceniem kończyny stąd takie straszne bóle. Dostałam kompozycję leków mających to szybko przed zabiegiem wyleczyć oraz skierowanie na kolejną rehabilitację( 10 zabiegów:pole magnetyczne, ultradźwięki, masaż kręgosłupa). Efekt rehabilitacji był zdumiewający - ból ustąpił całkowicie, mogłam chodzić wyprostowana, kulałam minimalnie, mogłam długo gimnastykować się bez bólu czym poprawiłam zakres ruchu w chorej nodze. Byłam szczęśliwa choć wiedziałam że to efekt tymczasowy. Mogłam spokojnie spać bez bólu! Cały czas dbałam o wagę ciała, o ruch i odżywianie nie zapominając o witaminach. Niecierpliwie czekałam na operację. Niestety dzień przed przyjęciem zadzwonił lekarz prowadzący że…chciałby wstrzymać się z operacją. Dr. Blacha skonsultował mój przypadek z Prof.Czubakiem z Otwocka , który jest największym autorytetem w kraju w operacjach bioderek metodą wg.Ganza. I polecił mi pojechać na konsultację do Profesora. Wytłumaczył mi że dla mojego dobra muszę to zrobić, ponieważ mam trochę nietypowe bioderko do osteotomii. Lublin nie wykonuje wielu operacji takich jak moja, więc potrzebna jest konsultacja dodatkowa. Było mi przykro że znowu moja operacja się odwleka, ale czułam że lekarz ma dobre intencje i szczerze chce wyjaśnić wszystkie wątpliwości co do mojego stawu biodrowego. Zgodziłam się pojechać. W sumie byłam b.wdzięczna za szczerość. Dostałam kontakt do Prof.Czubaka, zapewnienie że w razie czego mogę liczyć na pomoc i obiecałam że się odezwę po konsultacji.

Kolejna wizyta…
Umówiłam się na wizytę w Warszawie prywatnie na sam koniec grudnia. Gdy dojechałam do Warszawy okazało się że…członek bliskiej rodziny Profesora miał właśnie poważny wypadek i wizyty zostają odwołane. Jechałam 4 godziny samochodem na próżno…i kolejne 4 wracałam z niczym do domu. Kolejna wizyta ustalona została na połowę stycznia 2009r. Jechałam znów kawał drogi bojąc się, żeby wszystko było w porządku i żebym się dostała na wizytę. O wyznaczonej godzinie zostałam przyjęta, zbadana, okazało się że mam świetne wyniki i rokowania i że…Profesor w maju mnie zoperuje !
Moja radość trwała całą drogę do domu (czyli 4 godziny) Czułam że teraz już na pewno moja operacja dojdzie do skutku. Tylko musiałam poczekać kilka miesięcy…
Czas wykorzystałam na dbanie o formę i zdrowie. Zauważyłam że wcale się nie boję zabiegu, że czekam na niego w dobrym nastawieniu. Noga bolała oczywiście ale…przestałam zwracać uwagę na ból. Przecież niedługo miała być operacja, a ja nie chciałam tracić czasu na smutek i strach jak kiedyś.
Na wiosnę po zimowych przykurczach bardzo chciałam się usprawnić. Uprosiłam lekarza ogólnego o leki takie jak zapisał mi specjalista z Lublina i rehabilitację. Po powtórzeniu kuracji czułam się lepiej, ból zmniejszył się ale...czułam postęp choroby. Rezultat nie był tak rewelacyjny jak wcześniej, ale wiedziałam że dam radę przeczekać czas do operacji.

Nareszcie Otwock!
W wyznaczonym terminie pojechałam na czczo nad ranem do Otwocka. Badania poszły sprawnie, byłam bardzo przejęta. Potem konsylium…to było coś nowego. Zostałam przedstawiona zespołowi lekarskiemu, który obejrzał moje wyniki, rtg, zostałam zbadana i zakwalifikowana do operacji. Wyszłam szczęśliwa, mimo że musiałam poczekać na zabieg jeszcze kilka dni.
Na dzień przed operacją dowiedziałam się że po obiedzie już nie wolno mi jeść a pić mogę tylko do północy i to wodę mineralną. W szpitalu poznałam wspaniałe osoby które dzielnie znosiły swoje choroby i walczyły o zdrowie. Od osób z sali dowiedziałam się że powinnam naszykować sobie wodę w małych butelkach, zaopatrzyć w ręczniki pod ręką. Było mi wesoło szczególnie że na sali ze mną była dziewczyna poznana na badaniach która miała być operowana w tym samym dniu i tą samą metodą. Razem spacerowalyśmy i szykowalyśmy się na operację. To pomagało - byłam daleko od domu i fajnie było porozmawiać z kimś kto choruje na to samo. Wśród zdrowych ludzi nie jest się całkiem rozumianym. Z chorobą jest jak z miłością - kto nie przeżył ten nie umie zrozumieć. W szpitalu czułam się bardzo dobrze. Wieczorem dostałam zastrzyk od zakrzepów i czopki. Od rana zaczełam czuć głód. Niewiem czemu nie miałyśmy obandażowanych nóg przed zabiegiem jak inni. Miałam dobry nastrój, spacerem zabijałam czas, przygotowałam wodę, gazety, wykąpałam się. Potem podali kroplówki. Cierpliwie czekałam na zabieg - byłam ostatnia w kolejce …

Operacja:
Kiedy przyszła moja kolej poszłam wesoło pod salę operacyjną. Nie bałam się. Cieszyłam się że nareszcie moja kolej! Personel sali operacyjnej był bardzo miły. Wszystko co mi robili tłumaczyli. Najgorsze było wkłucie do kręgosłupa. Nie bolało, ale nie było przyjemne. Po chwili już znieczulenie działało, podłączono aparaturę, założono cewnik, przyszedł Profesor i drugi lekarz i zaczęła się operacja. Przyznam że byłam mile zaskoczona. Personel uczestniczący w operacji był miły, troskliwy i wesoły. Czułam troskę ekipy o mój stan zdrowia. Wszystko słyszałam, odgłosy operacji przypominały remont łazienki u sąsiada za ścianą. Myślałam że będzie gorzej. Po jakiś 2-2,5 godz. było po wszystkim, operacja świetnie się udała a mnie szczęśliwą przewieziono na salę pooperacyjną. Tam byłam podłączona do aparatury, dostałam kroplówki. Całą noc czuwała pielęgniarka. Czułam się bezpiecznie. Najgorsze było gdy opuszczało mnie znieczulenie. Nic nie bolało bo dostałam leki od bólu, ale było mi strasznie zimno. Długi czas trzęsło mnie i szczękałam zębami. Przespałam całą noc. Rano zawieżli mnie na kontrolne zdjęcie rtg a potem na salę. Czułam się świetnie, ale dokuczało mi leżenie plackiem na plecach. Dobę obowiązkowo trzeba leżeć plackiem inaczej ma się straszliwe migreny oporne na leki od bólu. Śniadanie zjadłam leżąc, apetyt mi dopisywał. Na obchodzie dowiedziałam się że mój organizm zniósł operację wzorowo, że morfologię mam jak zdrowy człowiek(!) a co najdziwniejsze że jestem jedną z nielicznych pacjentek Profesora które…nie krwawiły na operacji!
Skoro nie krwawiłam to nie potrzebowałam transfuzji ! Byłam dumna ze swojego organizmu. Większość pierwszej doby po operacji przespałam. Plecy od leżenia bolały, ale noga kiedyś bolala o wiele bardziej…więc zadowolona znosiłam ten ból ciesząc się że więcej nic mnie nie boli. Drugą dobę znowu duuużo spałam. Apetyt miałam jeszcze większy a wyniki to już w ogóle wspaniałe.
Pionizacja wyszła mi średnio. Udało mi się wstać ale tylko na chwilkę. W trzeciej dobie śmiało ćwiczyłam stopę - jak rehabilitant kazał. Udało mi się przejść kawałeczek po sali na kulach. Byłam taka szczęśliwa z każdego samodzielnego kroku!
W czwartej dobie chodziłam już nieżle, nawet do wc dawałam radę dojść i zrobiłam małe pranie!!.Każdy dzień był coraz lepszy i byłam coraz silniejsza. Ćwiczyłam dystans na kulach żeby 6 dnia po operacji dojść do schodów.
W niedzielę doszły na salę nowe osoby - w tym 3 do operacji wg.Ganza. Świetne dziewczyny, które wspaniale radziły sobie. Wsród nich była Katja. Poznałyśmy się i dużo rozmawiałyśmy o jej doświadczeniach, o rehabilitacji. Rozmawiałyśmy do późnych godzin, było wspaniale porozmawiać z wieloma osobami o naszej chorobie. Widziałam jak bardzo rehabilitacja wpłynęła na chód Katji po pierwszym zabiegu. Poczułam że chcę tak samo chodzić -znaczy pięknie! Ćwiczyłam z entuzjazmem ćwiczenia które rehabilitant zalecił. W szóstej dobie zaliczyłam chodzenie po schodach - był to bardzo duży wysiłek. W siódmej dobie w Dzień Matki wyszłam do domu.

Moje wnioski po operacji :
Szpital był dla mnie sprawdzianem charakteru, uporu, nowym doświadczeniem. Jestem zadowolona z tego jak znosiłam operację, dumna że dałam radę być wesoła i uśmiechnięta mimo trudności. Poznałam tam wiele wspaniałych osób. Najbardziej żałuję że wcześniej nie zdecydowałam się na operację. Niepotrzebnie przeszłam przez długi czas bólu, ale dzięki temu wiem nauczyłam się wiele o sobie i życiu. Podejście do choroby jest bardzo ważne, trzeba jak najszybciej pogodzić się z tym co życie niesie i stawić temu czoło z godnością. Człowiek jest bardzo silny, jeśli pozytywnie się nastawi i uwierzy w siebie.
W chorobie są ciężkie chwile, najgorsza jest walka z bólem i to że trzeba przez to przejść w sumie samemu. Ważna jest pomoc najbliższej rodziny i wsparcie. Ja takie miałam.To prawda, że życzliwość ludzi i prawdziwych przyjaciół poznaje się będąc chorym. Bardzo ważne jest mieć komu opowiedzieć o tym co się czuje i wiedzieć że jest się ważnym i potrzebnym pomimo ograniczeń choroby. Walka z bólem w tej chorobie zmienia ludzi wewnętrznie, trzeba z siebie dawać wszystko, żeby się nie poddać co czasem jest bardzo trudne. Nie wolno zwątpić w to że leczenie ma sens. Trzeba nauczyć się wiary w siebie, nie zapominać o tym że każdy dzień jest ważny i może być wspaniały. Ja musiałam nauczyć się relaksować - mój sposób to dalekie rowerowe wycieczki za miasto, kontakt ze zwierzętami (mam 2 piękne koty norweskie), muzyka i przebywanie z bliskimi osobami. Wieczorami kąpiel z masażem. Starałam się cieszyć każdy drobiazgiem, nawet piękną pogodą i widokiem przyrody.Dużą radość sprawiało mi dbanie o siebie - nie chciałam pokazywać światu choroby. Uparłam się że muszę dać radę dla siebie, dla rodziny, że chcę pokazać sobie i innym że jestem silna i potrafię wszystko znieść. Choroba sprawiła że stałam się twarda i nauczyłam się rozumieć swój organizm.

„…Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie…”
— Phil Bosman


Miesiąc po operacji :
Czuję się świetnie, a każdy dzień jest nowym wyzwaniem. Każdy dzień niesie jakiś postęp w powrocie do sprawności i radość że jest coraz lepiej.
Najgorsze były pierwsze 2 tygodnie w domu. Potrzebowałam pomocy i drażniła mnie moja nieporadność. Pomogło mi przgotowanie mieszkania na czas po szpitalu, szczególnie szafy i kuchni. Jak przygotować dom na powrót opisałam w temacie tutaj
Po 3 tygodniach zaczęłam wychodzić sama z domu, kąpać się w wannie, obcinać paznokcie u chorej nogi. Po miesiącu mogę na krótki dystans prowadzić samochód.
Raz na tydzień spotykam się z rehabilitantką, która pomaga mi w ćwiczeniach, ocenia efekty, pokazuje jak dalej ćwiczyć. W domu ćwiczę bardzo dużo bez ociągania się. Za 2 tygodnie mam kontrolną wizytę w Otwocku. Pomagam nodze w gojeniu kości poprzez zjadanie dużych ilości galaretek owocowych (żelatyna pomaga bardzo w odbudowie), jem mnóstwo warzyw i dodatkowo przyjmuję wapń i witaminę d3+a. Mam zamiar szybko dojść do sprawności i szybko wrócić do pracy. Wiem, że to jest możliwe. Jestem pełna energii i szczęśliwa że operacja już za mną. Wierzę, że będzie wszystko dobrze, przecież operował mnie najlepszy zespół lekarski. Cieszę się że trafiłam do Otwocka, gdzie jest taki świetny zespół lekarski i żałuję że moja droga do operacji była taka długa. Najważniejsze to poznać chorobę, przestać się bać, nie zgubić w bólu samej siebie.Moje doświadczenie z bólem opisałam w temacie tutaj

Kontrola pooperacyjna 6 tyg.od operacji:
Wczoraj 2 lipca miałam pierwszą kontrol w Otwocku u prof.Czubaka po mojej operacji. Po obejrzeniu nowej fotki rtg z radością usłyszałam, że wszystko goi się dobrze, prawidłowo, dokładnie tak ma być. Dowiedziałam się że mogę już obciążać stopniowo operowaną nogę całkowicie, że powinnam odłożyć 1 kulę ( co jest tematem spornym bo ja chcę zostać na obu do końca a potem naraz odstawić obie ze względu na kręgosłup ). Kolejną wizytę mam za miesiąc i wtedy okaże się kiedy będę mogła wrócić do pracy. Na razie zanosi się że we wrześniu, co jest dobrym wynikiem. Profesor był zadowolony z wyników leczenia a ja szczęśliwa że wszystko idzie dobrze.

Sprawność po 6 tygodniach od operacji :
Jest świetnie! Nic mnie nie boli, nawet gdy dłużej pochodzę, zakres ruchów mam duży, ćwiczę codzień intensywnie odbudowę mięśni i zakresu ruchów.
Ćwiczę nawet jadąc samochodem, siedząc przy komputerze, wykorzystuję każdą chwilę na usprawnienie się.
Teraz mogę już chodzić obciążając nogę - to stwarza wiele możliwości. Zostaję do końca na obu kulach, potem odstawiam obie naraz -wbrew temu co mówił Profesor.
Coraz więcej z każdym dniem mogę chodzić - idąc zwracam uwagę na chód -żeby był prosty, równe obciążenie. Noga już mi się nie skręca,mięśnie odbudowują się szybko. Przedwczoraj zrobiłam sobie sprawdzian - wyjechaliśmy z mężem na wycieczkę po Roztoczu. Zrobiłam kupę kilometrów - ból pojawił się w rękach i plecach. Noga nie boli, kolano chorej nogi leciutko spuchło.
To trudne trasy leśne, okazałam się...ZDROWA tyle że na kulach! Zszokowałam turystów swoją obecnością w trudnych miejscach. Zmęczyłam się ale...co za radość! Teraz czuję , że sprawność wraca - przed operacją nie dałabym rady - ból zepsułby mi wycieczkę.
Moje marzenie po zakończeniu leczenia to między innymi objechać Roztocze na rowerze( na drugi rok). Nie spodziewałam się , że jestem aż tak sprawna, wycieczka uświadomiła mi jak wiele człowiek może 1,5 miesiąca po operacji! Na zmęczenie pomogła mi gorąca kąpiel z masażem, po kąpieli powtórny masaż postawił mięśnie na nogi. Kilka fotek w albumie tutaj
 
 
     
Jowi 
Pielęgniarka

Gigantus Bioderkus




Status: Artroskopia x 1
Wiek: 32
Dołączyła: 19 Cze 2009
Posty: 835
Skąd: Poznań
Wysłany: Czw 16 Lip, 2009   

Ale sie rozpędziłas z tym dochodzeniem do zdrowia.....myślałam, że z tej górki to nie wyhamujesz...:)
powodzenia
_________________
.... Żaden Anioł nie szybuje samotnie......
....Twoja dłoń w mojej dłoni....bezpiecznie:)
 
 
     
yunan 
Mikrus Bioderkus



Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 26
Dołączyła: 19 Cze 2009
Posty: 2
Skąd: Jarosław
Wysłany: Czw 16 Lip, 2009   

O prosze ja tez tam byłam ok.5-6 tyg po operacji :) Najlepsze miejsce na szukanie pokszepienia i motywacji do dalszej pracy !
 
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3745
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Pią 17 Lip, 2009   

Kocham takie wycieczki, bo pozwalają na poczucie się zdrowym i silnym. Możemy udowodnić sobie i innym, że na kulach też można normalnie żyć ;-) Przyroda świetnie działa na psychikę i nabranie jeszcze większej motywacji do ćwiczeń. :-D Od tamtej pory często urządzam sobie wycieczki choć w miejsca o mniejszej urodzie. Cały czas marzę o Bieszczadach... może już niedługo :-) Na razie pracuję nad kondycją.
 
 
     
Jowi 
Pielęgniarka

Gigantus Bioderkus




Status: Artroskopia x 1
Wiek: 32
Dołączyła: 19 Cze 2009
Posty: 835
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią 17 Lip, 2009   

AgaW napisał/a:
Cały czas marzę o Bieszczadach...


W zeszłym roku byłam w bieszczadach.....chodziłam po górach...z mega ciężkim plecakiem, potem odwiedziłam solinę....było cudnie, aż do powrotu do domu, kiedy okazało się, że przez moje zacięcie do chodzenia uszkodziłam sobie chrząstke w stawie biodrowym.....ajć
_________________
.... Żaden Anioł nie szybuje samotnie......
....Twoja dłoń w mojej dłoni....bezpiecznie:)
 
 
     
Nika 
Popularus Bioderkus



Status: Osteo. Ganza x 2
Wiek: 39
Dołączyła: 04 Lip 2009
Posty: 149
Skąd: Wa-wa
Wysłany: Pią 17 Lip, 2009   

AgaW, imponująca trasa :-) Gratulacje! jeszcze kilka tygodni i będziemy oglądać foty z Bieszczad :-D
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3745
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Sob 18 Lip, 2009   

Oto ciąg dalszy mojej histori:

Dziś 18 lipca 2009 mija równo 2 miesiące od mojej operacji wg.Ganza :mrgreen: ( nawet godzina jest podobna gdy to piszę )

To dla mnie małe święto - bilans osiągnięć i powrotu do sprawności.
Jestem bardzo zadowolona z tempa powrotu do zdrowia. Oto moje powody do radości :

Ból kręgoslupa prawie minął, wchodzę po schodach na przemian stawiając nogi bez kłopotu i równiutko, mięśnie chorej nogi są już niewiele słabsze od zdrowej nogi.
Kolano mi już prawie nie dokucza i nie buntuje się przeciwko nauce prawidłowego chodzenia.
Zakres ruchów w przywodzeniu, odwodzeniu, podnoszeniu jest niewiele mniejszy niż u zdrowej nogi.
Wszystkie czynności w domu wykonuję sama bez trudności ( kila dni temu umyłam okna do ponad 3/4 wysokości !). Nawet czynności na kolanach nie sprawiają mi kłopotu. Jedyna praca domowa której nie robię to zakupy - nie dźwigam w ogóle jeszcze.
Z ubieraniem się nie mam trudności, nawet zakładanie rajstop idzie dobrze.
Z każdym tygodniem łatwiej mi malować samodzielnie paznokcie u nogi chorej bez wykręcania tej nogi.
Z prowadzeniem samochodu z manualną skrzynią biegów nie mam żadnych kłopotów nawet na dalekie odległości.
Pływam świetnie i mogę wchodzić do wody nie o kulach, tylko z mężem za rękę.
W sprawach seksu jestem tylko nieznacznie mniej sprawna niż przed operacją i jeszcze jestem ostrożna.
Coraz dłużej mogę siedzieć przy komputerze bez bólu pleców i drętwienia nogi co oznacza, że mój powrót do pracy zbliża się dużymi krokami.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z wyników operacji :-D Wiem że duża zasługa w tym jest mojej rehabilitantki i mojego uporu w codziennych częstych ćwiczeniach. Warto dużo ćwiczyć i przykładać się do rehabilitacji i poświęcać jej jak najwięcej czasu.
Efekty są super!
Czuję, że żyję i to bez bólu!
Z każdym tygodniem doskonalę coś w swojej sprawności co widać i co jest potrzebne i budujące dla psychiki.
Szczerze to nie myślałam i nie marzyłam, że 2 miesiące po operacji będzie aż tak dobrze :mrgreen:
 
 
     
Jowi 
Pielęgniarka

Gigantus Bioderkus




Status: Artroskopia x 1
Wiek: 32
Dołączyła: 19 Cze 2009
Posty: 835
Skąd: Poznań
Wysłany: Sob 18 Lip, 2009   

Świetnie Aguś - tylko tak dalej:)
_________________
.... Żaden Anioł nie szybuje samotnie......
....Twoja dłoń w mojej dłoni....bezpiecznie:)
 
 
     
mala_klara 
Mikrus Bioderkus




Status: Przed
Wiek: 34
Dołączyła: 19 Cze 2009
Posty: 27
Skąd: Cieszyn
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009   

AgaW jesteś dla mnie wzorem! Podziwiam Cię za wytrwałość, śmiałość w dążeniu do celu. Jak Ty to robisz? Skąd w Tobie tyle samozaparcia? Chciałabym być po operacji taka jak Ty!! Chyba warto mieć takiego kogoś, taki wzór, okaz sił. Wtedy jest łatwiej. Będę sobie przypominać jaka byłaś dzielna i sama taka będę. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko :)
Dziękuję, że opisałaś to wszystko tak pięknie.
 
     
Jowi 
Pielęgniarka

Gigantus Bioderkus




Status: Artroskopia x 1
Wiek: 32
Dołączyła: 19 Cze 2009
Posty: 835
Skąd: Poznań
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009   

Cytat:
AgaW jesteś dla mnie wzorem! Podziwiam Cię za wytrwałość, śmiałość w dążeniu do celu. Jak Ty to robisz? Skąd w Tobie tyle samozaparcia? Chciałabym być po operacji taka jak Ty!! Chyba warto mieć takiego kogoś, taki wzór, okaz sił. Wtedy jest łatwiej. Będę sobie przypominać jaka byłaś dzielna i sama taka będę. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko :)
Dziękuję, że opisałaś to wszystko tak pięknie.


Droga mała_klaro troche przeraziłam sie tą Twoja wypowiedzią:/ Z jednej strony dobrze, ze chcesz mieć jakis wzór do naśladowania, a z drugiej ważne abyś nie zapominała, ze każdy pacjent jest indywidualnym przypadkiem, i żebys w tym powrocie do sprawności zachowywała zdrowy rozsądek. Wiesz dla niektórych wejście po schodach to tak jak mount ewrrest a dla innch wyprawa w góry to małe piwo:)Życze ci jak najlepiej, ale pamiętaj, że wszystko u każdego przychodzi w swoim czasie:)
_________________
.... Żaden Anioł nie szybuje samotnie......
....Twoja dłoń w mojej dłoni....bezpiecznie:)
 
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3745
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Nie 19 Lip, 2009   

Bardzo mi miło, że mogę być dla kogoś wzorem. Wiem, że każdy z nas potrafi bardzo wiele, można przejść samego siebie, choć czasem to trudna droga.
Mała Klaro - pogódź się z życiem, z chorobą i walcz o każdy dzień. Mam nadzieję, że po zabiegu będziesz w równie dobrej lub lepszej formie jak ja. A nawet jeśli coś będzie przebiega inaczej to nie wolno poddawać się! Radość życia zależy w dużej mierze od nas samych - zawsze jest jakiś powód do radośći i zawsze warto szukać we wszystkim dobrych stron. Choroba uczy nas cierpliwości i bycia twardym - to jest cenne i potrzebne. Nigdy nie trać wiary w siebie !!! Uwierz, że warto małymi krokami iść po zdrowie :-D
Cieszę się bardzo że moja historia daje Ci motywację. Głowa do góry - ani się obejrzysz a będziesz po leczeniu. Bądź dobrej myśli, optymiści lepiej znoszą ból. Będę za Ciebie trzymać kciuki, że ze wszystkim sobie poradzisz świetnie i niebawem napiszesz swoją historią na forum. :-D
Mała Klaro ! To ja dziękuję ze Twoje słowa - skoro to co piszę pomaga ludziom to jest dla mnie wielka nagroda i radość że mogłam coś zrobić dla innych chorych :mrgreen:

Jowi - myślę, że wiele osób musi mieć wzór, aby znależć w sobie motywację. Czasem samemu trudno jest uwierzyć w swoje możliwości i pokonać strach. Chcemy wierzyć, że się uda - dlatego patrzymy i wzorujemy się na innych. Często to bardzo pomaga odnależć siebie, siłę w chorobie.
Wiecie - ja też miałam swój wzór - dziennik z remontu Katji dodał mi skrzydeł i pomógł uwierzyć, że będe zdrowa. Gdy poznałam Katję w szpitalu myślałam że wezmę ją na ręce i wycałuję za to, że zaczęła pisać dziennik!
 
 
     
KasiaM 
KasiaM
Popularus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 31
Dołączyła: 22 Cze 2009
Posty: 47
Skąd: centrum Polski
Wysłany: Pon 20 Lip, 2009   

AgaW ja też przeczytałam przed chwilką Twój post, z zaciekawieniem przeglądam forum i cieszę, że wszystko tak fajnie i szczegółowo opisujecie. Boję się operacji i to jest normalne, ale Wasze wypowiedzi dają mi wiarę, że wszystko będzie w porządku, gdyby nie blog Katji, ja też chyba nie zdecydowałabym się na operację tak szybko. Wiem, że tylko operacja pozwoli mi normalnie żyć i nie ma innego wyjścia. Kiedy będzie już "po" sama chcę pomagać innym tak jak Wy dziewczyny pomagacie mi.
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3745
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Pon 20 Lip, 2009   

Kasiu M. Wiem co czujesz przed operacją - zawsze jest niepewność przed nieznanym i tym jak będzie po wszystkim. Będzie dobrze - bądź dzielna, napewno dasz radę świetnie przejść przez leczenie.
Operacja to nasza szansa na nowe życie i naprawę tego co natura nam zepsuła - nie bój się tej naprawy !
Świetnie, że po wszystkim zechcesz dzielić się doświadczeniem i pomagać innym chorym przejść przez chorobę. :-D
Napewno niedługo z zaciekawieniem poczytamy wszyscy Twoją historię choroby i leczenia.

Dziś 9 tygodni po operacji Ganza spotkałam się po małej przerwie z pracy z moją rehabilitantką
Moja rehabilitantka oceniła bardzo wysoko moją codzienną pracę w domu. Jednak zaniepokoiło mnie to że zauważyłam, że jestem ... krzywa. Zostałam dziś dokładnie zmierzona - nogi mam równej długości ale ... pogłębiła mi się skolioza na skutek kompensat lub była już wcześniej gdy skracała mi się z choroby kończyna. Przy próbie chodu o 1 kuli krzywię się. Gdybym odstawiła 1 kulę to byłabym jeszcze bardziej krzywa. Zostaję przy dwu kulach do końca, aż nauczę się chodzić prosto, bez utykania. Teraz przy próbie chodu utykam znacznie, mam bóle kolana. Moja rehabilitacja będzie więc rozszerzona o zlikwidowanie złych nawyków w chodzeniu powstałych wskutek choroby i zlikwidowanie skoliozy. Czeka mnie ciężka praca, ale jeśli się przyłożę to szybko będą efekty. Rehabilitantka mi pomoże - sama nie dałabym rady nawet znaleźć przyczyny mojego krzywienia się i korygować błędów.
Od dziś muszę położyć nacisk na nowe dodatkowe ćwiczenia, które zniszczą złe stare nawyki i nauczą mnie od nowa prawidłowo chodzić. To bardzo ważne, bo nie chcę mieć w przyszłości kłopotów z kręgosłupem.

Kontrolna wizyta 2,5 miesiąca po operacji Ganza

Dziś byłam na kontrolnej wizycie u Prof. Czubaka.
Na początek pochwalę się - choć od maja mamy samochód dziś sama zajechałam z Biłgoraja do Otwocka!!!
Tylko przez Lublin jechał mąż, bo ja jeszcze nie czuję się pewnie jadąc przez skrzyżowania. Nawet jazda w jedną stronę była dla mnie wielkim osiągnięciem( ponad 200 km w 1 dniu to dla mnie strasznie dużo )
Na wizycie opowiedziałam Profesorowi o moich kłopotach z kolanem, które zaczęły się od czasu pełnego obciążania operowanej nogi.
Dowiedziałam się, że to normalne, że kolano reaguje, że może reagować jeszcze nawet kilka miesięcy.
Prof. powiedział, że kość zrasta się pięknie i w świetnym tempie.
Dostałam zalecenie jazdy na rowerze! Nawet do 30 km dziennie! Tylko mam unikać górek i wertepów.
Do tego mam nogę ćwiczyć nadal intensywnie i ćwiczyć proste chodzenie bez kul po domu.
Dowiedziałam się też, że do pracy prawdopodobnie wrócę już od października, a wyjęcie śrubek będę mieć w chyba lutym.
Gdyby nie kolano to czułabym się świetnie, ale niestety ono puchnie często i boli - cóż - noga uczy się prawidłowo chodzić a skrzywienie kręgosłupa po naprawie skróconej chorej nóżki trzeba naprostować. Wiem, że będzie dobrze, muszę tylko ćwiczyć wytrwale - to skrzywienie się bardzo szybko koryguje się pod wpływem ćwiczeń, co mnie bardzo cieszy.
Super było spotkać się na kontroli z kumpelą z sali AniąL. Nie ma jak porozmawiać , wymienić się postępami w sprawności, porównać i zmotywować nawzajem do dalszej pracy nad rehabilitacją.
Ogólnie sprawność po 2,5 miesiąca po operacji oceniam bardzo dobrze!

Po kontroli spotkałam się z moją rehabilitantką. Opwodziedziałam o postępach w zrastaniu się kości, o tym co mówił Profesowr o moim bolącym kolanie, o tym że mam ćwiczyć mięśnie i jeździć na rowerze. Dostałam nowe ćwiczenia na kręgosłup na prostowanie się, moja praca w domu przynosi powolne efekty w postaci coraz lepszego ustawiania się miednicy.
A dziś...po namyśle czy aby kolano znów nie zacznie szaleć a mięsień czworogłowy uda wyć - zrobiłam to co zalecał Profesor!!!
Przejechałam się leśną asfaltową drogą ok. 15 km !!! ! Robiłam postoje i nie forsowałam się. Na razie jest dobrze - noga nie boli. To cudowne znowu jechać rowerem - nie sądziłam, że tak szybko będę podziwiać las znad kierownicy!!!
Jeśli noga nie będzie reagować to będę czasem jeździć rowerem. Resztę ćwiczeń na nogę, chód i kręgoslup wykonuję normalnie codziennie poświęcając szczególnie dużo czasu na nie rano i wieczorem( po godzinie ), a między czasie też ćwiczę trochę w dzień.
 
 
     
Katja 




Status: Osteo. Ganza x 2
Wiek: 39
Dołączyła: 12 Kwi 2009
Posty: 1223
Skąd: Wawa/Silesia
Wysłany: Sob 08 Sie, 2009   

Aha, niedługo to Ty będziesz prawdziwym Pudzianem!! :-) Podziwiam Twoją wytrwałość :-) Jesteś debeściakiem, wiesz o tym :mrgreen:
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3745
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Nie 09 Sie, 2009   

Pudzianem? hahaha :lol:
Katjo - nie mam wyjścia - muszę ćwiczyć choć czasem mam dość. Nie dość, że mięśnie do odbudowy, nauka chodzenia to i ten kręgosłup...dołożyła mi kupę pracy ta skolioza...wiem, że muszę ćwiczyć, bo boję się że gdy to zaniedbam to za jakiś czas będę kłopoty.
Najważniejsze, że kolano uspokaja się trochę i mogę znowu robić wszystkie ćwiczenia. Mam wrażenie, że za mało się staram - ale muszę uważać na m.czworogłowy uda bo łatwo ulega przeciążeniu.
Bardzo się staram i pilnuję prawidłowego wykonywania ćwiczeń, chcę chodzić ładnie i prosto i we właściwy sposób - tylko codzienna wytrwałość da efekty, nikt nie może za mnie tego zrobić...no i wiem, że warto ;-)
Postanowiłam ćwiczyć codziennie nawet, gdy wrócę do pracy co najmniej do czasu wyjęcia śrubek...Po tym czasie mam nadzieję, że mój kręgosłup się naprostuje. Po śrubkach pewnie też jakiś czas będę potrzebować rehabilitacji.
Po wczorajszym rowerze noga czuje się dobrze...Tylko czworogłów lekko zmęczony, bałam się reakcji nogi po tym wypadzie, tego że znów będzie boleć kolano. Dziś rower odpuszczę, za to będą ćwiczenia jak zwykle, czyli jeszcze z 2 godz. na dziś podzielone na 2 częsci ( 0,5+1 godz na noc ) Rano już godzinkę pracowitą zaliczyłam i nie było bólu :-D
A rowerek będzie raz na ok.3 dni dla relaksu zamiast ćwiczeń dziennych w tych dniach :-D
Stopniowo będę wydłużać trasę aż dojdę do 30 km ( ograniczenie przez Prof. )
Nie mogę się doczekać wypadów jakie będę robić za rok... :mrgreen: To dopiero będzie jazda...to mnie motywuje do działania :mrgreen:
_________________
*...Mamy możliwość wyboru jak wykorzystać swój czas...*...MOJA HISTORIA...*
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
 
   

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Qbs. Template theme based on Unofficial modifications.