Forum Bioderko
Forum Bioderko zrzesza chorych z problemami stawów biodrowych, fizjoterapeutów, lekarzy ortopedów oraz osoby związane i zainteresowane tematem.

Kapoplastyka - historie - Tylko chwila a jakie zmiany- aga.t.

aga.t. - Pon 15 Lis, 2010
Temat postu: Tylko chwila a jakie zmiany- aga.t.
Po dłuższych wahaniach zdecydowałam się opisać swoją historię z bioderkiem.
Zaczęło się 8.12.2009 roku ok. godz. 20.00,wracałam z koleżankami z fitnessu- sport to zdrowie :-/ - jechałyśmy autem, ja z tyłu. Schyliłam się po telefon, który był w torbie na podłodze i ...czuję jakiś smród i dym...Boże auto się pali, trzeba uciekać, ale jakoś nie mogę wstać. Nie wiedziałam co się stało, dopiero za chwilę uświadomiłam sobie,że miałyśmy wypadek. Ktoś mnie wyciąga z auta, próbują "na siłę" , bo autko małe ,sportowe, dwudrzwiowe. Udało się,ale nie mogę stać, boli jak chole...Pomagają mi usiąść na krawężniku i wtedy widzę,że na skrzyżowaniu stoi karetka- okazało się ,że jechali do innego wezwania, ale zostali przy nas.
Założyli kołnierz, usztywnili prawą nogę. W karetce słyszę tylko,że jedziemy do szpitala i że mam gęstą krew- no cóż, pewnie po wysiłku, w końcu jeszcze przed chwilą skakałam na fitnessie.
Przyjeżdżamy do szpitala, pamiętam ,że mówiłam o moim uczuleniu na salicylany,że w telefonie jest zapisany numer do męża. Szybkie EKG i jedziemy na RTG. Widzę lampy na suficie...i tyle, czarna dziura...znowu tracę przytomność z bólu...potem leżę na wózku- ok.2-3 godzin- i czekam ,aż się zwolni sala operacyjna...Środki przeciwbólowe nic nie pomagają...Znów odlot...W międzyczasie przychodzi mąż...nie pamiętam tego...Wreszcie jedziemy. Jestem na sali.
"Zwichnięcie stawu biodrowego i złamanie głowy kości udowej"- tyle wiem, teraz odliczać od 10 ...
Nocka przespana, rano powitanie mojej współtowarzyszki sali, pani Kazi-bardzo miła :) Potem jedziemy na TK.
"Kość wstawiona na swoje miejsce, będziemy czekać aż się zrośnie i obserwować czy się ukrwi czy też będzie martwica".
Noga "przywiązana" do ciężarka.
Lekarze po kilku wizytach mówią,że w przyszłości czeka mnie endo,ale to jeszcze nic pewnego,bo młody organizm, może być wszystko ok.
W międzyczasie przywożą nową pacjentkę -Dorotę <kiss> - utrzymujemy kontakt do dziś. Potem pani Kazia do domku, a na jej miejsce pani Helenka- to ta o której pisałam w innym poście, starsza pani z niesamowitym poczuciem humoru.
W końcu przychodzi moja kolej do domu- przed tym pionizacja i nauka chodzenia o kulach.
Jestem uzależniona od pomocy męża i córki. Ubranie skarpetki, mycie, zrobienie posiłku tylko dzięki nim.
Potem zaczynają się comiesięczne wizyty kontrolne, kolejne RTG i TK. W międzyczasie dopada mnie załamka psychiczna, w sumie kilka miesięcy siedzenia w czterech ścianach robią swoje...W ciągu sekundy moje życie zmieniło o 180 stopni. Kiedyś roześmiana, teraz płacząca...Byłam powierniczką cudzych problemów i pocieszycielką , teraz sama takiej pomocy potrzebuję...
Po ok. czterech miesiącach zgłaszam lekarzowi,że noga zaczyna mnie coraz częściej boleć w pachwinie i z boku uda- również lewa, która przejęła cały ciężar, ponieważ mam zakaz obciążani prawej nogi. Słyszę,że to normalne, na TK wychodzi podejrzenie martwicy i osteoporoza w miejscu złamania, ale podobno to nic takiego, to tylko podejrzenia, na Rtg jest ok. Jeśli za parę lat będzie się coś działo to może kapoplastyka ,ale przecież jestem młoda a co własny staw to własny...Po pięciu miesiącach mam pozwolenie na obciążanie nogi.
Szukam w necie info na temat kapo i trafiam na forum. To był maj, po przeczytaniu tematu o lekarzach postanawiam wybrać się do dr Mielnika. Diagnoza nie jest optymistyczna, doktor- jako jedyny- ogląda płytkę i pokazuję mi "moją martwicę". Przy takim urazie liczą się godziny,aby była jakaś szansa na uratowanie kości...a ja tyle miesięcy zmarnowałam...Dostaję termin na wizytę w Piekarach. W lipcu po zrobieniu Rtg okazuje się ,że mam zwyrodnienie w obu stawach. Wpisana na listę oczekujących metodą BMHR.
Chodzę na rehabilitację, bo noga po pięciomiesięcznym odciążaniu jest ograniczona ruchowo. Są już jakieś efekty, ale to w dalszym ciągu chora noga. Operacji nie da się uniknąć,ale trzeba dbać o nią aby w dobrej formie wytrzymała do operacji.
Trochę się tu rozpisałam, trochę informacji o mojej chorobie w innych postach, więc już nie będę ich powielać.
W nocy gdy nie mogłam zasnąć tak sobie pomyślałam,że chyba dojrzałam o decyzji o napisaniu swojej historii, w końcu już nie długo będzie rok od tej chwili,która tak zmieniła moje życie...
Dzięki wielki dla Forum i dla kochanych Bioderkowiczów za pomoc i wsparcie :* Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile dla mnie zrobiliście.
Kocham Was :dajeserce:

aga.t. - Pon 15 Lis, 2010

Alicja napisał/a:
Aga, mówili Ci, skąd się wzięło zwyrodnienie w drugiej nodze? Czy jej przeciążenie miało duże znaczenie?


Prawdopodobnie tak, choć w lewym biodrze to są dopiero małe zmiany. Podczas mojej pierwszej wizyty u dr usłyszałam,że powinnam obciążać nogę po dwóch, góra trzech miesiącach- a ja obciążałam po pięciu...
Poza tym spokojnie i dokładnie to rozmawia się w prywatnym gabinecie- jest się sam na sam z lekarzem a nie w towarzystwie pielęgniarek i innych pacjentów, oczywiście jest to sytuacja dogodna dla dwóch stron.
Jednak gdy poprosiłam o jakieś potwierdzenie na papierze,że to drugie biodro jest do naprawy wskutek wypadku, to usłyszałam,że od tego jest lekarz orzecznik...a ja chciałam takie potwierdzenie dla ubezpieczyciela. Lekarz orzecznik w ogóle nie widział żadnego zwyrodnienia, więc o czym tu gadać...

Nuta - Pon 15 Lis, 2010

Aga, rozumiem twój ból psychiczny po wypadku, gdy w jednaj sekundzie zmienia się życie.
Bądź dobrej myśli, przed tobą jeszcze tyle życia! Dojdziesz do formy, masz młode kości i ciało - i nawet z endo czy z kapą będziesz tańczyć. Znam taką jedną dziewczynę, która ma teraz 28 lat, a w wieku 19 miała wypadek samochodowy. Ma endo. Jest szybka, zwinna, tańczy, czasem gdy jest zmęczona, to nieznacznie utyka, ale to potem mija b. szybko.
Tak więc , tak jak my wszystkie, uzbrój się w cierpliwość i walcz o swoją sprawność.
"Nie ma sytuacji na świecie bez wyjścia,
kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno"
(J.Twardowski)

Pozdrawiam!

aga.t. - Pon 15 Lis, 2010

Mijka pewnie gdybym od razu z wypadku pojechała do Piekarskiej Urazówki to może by było szybciej, a tak...wiesz jak to jest z naprawianiem "po kimś"...
A tak poza tym kochane dziewczyny dzięki :) walczę, tak szybko się nie poddam, nie teraz :)

aga.t. - Wto 16 Lis, 2010

Oj macie rację kochani. Jupi gdybym siedziała to prawdopodobnie uszkodzony kręgosłup, "uratowało" mnie to schylenie się do torby...Ktoś tam na górze jednak nade mną czuwał.
No ale to już było...trzeba żyć dalej. Dziś jakoś dotarłam na rehabilitację- choć z bólem- no i się okazało,że mój ból lewej kostki i pięty to wynik zapalenia ścięgna Achillesa. Masaż pomógł na chwilkę, opuchlizna zeszła na chwilę- ogólnie jak leżałam było spoko. Kolejny "plasterek" przyklejony, zakupiłam okład żelowy no i próbuję jakość dojść do formy. Poczułam trochę luzu bez chodzenia o kulach, prawdopodobnie przeciążyłam no i teraz jestem "uziemiona". Siedzę z nogą na pufie, okład na stopie i praktycznie zero spacerków, bo ból nie pozwala...Ech a było tak fajnie, bioderko i udo oklejone, nie bolało a wykończyła mnie taka mała rzecz. :-(
A tak poza tematem dla tych ,co pytali: fryzurka chyba ok, mnie się podoba, koleżanka stwierdziła ,że młodziej wyglądam :-P jak będzie możliwość zrobienia sobie zdjęcia w "nowej odsłonie" to wkleję jako nowy avek :)

aga.t. - Sob 20 Lis, 2010

Kochani jesteście! Dzięki za odzew :kiss:
Ostatnio nawet mój mąż stwierdził,że znowu zaczynam się częściej śmiać. :-D
Nie chcę się podlizywać ,ale to w dużej mierze dzięki Wam. Czytając wasze historie człowiek oswaja się z tym co go czeka, przecież zawsze boimy się tego co nieznane. A codzienne wizyty na SB to już potężne naładowanie baterii dawka humoru :mrgreen:

aga.t. - Wto 23 Lis, 2010

Od około 10 dni mam problem z moją lewą stopą...Pięta bolała z boku i od spodu a kostka opuchnięta. Na początku myślałam,że to wynik przeciążenia ale puchła mi tylko ta jedna kostka. Na ostatniej reha Beatka powiedziała,że możliwe jest ,że w wyniku przeciążenia puchnie tylko jedna noga oraz -po wnikliwym badaniu- okazało się,że mam zapalenie ścięgna Achillesa. Ból był taki jakbym chodziła po rozgrzanych nożach wbijających się w moją piętę. Po masażu, ćwiczeniach i oklejeniu taśmą było lepiej, nie forsowałam tej nogi, schładzałam żelami, chodziłam tyle ile to konieczne, no i z kulami...Poczułam trochę "wolności" bez kul i mam...Wczoraj odkleiłam taśmę ,bo już ledwo się trzymała. Kostkę miałam wczoraj jak balon z dwóch stron...Podłożyłam sobie trzy poduchy pod nogę i jakoś trochę opuchlizna zeszła. Dziś jadę na reha...mam nadzieję,że jakoś dotrę, zobaczymy. Jeśli ból i opuchlizna w dalszym ciągu będą się utrzymywać to jednak trzeba się wybrać do lekarza. Tylko do jakiego? Czy lekarz rodzinny coś pomoże? Jeśli wskazana będzie wizyta u ortopedy to będzie problem bo w moim mieście ortopeda już mnie w życiu nie ujrzy :[ Było już tak fajnie a teraz znów jestem "uziemiona", tyle spraw do załatwienia a ja nie w formie...Kurczę wk@rza mnie to wszystko :-x Nawet na dłuższy spacer z psiakiem nie wychodzę...ech...
aga.t. - Czw 25 Lis, 2010

We wtorek byłam na reha: znowu masaż, kostka oklejona ze wszystkich stron piękną różową taśmą, dodatkowo Beatka pokazała mi jak oklejać ścięgno zwykłym plastrem no i "prądziki". W piątek idę znowu, bo Beatka załamywała ręce nade mną...
Tak się boję iść do lekarza,ale jeśli nadal tak będzie to jednak będę musiała-być może trzeba będzie wziąć jakiś zastrzyk. Jestem tak uprzedzona do ortopedów z mojego szpitala,że po prostu odwlekam tą wizytę-mam jednak nadzieję,że mój lekarz rodzinny coś pomoże, to jest lekarz który nigdy mnie nie zawiódł...ale mam nadzieję,że w ogóle nie będzie potrzeby odwiedzenia go- a nóż mnie wyśle do ortopedy ?? ;(
Ogólnie moja forma psychiczna "dzięki" tej kontuzji spada z dnia na dzień w dół.... :cry:

aga.t. - Czw 25 Lis, 2010

Oj Ala kochana jesteś :* Czekoladę bardzo chętnie zjem- na poprawę nastroju :)
No niech będzie, pójdę zaraz do przychodni- blok obok :) - i spytam się czy jest jeszcze mój lekarz.
Bać się boję, bo ja taka jestem- choć może w miarę dobrze to ukrywam ;-) - ale jakie mam wsparcie :dajeserce: dzięki.

EDIT 30.11.2010

Właśnie wróciłam od lekarza.
W poniedziałek miałam pobieraną krew, dziś wyniki i wizyta u lekarza rodzinnego. CRP i kwas moczowy w normie, OB podwyższone -53, tak więc jakiś stan zapalny w tej mojej kochanej kostce jest. W piątek wzięłam antybiotyk, więc powinno być ok- jeśli nie to w piątek po kolejny. Na szczęście ominęło mnie to czego się obawiałam-mianowicie zastrzyk w tą stopę...brrr. Jednak musiałam ta nogę przeciążyć i teraz mam. Kolejną reha musiałam przełożyć, miałam być dziś, ale nie zdążyłabym do lekarza. Niestety przez tą lewą kostkę obciążam teraz bardziej prawą "bioderkową" nogę,bo lewa boli i ciężar przenoszę na prawą...Było tak fajnie, po obklejeniu taśmą i reha moje bioderko dało mi spokój, ale teraz znów zaczęło o sobie przypominać...
Coś jednak musi siedzieć w tej mojej psychice- tyle miesięcy obciążałam tylko lewą nogę, więc jak zaczynałam chodzić bez kul to nadal mimowolnie obciążam lewą nogę- stąd prawdopodobnie to zapalenie. Na poprzednich reha pokazywałam jak chodzę i było ok, więc miałam pozwolenie na odstawianie kul, więc chyba ktoś musi mnie pilnować jak chodzę albo bez kul naprawdę tylko parę metrów i koniec. Przydałoby się zrobić ten test z wagami, który był na warsztatach w Bielsku :)
Ach człowiek poczuł wiatr we włosach...a teraz czuję wściekłość na siebie, na swoje bioderko, na tego "achillesa"... No cóż, nikt nie mówił,że będzie łatwo ;)
:kiss:

AgaW - Czw 02 Gru, 2010

aga.t. napisał/a:
No cóż, nikt nie mówił,że będzie łatwo

ale gdy już z tym się uporasz to poczujesz ogromną radość :) Wszystkie te nasze nawyki to sprawa psychiki i jakoś Tobie też uda się ją przestawić :)
Może niekoniecznie zbyt wcześnie odstawiłaś kule, może chodzi o jakieś ćwiczenie które trzeba włączyć aby nie przeciążać nogi, wystarczy przecież malutkie niedopracowanie pracy jednego z mięśni i już coś jest nie tak.
Mimowolnie obciążasz jedną z nóg, bo coś jest jeszcze zbyt słabe. Może to przeciążanie to wynik chodzenia po śniegu?Bo to jest trudne, mączące i wszystko "wyłazi" co jeszcze jest do odrobienia w rehabilitacji.
Szukaj rozwiązania, nie daj się !
Jak mówili w reklamie "rehabilitacja to ciężka praca" - ale to daje efekty, choć nie od razu.
Trzymaj się i bądź dobrej myśli, znajdziesz na to przeciążanie sposób ze swoim reha :) i już niedługo nam o tym napiszesz :)

aga.t. - Czw 02 Gru, 2010

AgaW napisał/a:
Może to przeciążanie to wynik chodzenia po śniegu?

Aguś moje spacery po śniegu dopiero się zaczęły, a "achilles" odezwał się jeszcze przed śniegami. W sumie to moje pierwsze spacery od czasu choroby bioderka, bo w poprzednią zimę nie wychodziłam w ogóle- najpierw szpital, potem dom z zakazem obciążania prawej nogi. Jeśli miałam wizytę kontrolną u lekarza to siostra podjeżdżała pod samą klatkę a potem pod wejście do szpitala. Można by rzec,że teraz zaczynam oswajać się ze śniegiem ;)
We wtorek mam reha,więc mnie Beatka poogląda- zobaczymy, pogadamy :)

AgaW napisał/a:
"rehabilitacja to ciężka praca" - ale to daje efekty, choć nie od razu.

Oj tak, tym bardziej,że prawą nogę miałam odciążaną przez pięć miesięcy,więc siłą rzeczy nie da się tego nadrobić w dwa miesiące :(
A co do spacerków po śniegu to zakupiłam dziś nowe ogumienie dla moich przyjaciółek ;) czyli nakładki na kule z kolcami. ( dodam,że w sklepie bardzo miły pan od razu mi je nałożył ). Na głębokim śniegu nie czuć żadnej różnicy,ale na ubitym faktycznie jest inaczej. Przechodząc przez ulicę czułam się pewniej choć zdarzyło się,że pod cienką warstwą śniegu była warstwa lodu. Oczywiście odpowiednie buty czyli typowe ''trapery" też mają znaczenie- podeszwa raczej się nie ślizga choć z typową "szklanką'' nie będę próbować ;)
Ogólnie zrobiłam dziś spacerek,który normalnie trwał by ok. 30 minut, ale ja poszalałam i szłam 1,5 godziny- stopa jeszcze trochę boli, śnieg...więc szłam powolutku ale ogólnie spoko :) Kostka jeszcze trochę opuchnięta,ale biorę tabletki- niestety NLPZ- antybiotyk pomógł, więc jutro nie muszę iść po kolejny.
Będzie dobrze :D

piedra32 - Pon 06 Gru, 2010

aga.t., niesamowita jesteś, nigdy nie sądziłam że przeszłaś tak wiele, a to chyba dobry znak bo Twój entuzjazm, współczucie i troska o innych wyrażona w postach nie okazywała tego- wręcz przeciwnie.
Silna kobieta z Ciebie i wierze że uporasz się z problemami ;-)
Cudownie że masz fajną rodzinkę która Cię wspiera i pomaga to b ważne.
Dobrze że opisałaś swoje perypetie wiem że nie było łatwo ale dzięki temu możemy lepiej Ciebie poznać.
Osobiście Dziękuję Ci za wsparcie i mam nadzieję że jak już poradzimy sobie z bioderkami to spotkanie murowane.

Pozdrawiam bardzo serdecznie

aga.t. - Pon 06 Gru, 2010

piedra32 Dołączyłaś do grona osób, które doprowadziły mnie do łez :placze: oczywiście łez wzruszenia. Nawet nie wiesz jak bardzo trafiłaś dziś z tym postem- akurat jakaś chandra znów mnie dopadła...czuję się jakaś taka niepotrzebna...ale jak zwykle znajdzie się tutaj ktoś, kto potrafi podnieść na duchu :kiss:

piedra32 napisał/a:
Dobrze że opisałaś swoje perypetie wiem że nie było łatwo ale dzięki temu możemy lepiej Ciebie poznać.

Mam nadzieję,że nadal będziecie chcieli ;) i że się nie zawiedziecie na mnie.
piedra32 napisał/a:
mam nadzieję że jak już poradzimy sobie z bioderkami to spotkanie murowane.

Oczywiście!!!!
Jeszcze raz dzięki piedra i buziaki :kiss:
Wszyscy jesteście super !

aga.t. - Sro 08 Gru, 2010

Zima...Zimno...Bioderko zaczęło o sobie przypominać :( Wczoraj miałam reha- nie bardzo chciało mi się ruszać z domu,ale mus to mus. Moja droga na reha zajmuje mi trochę czasu- najpierw dojście na przystanek:ok. 5 minut, potem autobus również 5-8 minut, potem spacer na przystanek tramwajowy i czekam 10 minut, jazda ok. pół godziny. W tramwaju siedzę, więc niby ok ale po jakiś 15 minutach zaczynam czuć jak bioderko daje znowu znać o sobie. Prostuję nogę, zginam - jakbym siedziała na szpilkach. Pora wysiadać a noga jakby z drewna...Na szczęście gabinet blisko- tylko przejść na drugą stronę. Beatka stoi gdzieś w korku i trochę się spóźni,więc Jarek bierze mnie "na leżankę". Masaż mięśni pośladkowych, punkty spustowe- jakbym miała jakieś kamienie w pośladku. Potem kolejne mięśnie...grzebieniowy, zginacz,przywodziciel...itp. Rozgrzewka przed ćwiczeniami z Beatką. Oj po raz pierwszy nie dawałam wczoraj rady, pod koniec ledwo zipiałam. Ta drobna kobietka mnie "powaliła"- ja taka baba a nie dawałam rady...Moja prawa noga ma wciąż problemy, czuję przy ćwiczeniach,że mięśnie słabiutkie...Chociaż robiłyśmy takie ćwiczenia,że nawet mięśnie lewej nogi i brzucha bolały- no ale dawały przynajmniej znać ,że są ;) Po dotarciu do domu wypiłam kawkę, położyłam się aby trochę odpocząć i zasnęłam, po prostu padłam jak kawka ;) Niezły wycisk :) Dziś mam zakwasy, he he :)
aga.t. - Pon 10 Sty, 2011

Coraz bardziej zbliża się termin wizyty kontrolnej- to już w piątek...a ja coraz bardziej zaczynam się bać...Wiem,że to głupie,bo sama zdaję sobie sprawę z tego,że operacji nie da się uniknąć, wiem że dni z bólem będzie coraz więcej- ostatnio znów tak jest- ale boję się i gdybym usłyszała,że operacji nie będzie w tym roku to nawet bym się nie zmartwiła.
Czytając historie innych Bioderek,które są "po" powinno być lepiej,ale nie jest. Wiem,że dobrze robię korzystając z reha, sama poszłam aby doprowadzić moje mięśnie do jakieś używalności aby szybciej powrócić do formy po operacji a teraz mam cykora jak cholewcia.
W dodatku w ostatnich dniach nastąpiła kolejna przykra weryfikacja "znajomych''...
No cóż- życie...Stwierdziłam,że jeśli wrócę-choć częściowo- do takiego życia jak przed wypadkiem nie będę już "podusią" czy "ramieniem" do pocieszenia...Przykro mi bardzo- dajesz dużo a w zamian... Ostała się ledwie garstka tych kochanych, sprawdzonych- z takiej ilości...Jak zwykle byłam naiwna...
Na szczęście mam Was- kolejny raz muszę przyznać: co ja bym bez Was zrobiła?? :dajeserce:

duska - Pon 10 Sty, 2011

Cytat:
W dodatku w ostatnich dniach nastąpiła kolejna przykra weryfikacja "znajomych''...


Aga, zgadzam sie z Kinga.. znajomi, którzy nie przeszli "sita", niestety są do odstrzału i chyba nie ma co żałować.. my żyjemy w nieco innym świecie niż ludzie zdrowi..oglądamy świat z tej trochę trudniejszej strony, mamy inne priorytety i wartości.. Nie ma szans wymagać od całkowicie zdrowych ludzi, żeby nas rozumieli - myśle, że my ich stresujemy, nie wiedzą jak się zachować.. Jest to szczególnie widoczne w takich sytuacjach jak Twoja - czyli po wypadkach.. Ale najfajniesze jest to, ci którzy zostają, to są właśnie ci właściwi, na których się nigdy nie zawiedziesz :mrgreen:
aga.t. napisał/a:
do takiego życia jak przed wypadkiem nie będę już "podusią" czy "ramieniem" do pocieszenia...Przykro mi bardzo- dajesz dużo a w zamian...

I prawidłowo :) Ty nazywasz to "podusią" a ja nieco mniej uroczo, ale nie napiszę jak, bo nie chce uchodzić za forumowego chama :mrgreen:
Wrócisz do takiego życia jak przed wypadkiem, ale tylko (aż?!) fizycznie. To doświadczenie, które miałas nieprzyjemność dotknąć, mysle, ze juz na zawsze Cię jakoś ustawiło psychicznie..

A co do rehabilitacji - ech..świetnie Cię rozumiem.. strasznie źle się ćwiczy, gdy zabieg jest nieunikniony. Ja ponad pół roku chodziłam na reh (czytaj wydałam masę energii i kasy) myśląc, że idę do przodu...no a potem się okazało, że znowu trzeba to poprawiać.. uwierz, że siadło mi wszystko :-/ Gdyby nie ludzie z forum, moja rehabilitantka i niezawodny Fizkom, to nie wiem czy dalej bym chodziła na rehabilitację, żeby sie przygotować do zabiegu..

piedra32 - Pon 10 Sty, 2011

aga.t., czytaj uważnie Dziewczynko co mam Ci do powiedzenia:

Strach przed operacją to norma i tu odciąganie nie wiele pomoże tylko napięcie urośnie a Ty w nerwice popadniesz.Ja przed ostatnią operacją wariacji dostałam dzwoniłam do rodziny żegnałam się i mężowi kazałam prochy w morzu rozsypać.Idiotka co?może ale bałam się strasznie to był największy strach w moim życiu.Ala wie bo widziała wyłam jak bóbr ale udało się i wszystko dobrze sie skończyło.Ile będziesz czekać?odciągać co nastąpić musi i po co?ustal termin grzecznie i czekaj cierpliwie.Mało tego widzisz jak tu każdy walczy o termin i zdrowie więc zalecam sie dostosować bo dupka zaboli od kopniaka jak się spotkamy ;-)

Co do znajomych Aga- ja to miałam weryfikację :roll: w kraju już nikogo nie mam ze starych znajomych i pseudo przyjaciół.Ale mam wiele osób z forum wiec bilans wyrównany i wiem że mogę na Was liczyć a to jest bezcenne.Tu w Irlandii też nie złe sito bo jak miałam te ostatnie dwie operacje to dopiero zobaczyłam ilu mam przyjaciół.Jedni się zmyli inni są i to szanuję i pielęgnuję.Lepiej mieć dwóch szczerych niż armie zakłamanych.

Jedna szczera sugestia aga.t., nie wrócisz do życia z przed wypadku ten czas minął.I dobrze :!: teraz czeka Cie inne ciekawe i lepsze życie.Zmieniamy sie z biegiem czasu a Ty jesteś na pewno teraz inna silniejsza i uczysz się jak widac każdego dnia i przy tym pozostań.Nie oglądaj się za siebie staraj się żyć tu i teraz bo co było nie wróci. Teraz jest inaczej i musisz odnależć siebie.Ja już przestałam siebie karcić za decyzje które dostarczyły mi wiele bólu i jest mi lżej czego i Tobie życzę.Wybacz sobie i daj sobie na luz kochana to nie równa walka i przegrasz a po co :?: :!:

Całuję bardzo mocno i serdecznie Pozdrawiam wiele siły życzę

pasiflora - Pon 10 Sty, 2011

Aga, wszyscy szybko zweryfikowaliśmy znajomych To taki gratis do każdej choroby raczej.
Ja bym nie żałowała ich na Twoim miejscu, natomiast oni mają czego żałować :!:
Jesteś ciepła wartościową osóbką i jeszcze poczują Twój brak :*

aga.t. - Pon 10 Sty, 2011

Dziewczyny kochane jak zawsze jesteście niezawodne :* :dajeserce:
Teraz siedzę i ryczę...
Macie dużo racji i ja o tym wszystkim doskonale wiem, po prostu mi przykro...Chyba znowu dopadły mnie ciężkie dni, ale niestety zawsze byłam zbyt ufna i pewnie trochę naiwna.
kinga napisał/a:
Aga kontrola kontrolą - iść trzeba

Wiem,wiem. Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej właśnie się boję...Typowy "zodiakalny bliźniak" ze mnie...
duska napisał/a:
To doświadczenie, które miałas nieprzyjemność dotknąć, mysle, ze juz na zawsze Cię jakoś ustawiło psychicznie..

Oj prawda...I nic tego nie zmieni-ale może właśnie dobrze- co nas nie zabije to nas wzmocni, prawda? Przynajmniej tak powinno być.
piedra32 napisał/a:
zalecam sie dostosować bo dupka zaboli od kopniaka jak się spotkamy ;-)

Już nie mogę się doczekać tego kopniaka ;)
piedra32 napisał/a:
Jedna szczera sugestia aga.t., nie wrócisz do życia z przed wypadku ten czas minął.I dobrze :!: teraz czeka Cie inne ciekawe i lepsze życie.

W ogromnej mierze dzięki Wam! :*
pasiflora napisał/a:
Jesteś ciepła wartościową osóbką i jeszcze poczują Twój brak :*

Co niektórzy tak mówili,ale mam nadzieję,że choć jedna szczerze.

Ale mogę sobie trochę popłakać? Jakoś nie mogę się powstrzymać...z tej radości ile ciepłych słów od Was otrzymałam no i z tej przykrości, którą otrzymałam od niektórych osób.
Jedna rada do tych, którzy są/byli moimi znajomymi: nie pocieszajcie, nie mówcie,że tęsknicie i nie pytajcie kiedy wrócę -jeśli robicie to tylko z grzeczności, lepiej to przemilczcie...

Alicja - Pon 10 Sty, 2011

aga.t., chyba nic już więcej nie napiszę mądrego, bo moje koleżanki wspaniale sobie poradziły z pocieszaniem Cię. :-D
Twoje odczucia w dużej mierze pokrywają się z moimi, nastrój też.
Ciężko sobie wbić do głowy, że ma on negatywny wpływ na np. nasz system immunologiczny.
Myślę, że pogoda, jaka obecnie mamy, brak słońca, też podkopuje naszą psyche.
Trzymam kciuki, żeby udało Ci się otrząsnąć ze smutku i namówić swojego dr na szybki termin operacji. :-D

pasiflora - Pon 10 Sty, 2011

aga.t. napisał/a:
Ale mogę sobie trochę popłakać?
Oczywiście skarbie nawet czasem dobrze popłakać by usunąć nadmiar szkodliwej soli z organizmu :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
aga.t. napisał/a:
Jedna rada do tych, którzy są/byli moimi znajomymi: nie pocieszajcie, nie mówcie,że tęsknicie i nie pytajcie kiedy wrócę -jeśli robicie to tylko z grzeczności, lepiej to przemilczcie...
Czuję identycznie Agnieszko! Nawet nie wiesz jak bardzo wiele nas Cię tutaj rozumie. Ja na początku wiele płakałam i zamykałam się w świecie forum bioderko, bo tutaj tak wiele z Was mnie rozumiało. Myślę że jeszcze nie raz się przejedziesz, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni.
"Pęcherze" znikną a efekt Twojej wspaniałej pracy (przyjaźni) zostanie :!:

zozo - Pon 10 Sty, 2011

Aga.t., to znaczy, że się spotkamy w piątek :lol: . Będziemy się bać razem - będzie nam raźniej :mrgreen: .
aga.t. - Wto 11 Sty, 2011

zozo napisał/a:
Aga.t., to znaczy, że się spotkamy w piątek :lol: . Będziemy się bać razem - będzie nam raźniej :mrgreen: .

Tak,spotkamy się :) I pogadamy sobie, czas szybciej zleci, wymienimy się obawami i świeżymi informacjami po wizycie- może nawet wejdziemy razem do gabinetu?
Odwiedzimy Grace :) A tak w ogóle czy ktoś wie na której sali jest Grace? Albo może ma ktoś do niej numer telefonu? Z tego co dziewczyny pisały to cały czas są jakieś zajęcia,więc ciekawe czy będzie szansa na pogaduchy z Grażynką.

aga.t. - Sob 15 Sty, 2011

Gosiu no jak nie możesz się doczekać to napiszę :)
Na wczorajszej wizycie właściwie nic ciekawego...
Czekając na wejście do gabinetu czas umilała Zozo - pogadałyśmy o tym i o owym, spotkałyśmy też Stanmara- sorki ale w pierwszej chwili nie poznałam, no i przyszła też Grace- pięknie wyglądała w dresiku i dobrej formie.
Do gabinetu weszły razem z Zosią, choć miałyśmy obawy czy lekarz nas przyjmie,bo był bardzo krótko- miał jakiś wyjazd - ale udało się.
Terminu konkretnego jeszcze nie dostałam, ale przypomniałam,że w październiku mówiliśmy o czerwcu i pan doktor powiedział,że to bardzo możliwe a jeśli nie to i tak w tym roku.
Teraz zostaje mi czekać na 4 marca- wtedy kolejna wizyta i być może w końcu dostanę ten żółty papierek ;)
Chciałam podziękować Zozo, Grace i Stanmarowi za mile spędzony czas :*

pasiflora - Sob 15 Sty, 2011

aga.t., szkoda, że tak ekspresowo poszła ta wizyta i, że nie masz żadnych konkretów :( Teraz pozostaje Ci nacisnąć w marcu lekarza na konkretny termin oraz kontynuowanie wzorowej rehabilitacji, którą już zaczęłaś. Musisz być twarda i nie dać się zbywać, choć wiem jak to trudne. Ja na swojej skórze odczułam to bardzo.
Pogaduchy ze znajomymi bardzo dobrze wpływają na samopoczucie podczas wielogodzinnego czekania na swoją kolej. Forum daje nam takie możliwości :D

aga.t. - Wto 25 Sty, 2011

Dziś kolejna reha i po raz kolejny śliczny plasterek na udzie :)
W końcu się zmobilizowałam i złożyłam wniosek o ustalenie stopnia niepełnosprawności- bardzo jestem ciekawa jak się to potoczy- pani bardzo miła, poszło szybciutko, nawet wszystkie dokumenty się zgadzały i oby tak faktycznie było. Za to powrót do domciu... autobus odjechał 5 minut wcześniej a że są ferie to trochę czekałam na następny- 40 minut. Bioderka protestują,więc chyba dziś będę leżeć z ciepłym okładem. Poprzednia noc przespana jakieś dwie godziny a o 7 do przychodni i trzecia dawka szczepionki zaliczona.
Czy człowiek może się przyzwyczaić do bólu? Mój mnie nie odpuszcza od jakiś trzech tygodni- non stop, no ale to chyba taki normalny gratis przy bioderkach ;)
No i jak to mówią nasi kochani forumowicze- co nas nie zabije.. :)

Alicja - Wto 25 Sty, 2011

aga.t., fajnie że się zmobilizowałaś co do ustalenia grupy.
Ja się chyba jeszcze dłużej z tym "bujałam" - niepotrzebnie.
Trzymam kciuki, żeby nowy plasterek zadziałał. :)
Są ferie, nie ma presji czasu w domku, przynajmniej ja tak mam. ;)
Wykorzystaj ten czas na odpoczynek, bo po niedzieli córcia do szkoły,
będzie trochę trudniej.
Ale masz rację, będziemy zahartowane jak stal :mrgreen:

pasiflora - Wto 25 Sty, 2011

Aga no w końcu to załatwiasz. Bardzo dobrze, że się zdecydowałaś.
Czasem taki papierek bardzo się przydaje. Weź od razu jedno zdjęcie i na komisji złóż wniosek o legitymacje.
Naciskaj dr M. na szybszą operację albo napisz o przyśpieszenie do dr Koczego bo to dyrektor tej placówki. Może się uda :)

aga.t. - Wto 25 Sty, 2011

Brydzia napisał/a:
Aga.t. dobrze,że zdecydowałaś się stanąć na komisje o stopień niepełnosprawności

Na komisje jeszcze nie- dopiero złożyłam wniosek :) teraz to będę czekać na wezwanie ;) oby Ci na komisji byli tacy mili jak ta pani,która przyjmowała te papiery.
Alicja napisał/a:
Są ferie, nie ma presji czasu w domku, przynajmniej ja tak mam. ;)
Wykorzystaj ten czas na odpoczynek, bo po niedzieli córcia do szkoły,

Masz rację Alunia :) Korzystam ile się da, no ale dziś to w końcu pozałatwiałam bo mąż do 17.00 w pracy, córa była u babci a od reha do Powiatowego Urzędu miałam tak prawie po drodze ;)
pasiflora napisał/a:
Weź od razu jedno zdjęcie i na komisji złóż wniosek o legitymacje.

No właśnie też myślałam o legitymacji,ale po pierwsze nie mam zdjęcia, a po drugie nie chciałam teraz składać wniosku o legitkę, bo a nuż nie dostanę orzeczenia :eek: ale Twój pomysł jest bardzo dobry- zrobię zdjęcie i wezmę na komisję- dzięki.
pasiflora napisał/a:
Naciskaj dr M. na szybszą operację

Ten miesiąc jeszcze wytrzymam- zobaczę jaki termin mi wyznaczy to wtedy będę dyskutować ;)

Teraz bioderka owinęłam cieplutkim kocykiem a jutro kupię termofor, chyba dłużej będzie trzymać ciepło niż okłady żelowe.

Grazyna1950 - Sro 26 Sty, 2011

Bezpośrednio na Komisji nie dostaniesz orzeczenia. Jeżeli trafisz na miłego lekarza, to Ci powie co i jak, ale na orzeczenie chyba 14 dni się czeka i dopiero wtedy mozna składać wniosek o wydanie legitymacji (tak było w moim przypadku).
aga.t. - Pią 04 Mar, 2011

Dziś miałam wizytę w Piekarach. Poznałam naszą forumowiczkę Nawojkę - bardzo miła osoba :* oraz ''odwiedziła'' nas Edi i Ninka, więc czas upłynął w bardzo miłym towarzystwie :D a dodam,że wróciłam do domciu po 15.00.
Pan doktor spytał się czy operujemy na jesień albo zimę czy jednak się jeszcze wstrzymujemy, ale powiedziałam,że operujemy i przypomniałam o czerwcu. Dostałam papierek do oddziałowej żeby wpisać mnie na listę, potem znów do gabinetu i termin - koniec sierpnia ale wyprosiłam troszkę wcześniej i stanęło na 5 sierpnia.
Tak więc zdążę zrobić remont, może wpadnę na urodzinki Forum a potem ;) Zobaczymy co potem... oby nie zapeszyć ;)

lukmat - Pią 04 Mar, 2011

no to termin dość możliwy w sumie to sie zastanawiam ja byłem tydzień temu i dostałem 8 lipca a Ty tydzień póżniej i już sierpień
ale pozdrawiam i życzę powodzenia

Alicja - Pią 04 Mar, 2011

aga.t. napisał/a:
termin - koniec sierpnia ale wyprosiłam troszkę wcześniej i stanęło na 5 sierpnia.

Aga, super !!!
Wakacyjny termin nie jest zły. Dziecko nie ma szkoły, jest większy luz.
Czas szybko zleci, zobaczysz. Z doświadczenia wiem, że łatwiej się czeka wiosną i latem niż zimą.
Marlen, którą poznałam w Otwocku, też miała podobną operację po wypadku.
Bardzo szybko doszła do siebie. Poznałyśmy się w maju, 26.05. miała operację, a kiedy odwiedziła Piedrę32 i mnie na początku sierpnia na oddziale, już nieźle chodziła.
Oczywiście jeszcze o kulach, ale kilka kroków zrobiła bez, żeby nam pokazać.
Nic się nie martw. :*

Brydzia - Pią 04 Mar, 2011

Aga.t dobre wieści, więc teraz pozostaje Ci realizować cele i spokojnie czekać do sierpnia. Czas szybko zleci i już niedługo i Ty będziesz zdrowa. Bardzo się cieszę i pozdrawiam :-D
pasiflora - Pią 04 Mar, 2011

aga.t., no no no To się nazywa postawić pana doktora pod ścianą :mrgreen: Przyparłaś go do muru ale termin masz świetny :)
Mijka - Pią 04 Mar, 2011

Aguś, sierpień :thumbup: lato w porównaniu do zimy jest lepszym terminem, bo z ubieraniem lżej no i chodzenie o kulach bezpieczniejsze.
Świetnie, że w końcu masz już ustalony termin, 6 m-cy szybko zleci, a później będzie już tylko lepiej :)

Nuta - Pią 04 Mar, 2011

Aga, świetnie! Zobaczysz, zły czas minie i stanie się tylko wspomnieniem. Tyle przed tobą fajnych spraw! A lato wnet. Uzbrójmy się więc w cierpliwość, którzy na to lato czekają...
aga.t. - Sob 05 Mar, 2011

lukmat napisał/a:
byłem tydzień temu i dostałem 8 lipca a Ty tydzień póżniej i już sierpień

Z tego co czytałam u Ciebie jest martwica w całej głowie kości udowej a u mnie jeszcze mniej - tak prawie połowa, więc pewnie dlatego Ty masz operacje wcześniej.
Alicja napisał/a:
Wakacyjny termin nie jest zły. Dziecko nie ma szkoły, jest większy luz.

No właśnie to był mój główny argument ;) W wakacje może być u kogoś z rodziny i nie trzeba się będzie martwić dojazdem do szkoły.
pasiflora napisał/a:
no no no To się nazywa postawić pana doktora pod ścianą :mrgreen: Przyparłaś go do muru ale termin masz świetny :)

Nie no aż tak to nie było ;) pan doktor spokojnie sobie siedział na krześle :)
Mijka napisał/a:
lato w porównaniu do zimy jest lepszym terminem, bo z ubieraniem lżej

To też był jeden z argumentów ;)
Dzięki kochani :* teraz pozostaje mi czekać i trzymać kciuki,aby termin nie był przesuwany.

kieszczyński - Sob 05 Mar, 2011
Temat postu: urodzinki forum
Musisz być!
Brydzia - Sob 05 Mar, 2011

Kciuki, to My już będziemy trzymać za całe powodzenie twojego zabiegu i wogóle. Ty na razie myśl o sobie, przygotuj się do tego dobrze a nad resztą już napewno będą czuwały DOBRE ANIOŁY. Czas szybko zleci i sama się niedługo zdziwisz,że już jesteś po operacji. Pozdrawiam
trzydziestka - Nie 06 Mar, 2011

Ale sie ciesze ze masz juz termin!
Teraz tylko nalezy odliczac dni do operacji a ten czas szybko zleci.
Wszystko bedzie dobrze, powodzenia !!! !

karollka - Pon 07 Mar, 2011

No to wspaniale, że wiesz już kiedy masz termin :)
Będę trzymać kciuki by wszystko poszło gładko "jak po maśle" :) :->

Nawojka - Pon 07 Mar, 2011

aga.t., dzięki za piątkowe pogaduchy przed gabinetem dr MM, zdecydowanie czas szybciej leci :-D
A o sierpniowy termin operacji walczyłas prawie jak lwica, dzielna byłaś!

aga.t. - Czw 10 Mar, 2011

Właśnie dostałam decyzję o orzeczeniu o niepełnosprawności - stopień lekki, do 28.02.2013.
kieszczyński - Czw 10 Mar, 2011
Temat postu: stopień
Gratulacje! Lekki czy umiarkowany?
lukmat - Czw 10 Mar, 2011

witam
a po co Ci to orzeczenie?

aga.t. - Czw 10 Mar, 2011

Lukmat Orzeczenie jest potrzebne m.in. jeśli chcemy odliczyć zakup sprzętu rehabilitacyjnego od podatku, niektóre zakłady pracy wymagają też takiego orzeczenia zatrudniając osoby niepełnosprawne. Poczytaj w dziale Prawa i przywileje pacjenta - orzecznictwo.
Kieszczyński Napisałam przecież,że stopień lekki ;) Dzięki :)

kieszczyński - Czw 10 Mar, 2011
Temat postu: lekki
Przecież czytałem.Nie rozpoznajesz mojego zainteresowania Twoja osobą?
Grazyna1950 - Czw 10 Mar, 2011

aga.t. napisał/a:
Napisałam przecież,że stopień lekki
To chyba mały żarcik orzecznika. Nie pamiętam czy ma się jakieś uprawnienia przy stopniu lekkim. Chyba tylko "Karta Parkingowa".
aga.t. - Czw 10 Mar, 2011

No ładnie Paweł :) chyba mi poszło na głowę albo co, bo nie zaskoczyłam o co Ci chodzi ;)
Ale teraz cicho sza, bo piszemy nie na temat ;)

Grażynko chyba tak,ale będąc na rencie a chcąc sobie troszkę popracować to czasem zakład pracy wymaga też takiego orzeczenia, co do odliczeń to i tak muszę się jeszcze doinformować.

Brydzia - Czw 10 Mar, 2011

Aga.t najważniejsze,że się udało a jeżeli z choroby można wyciagnąć coś pozytywnego to trzeba z tego skorzystać. Ja niestety jestem po dwóch komisjach i nic, ale jeszcze się nie poddaję.
pasiflora - Pią 11 Mar, 2011

aga.t., plus jest taki że możesz np pracować w zakładzie chronionym.
lukmat - Pią 11 Mar, 2011

aga a łatwo ci poszło czy miałaś jakieś problemy
pytam bo jestem ciekaw czy gra jest warta świeczki

aga.t. - Pią 11 Mar, 2011

pasiflora napisał/a:
plus jest taki że możesz np pracować w zakładzie chronionym.

Tak, wiem o tym, choć w pierwszej kolejności zapytam w moim ''ostatnim'' zakładzie pracy czy znajdzie się tam jakieś miejsce dla mnie - tęsknię za moją kochana ekipą :)
lukmat napisał/a:
łatwo ci poszło czy miałaś jakieś problemy

W sumie to nic trudnego - po prostu składasz wszystkie potrzebne dokumenty, czekasz na wezwanie na komisję, tam lekarz wypytuje, ogląda a potem czekasz cierpliwie na decyzję. O tym co jest potrzebne dowiesz się Powiatowym Zespole do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności - adres na pewno znajdziesz w necie - tam też znajdziesz wskazówki jakie dokumenty będą potrzebne. Dla pewności wydrukuj albo weź od nich druk zaświadczenie o stanie zdrowia, bo wymagają na druku od nich,aby lekarz wypisał, choć ja miałam oryginał zaświadczenia zus-owskiego i też przyjęli. Myślę,że jednak warto poświęcić trochę czasu. Powodzenia!
Z pozostałych informacji to zakupiłam dziś taśmę do ćwiczeń aby poćwiczyć moje ''słabe punkty'' ;) Miałam kupić zieloną lub niebieską no i wybrałam niebieską - z zieloną dawałam sobie radę na ostatniej reha,więc chyba podołam niebieskiej ;)

lukmat - Sob 12 Mar, 2011

dzięki
to muszę podzwonić o popytać jak to jest i co potrzeba

trzydziestka - Czw 17 Mar, 2011

Dobrze ze masz juz to orzeczenie--to dobry punkt wyjscia do innych dzialan.
pozdrawiam

aga.t. - Pią 06 Maj, 2011

Dawno tu nic nie pisałam - bo i niewiele się działo ;) . Ogólnie z moim bioderkiem raz lepiej raz gorzej. Z utęsknieniem czekałam na ciepłe dni, bo na słoneczku dobrze się czułam - słonko i ciepłe kąpiele pomagały w tych ''gorszych'' dniach... No cóż ale nic nie trwa wiecznie. Te gorsze dni dopadają mnie coraz częściej i to ciepełko już nie daje takich efektów jak kiedyś. Zaczęłam nawet chodzić na jacuzzi - wiem już, że przez godzinę czuję się super, ale ostatnio byłam dłużej i już nie mogłam wysiedzieć. W sumie efekt rozluźnienia trwa do około pół godziny z wyjścia z jacuzzi a potem bioderko znowu ''wrzeszczy''.
Na rehabilitacji mam ostatnio spory wycisk - prawie jak fitness ;) Moja rehabilitantka kładzie teraz większy nacisk na ćwiczenia niż na masaże i oczywiście nieźle mnie przy tym zaskakuje. Kiedy pokazuje mi jakieś ćwiczenie to jestem przerażona :eek: i zwykle moja słowa w takiej chwili to "nie dam rady, to nie możliwe" no ale Beatka nie odpuszcza mi tak łatwo a jej ''ulubionym'' powiedzeniem jest "dasz radę, jeszcze 10 razy" :) No i co mam robić? Jak mus to mus :) W końcu to dla mojego dobra :) No i w zeszycie z pracą domową dochodzą nowe ćwiczenia :)
Od trzech miesięcy chodzę bez kul, ale bywają sytuacje, że zastanawiam się nad powrotem moich ''przyjaciółek'', np wczoraj w drodze ze sklepu musiałam po prostu stanąć i dzwonić do męża aby po mnie przyszedł z kulami, bo nie dałam rady iść...Niestety to nie pierwszy raz kiedy wracałam do domu ze łzami w oczach z bólu. Trzeba będzie schować honor do kieszeni i przyznać się, że nie zawsze daję radę - a niestety ze mnie taki uparciuch, że często nie przyznaję się do bólu i do tego, że czasem po prostu nie daję rady...W takich momentach z niecierpliwością odliczam dni do operacji, choć przecież bywają też takie chwile, że jest dobrze i nie śpieszno mi ''na stół''.
Przede mną duży remont w domu i mam nadzieje, że w tym bałaganie znajdę kącik do ćwiczeń, bo bez tego ani rusz.
No cóż trzeba wziąć się w garść i nie dać się złym chwilom, prawda? :)
Czego sobie i Wam życzę :*

Grace - Pią 06 Maj, 2011

Agnieszko –czytając Twoje teraźniejsze zmagania z bolącym chodem, przypomina mi się moja zeszłoroczna sytuacja.

Rok temu mimo ,,nafaszerowywania się” lekami przeciwbólowymi przed każdym wyjściem z domu ,miałam podobną sytuację do Ciebie :-/
Leki jedynie pomagały mi przetrwać zejście z trzeciego piętra i pokonanie jeszcze kilku schodków na parking samochodowy.Praktycznie po pokonaniu tego krótkiego odcinka drogi, pojawiał się znowu ból. :-x Jak już byłam w samochodzie to ból ustępował.Jednakże wiadomo,że trzeba było za jakiś czas wysiąść z tego samochodu i znowu zmagać się z bólem.
Pamiętam, żeby zrobić jakiekolwiek zakupy ,wybierałam sklepy,gdzie były wózki-wtedy opierając ciężar ciała na wózku, jakoś przetrwałam gehennę zakupów.
Przed operacją, zaczynałam się powoli czuć jak więzień własnego domu.Każde wyjście z domu było dla mnie nie lada wyzwaniem. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie samochód, to na pewno moje wyjścia z domu byłyby jeszcze bardziej ograniczone.
Też niejednokrotnie pojawiały się łzy na moich policzkach,kiedy już nie byłam w stanie zrobić następnego kroku :lol-above: Wtedy też schowałam honor do kieszeni i kupiłam sobie kule,które zawsze były pod ręku w bagażniku - w wielu sytuacjach korzystałam z ich dobrodziejstw.

Teraz prawie 8 miesięcy po operacji na nowo wstąpiło we mnie życie.Uśmiech nie znika z mojej twarzy ,gdyż mogę chodzić i chodzić -nie odczuwam żadnego bólu i zmęczenia. Robię to, na co mam ochotę.Praktycznie powoli zapominam o operacji.Na nowo odzyskuję chęć do aktywności i możliwość realizowania swoich zamierzeń.

Kochana Agnieszko-wierzę ,że za niedługo też będziesz mogła napisać ,jakie cudowne jest życie bez bólu.Termin Twojej operacji zbliża się wielkimi krokami-jeszcze troszkę wytrwałości a potem zasłużona nagroda w postaci życia bezbólowego.
Tego Ci z całego serca życzę :hug:

AgaW - Sro 11 Maj, 2011

Grace napisał/a:
Kochana Agnieszko-wierzę ,że za niedługo też będziesz mogła napisać ,jakie cudowne jest życie bez bólu.Termin Twojej operacji zbliża się wielkimi krokami-jeszcze troszkę wytrwałości a potem zasłużona nagroda w postaci życia bezbólowego.
Tego Ci z całego serca życzę

I ja dokładnie tak samo myślę :hug: , przyjdzie czas gdy i dla Ciebie zaświeci słońce ( i to już niedługo! ) +

Grace, gratuluję Ci tak świetnej formy:) Tak trzymaj :ok:

pestka - Sro 11 Maj, 2011

aga.t., doskonalę cię rozumiem , ja podobnie jak ty zmagam się z coraz większym bólem , nie mogę już samodzielnie stawać na jednej nodze, na tej która ma być operowana . Zbuntowala się tak jakby wiedziała że niedługo pójdzie "pod nóż" Przejście parę kroków to dla mnie wyczyn, nie mówiąc o pokonywaniu schodów.
Jakoś nie potrafię się przełamać aby pomóc sobie kulami- jeszcze ich nie mam, ale coraz częściej zaczynam myśleć o ich kupnie. Najgorsze jest to , ze muszę jeszcze trochę poczekać mój doktor "naprawi" mi nóżkę . Wiem jedno , że nie mogę użalac się nad sobą i cieszyć się każdym dniem.
Termin twojej operacji już niedługo , czas szybko zleci a potem rozpoczniesz nowy , bezbólowy etap swojego życia. tego ci z całego serca życzę, ja i cała bioderkowa rodzinka.

Alicja - Sro 18 Maj, 2011

aga.t., jeszcze trochę i Ty będziesz się cieszyła jak Grace. :-D
Przypominaj się na wizytach kontrolnych swojemu operatorowi i nie zapominaj mu powtarzać, jak bardzo Cię boli.
A kąpieli w jacuzzi zazdroszczę Ci. ;-)

aga.t. - Wto 19 Lip, 2011

Dawno nic nie pisałam, bo i nie było o czym...ale dziś coś skrobnę ;)
Część mogłabym napisać w HP - ''co dziś robiłam'', część w kąciku reha a część w kondycji psyche, więc połączę to wszystko i napiszę tu - bo to część Mojej historii.
Do rzeczy: dziś wróciłam z sześciodniowego pobytu w górskiej Wiśle.
Jak może ktoś pamięta wiele razy pisałam o tym jak kocham góry, więc ten niespodziewany wyjazd bardzo mi się spodobał. Wisła - małe górki, byłam tam ostatnio sześć lat temu więc można sobie odwiedzić ''stare kąty'' i pohasać po górkach ;)
Zapał duży - choć studzony trochę przez moja córkę, która zbytnio nie przepada za ''łażeniem'' po górach, ale miałam plan wejścia choćby tylko na Równicę.
Fakt faktem codzienne spacery do centrum na obiadek dały w kość...ale w sobotę pojechałyśmy do Ustronia aby wejść na Równicę, jednak córa namówiła mnie na Leśny Park Niespodzianek...
Wszystko by było ok... widoki cudo, powietrze rześkie, słonko grzało prawie cały czas ... a ja... posłuszna mojemu kumplowi Panu Bioderko...znowu zwyciężył, mimo że tak dobrze się ostatnio czułam. Być może dobrze, że nie dałam się jednak skusić na wejście na Równicę czy Stożek - może,może... Oczywiście jak zwykle usilnie próbowałam trzymać fason i nie pokazywać, że kondycja i zdrowie już nie takie. Szlag mnie trafiał wieczorami w łóżku jak po całym dniu spacerków po mieście albo siedzenia na ławce w parku zagryzałam zęby z bólu (jak dobrze, że moja reha pokazała mi jak masować punkty spustowe) - ech, głupia i naiwna baba, która chyba w dalszym ciągu nie dopuszcza myśli, że jest ''inna'' niż dwa lata temu, że chęci a możliwości to całkiem dwie różne rzeczy...
Przecież tyle razy piszę, mówię innym aby dali ''na luz'' i się oszczędzali a ja co??? Naiwna i tyle...
No cóż, pozostaje mi tylko przełknąć tą gorzką pigułkę, zapamiętać tą lekcję pokornie i też wrzucić ''na luz'' - może za kilka lat uda mi się to co planowałam teraz...
Tymczasem jutro idę grzecznie na reha a poza tym spaceruję z pieskiem po łagodnym terenie ;)

AgaW - Wto 19 Lip, 2011

aga.t. napisał/a:
wrzucić ''na luz'' - może za kilka lat uda mi się to co planowałam teraz...

Ago, teraz może się rozczarowałaś, ale próbowałaś, wiesz jak jest teraz. Dzięki temu gdy za jakiś czas spróbujesz i będzie o niebo lepiej Twoja radość będzie ogromna :) Niestety nie wszystko udaje się od razu, najważniejsze że próbowałaś, że czułaś się na tyle silnie żeby podjąć wyzwanie. Trzeba Ci więcej czasu, dbasz o swoją rehabilitację i mam nadzieję że przyjdzie czas gdy będziesz mogła chodzić po górkach jak...kózka :ok: Bądź dobrej myśli, nie myśl o tym że teraz nie wyszło. Wyjdzie, tylko za jakiś czas :)

aga.t. - Wto 06 Wrz, 2011

Korzystając z tego,że siostra pozyczyła mi laptopa napiszę kilka słów - po pierwsze wielkie dzięki dla wszystkich, którzy trzymali kciuki za mój termin i ogólnie za mnie :*
2 września stawiłam sie w Piekarskim Szpitalu Urazowym - najpierw izba przyjęć i papierzyska, potem oddział 1 i kolejne papierki, ekg i rtg a potem na oddział 3 oczywiście sala 13 :) W międzyczasie spotkałam się z Grace, która była na wizycie kontrolnej oraz spotkałam również panią, z którą poznałyśmy się podczas którejś wizyty. Dzięki Wam za miłe pogaduchy - dzięki nim trochę wyluzowałam :)
Na początku czuję się trochę jak VIP, bo okazuje się, że na sali nie ma nikogo i weekend jestem samiusieńka...nawet nikt mnie nie odwiedził...dlatego jak w sobotę przyszedł ksiądz to jakoś puściło i się rozpłakałam ale ksiądz zaśpiewał mi piosenkę i było trochę lepiej :)
W poniedziałek dołączyły dwie panie, więc już nie jest pusto.
Wczoraj spotkałam się z zozo i troszke pogadałyśmy-ach jak zozo już ładnie chodzi i w ogóle ładnie wygląda :)
Przyznam, że czytając i słuchając niektórych relacji z pobytu tutaj to obawiałam się...pielęgniarek,ale (póki co) są bardzo pomocne i miłe i mam nadzieję, że dalej tak zostanie :)
Ogólnie badania wszystkie zrobione, anestezjolog już był, strzałeczka czerwona na udzie jest - teraz tylko czekać na swoją kolej i aby do przodu ;)
Oczywiście powoli i cichutko wkrada się strach i niepewność, ale to normalka i muszę przez to przejść - w końcu nie pierwsza i nie ostatnia ;)
Cały czas mam jeszcze obawy, że coś jutro wyskoczy i nie pójdę ''na pieszczoty'' ;)
Tak więc czas pokaże co dalej a ja jak będę w stanie i będę jeszcze miała ten sprzęcik to coś napiszę :)
Jeszcze raz wszystkim kochanym Bioderkom wielkie dzięki :*

Grazyna1950 - Wto 06 Wrz, 2011

Trzymaj się Aga :kiss:
NUTKA - Wto 06 Wrz, 2011

Aga również trzymam kciuki,pisz szybciutko jak się czujesz,już pewnie jesteś po najgorszym!!!! :evil: :evil: :evil: Ja po 4 tydzień siedzę w domku i już mi palma odbija,czytam forum po 5 razy i czuję się że Was wszystkich znam 1000 lat.
Nawojka - Wto 06 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
dlatego jak w sobotę przyszedł ksiądz to jakoś puściło i się rozpłakałam ale ksiądz zaśpiewał mi piosenkę i było trochę lepiej


Moja droga miałam dokładnie tak samo :mrgreen: Niby taka twarda, uświadomiona, przygotowana... a czułam się jak mała dziewczynka :!:

aga.t. napisał/a:
Przyznam, że czytając i słuchając niektórych relacji z pobytu tutaj to obawiałam się...pielęgniarek,ale (póki co) są bardzo pomocne i miłe i mam nadzieję, że dalej tak zostanie


Jak przymiesz z góry założenie, że Marriott to "to" nie jest, to nie będzie rozczarowań, oczywiście ktoś Cie może zirytować, ale z perspektywy czasu, wyda Ci się to totalnie nieważne...

AgaW - Sro 07 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
Oczywiście powoli i cichutko wkrada się strach i niepewność, ale to normalka i muszę przez to przejść - w końcu nie pierwsza i nie ostatnia

Każdy tak ma, i ani się obejrzysz a już będziesz po. Będzie dobrze bo tyle osób trzyma za Ciebie mocno kciuki :hug:
NUTKA napisał/a:
czuję się że Was wszystkich znam 1000 lat

Też tak mam. Uzależnienie od Forum :) Tylko to uzależnienie służy zdrowiu i poprawia nastrój ( bo się motywuję i czuję świetnie w naszym kumpelskim gronie ) :)

Edi - Sro 07 Wrz, 2011

nasza dzielna aga jest już pooperacj., napisała ,że jest ok :mrgreen: ...aż mi łzy poleciały :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
drupinka - Sro 07 Wrz, 2011

Czyli wszystko jest na dobrej drodze. Też ma zamontowany BMHR z trzpieniem nanos :-)
pasiflora - Sro 07 Wrz, 2011

Och, kolejna kobitka "odhaczona"
Aga buziale Trzymaj się dzielna kobietko :)

Mijka - Sro 07 Wrz, 2011

Aga trzymaj się :) przesyłam Ci dużo uścisków :hug: :hug: i zero bólu :)
Brydzia - Sro 07 Wrz, 2011

Aga, dzielna kobietka z Ciebie, wracaj do sił i zdrowia, pozdrawiam ;-)
zozo - Pią 09 Wrz, 2011

Wczoraj rozmawiałam z Agą przez komórkę - po wycieczce na rtg rozbolały ją rany pooperacyjne - mam nadzieję, że jest to już opanowane. W poniedziałek sprawdzę osobiście jak sobie radzi :wink: .
pasiflora - Pią 09 Wrz, 2011

Przed chwilką dostałam eska od naszej Agi i dziewczyna już sama chodzi do WC :) Dużo odpoczywa by nie przeholować, bo wiadomo jak to jest zaraz "po" :mrgreen:
aga.t. - Sob 10 Wrz, 2011

Kochani moi! Wzruszacie mnie do łez - tyle ciepłych słów wsparcia, tyle sms-ów i rozmów przez telefon...no i kawka z Zozo i pyszne ciastka Tiramisu od Korby :*
Wielkie,wielkie dzieki!! :dajeserce:
Widzę,że na bierząco dziewczyny informują co i jak u mnie, więc nie wiem co mam jeszcze napisać ;)
Operacja miała być ok.godz.12-13, ale o godz.10.30 przyszła siostra po mnie ! Akurat skończyłam z Wami pisać i nie miałam czasu na podenerwowanie się. Szybko do wc, zielona koszulka i na wózek.
Wenflon, zastrzyk w kręgosłup (nawet nie bolało a tego się bałam) no i się zaczęło...Aga się rozbeczała!!!! Nie mogłam się uspokoić, chciałam uciekać z wózka..ech chyba wszystkie chowane nerwy sie uaktywniły. Siostra dała mi zastrzyk na uspokojenie i po jakimś czasie na stół - z tego wszystkiego zapomniałam powiedzieć, że chcę spać no i wszystko słyszałam :) ale bardzo miły anestozjolog i pielegniarka umilali mi te ''odgłosy'' wierteł i innych narzędzi tortury ;)
Nie ominęły mnie (już na sali) mdłości i raz wymioty, ale na drugi dzień jak mozna już było jeść ;) to się uspokoiło. Dostałam też jedna porcyjkę mojej krwi. Ok. południa pojechalismy na rtg, dr juz czekał na sali i ucieszył mnie wiadomością, że jest dobrze :)
Po poludniu siadanie na łózku i stanie obok łóżka i tyle bo w głowie się trochę kręciło. Natomiast w piatek dwa podejścia: raz z balkonikiem po sali a potem o kulach po korytarzu :) Później sama trzy razy o balkoniku do wc. Nocka prawie nieprzespana, bo i noga troche boli i jedna pani -delikatnie mówiąc - robi zieloną noc.....już nawet ja nie wytrzymałam i się dziś do niej odezwałam dobitniej...
Przed chwilką jedna z pielęgniarek umyła mi włosy :) więc choć trochę czuję się przez to kobiecej ;)
A teraz czekam na obiadek, potem krótka drzemka i goście :)
Dziś ma przyjść dr i powiedzieć kiedy pójdę do domciu.
Jeszcze raz dzieki za wsparcie :*

NUTKA - Sob 10 Wrz, 2011

AGA gratulacje właśnie czytałam twój post o wakacjach,i teraz skojarzyłam że jesteś już po,czyli tak jak ja przed zrobiłaś sobie luz.Pisz koniecznie o postępach,Ja jestem 5 tyg po więc świeżo połykam forum,i śledzę wątki.Codziennie mamy nowe pytania i problemy,więc jak będę mogła pomóc to dawaj znać!!!!!Chociaż zauważyłam że dużo piszą ludzie przed,potem trochę po i słuch o nich ginie,pewnie z powodu większych zobowiązań wobec domowników a póżniej pracy zawodowej,jednak są i tacy którzy pozostają cały czas i wspierają pomagają i odpowiadają na pytania,Wszystkim Wam jeszcze raz dzięki wielkie. :roll: :roll: :!:
pasiflora - Sob 10 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
jedna pani -delikatnie mówiąc - robi zieloną noc.....już nawet ja nie wytrzymałam i się dziś do niej odezwałam dobitniej...
Kochane towarzyszki niedoli :evil:
Fajnie że dość dobrze zniosłaś operację jak i ten najgorszy czas pooperacyjny. Odpoczywaj bo to w tym okresie jest najważniejsze, ale nie zapominaj też o ćwiczonkach izometrycznych. Kto Cię stawiał na nogi? Pan A. czy M.?

aga.t. - Sob 10 Wrz, 2011

pasiflora napisał/a:
Kto Cię stawiał na nogi? Pan A. czy M.?

Pan A :) Bardzo miły i mobilizuje mnie do działania :)
Teraz czekam do poniedziałku, bo mamy ''zaliczyć'' schody.

pasiflora - Sob 10 Wrz, 2011

aga.t., pozdrów przesympatycznego pana A. ode mnie Ma wspaniałe podejście do pacjenta. Pomimo, że jestem już biegła w tych sprawach, to jednak wniósł do mojego życia ułatwienia w poruszaniu się o kulach np. na schodach.
Alicja - Nie 11 Wrz, 2011

aga.t., Ty też mnie wzruszyłaś do łez. Sama byłaś w szpitalu, a jeszcze o mnie pamiętałaś. :) :) :) Dziękuję :)
Bardzo, bardzo się cieszę, że Ci zamontowali taki sprzęt, jaki zaplanowali. :) I że szybko wracasz do zdrowia. Tak trzymaj !!!

aga.t. - Wto 13 Wrz, 2011

Witam kochani! Jestem w domciu :)
Pasiflora pan A. pozdrowiony :) Schody zaliczone dwa razy :) Nocka prawie nieprzespana ale mam nadzieję,że nadrobię to dzisiaj.
Pielęgniarki bardzo pomocne i miłe - podobno ja też nie byłam upierdliwą pacjentką :)
Wczoraj wieczorem miałam miłe spotkanie z Zozo i Goblą :* Kostka nadal jak bania, ale to normalka :)
Dziewczyny nawet nie zdajecie sobie sprawy jak dużo mi dały Wasze sms-y, telefony i spotkania (już o tym pisałam,sorki ;) ) Właśnie w takich sytuacjach ponownie okazuje się kto naprawdę jest naszym przyjacielem i wsparciem - nie ukrywam, że codziennie czekałam na wizytę pewnych kilku osób ale cóż...życie :( dlatego tym bardziej tak Wam dziękuję!
Korba, Zozo, Gobla, Pasiflora, Alicja, Grace, Edi, Drupinka :dajeserce:
Oczywiście mojej rodzince, sąsiadkom - jeśli to czytają ;) - również wielkie dzięki :serce:

kate310 - Wto 13 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
:


Aga ja tu jestem nowa ale z całego serca Ci kibicuję, obyś szybciutko wróciła do formy, dobrze, że masz to juz za sobą :) pozdrawiam

Brydzia - Sro 14 Wrz, 2011

Aga, najważniejsze,że operacje masz za sobą i jesteś w domu.Teraz myśl o sobie i o szybkim powrocie do domu. Ja też Ci bardzo kibicuje i cieszę się,że wracasz do zdrowia.Wiem jednak,że przykro jest,jeżeli potrzebujesz czyjegoś wsparcia a ten ktoś ma to gdzieś...sama tego doświadczyłam po swoim zabiegu. Nie martw się tym jednak, całe nasze forum jest z Tobą. ;-)
aga.t. - Sro 14 Wrz, 2011

:pada: :* Dzięki :)
Pierwsza noc w domu zaliczona - niestety nie mogę powiedzieć, że była to noc udana...kolano okropnie mnie bolało, musiałam wziąć tabletkę a i tak budziłam się kilka razy w nocy. Najmniej bolało w pozycji siedzącej, więc poducha do góry i tak jakoś udało mi się zasnąć. Kostka nadal ma formę balonika, ale taki jej urok teraz ;) Oczywiście mięśnie jeszcze bolą, ciągną ale sam staw - póki co - nie boli.
Pochwalę się już tak szczegółowo co mam wstawione - czyli tak jak jest napisane w karcie:
endoprotezoplastyka przynasadowa bezcementowa stawu biodrowego prawego Smith&Nephew Nanos. Panewka śr.50 mm. Trzpień nr2 Głowa modularna 44 adaptor +0.
Coś mi się wydaje, że chyba jednak powinnam ustawić w statusie endo x1 a nie kapo x1 - jak to w końcu z tym moim Bmhr-Nanosem jest? :)
Aha -wstępny termin na pobyt na Oddziale Rehabilitacyjnym w Piekarach to 02. 01. 2012.

zozo - Sro 14 Wrz, 2011

Aga.t., witaj w domciu :mrgreen: . Co z tym kolanem - w szpitalu chyba nie bolało.
kinga - Sro 14 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
kolano okropnie mnie bolało,

to może coś podłożyć pod kolano, by było w lekkim zgięciu?

aga.t. - Sro 14 Wrz, 2011

Zozo również witaj w domciu :)
zozo napisał/a:
Co z tym kolanem - w szpitalu chyba nie bolało.

No właśnie w szpitalu nie bolało - no może tylko troszkę - a wczoraj w domu to już masakra, takie fale bólu, rwanie. Dziś jest trochę lepiej choć obawiam się wieczoru i nocy. Mam nadzieję, że wczorajszy ból to ''tylko'' efekt przeciążenia - w sumie rano w szpitalu niewiele już leżałam, potem podróż autem, w domu też nie leżałam cały czas. Dziś już więcej leżenia, zobaczę czy pomoże.
Dr mówił mi, że może boleć bo jednak w czasie operacji kolano też swoje przechodzi.
Trochę się boję, bo przed operacją to kolano również mnie bolało i to nawet częściej niż biodro i w czasie wypadku też zostało troszkę poobijane - gdybym nadal miała z nim problem to poproszę o rtg tego kolana ale mam nadzieję, że ból odpuści.

Kinga Podkładanie też niewiele pomogło - w szpitalu pielęgniarka podkładała mi moją zwiniętą koszulkę ;)
Jeszcze chwilkę poczekam :)

zozo - Sro 14 Wrz, 2011

Aga.t., nie fajnie z tym kolanem, ale najlepiej poczekać, może się uspokoi.

Na dodatek niedawno od jednego z rehabilitantów dowiedziałam się, że w pierwszym okresie po operacji nie należy nic robić dopóki opuchlizna sama nie zejdzie. To jest info od rehabilitantki z Anglii. Żadnych izometrycznych ćwiczeń, żadnych masaży. Najlepszą terapią jest po prostu leżenie z wyprostowanymi nogami. Izometryczne ćwiczenia powodują zamykanie się naczynek kapilarnych (inaczej naczynka włosowate) a to przeciwdziała likwidacji obrzęku. Jakbym się tak zastanowiła, to po pierwszej i drugiej operacji intensywnie ćwiczyłam w łóżku, obkładałam nogę schłodzonymi żelkami, miałam naciągniętą pończochę i o ile dobrze pamiętam to noga była opuchnięta jeszcze podczas zdejmowania szwów i dłużej. Po ostatniej operacji nic nie robiłam przez miesiąc, żadnych żelków, żadnych pończoch i żadnych ćwiczeń :wink: a opuchlizna tak dziwnie zeszła mi do kostki jeszcze w szpitalu a potem całkiem i trwało to jakieś 1,5 tygodnia od operacji a potem nie pamiętam, aby mi noga puchła. Z pewnością mniej leżałam i dziwiłam się, że noga mi nie puchnie, tak jak poprzednio. Może to zbieg okoliczności. Jednak, jak widać teorie, jak postępować po operacji mogą być różne a czasem zupełnie przeciwstawne :mrgreen: . I komu tu wierzyć? Pozostaje obłożyć się kapustą - nie zaszkodzi a może pomoże :D .

Piotrek Medic - Sro 14 Wrz, 2011

Odnośnie obrzęku po operacji, należy to rozpatrywać wieloaspektowo. Są różne szkoły odnośnie terapii takiej nogi- ja jednak absolutnie nie zgadzam się by pozostawić ją samą sobie z wielu różnych powodów. Jeżeli rozumiemy prace nad obrzękiem poprzez ćwiczenia izometryczne- owszem bezsens zatyka to kapilary chłonne itp. Jeżeli rozumiemy to jako samo uniesienie czyli tzw. elongację kończyny też bez sensu ( powtarzam, proszę skupić uwagę na słowo TYLKO). Natomiast o ile prace nad taką kończyną uwzględnijąc fizjologię naczyń chłonnych, naczyń krwionosnych oraz przy uwzględnieniu tzw. teorii taśm anatomicznych i integracji strukturalnej to odpowiedź jest jedna- należy coś robić. Gdy pozostawimy tkankę samej sobie- fakt obrzęk może i zejdzie ale w jakim stanie pozostanie tkanka- mięśnie, powięzie itp. Nie powiem co robić, gdyż powinien to ocenic terapeuta- powiem więcej bardzo często praca w takich sytuacjach nie polega na nawet dotykaniu owej kończyny ( jakkolwiek to brzmi).

Samo unoszenie kończyny owszem jest jedna z podstawowych form terapii obrzęków, jednak samo uniesienie bez uwzględnienia innych czynników ( o ile to możliwe) nie jest najwłaściwszą formą terapii. Powtarzam- o ile jest to możliwe.

Farrokh - Sro 14 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
Zozo również witaj w domciu :)
zozo napisał/a:
Co z tym kolanem - w szpitalu chyba nie bolało.

No właśnie w szpitalu nie bolało - no może tylko troszkę - a wczoraj w domu to już masakra, takie fale bólu, rwanie. Dziś jest trochę lepiej choć obawiam się wieczoru i nocy. Mam nadzieję, że wczorajszy ból to ''tylko'' efekt przeciążenia - w sumie rano w szpitalu niewiele już leżałam, potem podróż autem, w domu też nie leżałam cały czas. Dziś już więcej leżenia, zobaczę czy pomoże.
Dr mówił mi, że może boleć bo jednak w czasie operacji kolano też swoje przechodzi.
Trochę się boję, bo przed operacją to kolano również mnie bolało i to nawet częściej niż biodro i w czasie wypadku też zostało troszkę poobijane - gdybym nadal miała z nim problem to poproszę o rtg tego kolana ale mam nadzieję, że ból odpuści.

Kinga Podkładanie też niewiele pomogło - w szpitalu pielęgniarka podkładała mi moją zwiniętą koszulkę ;)
Jeszcze chwilkę poczekam :)


Miałem identyczną sytuacje. Samo przeszło, więc zalecałbym spokój. Mnie przed operacją paradoksalnie najbardziej bolała ... kostka w zdrowej nodze.

pasiflora - Sro 14 Wrz, 2011

Cytat:
więc zalecałbym spokój.
A ja bym nic nie zalecała bo nie mam "dr" przed nazwiskiem. Wszelkie obawy zgłaszaj lekarzowi, bo czasem może się to źle skończyć.
Piotrek Medic - Sro 14 Wrz, 2011

dokładnie pasiflora- bez zobaczenia nogi, zbadania stanu tkanek na odległość nic nie wolno zlecać
zozo - Czw 15 Wrz, 2011

Pierwsze dni po operacji spędziłam w szpitalu a więc pod fachową opieką. Jak zobaczyłam tą niepokojąco obrzękniętą kostkę, to pokazałam Pani ortopedzie, na tytuł dr przed nazwiskiem jeszcze była za młoda :lol: , ale stwierdziła, że nie mam się co martwić, to normalne i że za parę dni powinien obrzęk zejsć - było tak, jak powiedziała :-P . Było tak jak piszę - rehabilitanci uczyli pacjentów tylko chodzić a w poprzednich 2 szpitalach, w których byłam ćwiczyłam pod ich okiem. Mam wrażenie, że opuchlizna zeszła mi szybciej wtedy, gdy z nogą nic nie robiłam i na dodatek szybciej zaczęłam wstawach z łóżka i normalnie funkcjonować.
Nie jestem oczywiście lekarzem, ale dzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami oraz tym co usłyszałam od lekarza, bądź rehabilitanta. Czyż nie na wymianie poglądów i różnych teorii nam zależy? Inaczej po co byłoby to forum? :hyhy: Sama jestem zszokowana podejściem lekarza z Anglii i stwierdzam tylko fakt, że czasem teorie na jakiś temat mogą być zupełnie przeciwstawne ;) .

pasiflora - Czw 15 Wrz, 2011

zozo, moja odpowiedź nie była do Ciebie tylko do Farrkoha, który w wypowiedzi zalecał spokój w tym temacie. Ja w odpowiedzi zaleciłam ostrożność w wydawaniu opinii skoro się nie ma "dr" przed nazwiskiem :mrgreen: Twoja wypowiedź była jak wspomniałaś wymianą doświadczeń, zasłyszaną wskazówką, a nie zaleceniem dla AgiT , więc jest ok :-P

W regulaminie są takie dwa fajne punkty, które w wypowiedziach jak i w ich odbiorze powinniśmy brać pod uwagę:

Cytat:
&39. Zanim coś komu doradzisz pamiętaj o tym, że ponosisz odpowiedzialność za swoje słowa. Zastanów się, jakie mogą być konsekwencje Twojego postu. Pamiętaj, że mogą się one różnie skończyć, jeśli ktoś skorzysta z Twojej porady.

&40. Zanim skorzystasz z czyjegoś doświadczenia zastanów się, jaki może mieć ona wpływ na Twoje zdrowie. Wszelkie porady to tylko możliwe proponowane scenariusze, ale decyzja należy wyłącznie do Ciebie.

Bonia - Czw 15 Wrz, 2011

Po operacji miałam nogę chyba taką jak mam obwód w pasie całą. Mama była przerażona chciała mi nawet sodą oczyszczoną zmieszaną w wodzie kompresy robić tak nam podpowiedziały pielęgniarki w Otwocku a dziewczyny się na rzeczy znają, ale Prof kategorycznie zakazał nam cudować miało zostać tak jak jest bo to samo zejdzie. I faktycznie jakoś po paru dniach zaczeło schodzić natomiast w trakcie chodzenia i ćwiczeń nie zauważyłam żeby jakoś specjalnie bardziej puchła. No ale każdy z nas to inny przypadek i jeśli nas to niepokoi powinniśmy lekarzowi to pokazać.


Kwestia następna fakt jak się leży na plecach z ciągle wyprostowaną kończyną zwłaszcza operowaną to można szału dostać mięśnie diabelnie ciągną. ja na trzeci dzień dostałam pozwolenie od lekarza że mogłam ją troche zgiąć w kolanie na leżąco i mi pomogło podkładanie sobie pod kolano zrolowanego koca w ten sposób miałam kolano lekko zgięte i nie przekraczałam żadnego kąta.

aga.t. - Czw 15 Wrz, 2011

Ale odzew - dzięki :) Faktycznie kolano chyba po prostu przemęczyłam, bo wczoraj więcej leżałam i jednak miałam podłożoną mała,płaską poduszkę i już nie boli (oczywiście czasem lekko rwie ale bez porównania do tego wcześniejszego), nawet wczorajszą noc przespałam tylko z dwoma krótkimi pobudkami :)
Oczywiście noga - szczególnie kostka - jest jeszcze opuchnięta, ale to jest normalne. Staram się nie ''przebywać'' w jednej pozycji zbyt długo - trochę posiedzę, potem poleżę, mały spacerek...Powtarzam sobie: wszystko z umiarem :)

Dobra_Wrozka - Pią 16 Wrz, 2011

Uff, no to powolutku i do przodu.. :flower:
Brydzia - Pią 16 Wrz, 2011

Aga i słusznie, rozsądek przede wszystkim, nie ma co się spieszyć. Wszystko powoli wróci do normy ;-)
zozo - Pią 16 Wrz, 2011

Aga.t., będzie dobrze :) .
aga.t. - Pon 19 Wrz, 2011

Mam pytanie do osób, które miały metalowe staplery, czyli klamerki ;) - czy ich usuwanie boli? Długo to trwa?
No i drugie pytanie - nie śmiejcie się - gdzie mam się udać aby je usunąć? To pytanie do pacjentów Piekarskiej Urazówki ;) czy mam iść na Oddział czy na dół do Poradni (tam gdzie są wizyty kontrolne) ? Oczywiście się nie spytałam a nie chcę błądzić :oops:

pasiflora - Pon 19 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
czy ich usuwanie boli?
Nie boli Na szczęście :mrgreen:
aga.t. napisał/a:
Długo to trwa?
Myślę że pani moje 30 klamer ściągnęła w 3 minuty :mrgreen:

Ja usunęłam je w "swoim" szpitalu
Z tego co słyszałam to na oddziele chyba, coć pewna nie jestem.
Zadzwoń do oddziałowej z męskiego z samego rana to się dowiesz :-D

Edi - Pon 19 Wrz, 2011

aga.t., odział pierwszy i na dodatek przemiła siostra opatrunkowa w pakiecie,nic a nic nie boli idż prosto do pielęgniarek i one Ci wszystko powiedzą ;-) kiedy się wybierasz ???ja tam jestem codziennie ;-) :shock: ;-)
zozo - Wto 20 Wrz, 2011

Aga.t., dokładnie tak jak pisze Edi. Jesteś pacjentką oddziału I . Ja trafiłam akurat, jak pielęgniarka tzw. opatrunkowa miała obchód na oddziale i musiałam na nią z pół godziny poczekać. Nic nie boli a klamry wg niej i naszego ortopedy należy zdjąć po 3 tygodniach. Lepiej nawet parę dni później niż wcześniej. :)
aga.t. - Wto 20 Wrz, 2011

Dzięki dziewczyny!
Wiem, że ściąganie po ok.21 dniach od operacji a u mnie mija dopiero 13 ;) ale chciałam wiedzieć. Szczerze mówiąc po prostu boję się bólu bo wyciąganie drenów mnie bolało na tyle, że się poryczałam i teraz jestem trochę w strachu :oops: Zdecydowałam się na wyciąganie klamerek w Piekarach bo nie ufam szpitalowi w moim mieście - już dosyć mam przygód z tamtejszym oddziałem urazowym... :(
Muszę się pochwalić, że opuchlizna już prawie zeszła - oczywiście jak dłużej posiedzę z opuszczonymi nogami to kostka jeszcze puchnie no ale wszystko w normie.
Czasem mam bóle w pachwinie i w okolicach blizny - takie rwanie. Brakuje mi już cierpliwości do leżenia na plecach - po moim wypadku też spałam na plecach dwa miesiące i jakoś dałam radę a teraz brakuje mi cierpliwości...

Edi - Wto 20 Wrz, 2011

aga.t., wybierz się za ok 2 tyg. do Beatki ,pokaże Ci jak się obracać na boczek no i bliznę rozmasuje ;-)
zozo - Wto 20 Wrz, 2011

Aga.t., z tym drenem to miałaś jakiegoś pecha. Zdjęcie klamerek z pewnością nie będzie bolało :keep: .
Kris1968 - Wto 20 Wrz, 2011

Ja miałem ściągane klamry po 14 dniach i było już ładnie zagojone.
Bałem się że będzie bolało przy "demontażu" ale nawet nie poczułem kiedy mi pielęgniarka wyciągała.

pasiflora - Wto 20 Wrz, 2011

Aga o dziwo teraz pomimo że wyszłam dopiero na 15 dobę po operacji to wyszłam z klamrami, a przy poprzedniej operacji wyszłam na 8 dobę i to bez klamer :mrgreen: Choć teraz nie miałam nic przeciwko by sobie były troszkę dłużej, bo sporo mi tam "grzebali" :wink:
aga.t. - Sob 24 Wrz, 2011

Kochani mam problem...spanie! Plecy, pupa już mnie tak bolą, że nie mogę spać...część nocy przesypiam na siedzącą. Mam ogromną chęć poleżeć na boku ale boję się, bo na tej kartce ze szpitala jest napisane, że nie wolno leżeć na boku przynajmniej do wizyty kontrolnej a w szpitalu gdy pytałam się dr o spanie na boku to powiedział, że można po dwóch tygodniach tylko że z poduszką między nogami...No i jestem głupia... A plecy i pupa bolą...Marzy mi się jakaś mata masująca ;) A może kółko pod pupę?
A Wy kiedy zmienialiście pozycję do spania?

pasiflora - Sob 24 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
można po dwóch tygodniach tylko że z poduszką między nogami...
I tego bym się trzymała
Ja już w szpitalu kładłam się na bok i równocześnie mówiłam sąsiadce by nie brała ze mnie przykładu. Teraz już leże na obu bokach :mrgreen:

Alicja - Sob 24 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
A może kółko pod pupę?

Szczerze mówiąc Aga, to miałam Cię ochotę o spanie zapytać.
Ja mam takie kółko z kuleczkami styropianu w środku z czasów po pierwszej operacji czyli sprzed 20 lat. Czasem go trochę używałam, ale też długo się nie da na nim wytrzymać. Teraz są lepsze - z ziarenkami gorczycy lub z gąbki, z dziurą po środku.

Od mojej ostatniej operacji minęło w środę 3 tyg. i ja nie wytrzymałam na długo plecach. Od ok. 10 dni śpię na boku z poduszkami między nogami przez całą długość nóg. Hm, w moim wypisie nic na ten temat nie ma, nikt mi nic nie mówił, a ja nie pytałam - a powinnam. Po pierwszej rewizji też tak spałam ze 2 tyg. po operacji. Po drugiej nie, bo kiepsko mi szło przewracanie na bok z powodu uszkodzonego nerwu. Teraz trochę się boję, czy koszyk się nie obluzuje, ale przecież jest na śrubki przykręcony. Mam wrażenie, że bardzo kontroluję te poduszki w nocy, oby mnie ono nie zwiodło.

Grazyna1950 - Sob 24 Wrz, 2011

Po pierwszej mojej endo już w szpitalu lekarz pozwolił mi leżeć na bokach z wkładką między nogami ( po około 6 dniach). Po drugiej leżałam miesiąc w gipsie na plecach i porobiły mi sie odleżyny na tyłku. Na odleżyny mąka ziemniaczana, a pod tyłek specjalna poducha z pianki z wycięciem.
aga.t. - Sob 24 Wrz, 2011

pasiflora napisał/a:
Ja już w szpitalu kładłam się na bok

:shock: Ty to jesteś odważna kobitka!
Alicja napisał/a:
Szczerze mówiąc Aga, to miałam Cię ochotę o spanie zapytać.

A szczerze to ja ostatnio - czyli po wypadku - spałam na plecach dwa miesiące a teraz nie daję rady :( Starość czy co ? ;) Kurczę boję się trochę, ale po prostu jakoś teraz mało cierpliwa i wytrzymała jestem. No a jeszcze takie pytanko: na którym boku? Dr mi mówił, że na nieoperowanym a ja czytałam na Forum że niektórzy spali na operowanym aby było lepsze ukrwienie...
Wiecie co czasem to aż mi wstyd, że taka jestem ''cienka'' ;) marudna, słaba, niecierpliwa a czasami kompletnie nic mi się nie chce...
No ale dziś spróbuję troszkę poleżeć na boczku, tak bardzo chciałabym się wyspać...i spać cała noc bez pobudek...sami wiecie jak to jest :)

Edi - Sob 24 Wrz, 2011

aga.t., w jednym tygodniu na reha była Beatka i pokazała mi jak odwracać się na nieoperowany bok z poduszką ,a za kilka dni młody rehabilitant powiedział ,że można na operowany podobno to nawet bezpieczniej ,niestety na tym operowanym na początku długo poleżeć się nie dało,ale co kilka dni ten czas leżenia na operowanym boku wydłużałam....strasznie współczuje Ci tych nieprzespanych nocy :-| kto jak kto ,ale ja wiem co to znaczy :roll: teraz przez operację Mamy nie spalam dwie noce i czuję się wypluta .
Alicja - Sob 24 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
Wiecie co czasem to aż mi wstyd, że taka jestem ''cienka'' ;) marudna, słaba, niecierpliwa a czasami kompletnie nic mi się nie chce...

Aga, no proszę Cię, nawet nie myśl, że jesteś marudna.
Po pierwsze każdy z nas inaczej znosi operację. Mało tego - ja sama każdą znoszę inaczej i wiek nie ma tu nic do rzeczy, jak wiesz z mojej historii.
Po drugie - taka operacja to duży stres dla organizmu. Jesteś dopiero 2,5 tygodnia po niej. Daj sobie czas. Mi też czasami nic się nie chce. Nawet osoby, które nie miały operacji tak się często czują.
Hm, muszę popróbować leżenia na operowanym boku.

Życzę Ci przespanej nocy.

Jupi - Sro 28 Wrz, 2011

aga.t. napisał/a:
dziś spróbuję troszkę poleżeć na boczku


Polecam tą pozycję :-)

aga.t. napisał/a:
spać cała noc bez pobudek


Mąż nie pozwala spać? :lol:

aga.t. napisał/a:
.sami wiecie jak to jest :)


Wiemy, wiemy...nie musisz nam tłumaczyć :mrgreen:

aga.t. napisał/a:
marudna, słaba, niecierpliwa a czasami kompletnie nic mi się nie chce


Naprawdę nic??? :-(

aga.t. - Pią 21 Paź, 2011

Oj Jupi :) Twoje poczucie humoru jest niesamowite :)

Minęło 6 tygodni od mojej operacji.
Dziś miałam super dzień - jestem nawet troszkę z siebie dumna ;)
Wybrałam się dziś na spacerek - cel: fotograf (Urząd Miasta przypomina, że niedługo kończy mi się termin ważności dowodu osobistego), ponadto po drodze mam bibliotekę a że ostatnio pochłaniam książki to przy okazji ;)
Otóż taka trasa dla ''zdrowej'' osoby to ok.godzinki ale ja miałam po drodze wysokie ławeczki i czasem sobie odpoczywałam. Doszłam do biblioteki, potem znowu ławeczka i myślę sobie czy dam radę do tego fotografa...ale, że to niedaleko to mówię sobie: idę :)
Bardzo miły pan zrobił zdjęcia, poczekałam chwilkę, odebrałam i dalej w drogę.
Kolejny punkt był nieprzewidziany gdy wychodziłam z domu ale było tak fajnie... :)
Zadzwoniłam do naszej forumowej koleżanki Korby i poszłyśmy na kawkę i ploty :)
Do domu wracałam już autobusem bo mój mąż mi tak kazał ;)
Samo bioderko raczej mi nie dokuczało - czasem ''czułam'' moje słabe mięśnie, ale najbardziej z tego wszystkiego bolą mnie ręce :) ale da się wytrzymać.
Ciekawe o której dziś zasnę, bo ostatnio zasypiam grubo po północy.
Moją blizną smaruję Cepanem i czuję różnicę - nie jest już tak napięta.
Za tydzień mam wizytę kontrolną i mam nadzieję, ze wszystko będzie dobrze.
Podsumowując to uważam, że oprócz łapiących mnie czasem dołków oraz małymi problemami z kolanem to czuję się dobrze. Przed operacją miałam wiele razy wątpliwości czy to już ten czas aby się operować (tym bardziej jak bywały dni kiedy czułam się świetnie) ale moje bioderko potrafiło się upomnieć, że chce części zamiennej ;)
Wszystkiego dobrego moja kochana bioderkowa rodzinko!

Dobra_Wrozka - Sob 22 Paź, 2011

Witaj Aga.t,
swietnie Ci idzie :-> A doly, ze czasem to normalna rzecz, przychodza i odchodza. Warto mysle nauczyc sie rozpoznawac, kiedy jakis dol sie zbliza i wtedy potraktowac go osobistym zestawem ratunkowym. To moze byc jakas czynnosc, jakas przyjemnosc, cos aromatycznego. A to po to, aby dobrze przetrwac dola, zanim sobie pojdzie precz. Mowie o tym, poniewaz z mojego doswiadczenia niektorzy ludzie tak walcza z dolem, ze az siebie samych dodatkowo krzywdza, np. rania sie, staja sie nieuwazni ( jest poglad, ze depresja to niewyrazona agresja) i przestaja dbac o drobiazgi, jak wyglad, zapach w domu, kolory itp. Teraz jesien, wiec tym bardziej nalezy byc uzbrojonym. Pozdrawiam serdecznie

aga.t. - Pią 28 Paź, 2011

Dziś miałam pierwszą wizytę kontrolną po operacji. Oczywiście nie trwało to krótko - byłam tam przed 8 a wróciłam przed 15. No ale do rzeczy, krótki raport z dzisiejszej wizyty: są dobre i złe wiadomości.
Dobre to takie, że moja proteza jest pięknie osadzona, nawet fantastycznie (tak to określił doktor). Moja córcia cieszy się, ze nie muszę już spać na wyższym łóżku i wreszcie wyniosę się z jej pokoju ;) Mogę obciążać operowaną nogę, mogę sobie zawiązać buta (choć trochę szkoda, że mąż już nie będzie przed mną klękać ;) ).
Zła wiadomość to taka, że drugie bioderko nie uniknie operacji :( Spytałam się kiedy to mniej więcej będzie - mając nadzieję, że usłyszę że za jakieś 5-10 lat - ale termin to rok, dwa...
Może w końcu uda mi się zrobić fotki i wrzucę tu moje zdjęcia rtg, bo dziś kupiłam dwa.
Oczywiście zapomniałam się spytać o kilka rzeczy, np. o spanie na brzuchu... Spytałam się czy mogę już robić wszystko ale dr powiedział: no wszystko to nie , ale oczywiście czego mi nie wolno to już się nie spytałam :roll: Taka ze mnie skleroza...
Póki co to tyle, jak coś mi się przypomni to napiszę, a teraz idę troszkę odpocząć bo jestem padnięta...
Pozdrawiam wszystkich gorąco!

pasiflora - Pią 28 Paź, 2011

aga.t., jeszcze nie spałaś na brzuchu? Istna twardzielka z Ciebie :)
Czekam na fotki, bo chciałabym zobaczyć te cudo :mrgreen:
Mam nadzieję że zapisał Cię doktor do kolejki w razie czego?
A co Ci zaproponował do drugiego bioderka?
A może by tak jakieś spotkanie zorganizować? Tylko nie w Chorzowie bo chłodno! Wolę Katowice. Odpisz w odpowiednim wątku proszę :)

aga.t. - Pią 28 Paź, 2011

pasiflora Na brzuchu nie spałam, bo jednak troszkę się bałam :-P
Do kolejki nie jestem zapisana, w styczniu idę na oddział reha - tam ustalą termin wizyty kontrolnej i pewnie wtedy będziemy rozmawiać bardziej szczegółowo o drugim bioderku. Póki co nie chcę zbyt o tym myśleć, cieszę się że mój BMHR-ko Nanos ma się dobrze i teraz na tym się skupiam ;) Czekam na wolny termin u mojej rehabilitantki, bo ostatnio była chora i miała mi dać znać kiedy mnie może przygarnąć ;)
Na ten drugi temat już się nie wypowiadam - no przynajmniej nie zaczynam, bo ostatnio miałam pecha...ale jakby ktoś taką propozycję rzucił :mrgreen: to również jestem za Katowicami :)

Alicja - Sob 29 Paź, 2011

aga.t., gratulacje !!! Najważniejsze, że implant świetnie zamontowany.
Co do drugiego bioderka, może nie będzie tak źle.
Pytałaś swojego dr o kolano?

aga.t. - Pon 31 Paź, 2011

Kiedyś pewna osoba - może to pamięta - powiedziała mi, że mnie podziwia, że tak daję sobie radę, bo większość bioderkowiczów ''choruje'' od dzieciństwa i w pewien sposób oswoiło się z tą sytuacją a u mnie to było ''bach'' i już jestem ''bioderkiem''. Wiem, że znowu marudzę i się powtarzam ale czuję, że nie daję rady... Czytałam kiedyś opinie psychologa do pewnej historii o ofiarach wypadku drogowego i to chyba do mnie pasuje. Otóż w tej przeczytanej historii sprawca wypadku szybko uporał się z sytuacją - swoje zapłacił i po sprawie a osoba poszkodowana długo dochodziła do siebie bo i konsekwencje wypadku były. Nie wiem czy to dobrze opisałam ale u mnie jest bardzo podobnie. Nie chcę urazić sprawcy ''mojego'' wypadku ale faktycznie sprawa ta chyba należy do przeszłości, konsekwencje finansowe były, owszem ale albo mocniejsza psychika albo po prostu taka kolej rzeczy a ja nadal ponoszę konsekwencje wypadku - oczywiście to nie tylko sprawy bioderkowe ale jak wiecie ciągnie się to już prawie dwa lata i nie wiem kiedy się skończy - pomijając fakt, że pamiątkę po tym będę mieć do końca życia w sobie ;) - ale musiałam pożegnać się z lubianą pracą, nie mam już takiego kontaktu z ludźmi, ponadto o każdy grosz z ubezpieczenia muszę walczyć tak jakbym musiała udowadniać, że to ja jestem poszkodowana i coś mi się należy choćby dlatego, że utraciłam swoją pensję a życie, rehabilitacja kosztuje. Nie wiem czy kiedykolwiek powrócę do mojej pracy - nie było to coś wielkiego ale lubiłam swoją pracę i ludzi z którymi pracowałam. Nie jestem osobą, która umie i lubi pokazywać emocje - choć tutaj na Forum jest mi łatwiej - ale ja po prostu się boję...boję się o moje zdrowie, o moją przyszłość. Nadal boję się jeździć autem, boję się o swoich bliskich, o to aby oni wychodząc z domu wrócili do niego cali i zdrowi. Ten strach to już chyba jakaś obsesja... Ostatnio mąż mi powiedział, że jest ze mnie dumny bo jestem taka twarda i daję sobie radę a ja się rozpłakałam bo wiem, że wcale tak nie jest. Jest mi ciężko ale zagryzam zęby i nie chcę pokazywać jak cała ta sytuacja na mnie działa.
Przepraszam Was bardzo, że tak marudzę bo przecież to właśnie większość z Was boryka się z taki problemami przez większość lub całe swoje życie a ja tak marudzę ale wiem, że tutaj mogę się wygadać i że mam w Was wsparcie.
Wiem, że chyba znowu będę musiała pomóc sobie lekami bo czuję, że jestem na granicy. Bywały sytuacje, że żałowałam, że ten wypadek skończył się tak ''łagodnie''...wiem, to głupie i nieodpowiedzialne myślenie ale czasem już nie mam na to wpływu. Najgorsze są wieczory, kiedy leżę w łóżku i nie mogę zasnąć bo wtedy powraca widok wypadku, nawet czasem mi się to śni.
Bywają dni, kiedy sama na siebie się wściekam, że jestem taka ciapa i się rozklejam ale czasem jest to silniejsze ode mnie.
Czytam po raz kolejny Wasze historie i mówię sobie, że nie wolno mi tak narzekać bo jest Was tutaj tak wiele osób, które dużo przeszły i mają siłę aby walczyć a ja się tak poddaję.
Głupia baba ze mnie i tyle.
Po raz kolejny przepraszam za moje marudzenie i po raz kolejny wielkie dzięki za to, że jesteście!

zozo - Pon 31 Paź, 2011

Aga.t., wolno Ci narzekać, wolno Ci się załamywać. Powinnaś dać upust swoim myślom i obawom. Nie możesz cały czas robić dobrą minę do złej gry. Jak się przed nami otworzysz, to z pewnością poczujesz ulgę. Jesteś obecnie w takim nieciekawym stanie, ale uwierz mi, że jak będziesz coraz sprawniejsza a z pewnością będziesz, to i umysł się powoli uspokoi. Wciąż potrzebujesz czasu.
kate310 - Pon 31 Paź, 2011

Aga.t. podziwiam Cię za dzielną postawę. Twoja sytuacja rzeczywiście jest ciężka ale masz kochającą rodzinę, z pomocą ich i wiarą w swoje siły będziesz mogła wrócić do normalnego życia. trzeba mieć nadzieję, ja już się nauczyłam, że trzeba doceniać to co się ma bo zawsze mogło być gorzej ...
Co do Twoich lęków po wypadku to ja Cię doskonale rozumię. Miałam dwa wypadki i choć wyszłam z nich "w miarę ok" to strach i obawa pozostaje na długo. Długo nie mogłam siąść za kierownicę i bałam się, że każdy samochód z przeciwka jedzie "na czołówkę" ze mną. potem potrąciło mnie auto na przejściu dla pieszych i ten strach i obawa zawsze gdzieś czai się w zakamarku głowy. warto skorzystać z pomocy psychologa, jeżeli masz taką możliwość, ja chodziłam do Ośrodka pOmocy Społecznej. jakoś udało mi się uporządkować chaos po "czołowym zderzeniu"
Życzę Ci dużo pozytywnych emocji i samozaparcia. Masz dla kogo walczyć ... :) a popłakać i poużalać się nad sobą jest wskazane, to oczyszcza duszę i umysł :)

Alicja - Pon 31 Paź, 2011

aga.t., jeśli czujesz, że nie dajesz sobie rady ze swoim stanem psychicznym, może jednak poszukaj pomocy. W Twojej przychodni powinien być psycholog (w mojej np. jest), a jak nie ma, lekarz pierwszego kontaktu Cię zapewne powie, gdzie się udać. Nie możesz tak cierpieć w ukryciu, bo te skrywane emocje to też nic dobrego.
Jak sama piszesz, na Ciebie ten wypadek spadł, jak grom z jasnego nieba. A większość z nas to osoby z walczące dysplazją całe lub większość życia. Może nie akceptujemy swojej choroby, ale w jakimś stopniu do niej przywykliśmy.

I nie myśl, że marudzisz, po to tu jesteśmy, żeby się wzajemnie wspierać.

Bonia - Pon 31 Paź, 2011

Aga t to zrozumiałe że pewne sytuacje wpływają na nas tak a nie inaczej ja co prawda nie miałam wypadku , ale nie raz zastanawiam sie dlaczego ja? Czy nie dość mi jednej choroby musiało być jeszcze biodro. Tez łapie doły większe bądż mniejsze jesteśmy silni ale Ci silni tez mają chwile słabości.Twój strach o bliskich boże jak ja to rozumiem straciłam ojca w taki sposób że teraz ilokroć mama wychodzi z domu to jak jej długo nie ma to ja zaczynam po ścianach prawie chodzić a w głowie lęgną mi się najczarniejsze scenariusze tego co mogło się jej stać. U mnie to też obsesja. Staram się być silna walczę i z chorobą i z własnymi lekami ale nie zawsze mi to wychodzi. Znajomi mnie podziwiają ale co sie czasem że mną dzieje tak naprawdę wiem tylko ja.


Aga bądz silna walcz ale pozwól sobie równiez na chwile słabości to że opisujesz na forum to co czujesz to nie marudzenie masz prawo do takich odczuć. Bo nie będziemy tu tylko opisywać wiecie co jest super kiedy nam się udaje jest i druga strona medalu nie zawsze jest super. Bo jak by się ciągle pisało innym że jest tak wspaniale to do końca byś my prawdy nie pisali wasze sukcesy nas cieszą bardzo, ale to gorsze dni również są. Po to istniejemy żeby was wspierać i w tych dobrych i gorszych chwilach a wsród ludzi którzy przechodzą to samo jest nam łatwiej.

Grazyna1950 - Pon 31 Paź, 2011

Oj, Ago !!! !! Rozumiem Cię w pełni. Ja co prawda nie miałam wypadku, ale nie miałam nigdy dysplazji. Po prostu coś zaczęło mnie boleć w 1998 roku. Potem przeszło. Bóle nasiliły się jesienią 1999 r - wycieczki po lekarzach, brak jednoznacznej diagnozy. "Tony" leków przeciwzapalnych, przeciwbólowych i wreszcie wymuszone rtg stawów biodrowych i....... niby niewiele ... obustronna koksatroza stawów biodrowych z przewężeniem szpar. Szukanie ortopedy i jeszcze nadzieja, że to nic wielkiego, Coraz większy ból przy chodzeniu i wreszcie propozycja osteotomi miedzykrętarzowej. Zapewnienia lekarza, że po 3 miesiączach wrócę do pracy i d@@a. Nigdy już nie wróciłam. Doła miałam okropnego, bo dlaczego ja...... Zdrowa, pełna życia osoba i życie o kulach. Ale doszłam do wniosku, że tak widocznie musiało być. Potem znalazłam to forum i jest mi jakos łatwiej. Tylko czasami........ jest mi smutno, że niestety moje operacje nie dały mi komfortu życia tak jak się spodziewałam. Żyję w miarę normalnie, szukam dobrej rehabilitacji i tu kolejne porażki, ale życie płynie i nic na to nie poradzę, że jest tak jak jest. Trzymaj się Aga. Nie myśl o wypadku, staraj się wykreślić z pamięci to wszystko, co złe. Jesteś jeszcze młodą osóbką, masz kochającą rodzinę i razem dacie radę przejśc to wszystko. Powodzenia :kiss:
pasiflora - Pon 31 Paź, 2011

aga.t., przeczytałam ostatnią Twoją wypowiedź tutaj jednym tchem.
I... Nie wiem czy osoby które pewnego dnia miały "bach" mają gorzej, bo spadło na nich coś jak grom z jasnego nieba. Ty do dnia wypadku żyłaś bez bólu normalnie, a ja nigdy. Zawsze miałam ograniczenia.
Jednak bardzo Cię rozumiem. Można mieć załamanie formy. :-/ Można się rozkleić, popłakać, regulować poziom soli w organizmie przez to :mrgreen: Tak bywa.
Chyba bym nie umiała żyć, gdy sprawca spokojnie obok czerpie z życia pełnymi garściami wszystko, czego Ty nie możesz mieć przez chorobę. Jesteś dla mnie wzorem w tej materii :mrgreen: A to że czasem przychodzi łezka... No cóż! Jutro będzie słonko. Pamiętaj o tym. :mrgreen:

Koleżanka (bioderkowa) powiedziała mi, że ostatnio spotkała znajomą, która nie dość że ma dwa bioderka wymienione (4 endo) to w dodatku ma raka płuc (jedno płuco usunięte) oraz dwa bajpasy. Cieszyłyśmy się we dwie, że mamy tylko bioderka chore, bo na to się nie umiera :)

Grazyna1950 - Pon 31 Paź, 2011

Ja stosuję metodę Pollyanny (mam nadzieję, że znacie tą książkę). Ciężko doświadczona życiem dziewczynka potrafiła się cieszyć tym nieszczęściem, które ją spotkało, bo mogło ją spotkać coś jeszcze gorszego. Ja w momentach, gdy nie mogłam chodzić pocieszałam się, że mam zdrowe ręce i wszystko nimi mogę zrobić. Czasami takie podejście do swojej niepełnosprawności pomaga.
Dobra_Wrozka - Pon 31 Paź, 2011

Aga.t, teraz mnie oswiecilo, ze u Ciebie moze byc zespol stresu pourazowego po wypadku drogowym.
Czy dostalas taka diagnoze? Czy slyszalas o programie trakt?

aga.t. - Pon 31 Paź, 2011

Dobra_Wrozka Czytałam o tym, znalazłam coś takiego http://www.krbrd.gov.pl/d...k_Gajda_ITS.pdf
Coraz bardziej wydaje mi się, że ''to'' właśnie mam. Wizyta u specjalisty wydaje się być nieunikniona.
Kochani dziękuję Wam bardzo za wsparcie i za to, że mnie rozumiecie i wytrzymujecie to moje narzekanie :dajeserce: Mam nadzieję, że i ja kiedyś będę mogła się Wam odwdzięczyć.

Dobra_Wrozka - Wto 01 Lis, 2011

Aga.t,
Jesli wlasnie masz racje, a Twoje odczucia sa tu najwazniejsze, jesli to PTSD, to potrzeba Ci czegos innego niz terapia "zwykla"depresji czy tylko leki. Zdecydowanie najefektywniejsza bylaby terapia poznawczo-behawioralna. Byc moze na nfz da rade, ale terapeuta powinien byc z doswiadczeniem poznawczo-behawioralnym.

Moim zdaniem nie zwlekaj napisac do tych psychologow, co podali maila w artykule, a oni poprowadza dalej.
Wlasciwa diagnoza to juz duzo na drodze do zdrowia. TRzymam kciuki :dajeserce:

AgaW - Sro 02 Lis, 2011

aga.t. napisał/a:
Mam nadzieję, że i ja kiedyś będę mogła się Wam odwdzięczyć

Ago, napewno wyjdziesz z tego, zacznij tylko działać-a powoli krokami uporasz się z tymi sporawami.
Odwdzięczasz się nam tutaj na Forum tym że jesteś z nami, że masz w sobie tyle życzliwości dla innych ludzi-to dobro, które dajesz innym napewno wróci do Ciebie :hug: Trzymam za Ciebie kciuki :ok:

aga.t. - Pią 04 Lis, 2011

To pochwalę się troszkę ;) Byłam wczoraj na reha. Wymierzyli mnie dokładnie z każdej możliwej strony, nóżki mam równe, stopy ok - jedynie troszkę trzeba popracować na miednicą a konkretnie to z prawej strony talerz biodrowy ucieka mi do przodu. Oczywiście rehabilitant pracował nad moimi mięśniami i pięknie rozmasował bliznę, pokazał mi jak mam to robić sama w domu. Gdy pan Marcin powiedział mi abym położyła się na brzuchu zrobiłam to bez zastanowienia (bo jeszcze w tej pozycji od operacji nie leżałam) i poszło gładko i sprawnie :) Ogólnie jest nieźle, myślę że dużo dała rehabilitacja przed operacją oraz krótki okres mojej ''przygody'' z bioderkiem. Następne spotkanie w poniedziałek :)
Jestem nawet trochę dumna z siebie bo jechałam sama autobusem i dałam radę a przyznam, że się trochę obawiałam czy podołam. Dodatkowo piękna pogoda sprzyja takim wycieczkom ;)
Dziękuję wszystkim za wsparcie i miłe słowa - to daje mi pozytywną energię i chęć do dalszej walki :)

pasiflora - Pią 04 Lis, 2011

aga.t., z Twojej strony to ja już proszę tylko o dobre wieści. Nie spoglądaj wstecz. Masz troszkę pracy przed sobą ale jesteś babą ze Śląska więc dasz radę :*
Edi - Pią 04 Lis, 2011

aga.t., super wiadomości :mrgreen: aż mi się gęba śmieje :mrgreen: jeszcze chwila i będziesz powoli o wszystkim co było trudne zapominać ;-)
Mijka - Sob 05 Lis, 2011

aga.t. napisał/a:
Jestem nawet trochę dumna z siebie

Aga :brawo: ja też jestem z Ciebie dumna i to nie trochę ale duuużo :)
Utrzymaj ten pozytywny nastrój :-D teraz powinno być tylko lepiej :)

Margola - Nie 06 Lis, 2011

aga.t. najgorsze już chyba masz za sobą. Postępy w dochodzeniu do sprawności mam nadzieję będziesz obserwować systematycznie :-) Źyczę Ci dużo, dużo siły i optymizmu :lol:
Kate - Pią 11 Lis, 2011

Witaj Aga.t :-)
jestem nowa na forum i czytam rózże posty i zaczynam się denerwować na maxa. :-|
Termin mam ustalony na 2.12.2011 w Piekarach, dlatego też pisze do Ciebie, bo Ty byłaś tam operowana niedawno i wiesz co i jak. :-)

Mam mieć kapoplastykę, do szpitala mam ok. 400 km, więc będę bardziej zdana na siebie. Podpowiedz jak to wszytsko wygląda w Piekarach, co można mieć ze sobą na sali, a co nie, bo ja widze, to co szpital to inne obyczaje. Zaczynam się zastanwiać czy nie odłożyć tego zabiegu... :-(

Będę wdzięczna za jakiekolwiek podpowiedzi :)
Pozdrawiam

pasiflora - Pią 11 Lis, 2011

Kate napisał/a:
Termin mam ustalony na 2.12.2011 w Piekarach
Sprawdź najpierw czy aby na pewno Twoja operacja się odbędzie bo jak byłam w październiku to już planowe operacje były wstrzymane bo wykorzystali wszystkie limity, ale może coś dodatkowego "wydębili" z NFZ-tu.
Kate - Pią 11 Lis, 2011

mam skierowanie na 2.12, a 1.12 mam zadzwonić i zapytać. W sierpniu MM wyznaczył mi termin.
pasiflora - Sob 12 Lis, 2011

Kate napisał/a:
mam skierowanie na 2.12, a 1.12 mam zadzwonić i zapytać. W sierpniu MM wyznaczył mi termin.
Ja też miałam skierowanie na 19.11.2009 a byłam operowana 11.07.2010 Na kolejną operację dr MM wystawił mi skierowanie na 10 czerwca br a byłam operowana 8, 10 i 11 lipca 2011 he he. :wink:

AgaT, jak tam Twoje sukcesiki, bo ja wczoraj chodziłam bez kul i nie sprawiało mi to trudności, ale głównym wyznacznikiem nie był dobry stan a kilka drinków :wink: Ucztowałam z okazji święta :D
Mam nadzieję że u Ciebie już powoli wszystko wraca do normy :*

aga.t. - Sob 12 Lis, 2011

pasiflora napisał/a:
AgaT, jak tam Twoje sukcesiki, bo ja wczoraj chodziłam bez kul i nie sprawiało mi to trudności,

Oj Iwonka ja też już czasem zrobię parę kroków bez kul - głupio mi było o tym pisać, bo myślałam, że dostanę opr ;) - ale jeszcze kiwam się troszkę jak kaczuszka, dlatego kule jeszcze do łapki :) Bez kul czuję, że ta noga operowana jest taka ociężała, słaba więc nie ma co wywijać :) Chodzę na reha, mam dwa ćwiczenia zadane do domu. Mam nadzieję, że w Sylwestra zatańczę :) Wychodzi z tego, że powoli dochodzę do formy (najważniejsze, że bioderko nie boli), i Tobie pasiflora życzę również samych sukcesów :) Buzialki!

zozo - Sob 12 Lis, 2011

aga.t. napisał/a:
Wychodzi z tego, że powoli dochodzę do formy (najważniejsze, że bioderko nie boli)
Aga.t., teraz już poleci z górki. Niedługo będziesz chodzić jak modelka ;) .
Alicja - Sob 12 Lis, 2011

aga.t. napisał/a:
Wychodzi z tego, że powoli dochodzę do formy

aga.t., ale fajnie !!! Widzę, że wychodzisz na prostą. I to wcale nie jest powoli. Od operacji minęły dopiero 2 miesiące.
aga.t. napisał/a:
Mam nadzieję, że w Sylwestra zatańczę :)

Na pewno zatańczysz, to jeszcze 6 tygodni. Ćwiczysz pilnie, więc dasz radę. :-)

Nuta - Sob 12 Lis, 2011

Aga, tak sobie myślę, że wracasz do formy - i jesteś przykładem nieustępliwości w dochodzeniu do sprawności. Powoli odzyskasz to, co przez czas jakiś było "zawieszone" - możliwość poruszania się tak, jak przed wypadkiem. Wielu z nas, młodszych, starszych, przechodziło swoje kryzysy i cierniste szlaki, ale wychodziliśmy silniejsi i mądrzejsi. A jedna z myśli terapeutycznych mówi, że zawsze jesteśmy pełnią - i tak naprawdę nic nam nie brakuje, żeby czuć się szczęśliwymi.
Aga, powodzenia i do zobaczenia na którymś ze spotkań śląskich bioderek!

aga.t. - Czw 08 Gru, 2011

Krótkie podsumowanie...
Wczoraj minęło 3 miesiące od operacji, dziś mija 2 lata od wypadku...
Forma powoli zmierza ku lepszemu, najważniejsze że nie boli jak przed operacją. Chodzę co tydzień na rehabilitację a po nowym roku idę na Oddział Rehabilitacyjny do Piekar - nawet dziś miałam telefon z propozycją czy nie chcę iść od 16 grudnia, ale mąż nie dostanie teraz urlopu. Poczekam :)
Ostatnio w TV pokazywali wypadek samochodowy i akurat taki sam samochód, w którym ja jechałam dwa lata temu...ech, strach przed jeżdżeniem autem mam do tej pory a ta marka samochodu zawsze wyjątkowo rzuca mi się ''w oczy''...
Ale nie będę marudzić i narzekać, skupiam się nad tym aby moja operowana nóżka doszła do super formy a ta druga, żeby jak najdłużej dzielnie się spisywała i nie śpieszyła się po kolejną ''rzecz zamienną ;) ''. Nie mogę się doczekać spacerków z pieskiem - już bez kul - no i oczywiście wyprawy w góry :D
Wszystkim wielkie dzięki, za to że jesteście :*

Mijka - Czw 08 Gru, 2011

aga.t. napisał/a:
Nie mogę się doczekać spacerków z pieskiem - już bez kul - no i oczywiście wyprawy w góry :D

aga.t, jeszcze troszeczkę a te marzenia się spełnią :) a później pomału zapomnisz o tym, że wielu prostych rzeczy nie mogłaś wykonywać :)
To już 3 miesiące, jak szybko zleciały :-D jest dobrze, a będzie coraz lepiej :thumbup:

AgaW - Czw 08 Gru, 2011

aga.t. napisał/a:
Nie mogę się doczekać spacerków z pieskiem - już bez kul - no i oczywiście wyprawy w góry

Świetnie sobie radzisz, dobrzejesz i fizycznie i psychicznie :ok: przyjdzie czas, że już te marki samochodów nie będą już tak bardzo rzucać Ci się w oczy i przywoływać złe wspomnienia. Już niedługo odstawisz kule i pójdziesz swoją nową drogą, nie pełna złych wspomnień ale bogatsza w całe to doświadczenie. Wierzę, że jeszcze nieraz zdobędziesz którąś z gór - a może nawet na którejś się spotkamy :)
Ago, trzymam kciuki, że wszystko co najlepsze jeszcze jest przed Tobą :ok:

Brydzia - Pią 09 Gru, 2011

Aga, miło się czyta takie wiadomości. Zabieg masz już za sobą i najważniejsze,że wszystko jest dobrze i nie było żadnych powikłań. Pomału wracasz do zdrowia a złe wspomnienia z czasem napewno zastąpisz pozytywnymi przeżyciami. Teraz będzie już tylko lepiej i tyle pozytywnych rzeczy jeszcze przed Tobą. Masz cele i marzenia, które napewno szybko zrealizujesz.Wracaj do zdrowia i myśl pozytywnie ;-)
Alicja - Pią 09 Gru, 2011

Aga.t., bardzo, bardzo się cieszę, że w Twoim poście tyle optymizmu i że czujesz, że teraz jest już z górki,
a koszmary z przeszłości trochę bledną.
Przed Tobą jeszcze tylko pobyt na rehabilitacji w szpitalu.
Najważniejsze, że masz więcej siły i dobrego terapeutę. :-D

zozo - Pią 09 Gru, 2011

aga.t. napisał/a:
......... Nie mogę się doczekać spacerków z pieskiem - już bez kul - no i oczywiście wyprawy w góry :D
Wszystkim wielkie dzięki, za to że jesteście :*
Młodzież to taka niecierpliwa jest :mrgreen: . Spokojnie - będziesz chodzić bez kul i zapomnisz, że masz jakiś implant ;) .
aga.t. - Czw 22 Gru, 2011

Dziś miałam telefon z oddziału rehabilitacyjnego - przesunęli mi termin przyjęcia... o jeden dzień, czyli 3 stycznia idę się rehabilitować :) Oczywiście mam stracha czy dam radę ale ja tak zawsze panikuję ;)
Za tydzień ''ostatnia'' reha w Dąbrowie. Póki co pracowali nad moimi przykurczami i uczyli poprawnie chodzić - już bez kul, choć na spacery nadal zabieram ''przyjaciółki'' :)

Wiesia187 - Czw 22 Gru, 2011

aga.t. Nie denerwuj się , na pewno dasz radę z rehabilitacją . Ja byłam niecałe 2 i pół miesiąca po operacji i zostałam przyjęta na rehabilitację .
kate310 - Pią 23 Gru, 2011

aga.t. napisał/a:
Oczywiście mam stracha czy dam radę ale ja tak zawsze panikuję ;)


Aga przeżyłaś dzielnie wypadek i trudy powortu do zdrowia a ostatnio operację, to co dla Ciebie pobyt na oddziale rehabilitacyjnym. Bajka. Będzie tylko lepiej przecież.

aga.t. - Sro 25 Sty, 2012

Pora na kolejne małe podsumowanie ;)
Wczoraj wróciłam z trzytygodniowego pobytu na oddziale rehabilitacyjnym w Piekarach.
Zaraz po ''ulokowaniu'' się na sali wizyta u pani ordynator - sprawdzanie chodu o kulach i bez oraz ogólnie sprawdzenie stanu mięśni, zakresu ruchu. Na początek pytanie: po co Ci te kule? ;) i zalecenie chodzenia po oddziale bez kul ( po tygodniu już całkowicie odstawione do kąta ). Oprócz tego miałam: ćwiczenia z rehabilitantem, basen, tensy, pole magnetyczne, krioterapię na kolano w nodze operowanej oraz drugiego biodra, masaż kręgosłupa, ćwiczenia na podwieszkach ; po tygodniu zamiast krio na kolano miałam solluxa na mięsień czworogłowy bo trochę się nadwyrężył przy ćwiczeniach z rehabilitantem.
Wiem jaka panuje opinia nt. podwieszek ale mimo wszystko spróbowałam i ćwiczyłam według podpowiedzi mojej wcześniejszej rehabilitantki.
Ćwiczenia na tym oddziale troszkę się różniły od tych, które miałam na prywatnej reha, tzn. wcześniej miałam więcej masaży rozluźniających przykurcze a tu było już bardziej ''dynamicznie''. Pan Marek widząc, że jestem w całkiem niezłej formie dawał mi niezły wycisk ale skuteczny - moja noga nie jest już taka słaba, czuję, że moje mięśnie są troszkę wzmocnione. Mimo wszystko część ćwiczeń już znałam z wcześniejszych wizyt u mojej reha więc uważam, że nie było tak źle :) Dodam, że część ćwiczeń było zadawane kilku osobom takich jak mnie, więc jednak można parę ''uniwersalnych kartkowych'' zadać. Oczywiście część bo reszta jest już uwarunkowana stanem pacjenta.
Jestem pewna, że zaraz polecą gromy, że tak piszę ale ja naprawdę widzę poprawę i uważam, że nawet te ''kartkowe'' ćwiczenia i podwieszki robione z głową nie zaszkodziły mi. Oczywiście nadal potrzebna jest dalsza rehabilitacja więc nie mam zamiaru rezygnować z wizyt u pani Beatki :)
Poza tym wczoraj poszłam z moim pieskiem na spacer - oczywiście bez kul - i czułam się świetnie!! Dziś poszłam na małe zakupy do tego sklepu ''codziennie niskie ceny'' ;) i akurat był fajny zestaw do ćwiczeń: taśma, dwie piłeczki ręczne oraz to co miałam zamiar kupić czyli piłka :D . Oczywiście zaraz ją napompowałam i już mam serię ćwiczeń za sobą :)
Jeszcze raz podsumowując: uważam, że dla mnie te trzy tygodnie były udane, osiągnęłam cel czyli odstawienie kul i wzmocnienie mięśni ( przynajmniej w pewnym stopniu ).
Myślałam, że nie dam rady wytrzymać tych trzech tygodni i tego tempa ale zleciało szybko i miło :) Personel super :) Pozdrawiam ''sąsiada'' czyli rehabilitanta pana Marka ! ( wiem, że czasem tu zagląda ;) ).

P.S. Pozdrawiam również bardzo gorąco koleżanki z sali nr 4 - te od kart ;) - oraz panie z oddziału 3 sala 13 :*

pasiflora - Sro 25 Sty, 2012

aga.t. napisał/a:
jednak można parę ''uniwersalnych kartkowych'' zadać.
Nawet te ćwiczenia zadane kilku osobom dano po wcześniejszym zbadaniu!
Przecież najlepsi rehabilitanci, również powtarzają ćwiczenia wielu pacjentom, nie znaczy to, że można je dać na kartkę i opiniować, że są dla wszystkich dobre w każdym momencie. Zresztą dzisiaj te ćwiczenia mogą być dobre, a za dwa dni nie ma sensu je ćwiczyć bo nie wnoszą one już nic do rehabilitacji. Tylko i wyłącznie ćwiczenia pod "okiem" rehabilitanta są skuteczne.
Np mi w rehabilitanci (NFZ) powiedzieli żebym robiła brzuszki, że to wzmocni mój brzuch. Mój rehabilitant powiedział że tysiące brzuszków nie wzmocnią mi tej partii. Brzuszki chyba są bezpieczne? Tylko po co robić coś co mi nie pomoże ???

Świetnie, że sobie znakomicie radzisz i oby wszystkie Twoje dni już były lepsze. Powodzenia :*

duska - Sro 25 Sty, 2012

Fajnie, że Ci się poprawia. Bardzo się cieszę, bo sporo przeszłaś i nareszcie zbliżasz się do końca tej historii.
Jednak co do Twojej rehabilitacji to mam jedną uwagę. Żadne gromy się nie posypią, przynajmniej nie z mojej strony :) Ty jesteś przypadkiem "powypadkowym" czyli takim, który w mózgu zapisany ma PRAWIDŁOWY wzorzec chodu i do niego dążysz. Te podwieszki, ćwiczenia z kartki i pola magnetyczne pomogły Ci własnie dlatego :) Mnie by zaszkodziły (pomijam basen, bo to chyba pomaga wszystkim). Wiem to napewno, bo zanim trafiłam na funkcjonalną rehabilitację to ćwiczyłam tę tzw. klasykę NFZ-owską. Efekt był żaden, a bolało jak diabli. Dlatego dla dysplastyków, którzy lata całe chodzili jak przetrącone kaczki i taki własnie sposób przemieszczania się uważamy za poprawny, to jest bez sensu. Natomiast osobom, którym chore biodra spadły na łeb jak grom z jasnego nieba, pomaga każda rehabilitacja, która wzmocni ich mięsnie. Dysplastycy potrzebują nauczyć swój mózg innej aktywności, a tego żadne podwieszki ani machanie nóżkami nie zdziała, nie mówiąc juz o polach i laserach.
To, oczywiście, nie umniejsza Twojej ciężkiej pracy nad ciałem i duchem. Myśle, że to jest najważniejsza różnica w tym co komu pomaga.
Fajnie, że tez nie rezygnujesz z dalszej rehabilitacji. Było by bosko doprowadzić się do stanu nóg sprzed wypadku a potem... zapomnieć o tej przypadłości, I tego Ci z całego serca życzę..

AgaW - Sro 25 Sty, 2012

AgoT, też nie będę Cię gromić, bo Duska swoim postam napisała to co dokładnie myślę :) Jesteś "zdrowa-powypadkowa" i pod wieloma względami masz łatwiej i większą szansę na szybki sukces, trzymam kciuki że ten sukces będzie też pełen i długotrwały !
aga.t. - Pon 12 Mar, 2012

Krótka ''aktualizacja'' mojej historii ;)
W piątek miałam wizytę kontrolną w Piekarach. Zrobiono mi rtg i tak: prawe bioderko czyli to operowane ok, proteza nadal trzyma się idealnie. Drugie bioderko rok czy półtora roku temu miało małe zmiany zwyrodnieniowe a teraz są już duże. Pan doktor potwierdził, że zmiany te są przez to, że przez jakiś czas było podwójnie obciążone. Zostałam wpisana na listę oczekujących na operację, doktor mówił, że będzie to za rok ale wiemy jakie są ''obsuwy'' ;) tak więc póki co jeszcze o tym nie myślę. Oczywiście to biodro ''do operacji'' daje znać o sobie, szczególnie bóle spoczynkowe, po nocy zanim się rozruszam czuję ból choć nie jest to jeszcze tak bolesne jak biodra prawego przed operacją. No właśnie co do prawego operowanego to oczywiście też pobolewa ale raczej są to bóle mięśni - czasem spacer bez bólu trwa godzinę a czasem 10 minut. Nadal jeżdżę do moich terapeutów raz w tygodniu, oprócz tego ćwiczę w domu zalecone ćwiczenia. Ogólnie pół roku od operacji mogę powiedzieć, że jest dobrze :)

Alicja - Pon 12 Mar, 2012

aga.t. napisał/a:
Ogólnie pół roku od operacji mogę powiedzieć, że jest dobrze :)

Aguś, cieszę się razem z Tobą.
Dbasz o siebie, rozsądnie podchodzisz do rehabilitacji - będzie coraz lepiej. :-D

I życzę, aby Twoje nieoperowane bioderko wytrzymało jak najdłużej, a ewentualny termin kolejnej operacji nie był przekładany.

piedra32 - Pon 12 Mar, 2012

aga.t., Mam nadzieję że pan doktor wywiąże się z danego słowa i szybko zajmą sie Twoim drugim biodrem.

Najważniejsze że ćwiczysz i dbasz o siebie:))

Serdecznie Pozdrawiam

AgaW - Wto 13 Mar, 2012

aga.t. napisał/a:
Nadal jeżdżę do moich terapeutów raz w tygodniu, oprócz tego ćwiczę w domu zalecone ćwiczenia. Ogólnie pół roku od operacji mogę powiedzieć, że jest dobrze

Brawo :brawo: Świetnie sobie radzisz, życzę wytrwałości w ćwiczeniach i obyś przy kolejnym podsumowaniu była co najmniej tak samo zadowolona z swojego stanu jak teraz :ok:

Nuta - Wto 13 Mar, 2012

Aga, ja również gratuluję dobrej kondycji. Na naszym ostatnim spotkaniu byłaś już w niezłej formie, a teraz jest jeszcze lepiej, no bo czas działa na naszą korzyść.
Oby drugie biodro wytrzymało jak najdłużej.
Pozdrawiam Cię serdecznie!

aga.t. - Czw 12 Lip, 2012

Parę słów do mojej historii ;) W sobotę zaliczyłam pierwszy upadek na biodro operowane, choć może troszkę bardziej na pośladek. Dokładnie to byłam wrzucona do basenu a że był to basen ogrodowy czyli dość płytki i ustawiony na ziemi to nie było miękkie lądowanie. Oczywiście noga mnie trochę bolała, utykałam, czułam że mięśnie znów się przykurczyły. W domu ćwiczenia rozciągające, masaż piłeczkami tenisowymi - trochę pomogło ale 15 minutowy spacer z psem to była męczarnia...czułam, że noga jest strasznie ociężała i słaba, ból czułam od kręgosłupa aż do łydki. Na szczęście we wtorek reha i porządny masażyk od szyi aż do stopy. Marcin - z którym miałam zajęcia - powiedział, że to był test dla moich mięśni i sprawdziły się dobrze choć podejrzewa, że ucierpiał na tym upadku nerw strzałkowy (opowiadałam o jednym ćwiczeniu po którym nie mogłam wyprostować nogi) no i oczywiście mięśnie też dostały niezłego kopa. Ciesze się, że nic mi nie wyskoczyło ;) 27 lipca kontrola w Piekarach, zobaczymy co na to wszystko mój lekarz. Może w końcu nie zapomnę spytać co doktor ma zamiar wstawić mi do drugiego bioderka. Przy okazji wizyty zbieram kolejne papierzyska
do przedłużenia renty, która kończy mi się 30 września.
Co do drugiego biodra to - pomijając ten upadek - coraz częściej się odzywa i to nie tylko po nocy tak jak miałam do tej pory lecz również w innych sytuacjach ale mam nadzieję, że wytrzyma jeszcze troszkę ;)
Ogólnie nadal twierdzę, że co za dużo to bioderka tego nie lubią ;) np. za długie siedzenie, za długie chodzenie albo za długa jazda na rowerze ;) Wszystko z umiarem :) ale w sumie każdy z nas zna swój organizm na tyle, że wie co mu pomaga a co szkodzi.
To tyle na dziś, pozdrawiam wszystkie Bioderka :)

kate310 - Czw 12 Lip, 2012

aga.t. napisał/a:
Parę słów do mojej historii ;) W sobotę zaliczyłam pierwszy upadek na biodro operowane, choć może troszkę bardziej na pośladek.


No to Aga trochę stresu chyba było. Jak dobrze, że wszystko jest ok. Uważaj na siebie :)

AgaW - Czw 12 Lip, 2012

aga.t. napisał/a:
co za dużo to bioderka tego nie lubią np. za długie siedzenie, za długie chodzenie albo za długa jazda na rowerze Wszystko z umiarem

Dokładnie :ok:
Dobrze, że nic poważnego Ci się nie stało :hug:

Nuta - Czw 12 Lip, 2012

Aga, jednak musimy pamiętać o naszej "bioderkowej urodzie". Ja czasem zapominam, a to jednak jest ważne, żeby nie narażać się na niepotrzebny ból, bo swoje przeżyłyśmy i wystarczy.
Powodzenia na kontroli i oby drugie biodro było jak najdłużej o.k.!

Mijka - Sro 18 Lip, 2012

aga.t. napisał/a:
powiedział, że to był test dla moich mięśni i sprawdziły się dobrze choć podejrzewa, że ucierpiał na tym upadku nerw strzałkowy (opowiadałam o jednym ćwiczeniu po którym nie mogłam wyprostować nogi) no i oczywiście mięśnie też dostały niezłego kopa


aga.t., najważniejsze, że bioderko na miejscu, mięśnie przy pomocy reha opanujesz i wyćwiczysz :)
No i żadnych więcej upadków :thumbdown: och ciągle musimy mieć oczy dookoła głowy :roll:

piedra32 - Czw 19 Lip, 2012

aga.t., szczerze mówiac to chyba tylko raz upadłam na biodro ale nic sie nie stało .Co do wygłupów z wrzucaniem i żartów z popychaniem to trzeba uważać.
A cieszy mnie że masz silne mięśnie to ten kopniak nie będzie ulgowy ;-)

Buziaki

aga.t. - Pon 20 Sie, 2012

Dziś byłam na komisji w/s przedłużenia renty. Jak to zwykle bywa miałam sto różnych myśli i obaw - tym bardziej, że podczas lipcowej wizyty kontrolnej nie było mojego lekarza i nie miałam wpisane w historii choroby, że oczekuję na operację drugiego biodra. Rentę mam przedłużoną do marca 2013 oraz mam czekać na list z Zus ze skierowaniem do sanatorium...
Kolejna wizyta w Piekarach w listopadzie i muszę się upomnieć o wpis, że jestem w kolejce do operacji.
Moje bioderka są w różnej formie - raz jest tak dobrze, że zastanawiam się czy operacja jest konieczna a czasem bywa tak, że mam ochotę wyć z bólu. Dodatkowo moja psycha zaczyna szwankować i łapać doły...czasem mam po prostu dość tej całej mojej ''przygody'' z bioderkami, z tymi wszystkimi papierami i udowadnianiem wszystkim kochanym instytucjom, że mam jakiś problem i on trwa i jeszcze będzie trwał. Brakuje mi czasem wsparcia i zrozumienia ze strony najbliższych osób ale dobrze wiem, że kto się nie znalazł w takiej sytuacji to tego nie zrozumie.
Dobrze, że choć tutaj się mogę wygadać, pożalić i nikt tutaj nie powie, że coś sobie zmyślam. Dobre słowo i zrozumienie od Was to największy skarb! :dajeserce: :kiss:

AgaW - Pon 20 Sie, 2012

aga.t. napisał/a:
Rentę mam przedłużoną do marca 2013

Póki co masz ten temat z głowy.
Teraz trochę odpoczniesz, bo z tych biurokracji i wymogów to naprawdę można się rozchorować.
aga.t. napisał/a:
Brakuje mi czasem wsparcia i zrozumienia ze strony najbliższych osób

Napewno się starają jak umieją, tyle że faktycznie często to zbyt mało. Jednak masz bliskich i nie jesteś sama, choć czasem napewno tak się czujesz.
aga.t. napisał/a:
nikt tutaj nie powie, że coś sobie zmyślam

Bo tak jest. Fakt, tu na Forum jesteśmy najlepiej rozumiani. Nie przejmuj się tym, że inni mogą odbierać to co mówisz i myślisz inaczej. To trudne dla zdrowych.
Jesteś dzielna, musisz tylko nabrać siły i przeskoczyć tego doła. Dasz radę ! :hug:

ewka322 - Pon 20 Sie, 2012

aga.t. napisał/a:
Rentę mam przedłużoną do marca 2013 oraz mam czekać na list z Zus ze skierowaniem do sanatorium...

Masz dokładnie tak jak ja a na to skierowanie pewnie sporo sobie poczekamy :-)

mprzepiora - Pon 20 Sie, 2012

aga.t. napisał/a:
Dodatkowo moja psycha zaczyna szwankować i łapać doły...czasem mam po prostu dość tej całej mojej ''przygody'' z bioderkami, z tymi wszystkimi papierami i udowadnianiem wszystkim kochanym instytucjom, że mam jakiś problem i on trwa i jeszcze będzie trwał.


Rozumiem Cię doskonale. Mnie na ostatniej komisji udowodniono, że skoro mam wykształcenie - to mam pracować, ponieważ nie muszę pracować fizycznie. Tylko, że te "urzędasy" nie umieją zrozumieć, że pozycja siedząca to dla nas też żaden larytas. Ale tak jak piszesz, jeśli ktoś tego nie doświadczył - nie zrozumie.

aga.t. napisał/a:
Brakuje mi czasem wsparcia i zrozumienia ze strony najbliższych osób ale dobrze wiem, że kto się nie znalazł w takiej sytuacji to tego nie zrozumie.


Nasi najbliżsi powinni być naszym największym wsparciem. Spróbuj z nimi jak najwięcej rozmawiać. My często staramy się nie użalać nad sobą, a zwłaszcza do innych, dlatego oni nie wiedzą tak do końca co czujemy.
Mój mąż też długo nie potrafił mnie zrozumieć, a ja unosiłam się dumą i nie żaliłam się do niech. Uważałam, że i tak nic to nie da, nie zrozumie mnie - a on nie rozumiał. Błędne koło. Jednak po paru latach wiem, że nie było to dobre rozwiązanie. Spróbowałam z nim rozmawiać, dużo rozmawiać. Teraz mój mąż i syn są dla mnie największym wsparciem. A uwierz lata żyłam w dołku, mało się uśmiechałam, ponieważ byłam nieszczęśliwa. Dusiłam wszystkie smutki i bóle w sobie. A teraz wiem, że nie tędy droga.
Teraz pomimo bólu i ograniczeń uśmiecham się częściej, a oni budują moją siłę do walki.

Wiesia187 - Pon 20 Sie, 2012

Aga t napisała
.
Cytat:
Jak to zwykle bywa miałam sto różnych myśli i obaw - tym bardziej, że podczas lipcowej wizyty kontrolnej nie było mojego lekarza i nie miałam wpisane w historii choroby, że oczekuję na operację drugiego biodra

Aga , pisałam do Ciebie przed komisją
Cytat:
aga.t. jeżeli nie masz wpisane na druku , że czekasz na operację drugiego biodra , to może masz jakiś dokument w którym jest to napisane lub poproś niech sekretariat oddziału , gdzie mazs być operowana przyśle Ci zaświadczenie , że czekasz na operację . Pozdrawiam i życzę powodzenia w załatwieniu sprawy i na komisji przedłużenia renty .

Czy przeczytałaś tą wiadomość ode mnie .
Dobrze, że masz przedłużoną rentę , teraz tylko czekaj na skierowanie do sanatorium . Pozdrawiam .

maaly-22 - Nie 21 Lip, 2013

Aga.T. gratuluje powrotu do zdrowia no bardziej sprawności wiem jakie to jest ważne, człowiek chce być samodzielny.Wiem bo sam przeszedłem wypadek lecz ja jechałem skuterem i we mnie wjechało rozpędzone auto od którego odbiłem się jak piłeczka wylądowałem na lewym pośladku i tak teraz czekam na endo pozdrawiam i życzę pełnej sprawności...
aga.t. - Pon 22 Lip, 2013

maaly-22 dziękuję i Tobie również życzę wszystkiego najlepszego! Czytałam Twoje posty, rozumiem przez co przechodzisz - i w kwestii zdrowotnej i psychicznej, ja do dziś mam lęki przed jazdą autem choć od wypadku minie w grudniu 4 lata.
Swoim wpisem tutaj uświadomiłam sobie jak długo nic nie pisałam w swojej historii.
Nadal jestem na rencie, korzystam z prywatnej reha, w listopadzie jadę po raz drugi do sanatorium z Zus. Czekam na operację drugiego biodra, które czasem daje boleśnie o sobie znać. Prawe, operowane bioderko nadal ma problemy, przykurcze bardzo mnie kochają ;) moje mięśnie są bardzo wrażliwe i wydaje mi się, że ogromny wpływ na to miało brak reha po wypadku i zakaz obciążania przez prawie pół roku, ostatnio stanęłam na większym kamyku i już ból, nawet obuwie miało zgubny skutek dla mojego bioderka ale złote ręce fizjoterapeuty sobie poradziły - jak zwykle :) choć oczywiście łzy poleciały. ( tutaj mały apel dla osób, które chodzą w butach typu easy tone - sprawdzajcie czy te poduszki nie pękły bo wtedy różnica w wysokości jest bolesna dla bioderek, ja na początku nie zorientowałam się że jedna z nich pękła, dopiero mokre ślady podeszwy na suchej posadzce w korytarzu mnie oświeciły, zobaczyłam dwa różne odbicia, pokazałam mojemu reha i on kazał je od razu wyrzucić ).
Maaly znajdź dobry gabinet fizjoterapeutyczny już teraz abyś nie miał tak dużych problemów. Mam też nadzieję, że masz wsparcie psychiczne i pomoc w codziennych obowiązkach wśród najbliższych osób - to bardzo ważne.
Jeszcze raz pozdrawiam Ciebie i wszystkich bioderkowiczów :*

maaly-22 - Pon 22 Lip, 2013

Tak mam wsparcie jak i tez staram się żyć normalnie, bywa że czasem zapominam o tym tez musze uważać jak zajmę się czymś praca czy jakaś sprawą.Rehabilitację często przepisują mi lekarze na nfz, aktualnie czekam na 2 turnus w ośrodku rehabilitacyjnym gdzie , każdy ma swojego rehabilitanta jak też jest lekarz który to nadzoruje.Codziennie staram sie jeździć na rowerze, oczywiście spokojna jazda.Mam też kontakt do dobrego rehabilitanta mgr Stanisław Kowalewski byłem już u niego dwa razy, pomógł mi z problemami kręgosłupa masażem jak i dał zestaw ćwiczeń. W Krynicy i nie tylko jest on znany postawił wiele osób na nogi czasem i z wózka.Ja na swój kręgosłup miałem mam skierowanie na operację, on odradził mi ją jak i też dokładnie wyjaśnił zródło bólu jak i dysfunkcji organizmu.Powiedział, pokazał 60% wiecej na zdjęciu rtg niż lekarz chirurg ortopeda a ogladając płytkę z rezonansu powiedział to co jest w opisie nieczytajac go - wiem bo przed wizyta przeczytałem wiele razy opis rezonansu..Jak narazie jest ok. wróciłem w 95% do normalności i staram się by tak było, czego życzę Tobie i wszystkim Bioderkom hej...
mprzepiora - Wto 23 Lip, 2013

maaly-22 napisał/a:
Mam też kontakt do dobrego rehabilitanta mgr Stanisław Kowalewski byłem już u niego dwa razy, pomógł mi z problemami kręgosłupa masażem jak i dał zestaw ćwiczeń.


Też z nim rozmawiałam, ale Kowalewski zajmuje się w większości kręgosłupem.
Przed operacją potrzeba terapii funkcjonalnej, a przede wszystkim systematyczności.
Ja pracuję z terapeutą z Nowego Sącza raz w tygodniu, oczywiście prywatnie.
Jesli chcesz mogę podać Ci kontakt do niego. Może warto spróbować?

aga.t., mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że pozwoliłam sobie skorzystać z Twojego tematu. Przy okazji ściskam Cię serdecznie :hug:

maaly-22 - Wto 23 Lip, 2013

Tak poprosze chętnie odwiedze terapeute myśle ze podpowie mi jak bardziej dbać o siebie i swoje biodro , umnie tu w muszynie to większość pracuje w ośrodkach lub sanatoriach mało kto prywatnie , a jak prywatnie to młodzi.Ja niemam nic do młodych fizjoterapeutów lecz w swoim wypadku wole bardziej doświadczonych.Tak Kowalewski w wiekszości kregosłup ale nie tylko....
pozdrawiam wszystkie bioderka a Tobie mprzepiora dziekuje za pomoc noi kontak do terapeuty Dziekuje...

mprzepiora - Wto 23 Lip, 2013

maaly-22, terapeuta z Nowego Sącza, z którym pracuje również jest młody, więc nie wiem czy będziesz chciał skorzystać. Jeżeli masz z takim podejściem rozpoczynać plan rehabilitacji, to nie wiem czy jest sens.
Ja mam inne zdanie na temat młodych ludzi.

aga.t przepraszam za wcinanie się w Twoją historię, może Kinga lub AgaW przeniesie nasze posty w odpowiednie miejsce.

mariusz - Wto 23 Lip, 2013

maaly-22 napisał/a:
mało kto prywatnie , a jak prywatnie to młodzi.Ja niemam nic do młodych fizjoterapeutów lecz w swoim wypadku wole bardziej doświadczonych.

Tutaj oczywiście z swojego punktu doświadczenia nie zgodze się z tobą.Prywatnych gabinetów jest multum,wystarczy poszukać,a ja wręcz wolę młodych,których jeszcze nie zjadła rutyna,i są szkoleni nowocześniej niż xxx-lat temu,przynajmniej nie świecą im się EURO w oczach,i naprawdę starają się pomóc.

maaly-22 - Wto 23 Lip, 2013

Mprzepiora jak Mariusz zauwazył wklejajac słowa z mojego postu piszałem i chodzi mi o doświadczenie .Doświadczenie jak i wiedze od roku odwiedzałem szpitale ośrodek rechabilitacji (C.R, Tukan. Sanatoriu i C.R. Muszyna)gabinety nfz Fizjoterapeutów Powiem to co zaobserwowałem wyciągłem wnioski młody fizjoterapeuta z małym doświadczeniem nic niepomugł nawet szkodził gdzie po kilku zabiegach ledwo co chodziłem a miałem rechabilitacje wcześniej u innych.Ja nie mam nic do młodych osób nawet staram sę im pomóc lezac w szpitalu w krynicy były praktykantki na pielęgniarki dałem się skóc by umiały załozyć welflon , w krakowie stazysci jako lekarze , w Tukanie były praktykanci i stazyści .Tak ze mprzepiora niemam negatywnego podejscia do tego terapeuty bo go nawet nie znam.Mariusz Muszyna jest niewielka i niema za wielu gabinetów prywatnych znam Pania fizjoterapeutke to pracuje w sanatoriu muszyna a po pracy w domu wczasowym .A co do pieniedzy to róznie bywa nieraz mniej doświadczony fizjoterapeuta chce wiecej niz doświadczony lub na odwrót , ale w zdrowiu nie wiem jak inni nie patrze na pieniądze lecz efekty .Czas w spędzony w szpitalach wyrobił mi takie podejście wczesniej zwracałem bardziej uwage na koszty.Dlatego zwracam taka uwage na rechabilitacje bo jak piszałem w innych postach miałem wieloodłamowe złamanie miednicy co tez skutkuje tez innymi dolegliwościami np rwa kulszową na która niedawno brałem zastrzyki.Pozdrawiam wszystkich przepraszam Aga.t. ze piszemy posty w Twoim temacie jak i jesli kogoś uraziłem obraziłem, poprostu pisze bo chce wyjaśnić swój tok myslenia dlacego tak a nie inaczej....
mprzepiora - Sob 27 Lip, 2013

maaly-22, mnie nie uraziłeś. Kiedy przeczytałam jakie masz zdanie po prostu pomyślałam, że nie ma sensu z takim nastawieniem rozpoczynać rehabilitację.
Wiem, że wiele problemów to blokada psychiczna. Ja np. nie potrafię obciążyć całkowicie nogi operowanej. Wiem, że największy problem tkwi w mojej psychice. Pracuję nad tym.
Nie można wszystkich młodych wkładać do jednego worka. Najpierw trzeba spróbować. Nie chcę Cię namawiać. To Twoja decyzja.

Ja swoja prawidłową rehabilitację rozpoczęłam od konsultacji u naszego Fizkom-a. To on postawił diagnozę, dał wskazówki do prawidłowej dla mnie rehabilitacji. Wówczas zaczęłam szukać terapeuty u siebie na miejscu. Oczywiście nie było to proste. Odwiedziłam kilku terapeutów zanim trafiłam na p. Olka z którym pracuję do dzisiaj. Oczywiście konsultuję się z Fizkom-em co jakiś czas, aby mieć pewność, że idę w dobrym kierunku.
Tak właśnie od niepełnego roku wygląda moja droga do uzyskania pełnej sprawności.

Jak każdy z nas mam lepsze i gorsze dni, miewam "doły" - rzadko ale jednak miewam.
Przyrzekłam sobie, że nigdy się nie poddam.
Uważam, że zanim z czegoś zrezygnuję muszę spróbować tego, aby wiedzieć czy warto rezygnować.

Diagnoza, wskazówki do prawidłowej rehabilitacji, systematyczne wizyty u terapeuty jak również codzienna praca nad sobą, swoim ciałem to moja droga do sukcesu.
Realizacja tych wszystkich wyznaczonych sobie małych celów cząstkowych pozwoliła mi osiągnąć duże postępy od zeszłego roku.
Mam zamiar zdziałać jeszcze więcej :ja:

maaly-22 - Sob 27 Lip, 2013

Ja natomiast zwracam uwage i jestem uczulony bardzo na lekarzy jak i rechabilitantów bo nie kazy pomógł szczeze z wielu lekarzy to pomoc otrzymałem to od ordynatora on pokierował moim leczeniem podjoł odpowiednie kroki. Sam powiedział taki przypadek jak twój mam 3 w zyciu jako lekarz, co do rechabilitacji w jednym osrodku pomogli w drugim bardziej szkodzili dlatego tak uwazam .Co do reszty to obciązam noge normalnie i zyje normalnie nieraz jak komuś mówie o wypadku to niewiezy nawet lekarze w krakowie jak mnie widzą to patrzą jak chodzę . Ot taka ma blokada w pszychice która została po pobycie w pwenym szpitalu o którym piszałem w innym dziale . Pozdrawiam Ciebie serdecznie trzymam za Ciebie kćiuki i z serca zyczę by twa praca rechabiltacja czwiczenia dawały dobre owoce częc do pracy i walki jak i radość jak i wszystkich na forum Tym forum tez pozdrawiam.
aga.t. - Pon 09 Wrz, 2013

Dopiero wczoraj wieczorem zdałam sobie sprawę, że minęło dwa lata od operacji :O ależ ten czas leci ;)
Pora na małe podsumowanie: noga operowana miewa nadal problemy (na szczęście moja część zamienna grzecznie siedzi na swoim miejscu i nie sprawia problemów ;) ), przede wszystkim ''kochane'' przykurcze - wystarczy jeden nieodpowiedni ruch, dłuższe przebywanie w jednej pozycji i już. Wydaje mi się, że to w głównej mierze ''zasługa'' zbyt długiego nieobciążania nogi po wypadku, przecież prawie pół roku nie była obciążana, czas spędzony przywiązana (dosłownie i w przenośni) w łóżku zaraz po wypadku na pewno też miał znaczenie. Na szczęście cały czas mogę liczyć na fachową i nieocenioną pomoc moich fizjoterapeutów.
Nadal jestem na rencie, czekam na drugą operację i po raz drugi jadę do sanatorium z Zus.
Ogólnie jest nie najgorzej, są dni że jest super ale są i też takie dni, że chce mi się wyć. Pocieszam się tym, że teraz jestem bardziej świadoma co i jak. Czuję też, że z tą druga nogą szybciej dojdę do ładu bo pracuję nad nią aby już po operacji była w lepszej formie niż ta po wypadku. Mam też przecież lepszego lekarza niż zaraz po wypadku, mam sprawdzonych fizjoterapeutów więc na pewno będzie lepiej :)

camayana - Pon 09 Wrz, 2013

Wiele już osiągnęłaś, oby tak dalej a na pewno wszystko pójdzie świetnie
Alicja - Pon 09 Wrz, 2013

aga.t., nie martw się nic. Teraz pojedziesz na te wczasy z ZUS, a potem spokojnie dasz radę naprawić drugą nogę. :-D
Każdy ma lepsze i gorsze dni, a potem wszystko w końcu się układa. Nawet jeśli jest tak pod górkę, jak u mnie było.
Buziaki i powodzenia. :-)

mprzepiora - Pon 09 Wrz, 2013

aga.t., oj z tymi przykurczami.... ja też nad tym pracuję i wciąż na nowo wracają. Złości mnie to bardzo ale wciąż wierzę, że kiedyś uda się wygrać. Przecież pracujemy nad tym cały czas więc musimy wygrać ;-)

Jak na nowo zrelaksujesz się w Stóżach będziesz mieć więcej siły do pracy. Zresztą Ty i tak tryskach energią, więc na pewno będzie lepiej.

kate310 - Pon 09 Wrz, 2013

gratulacje Aga!! jak czytałam pierwszy raz Twoją historię płakałam a teraz cieszę się z każdego twojego sukcesu!!! Życzę CI coraz lepszych rocznic, żebyś któregoś dnia zapomniała co Ci dolega!!! Jesteś Wielka
maaly-22 - Pon 07 Paź, 2013

Aga jest i będzie coraz lepiej co zapewne sama wiesz cego tez życze aby było coraz lepiej tak byś zyła nie myśląc ze był zabieg wypadek.Wiem ze wypadek trudno wymazać z głowy pszychiki ale mozna się zapomnieć ze noga była operowana i pracować lu zyć normalnie cego zycze.Piszes ze przykurcze mogą być przez to ze nie obciązałaś długo nogi czytałaś moja historie i ja piszałem ze nie obciązałem nogi pół roku nawet wiecej gdyz nie było łatwo zacząć chodzić wiem kazdy przypadek jest inny.Pozdrawiam Ciebie i Zycze by kazdy dzien dawał coraz lepsza sprawność jak i radosc z zycia...
aga.t. - Pon 17 Mar, 2014

Ostatnio boleśnie poczułam ''na własnej skórze'' jakie konsekwencje niosą za sobą brak lub zbyt mało odpowiedniej rehabilitacji. Przyznaję, że ostatnio zaniedbałam troszkę tą ważną dla nas rzecz. Czułam się nie najgorzej choć przyznaję, że np. po dłuższym spacerku moja operowana noga strajkowała ;) ale gdy odezwał się boleśnie mój kręgosłup to trzeba było iść na wizytę i skorzystać ze ''złotych rąk'' moich fizjoterapeutów. Przy okazji po dokładnym badaniu i usprawnianiu mnie wyszła lista rzeczy do zrobienia: rotatory zewnętrzne, pośladkowy, poprzeczny brzucha, prosty uda...to tak na chwilę obecną, nie mówiąc o kręgosłupie a dokładnie część lędźwiowa po stronie lewej.
Oczywiście moja głowa nadal nie umie sobie poukładać aby obciążać równo obydwie nogi, cały czas ''ochraniam'' nogę operowaną i bardziej obciążam lewą no i kręgosłup się zdenerwował...Taśma boczna w lewej nodze też się zbuntowała.
To tak w skrócie i trochę na wesoło ale chciałam uświadomić tym, którzy myślą że nie ma sensu szukać dobrego fizjoterapeuty bo przecież rehabilitacja jest nie potrzebna...w moim przypadku jest, była i będzie - wbrew temu co sobie myślą i mówią ludzie, którzy mnie widzą i znają ale nie mają pojęcia o tych sprawach... to, że się chodzi wcale nie oznacza, że jest wszystko ok.
Sama przekonałam się, że nie można odpuszczać nawet wtedy kiedy nic nas nie boli, musimy dbać o nasze ciało, odpowiednio dobrane ćwiczenia i wprawne ręce i oko dobrego fizjo działają cuda.
A Aga musi wbić sobie do głowy ćwiczenia co dzień! Nawet jak nie boli to tak zapobiegawczo aby nie bolało :)

kinga - Pon 17 Mar, 2014

aga.t. napisał/a:
A Aga musi wbić sobie do głowy ćwiczenia co dzień! Nawet jak nie boli to tak zapobiegawczo aby nie bolało

Mogę podrzucić Ci młotek.
Zapobiegawczo, żeby nie bolało, a przede wszystkim by wszystko porządnie i jak najdłużej działało :)
No ale najważniejsze, że poszłaś do fizjo i wiesz, co robić :)

maaly-22 - Wto 18 Mar, 2014

Popieram wazne ze wiesz co robić i robisz z tym poządek , i co najwazniejsze dajesz innym WZÓR i przykład ze trzeba dbać o siebie i o endo .Tak trzeba i myśle ze inni to zrozumią bo to ze jest endo to połowa sukcesu dalej trzeba dbać samemu tak jak pisze Aga T co popieram Ją w 1000% . Sam czytałem tu posty na forum jak np. dana osoba pisze ze z endo zle ale zapytana przezemnie i inne osoby o rehabilitacje złości się obraza . Rehabilitacja jest wazna wiem bo nie przekonałem się czytając posty Agi Kingi czy innych osób tu lecz sam rehabilitowałem sie i rehabilituje ćwicze . Życzę wszystkim zdrówka i super sprawności chodz czasem do powrotu do tej sprawności trzeba czasu i wiary niepoddawajcie sie......
Kinga młotek oki ale gumowy bo Agnieszka jest Ok ;-)

jacky6 - Pon 12 Maj, 2014
Temat postu: historia warta lektury...
jako mąż endoprotetyczki - przeczytalem całe 14 stron dziennika od dechy do dechy...
się chwalę ?
nie...
cuś podobnego przeżywalem - obok swojej lubej ale też za nią w gospodarstwie zasuwając...
moja tyż zaliczyla 3kroć Piekary, ostatnio 3 oddział ale pokój bliżej windy...
...
:lamer:

aga.t. - Pon 12 Maj, 2014

jacky6 Wariacie wszystko przeczytałeś? :)
Żona też była pacjentką dr Mielnika?

jacky6 - Wto 13 Maj, 2014
Temat postu: życie w cieniu Piekar Ślaskich...
aga.t. napisał/a:
jacky6 Wariacie wszystko przeczytałeś? :)
Żona też była pacjentką dr Mielnika?


szybko czytam wzrokowo, być może z czasem wyjdzie, że "cuś" przeoczyłem...
nie mogę sobie teraz przypomnieć nazwisko ostatniego chirurga...
ale dwie pierwsze operacje przeprowadzane były pod nadzorem dra Wąsika - akurat to nazwisko wbiło mi się...
później żona spotkała go w Szpitalu w Ustroniu ( ? )...

:lamer:

Danielos - Wto 13 Maj, 2014
Temat postu: Re: historia warta lektury...
jacky6 napisał/a:
jako mąż endoprotetyczki -
...
:lamer:


Może nie do końca w temacie..Wydaje mi sie że trafniejsze byłoby słowo "endoprotezowana". "Endoprotetyczka" wskazuje raczej na profesję instalowania protez a nie jej posiadania..

jacky6 - Wto 13 Maj, 2014
Temat postu: Re: historia warta lektury...
Danielos napisał/a:


Może nie do końca w temacie..Wydaje mi sie że trafniejsze byłoby słowo "endoprotezowana". "Endoprotetyczka" wskazuje raczej na profesję instalowania protez a nie jej posiadania..


masz po stokroć rację Danielosie...
ja tam prostym człowiekie jestem, czasami tu i ówdzie sprzątam... :lamer:
a jako ciekawostkę zapodam, że ...
nie - nie tutaj, żeby nie na temat Agusi śmiecić ...
:mlotek:
w swoim czasie ...

:agent:

aga.t. - Pią 31 Lip, 2015

Dziś miałam wizytę kontrolną w Piekarach. To moja trzecia wizyta z kolei, na której nie widziałam się moim operatorem...ostatni raz w poradni widziałam się z nim w grudniu 2013.... Po raz drugi z kolei zostałam przyjęta przez doktora Czecha i muszę przyznać, że to naprawdę sympatyczny człowiek. Nie wiem jakim jest chirurgiem bo przecież to nie on mnie operował ale można z nim normalnie i wyczerpująco porozmawiać. Zostałam obejrzana, zbadana, miałam zrobione rtg bo ostatnie było robione chyba ponad dwa lata temu. Proteza nadal ładnie się trzyma. W kolejce do następnej operacji jestem już od jakiegoś czasu, póki co czekam cierpliwie i nie chcę na razie jej przyśpieszać. O ile nie wejdą jakieś nowości to na dzień dzisiejszy w drugim biodrze nie metal-metal, może być oxinium (nie wiem czy dobrze napisałam) albo głowa ceramika a panewka polietylen - takie kombinacje wchodzą w grę. No i faktycznie od bmhr się odchodzi czy nawet odeszło ze względów ekonomicznych - to była jedna z droższych protez.
A jak pięknie wygląda rtg na pierwszym piętrze :) aż miło tam posiedzieć :)
Kolejna wizyta za rok.

mprzepiora - Sob 01 Sie, 2015

Aga, dobrze jest czytać takie wieści pokontrolne :)
Co do operatora to już chyba musimy się przyzwyczaić, ze zobaczyć go i porozmawiać możemy jedynie w prywatnym gabinecie.
Ważne, że dzięki niemu nasze bioderka trzymają się rewelacyjnie i oby tak dalej....

maaly-22 - Sob 01 Sie, 2015

Ciesze się i gratuluje czytając taki post jak Twój Agnieszko zycze zdrówka i super sprawności . Co do operatorama podobnie jak w Twoim przypadku Aga jak i Mprzepióry poprostu mam lekarzy prowadzących któzy zawsze robią na kontroli rtg i w gabinecie sprawdzają ruchomośc stawu .Co do endo o którym piszes to ja posiadam porcelana z hdpe (porcela i plastik) minoł rok i jest ok a nie oszczędzałem sie zyje normalnie .Zycze zdrówka super sprawności i radości z zycia prywatnego i tego abym mugł zawsze czytać twoje posty radosne tak jak ten...
kate310 - Nie 02 Sie, 2015

Oby tak dalej Aga :) Samych bioderkowych sukcesów
Jak byłam w maju na wizycie kontrolnej to usłyszałam, że dr Mielnik w ogóle już nie schodzi do przychodni :(

pasiflora - Nie 02 Sie, 2015

aga.t., fajnie, że Twoja endo trzyma się rewelacyjnie. To jedyny plus z posiadania takiego operatora. Nie wiem czy żałować że nie ma Mielnika w gabinecie bo nie dość że jego słowa były czasem nic nie warte to jeszcze taki był sajgon w dniu kiedy on przyjmował w ambulatorium, że chyba dr Czech to nam wynagrodzi.
Pozdrawiam Cię kochana.

aga.t. - Sro 06 Lip, 2016

Za dwa mam wizytę w Piekarach (może ktoś też będzie?) i tak sobie postanowiłam sprawdzić swoje konto na e-urazówka....dla pewności sprawdziłam jeszcze konto w ZIP bo co się okazało? Zmienił się planowany termin mojej drugiej operacji :shock: miałam termin styczeń 2020 a teraz marzec 2019. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam ;) Jak nie zapomnę to się spytam lekarza z jakiego powodu są przyśpieszenia a nie opóźnienia :D
kate310 - Czw 07 Lip, 2016

:lol: :lol: :lol: :lol: extra Aga!! ja tez ma na 2019 ;)
Farrokh - Nie 14 Sie, 2016

Być może terminy jeszcze Wam się przybliżą bowiem w Piekarach trwa czyszczenie list min. z ludzi takich jak ja, czyli tych którzy zostali wpisani na drugą operacje asekuracyjnie.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group