Forum Bioderko Strona Główna


 
   
 
Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Tylko chwila a jakie zmiany- BMHR/nanos agi.t.
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Pon 15 Lis, 2010   Tylko chwila a jakie zmiany- BMHR/nanos agi.t.

Po dłuższych wahaniach zdecydowałam się opisać swoją historię z bioderkiem.
Zaczęło się 8.12.2009 roku ok. godz. 20.00,wracałam z koleżankami z fitnessu- sport to zdrowie :-/ - jechałyśmy autem, ja z tyłu. Schyliłam się po telefon, który był w torbie na podłodze i ...czuję jakiś smród i dym...Boże auto się pali, trzeba uciekać, ale jakoś nie mogę wstać. Nie wiedziałam co się stało, dopiero za chwilę uświadomiłam sobie,że miałyśmy wypadek. Ktoś mnie wyciąga z auta, próbują "na siłę" , bo autko małe ,sportowe, dwudrzwiowe. Udało się,ale nie mogę stać, boli jak chole...Pomagają mi usiąść na krawężniku i wtedy widzę,że na skrzyżowaniu stoi karetka- okazało się ,że jechali do innego wezwania, ale zostali przy nas.
Założyli kołnierz, usztywnili prawą nogę. W karetce słyszę tylko,że jedziemy do szpitala i że mam gęstą krew- no cóż, pewnie po wysiłku, w końcu jeszcze przed chwilą skakałam na fitnessie.
Przyjeżdżamy do szpitala, pamiętam ,że mówiłam o moim uczuleniu na salicylany,że w telefonie jest zapisany numer do męża. Szybkie EKG i jedziemy na RTG. Widzę lampy na suficie...i tyle, czarna dziura...znowu tracę przytomność z bólu...potem leżę na wózku- ok.2-3 godzin- i czekam ,aż się zwolni sala operacyjna...Środki przeciwbólowe nic nie pomagają...Znów odlot...W międzyczasie przychodzi mąż...nie pamiętam tego...Wreszcie jedziemy. Jestem na sali.
"Zwichnięcie stawu biodrowego i złamanie głowy kości udowej"- tyle wiem, teraz odliczać od 10 ...
Nocka przespana, rano powitanie mojej współtowarzyszki sali, pani Kazi-bardzo miła :) Potem jedziemy na TK.
"Kość wstawiona na swoje miejsce, będziemy czekać aż się zrośnie i obserwować czy się ukrwi czy też będzie martwica".
Noga "przywiązana" do ciężarka.
Lekarze po kilku wizytach mówią,że w przyszłości czeka mnie endo,ale to jeszcze nic pewnego,bo młody organizm, może być wszystko ok.
W międzyczasie przywożą nową pacjentkę -Dorotę <kiss> - utrzymujemy kontakt do dziś. Potem pani Kazia do domku, a na jej miejsce pani Helenka- to ta o której pisałam w innym poście, starsza pani z niesamowitym poczuciem humoru.
W końcu przychodzi moja kolej do domu- przed tym pionizacja i nauka chodzenia o kulach.
Jestem uzależniona od pomocy męża i córki. Ubranie skarpetki, mycie, zrobienie posiłku tylko dzięki nim.
Potem zaczynają się comiesięczne wizyty kontrolne, kolejne RTG i TK. W międzyczasie dopada mnie załamka psychiczna, w sumie kilka miesięcy siedzenia w czterech ścianach robią swoje...W ciągu sekundy moje życie zmieniło o 180 stopni. Kiedyś roześmiana, teraz płacząca...Byłam powierniczką cudzych problemów i pocieszycielką , teraz sama takiej pomocy potrzebuję...
Po ok. czterech miesiącach zgłaszam lekarzowi,że noga zaczyna mnie coraz częściej boleć w pachwinie i z boku uda- również lewa, która przejęła cały ciężar, ponieważ mam zakaz obciążani prawej nogi. Słyszę,że to normalne, na TK wychodzi podejrzenie martwicy i osteoporoza w miejscu złamania, ale podobno to nic takiego, to tylko podejrzenia, na Rtg jest ok. Jeśli za parę lat będzie się coś działo to może kapoplastyka ,ale przecież jestem młoda a co własny staw to własny...Po pięciu miesiącach mam pozwolenie na obciążanie nogi.
Szukam w necie info na temat kapo i trafiam na forum. To był maj, po przeczytaniu tematu o lekarzach postanawiam wybrać się do dr Mielnika. Diagnoza nie jest optymistyczna, doktor- jako jedyny- ogląda płytkę i pokazuję mi "moją martwicę". Przy takim urazie liczą się godziny,aby była jakaś szansa na uratowanie kości...a ja tyle miesięcy zmarnowałam...Dostaję termin na wizytę w Piekarach. W lipcu po zrobieniu Rtg okazuje się ,że mam zwyrodnienie w obu stawach. Wpisana na listę oczekujących metodą BMHR.
Chodzę na rehabilitację, bo noga po pięciomiesięcznym odciążaniu jest ograniczona ruchowo. Są już jakieś efekty, ale to w dalszym ciągu chora noga. Operacji nie da się uniknąć,ale trzeba dbać o nią aby w dobrej formie wytrzymała do operacji.
Trochę się tu rozpisałam, trochę informacji o mojej chorobie w innych postach, więc już nie będę ich powielać.
W nocy gdy nie mogłam zasnąć tak sobie pomyślałam,że chyba dojrzałam o decyzji o napisaniu swojej historii, w końcu już nie długo będzie rok od tej chwili,która tak zmieniła moje życie...
Dzięki wielki dla Forum i dla kochanych Bioderkowiczów za pomoc i wsparcie :* Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile dla mnie zrobiliście.
Kocham Was :dajeserce:
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
Ostatnio zmieniony przez pasiflora Wto 10 Kwi, 2018, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Pon 15 Lis, 2010   

Alicja napisał/a:
Aga, mówili Ci, skąd się wzięło zwyrodnienie w drugiej nodze? Czy jej przeciążenie miało duże znaczenie?


Prawdopodobnie tak, choć w lewym biodrze to są dopiero małe zmiany. Podczas mojej pierwszej wizyty u dr usłyszałam,że powinnam obciążać nogę po dwóch, góra trzech miesiącach- a ja obciążałam po pięciu...
Poza tym spokojnie i dokładnie to rozmawia się w prywatnym gabinecie- jest się sam na sam z lekarzem a nie w towarzystwie pielęgniarek i innych pacjentów, oczywiście jest to sytuacja dogodna dla dwóch stron.
Jednak gdy poprosiłam o jakieś potwierdzenie na papierze,że to drugie biodro jest do naprawy wskutek wypadku, to usłyszałam,że od tego jest lekarz orzecznik...a ja chciałam takie potwierdzenie dla ubezpieczyciela. Lekarz orzecznik w ogóle nie widział żadnego zwyrodnienia, więc o czym tu gadać...
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
Nuta 

Bioderkus!!!




Status: Endo x 2
Wiek: 63
Dołączyła: 14 Lis 2010
Posty: 262
Skąd: Śląsk
Wysłany: Pon 15 Lis, 2010   

Aga, rozumiem twój ból psychiczny po wypadku, gdy w jednaj sekundzie zmienia się życie.
Bądź dobrej myśli, przed tobą jeszcze tyle życia! Dojdziesz do formy, masz młode kości i ciało - i nawet z endo czy z kapą będziesz tańczyć. Znam taką jedną dziewczynę, która ma teraz 28 lat, a w wieku 19 miała wypadek samochodowy. Ma endo. Jest szybka, zwinna, tańczy, czasem gdy jest zmęczona, to nieznacznie utyka, ale to potem mija b. szybko.
Tak więc , tak jak my wszystkie, uzbrój się w cierpliwość i walcz o swoją sprawność.
"Nie ma sytuacji na świecie bez wyjścia,
kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno"
(J.Twardowski)

Pozdrawiam!
_________________
Jeszcze w zielone gramy!
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Pon 15 Lis, 2010   

Mijka pewnie gdybym od razu z wypadku pojechała do Piekarskiej Urazówki to może by było szybciej, a tak...wiesz jak to jest z naprawianiem "po kimś"...
A tak poza tym kochane dziewczyny dzięki :) walczę, tak szybko się nie poddam, nie teraz :)
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Wto 16 Lis, 2010   

Oj macie rację kochani. Jupi gdybym siedziała to prawdopodobnie uszkodzony kręgosłup, "uratowało" mnie to schylenie się do torby...Ktoś tam na górze jednak nade mną czuwał.
No ale to już było...trzeba żyć dalej. Dziś jakoś dotarłam na rehabilitację- choć z bólem- no i się okazało,że mój ból lewej kostki i pięty to wynik zapalenia ścięgna Achillesa. Masaż pomógł na chwilkę, opuchlizna zeszła na chwilę- ogólnie jak leżałam było spoko. Kolejny "plasterek" przyklejony, zakupiłam okład żelowy no i próbuję jakość dojść do formy. Poczułam trochę luzu bez chodzenia o kulach, prawdopodobnie przeciążyłam no i teraz jestem "uziemiona". Siedzę z nogą na pufie, okład na stopie i praktycznie zero spacerków, bo ból nie pozwala...Ech a było tak fajnie, bioderko i udo oklejone, nie bolało a wykończyła mnie taka mała rzecz. :-(
A tak poza tematem dla tych ,co pytali: fryzurka chyba ok, mnie się podoba, koleżanka stwierdziła ,że młodziej wyglądam :-P jak będzie możliwość zrobienia sobie zdjęcia w "nowej odsłonie" to wkleję jako nowy avek :)
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Sob 20 Lis, 2010   

Kochani jesteście! Dzięki za odzew :kiss:
Ostatnio nawet mój mąż stwierdził,że znowu zaczynam się częściej śmiać. :-D
Nie chcę się podlizywać ,ale to w dużej mierze dzięki Wam. Czytając wasze historie człowiek oswaja się z tym co go czeka, przecież zawsze boimy się tego co nieznane. A codzienne wizyty na SB to już potężne naładowanie baterii dawka humoru :mrgreen:
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Wto 23 Lis, 2010   

Od około 10 dni mam problem z moją lewą stopą...Pięta bolała z boku i od spodu a kostka opuchnięta. Na początku myślałam,że to wynik przeciążenia ale puchła mi tylko ta jedna kostka. Na ostatniej reha Beatka powiedziała,że możliwe jest ,że w wyniku przeciążenia puchnie tylko jedna noga oraz -po wnikliwym badaniu- okazało się,że mam zapalenie ścięgna Achillesa. Ból był taki jakbym chodziła po rozgrzanych nożach wbijających się w moją piętę. Po masażu, ćwiczeniach i oklejeniu taśmą było lepiej, nie forsowałam tej nogi, schładzałam żelami, chodziłam tyle ile to konieczne, no i z kulami...Poczułam trochę "wolności" bez kul i mam...Wczoraj odkleiłam taśmę ,bo już ledwo się trzymała. Kostkę miałam wczoraj jak balon z dwóch stron...Podłożyłam sobie trzy poduchy pod nogę i jakoś trochę opuchlizna zeszła. Dziś jadę na reha...mam nadzieję,że jakoś dotrę, zobaczymy. Jeśli ból i opuchlizna w dalszym ciągu będą się utrzymywać to jednak trzeba się wybrać do lekarza. Tylko do jakiego? Czy lekarz rodzinny coś pomoże? Jeśli wskazana będzie wizyta u ortopedy to będzie problem bo w moim mieście ortopeda już mnie w życiu nie ujrzy :[ Było już tak fajnie a teraz znów jestem "uziemiona", tyle spraw do załatwienia a ja nie w formie...Kurczę wk@rza mnie to wszystko :-x Nawet na dłuższy spacer z psiakiem nie wychodzę...ech...
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Czw 25 Lis, 2010   

We wtorek byłam na reha: znowu masaż, kostka oklejona ze wszystkich stron piękną różową taśmą, dodatkowo Beatka pokazała mi jak oklejać ścięgno zwykłym plastrem no i "prądziki". W piątek idę znowu, bo Beatka załamywała ręce nade mną...
Tak się boję iść do lekarza,ale jeśli nadal tak będzie to jednak będę musiała-być może trzeba będzie wziąć jakiś zastrzyk. Jestem tak uprzedzona do ortopedów z mojego szpitala,że po prostu odwlekam tą wizytę-mam jednak nadzieję,że mój lekarz rodzinny coś pomoże, to jest lekarz który nigdy mnie nie zawiódł...ale mam nadzieję,że w ogóle nie będzie potrzeby odwiedzenia go- a nóż mnie wyśle do ortopedy ?? ;(
Ogólnie moja forma psychiczna "dzięki" tej kontuzji spada z dnia na dzień w dół.... :cry:
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Czw 25 Lis, 2010   

Oj Ala kochana jesteś :* Czekoladę bardzo chętnie zjem- na poprawę nastroju :)
No niech będzie, pójdę zaraz do przychodni- blok obok :) - i spytam się czy jest jeszcze mój lekarz.
Bać się boję, bo ja taka jestem- choć może w miarę dobrze to ukrywam ;-) - ale jakie mam wsparcie :dajeserce: dzięki.

EDIT 30.11.2010

Właśnie wróciłam od lekarza.
W poniedziałek miałam pobieraną krew, dziś wyniki i wizyta u lekarza rodzinnego. CRP i kwas moczowy w normie, OB podwyższone -53, tak więc jakiś stan zapalny w tej mojej kochanej kostce jest. W piątek wzięłam antybiotyk, więc powinno być ok- jeśli nie to w piątek po kolejny. Na szczęście ominęło mnie to czego się obawiałam-mianowicie zastrzyk w tą stopę...brrr. Jednak musiałam ta nogę przeciążyć i teraz mam. Kolejną reha musiałam przełożyć, miałam być dziś, ale nie zdążyłabym do lekarza. Niestety przez tą lewą kostkę obciążam teraz bardziej prawą "bioderkową" nogę,bo lewa boli i ciężar przenoszę na prawą...Było tak fajnie, po obklejeniu taśmą i reha moje bioderko dało mi spokój, ale teraz znów zaczęło o sobie przypominać...
Coś jednak musi siedzieć w tej mojej psychice- tyle miesięcy obciążałam tylko lewą nogę, więc jak zaczynałam chodzić bez kul to nadal mimowolnie obciążam lewą nogę- stąd prawdopodobnie to zapalenie. Na poprzednich reha pokazywałam jak chodzę i było ok, więc miałam pozwolenie na odstawianie kul, więc chyba ktoś musi mnie pilnować jak chodzę albo bez kul naprawdę tylko parę metrów i koniec. Przydałoby się zrobić ten test z wagami, który był na warsztatach w Bielsku :)
Ach człowiek poczuł wiatr we włosach...a teraz czuję wściekłość na siebie, na swoje bioderko, na tego "achillesa"... No cóż, nikt nie mówił,że będzie łatwo ;)
:kiss:
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
AgaW 

Galaktikus Bioderkus




Status: Osteo. Ganza x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 07 Cze 2009
Posty: 3758
Skąd: Lubelskie
Wysłany: Czw 02 Gru, 2010   

aga.t. napisał/a:
No cóż, nikt nie mówił,że będzie łatwo

ale gdy już z tym się uporasz to poczujesz ogromną radość :) Wszystkie te nasze nawyki to sprawa psychiki i jakoś Tobie też uda się ją przestawić :)
Może niekoniecznie zbyt wcześnie odstawiłaś kule, może chodzi o jakieś ćwiczenie które trzeba włączyć aby nie przeciążać nogi, wystarczy przecież malutkie niedopracowanie pracy jednego z mięśni i już coś jest nie tak.
Mimowolnie obciążasz jedną z nóg, bo coś jest jeszcze zbyt słabe. Może to przeciążanie to wynik chodzenia po śniegu?Bo to jest trudne, mączące i wszystko "wyłazi" co jeszcze jest do odrobienia w rehabilitacji.
Szukaj rozwiązania, nie daj się !
Jak mówili w reklamie "rehabilitacja to ciężka praca" - ale to daje efekty, choć nie od razu.
Trzymaj się i bądź dobrej myśli, znajdziesz na to przeciążanie sposób ze swoim reha :) i już niedługo nam o tym napiszesz :)
_________________
*...Mamy możliwość wyboru jak wykorzystać swój czas...*...MOJA HISTORIA...*
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Czw 02 Gru, 2010   

AgaW napisał/a:
Może to przeciążanie to wynik chodzenia po śniegu?

Aguś moje spacery po śniegu dopiero się zaczęły, a "achilles" odezwał się jeszcze przed śniegami. W sumie to moje pierwsze spacery od czasu choroby bioderka, bo w poprzednią zimę nie wychodziłam w ogóle- najpierw szpital, potem dom z zakazem obciążania prawej nogi. Jeśli miałam wizytę kontrolną u lekarza to siostra podjeżdżała pod samą klatkę a potem pod wejście do szpitala. Można by rzec,że teraz zaczynam oswajać się ze śniegiem ;)
We wtorek mam reha,więc mnie Beatka poogląda- zobaczymy, pogadamy :)

AgaW napisał/a:
"rehabilitacja to ciężka praca" - ale to daje efekty, choć nie od razu.

Oj tak, tym bardziej,że prawą nogę miałam odciążaną przez pięć miesięcy,więc siłą rzeczy nie da się tego nadrobić w dwa miesiące :(
A co do spacerków po śniegu to zakupiłam dziś nowe ogumienie dla moich przyjaciółek ;) czyli nakładki na kule z kolcami. ( dodam,że w sklepie bardzo miły pan od razu mi je nałożył ). Na głębokim śniegu nie czuć żadnej różnicy,ale na ubitym faktycznie jest inaczej. Przechodząc przez ulicę czułam się pewniej choć zdarzyło się,że pod cienką warstwą śniegu była warstwa lodu. Oczywiście odpowiednie buty czyli typowe ''trapery" też mają znaczenie- podeszwa raczej się nie ślizga choć z typową "szklanką'' nie będę próbować ;)
Ogólnie zrobiłam dziś spacerek,który normalnie trwał by ok. 30 minut, ale ja poszalałam i szłam 1,5 godziny- stopa jeszcze trochę boli, śnieg...więc szłam powolutku ale ogólnie spoko :) Kostka jeszcze trochę opuchnięta,ale biorę tabletki- niestety NLPZ- antybiotyk pomógł, więc jutro nie muszę iść po kolejny.
Będzie dobrze :D
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
piedra32 

Maximus Bioderkus




Status: Endo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 28 Paź 2009
Posty: 505
Skąd: Athlone-Ireland
Wysłany: Pon 06 Gru, 2010   

aga.t., niesamowita jesteś, nigdy nie sądziłam że przeszłaś tak wiele, a to chyba dobry znak bo Twój entuzjazm, współczucie i troska o innych wyrażona w postach nie okazywała tego- wręcz przeciwnie.
Silna kobieta z Ciebie i wierze że uporasz się z problemami ;-)
Cudownie że masz fajną rodzinkę która Cię wspiera i pomaga to b ważne.
Dobrze że opisałaś swoje perypetie wiem że nie było łatwo ale dzięki temu możemy lepiej Ciebie poznać.
Osobiście Dziękuję Ci za wsparcie i mam nadzieję że jak już poradzimy sobie z bioderkami to spotkanie murowane.

Pozdrawiam bardzo serdecznie
_________________
Nigdy nie jest równie daleko od celu,
jak wtedy, gdy nie wiesz,
dokąd zmierzasz.
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Pon 06 Gru, 2010   

piedra32 Dołączyłaś do grona osób, które doprowadziły mnie do łez :placze: oczywiście łez wzruszenia. Nawet nie wiesz jak bardzo trafiłaś dziś z tym postem- akurat jakaś chandra znów mnie dopadła...czuję się jakaś taka niepotrzebna...ale jak zwykle znajdzie się tutaj ktoś, kto potrafi podnieść na duchu :kiss:

piedra32 napisał/a:
Dobrze że opisałaś swoje perypetie wiem że nie było łatwo ale dzięki temu możemy lepiej Ciebie poznać.

Mam nadzieję,że nadal będziecie chcieli ;) i że się nie zawiedziecie na mnie.
piedra32 napisał/a:
mam nadzieję że jak już poradzimy sobie z bioderkami to spotkanie murowane.

Oczywiście!!!!
Jeszcze raz dzięki piedra i buziaki :kiss:
Wszyscy jesteście super !
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Sro 08 Gru, 2010   

Zima...Zimno...Bioderko zaczęło o sobie przypominać :( Wczoraj miałam reha- nie bardzo chciało mi się ruszać z domu,ale mus to mus. Moja droga na reha zajmuje mi trochę czasu- najpierw dojście na przystanek:ok. 5 minut, potem autobus również 5-8 minut, potem spacer na przystanek tramwajowy i czekam 10 minut, jazda ok. pół godziny. W tramwaju siedzę, więc niby ok ale po jakiś 15 minutach zaczynam czuć jak bioderko daje znowu znać o sobie. Prostuję nogę, zginam - jakbym siedziała na szpilkach. Pora wysiadać a noga jakby z drewna...Na szczęście gabinet blisko- tylko przejść na drugą stronę. Beatka stoi gdzieś w korku i trochę się spóźni,więc Jarek bierze mnie "na leżankę". Masaż mięśni pośladkowych, punkty spustowe- jakbym miała jakieś kamienie w pośladku. Potem kolejne mięśnie...grzebieniowy, zginacz,przywodziciel...itp. Rozgrzewka przed ćwiczeniami z Beatką. Oj po raz pierwszy nie dawałam wczoraj rady, pod koniec ledwo zipiałam. Ta drobna kobietka mnie "powaliła"- ja taka baba a nie dawałam rady...Moja prawa noga ma wciąż problemy, czuję przy ćwiczeniach,że mięśnie słabiutkie...Chociaż robiłyśmy takie ćwiczenia,że nawet mięśnie lewej nogi i brzucha bolały- no ale dawały przynajmniej znać ,że są ;) Po dotarciu do domu wypiłam kawkę, położyłam się aby trochę odpocząć i zasnęłam, po prostu padłam jak kawka ;) Niezły wycisk :) Dziś mam zakwasy, he he :)
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
Ostatnio zmieniony przez pasiflora Nie 30 Sty, 2011, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
aga.t. 

Gigantus Bioderkus




Status: Kapo x 1
Wiek: 41
Dołączyła: 02 Cze 2010
Posty: 1145
Skąd: Czeladź
Wysłany: Pon 10 Sty, 2011   

Coraz bardziej zbliża się termin wizyty kontrolnej- to już w piątek...a ja coraz bardziej zaczynam się bać...Wiem,że to głupie,bo sama zdaję sobie sprawę z tego,że operacji nie da się uniknąć, wiem że dni z bólem będzie coraz więcej- ostatnio znów tak jest- ale boję się i gdybym usłyszała,że operacji nie będzie w tym roku to nawet bym się nie zmartwiła.
Czytając historie innych Bioderek,które są "po" powinno być lepiej,ale nie jest. Wiem,że dobrze robię korzystając z reha, sama poszłam aby doprowadzić moje mięśnie do jakieś używalności aby szybciej powrócić do formy po operacji a teraz mam cykora jak cholewcia.
W dodatku w ostatnich dniach nastąpiła kolejna przykra weryfikacja "znajomych''...
No cóż- życie...Stwierdziłam,że jeśli wrócę-choć częściowo- do takiego życia jak przed wypadkiem nie będę już "podusią" czy "ramieniem" do pocieszenia...Przykro mi bardzo- dajesz dużo a w zamian... Ostała się ledwie garstka tych kochanych, sprawdzonych- z takiej ilości...Jak zwykle byłam naiwna...
Na szczęście mam Was- kolejny raz muszę przyznać: co ja bym bez Was zrobiła?? :dajeserce:
_________________
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
 
   

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Qbs. Template theme based on Unofficial modifications.