Forum Bioderko Strona Główna


 
   
 
Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
nasza historia
szczęśliwa mama 
Mikrus Bioderkus



Status: Zdrowy szczęściarz
Dołączyła: 24 Sty 2016
Posty: 1
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 24 Sty, 2016   nasza historia

Witam, chciałam się podzielić z Wami naszą historią, która dzięki wspaniałemu człowiekowi skończyła się szczęśliwie. Nasza córeczka urdodziła się z poważną wadą serca. Mieszkaliśmy w tym momencie w Szwajcarii i zdecydowaliśmy się, że zostaniemy tam dopóki nie przejdzie ostatniej operacji w wieku ok 3 lat. Tuż po urodzeniu córka była pod ścisłą kontrolą zespołu wielu lekarzy. Już po 3 miesiącach przeszła pierwszą operację, gdzie również była pod ścisłą kontrolą lekarską. Od urodzenia nie lubiła leżeć na brzuszku, ale myśleliśmy, że wynika to z tego, że jest troszkę słabsza by podnosić się na rączkach. Martwiło nas również to, że bardzo słabo odwodziła nóżki na bok. Właściwie nie dało się jej wziąć na ręce tak, aby objęła nas nóżkami, bo kończyła raczej klęcząc. Mimo dzielenia się swoimi obawami pediatra utrzymywał, że wszystko jest w porządku. Będąc jednak w Polsce na wakacjach, gdy dziecko miało 4,5 miesiąca postanowiliśmy zrobić USG bioder, które nie jest robione standardowo w Szwajcarii. Trafiliśmy do dr Wojtyńskiego na Tarchominie, który wykrył głęboką dysplazję bioder i skierował nas na RTG. Następnego dnia po wykonaniu rentgenu, dr Wojtyński zdiagnozował również zwichnięcie stawów biodrowych. Diagnoza zwaliła nas z nóg. Po przejściach z sercem nie sądziliśmy, że może być jeszcze jakaś nie wykryta choroba. W końcu tylu lekarzy ją badało i kontrolowało pod każdym kątem. Choroba bioder była już bardzo zaawansowana. Dr Wojtyński ostrzegał, że to ostatni dzwonek na podjęcie próby leczenia zachowawczego. Polegało na położeniu dziecka w łóżku na 6 tygodni na wyciągu. Wróciliśmy do Szwajcarii postanowiliśmy podjąć leczenie. Stwierdziliśmy, że jeśli propozycja leczenia będzie taka sama jak w Polsce, to niczym nie ryzykujemy. Tak się też stało, natychmiast po powrocie położono córkę na wyciągu. Widok dziecka i brak możliwości wzięcia go na ręce przez kolejne kilka tygodni łamało serce. Po każdym tygodniu robiono dziecku USG oraz rentgen i wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Niestety po 4 tygodniach lekarz prowadzący zwalił nas z nóg informacją na temat standu zdrowia naszej córki. Diagnoza brzmiała - teratologiczne zwichnięcie stawów biodrowych, które powstało już w pierwszych tygodniach ciąży i nie ma możliwości wyleczenia takich bioder zachowawczo. Jedyną szansą miała być skomplikowana i ciężka operacja na każde biodro. Niestety zaproponowana operacja, która miała się odbyć po ukończeniu półtora roku, ze względu na wadę serca wiązała się z dużym ryzykiem oraz zagrożeniem dla życia. Nie poddając się postanowiliśmy jeszcze zasięgnąć dodatkowych opinii innych lekarzy z Polski. Nasza rodzina odwiedziła kilku lekarzy pokazując wyniki córki. Prawie każdy lekarz w Polsce potwierdzał diagnozę ze Szwajcarii włączając w to jednego z najlepszych profesorów ortopedów w Polsce. Dr Wojtyński, który nas zdiagnozował, namawiał, żeby spróbować jeszcze zasięgnąć opinii dr Andrzeja Czopa, ordynatora dziecięcego oddziału ortopedycznego szpitala na Niekłańskiej w Warszawie. Dr Czop jako jedyny nie zgodził się z diagnozą teratologicznego zwichnięcia bioder. Mimo, że znał opinie wszystkich swoich poprzedników, dał nam 50% szans na wyleczenie. Taką samą metodą jak w Szwajcarii – wyciągiem. Oboje z mężem mieliśmy ogromne wątpliwości, gdyż czemu za drugim razem miało się udać to co nie udało się poprzednio? Zwłaszcza, że mieliśmy świadomość, że unieruchomienie dziecka na kolejne tygodnie odbije się na jego rozwoju. Efektem pierwszego unieruchomienia było to, że w wieku 6 miesięcy nie potrafiła się nawet przekręcić na boczek. Dr Czop był tak wspaniałą osobą, że kilkakrotnie telefonicznie namawiał nas, że warto podjąć tą próbę. Jesteśmy mu wdzięczni, że nie spoczął i z poczuciem misji udało mu się wzbudzić w nas ziarnko nadziei. Następnego dnia spakowaliśmy się i ruszyliśmy do Polski. Z samego rana stawiliśmy się w szpitalu u doktora. Rozpoczęliśmy kolejne tygodnie męki na wyciągu. Doktor Czop wiedząc w jak ciężkim stanie psychicznym byłam zgodził się skrócić czas na wyciągu do 4 tygodni. Nie ukrywam, że była to ogromna ulga. Po tych 4 tygodniach przeprowadził u córki repozycję, czyli bardzo precyzyjne wstawienie bioder w prawidłowe miejsce pod narkozą. Repozycja zakończyła się sukcesem. Biodra udało się wstawić i nie wyskoczyły od razu. Następnie założono dziecku gips od brzucha do kostek w pozycji żabki. Nie oznaczało to jeszcze wyleczenia, gdyż dr Czop ostrzegał, że biodra w każdej chwili mogą mimo gipsu wyskoczyć. Każdy jednak mały sukces dawał nam nadzieję i potwierdzał jak bardzo wszyscy lekarze poza doktorem Czopem się mylili! Od tej pory żyliśmy od wizyty do wizyty czekając z nadzieją, że otrzymamy dobre wiadomości. Po 6 tygodniach zdjęto dziecku gips i wykonano RTG. Biodra nadal trzymały się w panewkach, które nieznacznie ale zaczęły się pogłębiać. Córce założono ortezę na kolejne 6 tygodni. Biodra nadal utrzymały się w panewkach. Po zdjęciu ortezy pozwolono córce swobodnie się ruszać poza nauką chodzenia. Nie potrafiła co prawda poza leżeniem nic innego robić, więc ruchy te były mocno ograniczone. Po kolejnych 3 miesiącach, dokładnie gdy córka skończyła roczek zrobiliśmy kolejne RTG. Wreszcie wytworzyły się maleńkie ostre krawędzie na panewkach, co ostatecznie utwierdziło doktora Czopa, że ryzyko zwichnięcia jest od tej pory minimalne. Leczenie zakończyło się sukcesem. Choć dysplazja nadal jest spora, a proces panewkotwórczy trwa kilka lat, z każdym ruchem córka pogłębia sobie panewki. My za to odetchnęliśmy z ulgą, że uniknęliśmy horroru, w który chcieli nas wrobić wszyscy inni lekarze. Chciałabym, aby nasz przypadek przestrzegł wszystkich rodziców, żeby nie poddawali się pierwszej lepszej diagnozie, tylko potwierdzili ją przynajmniej u kilku dobrych specjalistów. Tu w tym miejscu chcielibyśmy podziękować ogromnie doktorowi Andrzejowi Czopowi, że nie zważając na konsekwencje niepowodzenia leczenia walczył o zdrowie naszej córki i uniknięcie bardzo ryzykownej operacji, której mogłaby nie przeżyć.
 
     
drupinka 

Maximus Bioderkus




Status: Endo x 1
Wiek: 61
Dołączyła: 19 Sie 2009
Posty: 417
Skąd: Górny Śląsk
Wysłany: Pon 25 Sty, 2016   

szczęśliwa mama, oby wszystko już się układało jak należy! Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie :) :ok:
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
 
   

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Qbs. Template theme based on Unofficial modifications.