Forum Bioderko
Forum Bioderko zrzesza chorych z problemami stawów biodrowych, fizjoterapeutów, lekarzy ortopedów oraz osoby związane i zainteresowane tematem.

Osteotomia wg Ganza - historie - AgaW - choroba, leczenie, rehabilitacja...

AgaW - Wto 16 Cze, 2009
Temat postu: AgaW - choroba, leczenie, rehabilitacja...
Początki:
Przez wiele lat nie wiedziałam, że mam chore biodro. Prawie 4 lata temu rano poczułam mocny, paraliżujący ból w okolicy biodra, promieniujący do pachwiny i kolana. Myślałam że to skutek przedźwigania się w pracy i przemęczenia. Nie przejęłam się więc. Ból minął po kilku godzinach.Ten okropny ból jednak wracał. Nieregularnie, w różnych odstępach czasu.W pracy często miałam okazję podźwigać się - więc uważałam że naciągnęłam sobie jakieś ścięgno i stąd dolegliwości. Ten ból był jednak dziwny- pojawiał się nagle, był silny,paraliżował chodzenie a potem nagle znikał. Zaczęłam więcej odpoczywać-pomagało. Ale przy dłuższych spacerach, noszeniu zakupów ból biodra pojawiał się coraz częściej i na coraz dłużej. Potem się uspokajał.

Droga do diagnozy:
Udałam się w końcu do lekarza ogólnego. Lekarz podejrzewał naciągnięte ściegno,skurcz mięśnia.Dostałam skierowanie do ortopedy.
Wizyta u ortopedy okazała się wielką pomyłką bo: zostałam zbadana, mimo próśb nie dostałam skierowania na rtg biodra, lekarz był pewien że to naciągnięcie ścięgna i mięśnia spowodowane nadmiernym dźwiganiem. Dostałam leki od bólu, maść do smarowania, nakaz oszczędzania nogi i … miałam czekać aż ból przejdzie. Po wybraniu leków wszystko miało wrócić do normy. Lekarz ortopeda był uznany w moim mieście za bardzo dobrego więc uwierzyłam mu że to nic poważnego i czekałam na poprawę. Brałam leki, po kilku dniach ból minął całkiem. Po skończeniu leków biodro reagowało choć nie tak mocno. Pewnie dlatego że oszczędzałam się i uważałam żeby nie dźwigać.
Po 3 miesiącach ból zaczął się od nowa. Pojawiał się gwałtownie i znikał po różnym czasie trwania. Byłam zaniepokojona. Tym bardziej że zmieniłam pracę na siedzącą, i ograniczyłam obciążenie stawu biodrowego i nogi.
Odczekałam kilka (!) długich tygodni i kolejny raz udałam się do lekarza ogólnego. Opowiedziałam o bólu, dostałam znów skierowanie do ortopedy i wyprosiłam rtg biodra. Tym razem poszłam do innego ortopedy. Ortopeda, choć młody widząc rtg od razu poznał się na mojej chorobie. Byłam w szoku, załamana nie wierzyłam w to co mówił o tym, że tylko operacyjnie mogę wyleczyć biodro. I to do tego że powinnam jak najszybciej poddać się operacji. Lekarz po rozmowie ze mną wytłumaczył skąd nagła pojawienie się objawów. Pracowałam ciężko, po rzuceniu palenia znacznie przytyłam. Pomimo mojego wieku(wtedy 28 lat) choroba ujawniła się nagle. Lekarz opowiedział mi skąd się bierze dysplazja biodra, że byłam pewnie kiedyś leczona pieluszką ortopedyczną i leczenie było zbyt wcześnie zakończone - dlatego szczątkowa dysplazja biodra została. Po rozmowie z mamą okazało się że faktycznie byłam leczona pieluszką i podobno byłam wyleczona (wtedy lekarze oceniali bardziej”na oko”) !!! !
Ortopeda wypisał skierowanie do specjalisty do Lublina oraz skierowanie do szpitala. Byłam zdruzgotana, nie wierzyłam że to dzieje się naprawdę. Płacząc słuchałam opowieści o nowych metodach leczenia, o operacji wg.Ganza, o świetnych rokowaniach. Docierało do mnie tylko to, że mam mieć operację biodra! Zaczęłam się bać o utratę pracy, brak zrozumienia wśród ludzi, o to że będę uważana za kaleką osobę.
Dostałam zalecenie żeby spróbować schudnąć, jak najwięcej jeździć na rowerze, nie dźwigać. Dowiedziałam się gdzie najbliżej mogę się leczyć. Dostałam dwa nazwiska lekarzy w Lublinie którzy mają największe doświadczenie w leczeniu stawów biodrowych. Resztę dnia w pracy i domu przeryczałam. W głowie mi się to nie mieściło - zawsze byłam okaz zdrowia, córkę urodziłam bez kłopotów, nigdy nie byłam chorowita. Strach przed chorobą mnie sparaliżował. W domu starałam się kryć emocje i strach. Szczególnie przed córką. Mówiłam że wszystko będzie dobrze, bo to się wyleczy. Tylko nie umiałam w to uwierzyć.
Zapisałam się telefonicznie na wizytę- kolejka do Dr.Blachy (świetnego specjalisty od bioderek w przychodni w Lublinie) długa na miesięcy…a specjalista prywatnie nie przyjmuje. Nie miałam wyjścia- musiałam poczekać i się nauczyć żyć z bólem. Odkryłam że rower pomaga, biodro jest lepiej ukrwione i mniej boli. Nawet kilka dni było spokoju po wycieczce rowerowej.
Nauczyłam się masować nogę i unikać przemęczenia nogi i puchnięcia kolana. Miałam nadzieję że moje rozpoznanie nie jest takie poważne, że uda mnie się wyleczyć bez operacji.
Jesień i zima rozwiewała z każdą zmianą pogody moje wątpliwości. Ból był coraz częstszy i coraz silniejszy. Ograniczyłam aktywność, niewiele pomogło. Leki ogólne od bólu nie pomagały w ogóle. Z uwagi na wrażliwy żołądek zrezygnowałam z leków przeciwbólowych całkowicie. Zaczęłam się przyzwyczajać że boli prawie cały czas. Ból był tylko w dzień , wieczorem się uspokajał i spokojnie mogłam spać.
Nadeszła wiosna i czas wizyty w Lublinie( kwiecień czyli prawie rok z objawami choroby)Kilka godzin pod drzwiami pilnowania kolejki i przyszła moja kolej. Niestety diagnoza potwierdziła się w 100%. Pan Doktor Blacha opowiedział że operacja jest konieczna, zaproponował metodę wg.Ganza. Opowiedział o świetnych wynikach i świetnej sprawności po operacji. Tłumaczył mi długo i cierpliwie że nie powinnam odwlekać decyzji, bo choroba nie zatrzyma się i będzie postępować aż biodro się zniszczy i będzie konieczna endoproteza. Że ból będzie coraz większy, noga zacznie się skracać, mięsień pośladkowy zanikać, kręgosłup deformować. Słuchałam z rosnącym przerażeniem i płakałam. Absolutnie psychicznie nie byłam gotowa na operację. Lekarz to widział i kazał spróbować schudnąć, ruszać się, pływać, jeździć na rowerze, zabronił dźwigać i kazał się pokazać za 3 miesiące jeszcze raz. Obiecałam że przemyślę to co mi mówił i zastanowię się nad operacją. Zapytał czy nie wolę leczyć się w Otwocku. Ale skoro w Lubinie też się znali na tym to nie chciałam ze względu na odległość. Moją koleżankę świetnie zoperowali właśnie w Lublinie na kręgosłup wiele lat temu i to mnie przekonywało że tam mnie też wyleczą.
Po wizycie nadal byłam pełna strachu o zdrowie i swoją przyszłość. Nie dopuszczałam myśli o konieczności operacji. Bałam się że coś się nie uda. To był koszmarny dla mnie okres - ból i niepewność i niekończące się rozmyślanie i strach.
Wiele osób pocieszało mnie, także takie co miały poważne kłopoty ze zdrowiem, ale ja wiedziałam że to moje biodro i mój kłopot, mój ból i muszę przez to sama przejść.
Każda zmiana pogody przypominała o chorobie, ale były też dni spokoju. Nadal nie mogłam uwierzyć że stan mojego biodra jest taki poważny. Zaczęłam szukać informacji o chorobie w internecie - niestety niewiele znalazłam. Postanowiłam nie dać się i coś ze sobą zrobić. Zjeździłam kilku lekarzy w nadziei, że usłyszę coś innego o swojej chorobie, że jednak można spróbować innego leczenia. Powoli docierało do mnie że nie ucieknę od operacji…
Przyszedł czas kolejnej wizyty w Lublinie…a ja…przełożyłam wizytę. Nie byłam gotowa do podjęcia decyzji o operacji. To był błąd który mnie kosztował wiele dni w bólu…
Wiedziałam że mam trochę czasu, że moje biodro jeszcze nie jest zniszczone. Nauczyłam się żyć z bólem. Bez leków, próbując tuszować cierpienie przed wszystkimi.
Tak w oszukiwaniu siebie mijał czas. Przyszła kolejna jesień i zima…najgorszy koszmar w moim życiu. Choroba postąpiła, dołożyły się bóle zwyrodnieniowe w kręgosłupie. Bolało w dzień i nocami. Na zmiany pogody chciało mi się wyć i wrzeszczeć na cały głos. W dzień jakoś dawałam radę, wczuwałam się w pracę, w domu uciekałam od bólu w obowiązki. Aktywność ograniczyłam do minimum, miałam kłopot z dojściem do pracy, choć to niedaleko.
Przez całą jesień i zimę nie miałam normalnie przespanej nocy, a gdy przysnęłam to przez sen jęczałam, kręciłam się i ileś razy co noc ból mnie wybudzał. Dosypiałam w dzień po pracy. Miałam dość wszystkiego. Zaczęłam być wściekła, przemęczona i zaczęłam zdawać sobie sprawę że nie dam rady dłużej tak żyć. Dodam że nigdy nie byłam na zwolnieniu lekarskim z powody choroby. Żyłam jak inni bojąc się decyzji o operacji. Tyle że co to za życie w bólu…cieszyłam się wszystkim co mogłam ale było trudno być sobą.

Przełom:
Wiosną bóle trochę ustąpiły, ale ta straszna zima zrobiła swoje. Nie dawałam rady spacerować, rower już nie pomagał tak bardzo, gimnastyka okazała się niemożliwa, zakres ruchów zmniejszył się znacznie !! mój stan mnie przeraził. Rower pomagał na psychikę i odstresowanie. Zaczęłam rozumieć, że muszę dla swojego dobra się operować.
Pojechałam do kolejnego specjalisty do Zamościa.
Miałam nadzieję że może w Zamościu też będą mogli mnie zoperować-to moje rodzinne miasto. Niestety operację Ganza którą mi zaproponowano nie wykonują w Zamościu. Polecono mi Lublin jak chcę blisko albo Otwock jeśli mogę dalej się leczyć. Wybrałam Lublin. Kolejny raz wytłumaczono mi wszystko na temat mojej choroby i rokowań.
Dostałam też mocne leki od bólów i skierowanie na rehabilitację ( 10 zabiegów jonoforezy, solutu, pola magnetycznego) aby zmniejszyć dolegliwości bólowe. I skierowanie do szpitala na operację. Rehabilitacja pomogła mi bardzo na 3 miesiące. Mogłam więcej się ruszać, gimnastykować. Udało mi się schudnąć kilka kg dzięki rowerowi.
Postanowiłam poddać się operacji. Zaczęłam jeszcze więcej czytać w necie. Trafiłam na blog Katji. Nabrałam wiary w to że będę zdrowa i będę żyć jak inni ludzie. Nareszcie mogłam dowiedzieć się jak to jest z punktu widzenia pacjenta...blog zrobił na mnie wielkie wrażenie i bardzo mi pomógł.
W sierpniu pojechałam na prywatną wizytę do ordynatora ortopedii w Lublinie - obejrzał mnie, rtg i powiedział że trzeba operować póki mam czas, bo już niedługo moje biodro nie będzie nadawać się do operacji Ganza. Uspokoił mnie co do sprawności po zabiegu i już się nie bałam. Powiedział że lada dzień ktoś zadzwoni z terminem operacji i że wszystko będzie dobrze, że mam super rokowania. Uwierzyłam mu i szczęśliwa wracałam do domu.
Mimo radości byłam wściekła na siebie, że nie miałam odwagi wcześniej się zdecydować na operację. Czułam że zmarnowałam kupę czasu, a ból i tak zmusił mnie do decyzji którą mogłam podjąć od razu.

Przyjęcie do szpitala w Lublinie którego nie było:
W wyznaczonym czasie zadzwoniłam do Prof.do Lublina po termin operacji - termin wyznaczono na połowę października 2008r. Byłam szczęśliwa że tak szybko! Ciesząc się że skończy się ból zabrałam się za siebie- szczepienie wzw, wyleczenie wszystkich zębów żeby nie było ognisk zakażenia, kontrola u ginekologa. Do tego rower, gimnastyka codzienna i zdrowe odżywianie łącznie z braniem witamin. Nie mogłam się doczekać przyjęcia do szpitala. Niestety nie zostałam przyjęta w wyznaczonym terminie…nikt do mnie nie zadzwonił bo ktoś telefonu nie wpisał, było dużo wypadków i chwilowo mieli brak miejsc. Przyjechałam na próżno....osoby do planowanego przyjęcia wróciły do domu…Miałam żal jak mogli zapodziać telefon i nie uprzedzić. Przecież ludzie pracują i potem na idiotów wychodzą mówiąc że będą operowani, a wracają na drugi dzień do pracy…
Zostałam umówiona na jeszcze jedną wizytę u specjalisty - okazało się że będzie się mną zajmował lekarz właśnie ten, którego tak przekładałam wizyty… Na wizytę pojechałam, zostałam jeszcze raz zbadana, badania zostały porobione.
Przyznałam się lekarzowi jak wieki popełniłam błąd czekając z decyzją o operacji. On zrozumiał że człowiek musi swoje przejść zanim pójdzie po rozum do głowy. Opowiedział mi jak będzie wyglądać zabieg, co będzie przecinane, że będzie dłuta specjane sprowadzał z innego szpitala, dowiedziałam się że powinno mi wystarczyć ok. 4 miesięcy zwolnienia, że po wyjęciu śrub zagoję się błyskawicznie i szybko wrócę do pracy. Ustaliliśmy termin na połowę listopada. Mój kręgosłup dorobił się zwyrodnienia spowodowanego chorobą, skróceniem kończyny stąd takie straszne bóle. Dostałam kompozycję leków mających to szybko przed zabiegiem wyleczyć oraz skierowanie na kolejną rehabilitację( 10 zabiegów:pole magnetyczne, ultradźwięki, masaż kręgosłupa). Efekt rehabilitacji był zdumiewający - ból ustąpił całkowicie, mogłam chodzić wyprostowana, kulałam minimalnie, mogłam długo gimnastykować się bez bólu czym poprawiłam zakres ruchu w chorej nodze. Byłam szczęśliwa choć wiedziałam że to efekt tymczasowy. Mogłam spokojnie spać bez bólu! Cały czas dbałam o wagę ciała, o ruch i odżywianie nie zapominając o witaminach. Niecierpliwie czekałam na operację. Niestety dzień przed przyjęciem zadzwonił lekarz prowadzący że…chciałby wstrzymać się z operacją. Dr. Blacha skonsultował mój przypadek z Prof.Czubakiem z Otwocka , który jest największym autorytetem w kraju w operacjach bioderek metodą wg.Ganza. I polecił mi pojechać na konsultację do Profesora. Wytłumaczył mi że dla mojego dobra muszę to zrobić, ponieważ mam trochę nietypowe bioderko do osteotomii. Lublin nie wykonuje wielu operacji takich jak moja, więc potrzebna jest konsultacja dodatkowa. Było mi przykro że znowu moja operacja się odwleka, ale czułam że lekarz ma dobre intencje i szczerze chce wyjaśnić wszystkie wątpliwości co do mojego stawu biodrowego. Zgodziłam się pojechać. W sumie byłam b.wdzięczna za szczerość. Dostałam kontakt do Prof.Czubaka, zapewnienie że w razie czego mogę liczyć na pomoc i obiecałam że się odezwę po konsultacji.

Kolejna wizyta…
Umówiłam się na wizytę w Warszawie prywatnie na sam koniec grudnia. Gdy dojechałam do Warszawy okazało się że…członek bliskiej rodziny Profesora miał właśnie poważny wypadek i wizyty zostają odwołane. Jechałam 4 godziny samochodem na próżno…i kolejne 4 wracałam z niczym do domu. Kolejna wizyta ustalona została na połowę stycznia 2009r. Jechałam znów kawał drogi bojąc się, żeby wszystko było w porządku i żebym się dostała na wizytę. O wyznaczonej godzinie zostałam przyjęta, zbadana, okazało się że mam świetne wyniki i rokowania i że…Profesor w maju mnie zoperuje !
Moja radość trwała całą drogę do domu (czyli 4 godziny) Czułam że teraz już na pewno moja operacja dojdzie do skutku. Tylko musiałam poczekać kilka miesięcy…
Czas wykorzystałam na dbanie o formę i zdrowie. Zauważyłam że wcale się nie boję zabiegu, że czekam na niego w dobrym nastawieniu. Noga bolała oczywiście ale…przestałam zwracać uwagę na ból. Przecież niedługo miała być operacja, a ja nie chciałam tracić czasu na smutek i strach jak kiedyś.
Na wiosnę po zimowych przykurczach bardzo chciałam się usprawnić. Uprosiłam lekarza ogólnego o leki takie jak zapisał mi specjalista z Lublina i rehabilitację. Po powtórzeniu kuracji czułam się lepiej, ból zmniejszył się ale...czułam postęp choroby. Rezultat nie był tak rewelacyjny jak wcześniej, ale wiedziałam że dam radę przeczekać czas do operacji.

Nareszcie Otwock!
W wyznaczonym terminie pojechałam na czczo nad ranem do Otwocka. Badania poszły sprawnie, byłam bardzo przejęta. Potem konsylium…to było coś nowego. Zostałam przedstawiona zespołowi lekarskiemu, który obejrzał moje wyniki, rtg, zostałam zbadana i zakwalifikowana do operacji. Wyszłam szczęśliwa, mimo że musiałam poczekać na zabieg jeszcze kilka dni.
Na dzień przed operacją dowiedziałam się że po obiedzie już nie wolno mi jeść a pić mogę tylko do północy i to wodę mineralną. W szpitalu poznałam wspaniałe osoby które dzielnie znosiły swoje choroby i walczyły o zdrowie. Od osób z sali dowiedziałam się że powinnam naszykować sobie wodę w małych butelkach, zaopatrzyć w ręczniki pod ręką. Było mi wesoło szczególnie że na sali ze mną była dziewczyna poznana na badaniach która miała być operowana w tym samym dniu i tą samą metodą. Razem spacerowalyśmy i szykowalyśmy się na operację. To pomagało - byłam daleko od domu i fajnie było porozmawiać z kimś kto choruje na to samo. Wśród zdrowych ludzi nie jest się całkiem rozumianym. Z chorobą jest jak z miłością - kto nie przeżył ten nie umie zrozumieć. W szpitalu czułam się bardzo dobrze. Wieczorem dostałam zastrzyk od zakrzepów i czopki. Od rana zaczełam czuć głód. Niewiem czemu nie miałyśmy obandażowanych nóg przed zabiegiem jak inni. Miałam dobry nastrój, spacerem zabijałam czas, przygotowałam wodę, gazety, wykąpałam się. Potem podali kroplówki. Cierpliwie czekałam na zabieg - byłam ostatnia w kolejce …

Operacja:
Kiedy przyszła moja kolej poszłam wesoło pod salę operacyjną. Nie bałam się. Cieszyłam się że nareszcie moja kolej! Personel sali operacyjnej był bardzo miły. Wszystko co mi robili tłumaczyli. Najgorsze było wkłucie do kręgosłupa. Nie bolało, ale nie było przyjemne. Po chwili już znieczulenie działało, podłączono aparaturę, założono cewnik, przyszedł Profesor i drugi lekarz i zaczęła się operacja. Przyznam że byłam mile zaskoczona. Personel uczestniczący w operacji był miły, troskliwy i wesoły. Czułam troskę ekipy o mój stan zdrowia. Wszystko słyszałam, odgłosy operacji przypominały remont łazienki u sąsiada za ścianą. Myślałam że będzie gorzej. Po jakiś 2-2,5 godz. było po wszystkim, operacja świetnie się udała a mnie szczęśliwą przewieziono na salę pooperacyjną. Tam byłam podłączona do aparatury, dostałam kroplówki. Całą noc czuwała pielęgniarka. Czułam się bezpiecznie. Najgorsze było gdy opuszczało mnie znieczulenie. Nic nie bolało bo dostałam leki od bólu, ale było mi strasznie zimno. Długi czas trzęsło mnie i szczękałam zębami. Przespałam całą noc. Rano zawieżli mnie na kontrolne zdjęcie rtg a potem na salę. Czułam się świetnie, ale dokuczało mi leżenie plackiem na plecach. Dobę obowiązkowo trzeba leżeć plackiem inaczej ma się straszliwe migreny oporne na leki od bólu. Śniadanie zjadłam leżąc, apetyt mi dopisywał. Na obchodzie dowiedziałam się że mój organizm zniósł operację wzorowo, że morfologię mam jak zdrowy człowiek(!) a co najdziwniejsze że jestem jedną z nielicznych pacjentek Profesora które…nie krwawiły na operacji!
Skoro nie krwawiłam to nie potrzebowałam transfuzji ! Byłam dumna ze swojego organizmu. Większość pierwszej doby po operacji przespałam. Plecy od leżenia bolały, ale noga kiedyś bolala o wiele bardziej…więc zadowolona znosiłam ten ból ciesząc się że więcej nic mnie nie boli. Drugą dobę znowu duuużo spałam. Apetyt miałam jeszcze większy a wyniki to już w ogóle wspaniałe.
Pionizacja wyszła mi średnio. Udało mi się wstać ale tylko na chwilkę. W trzeciej dobie śmiało ćwiczyłam stopę - jak rehabilitant kazał. Udało mi się przejść kawałeczek po sali na kulach. Byłam taka szczęśliwa z każdego samodzielnego kroku!
W czwartej dobie chodziłam już nieżle, nawet do wc dawałam radę dojść i zrobiłam małe pranie!!.Każdy dzień był coraz lepszy i byłam coraz silniejsza. Ćwiczyłam dystans na kulach żeby 6 dnia po operacji dojść do schodów.
W niedzielę doszły na salę nowe osoby - w tym 3 do operacji wg.Ganza. Świetne dziewczyny, które wspaniale radziły sobie. Wsród nich była Katja. Poznałyśmy się i dużo rozmawiałyśmy o jej doświadczeniach, o rehabilitacji. Rozmawiałyśmy do późnych godzin, było wspaniale porozmawiać z wieloma osobami o naszej chorobie. Widziałam jak bardzo rehabilitacja wpłynęła na chód Katji po pierwszym zabiegu. Poczułam że chcę tak samo chodzić -znaczy pięknie! Ćwiczyłam z entuzjazmem ćwiczenia które rehabilitant zalecił. W szóstej dobie zaliczyłam chodzenie po schodach - był to bardzo duży wysiłek. W siódmej dobie w Dzień Matki wyszłam do domu.

Moje wnioski po operacji :
Szpital był dla mnie sprawdzianem charakteru, uporu, nowym doświadczeniem. Jestem zadowolona z tego jak znosiłam operację, dumna że dałam radę być wesoła i uśmiechnięta mimo trudności. Poznałam tam wiele wspaniałych osób. Najbardziej żałuję że wcześniej nie zdecydowałam się na operację. Niepotrzebnie przeszłam przez długi czas bólu, ale dzięki temu wiem nauczyłam się wiele o sobie i życiu. Podejście do choroby jest bardzo ważne, trzeba jak najszybciej pogodzić się z tym co życie niesie i stawić temu czoło z godnością. Człowiek jest bardzo silny, jeśli pozytywnie się nastawi i uwierzy w siebie.
W chorobie są ciężkie chwile, najgorsza jest walka z bólem i to że trzeba przez to przejść w sumie samemu. Ważna jest pomoc najbliższej rodziny i wsparcie. Ja takie miałam.To prawda, że życzliwość ludzi i prawdziwych przyjaciół poznaje się będąc chorym. Bardzo ważne jest mieć komu opowiedzieć o tym co się czuje i wiedzieć że jest się ważnym i potrzebnym pomimo ograniczeń choroby. Walka z bólem w tej chorobie zmienia ludzi wewnętrznie, trzeba z siebie dawać wszystko, żeby się nie poddać co czasem jest bardzo trudne. Nie wolno zwątpić w to że leczenie ma sens. Trzeba nauczyć się wiary w siebie, nie zapominać o tym że każdy dzień jest ważny i może być wspaniały. Ja musiałam nauczyć się relaksować - mój sposób to dalekie rowerowe wycieczki za miasto, kontakt ze zwierzętami (mam 2 piękne koty norweskie), muzyka i przebywanie z bliskimi osobami. Wieczorami kąpiel z masażem. Starałam się cieszyć każdy drobiazgiem, nawet piękną pogodą i widokiem przyrody.Dużą radość sprawiało mi dbanie o siebie - nie chciałam pokazywać światu choroby. Uparłam się że muszę dać radę dla siebie, dla rodziny, że chcę pokazać sobie i innym że jestem silna i potrafię wszystko znieść. Choroba sprawiła że stałam się twarda i nauczyłam się rozumieć swój organizm.

„…Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie…”
— Phil Bosman


Miesiąc po operacji :
Czuję się świetnie, a każdy dzień jest nowym wyzwaniem. Każdy dzień niesie jakiś postęp w powrocie do sprawności i radość że jest coraz lepiej.
Najgorsze były pierwsze 2 tygodnie w domu. Potrzebowałam pomocy i drażniła mnie moja nieporadność. Pomogło mi przgotowanie mieszkania na czas po szpitalu, szczególnie szafy i kuchni. Jak przygotować dom na powrót opisałam w temacie tutaj
Po 3 tygodniach zaczęłam wychodzić sama z domu, kąpać się w wannie, obcinać paznokcie u chorej nogi. Po miesiącu mogę na krótki dystans prowadzić samochód.
Raz na tydzień spotykam się z rehabilitantką, która pomaga mi w ćwiczeniach, ocenia efekty, pokazuje jak dalej ćwiczyć. W domu ćwiczę bardzo dużo bez ociągania się. Za 2 tygodnie mam kontrolną wizytę w Otwocku. Pomagam nodze w gojeniu kości poprzez zjadanie dużych ilości galaretek owocowych (żelatyna pomaga bardzo w odbudowie), jem mnóstwo warzyw i dodatkowo przyjmuję wapń i witaminę d3+a. Mam zamiar szybko dojść do sprawności i szybko wrócić do pracy. Wiem, że to jest możliwe. Jestem pełna energii i szczęśliwa że operacja już za mną. Wierzę, że będzie wszystko dobrze, przecież operował mnie najlepszy zespół lekarski. Cieszę się że trafiłam do Otwocka, gdzie jest taki świetny zespół lekarski i żałuję że moja droga do operacji była taka długa. Najważniejsze to poznać chorobę, przestać się bać, nie zgubić w bólu samej siebie.Moje doświadczenie z bólem opisałam w temacie tutaj

Kontrola pooperacyjna 6 tyg.od operacji:
Wczoraj 2 lipca miałam pierwszą kontrol w Otwocku u prof.Czubaka po mojej operacji. Po obejrzeniu nowej fotki rtg z radością usłyszałam, że wszystko goi się dobrze, prawidłowo, dokładnie tak ma być. Dowiedziałam się że mogę już obciążać stopniowo operowaną nogę całkowicie, że powinnam odłożyć 1 kulę ( co jest tematem spornym bo ja chcę zostać na obu do końca a potem naraz odstawić obie ze względu na kręgosłup ). Kolejną wizytę mam za miesiąc i wtedy okaże się kiedy będę mogła wrócić do pracy. Na razie zanosi się że we wrześniu, co jest dobrym wynikiem. Profesor był zadowolony z wyników leczenia a ja szczęśliwa że wszystko idzie dobrze.

Sprawność po 6 tygodniach od operacji :
Jest świetnie! Nic mnie nie boli, nawet gdy dłużej pochodzę, zakres ruchów mam duży, ćwiczę codzień intensywnie odbudowę mięśni i zakresu ruchów.
Ćwiczę nawet jadąc samochodem, siedząc przy komputerze, wykorzystuję każdą chwilę na usprawnienie się.
Teraz mogę już chodzić obciążając nogę - to stwarza wiele możliwości. Zostaję do końca na obu kulach, potem odstawiam obie naraz -wbrew temu co mówił Profesor.
Coraz więcej z każdym dniem mogę chodzić - idąc zwracam uwagę na chód -żeby był prosty, równe obciążenie. Noga już mi się nie skręca,mięśnie odbudowują się szybko. Przedwczoraj zrobiłam sobie sprawdzian - wyjechaliśmy z mężem na wycieczkę po Roztoczu. Zrobiłam kupę kilometrów - ból pojawił się w rękach i plecach. Noga nie boli, kolano chorej nogi leciutko spuchło.
To trudne trasy leśne, okazałam się...ZDROWA tyle że na kulach! Zszokowałam turystów swoją obecnością w trudnych miejscach. Zmęczyłam się ale...co za radość! Teraz czuję , że sprawność wraca - przed operacją nie dałabym rady - ból zepsułby mi wycieczkę.
Moje marzenie po zakończeniu leczenia to między innymi objechać Roztocze na rowerze( na drugi rok). Nie spodziewałam się , że jestem aż tak sprawna, wycieczka uświadomiła mi jak wiele człowiek może 1,5 miesiąca po operacji! Na zmęczenie pomogła mi gorąca kąpiel z masażem, po kąpieli powtórny masaż postawił mięśnie na nogi. Kilka fotek w albumie tutaj

Jowi - Czw 16 Lip, 2009

Ale sie rozpędziłas z tym dochodzeniem do zdrowia.....myślałam, że z tej górki to nie wyhamujesz...:)
powodzenia

yunan - Czw 16 Lip, 2009

O prosze ja tez tam byłam ok.5-6 tyg po operacji :) Najlepsze miejsce na szukanie pokszepienia i motywacji do dalszej pracy !
AgaW - Pią 17 Lip, 2009

Kocham takie wycieczki, bo pozwalają na poczucie się zdrowym i silnym. Możemy udowodnić sobie i innym, że na kulach też można normalnie żyć ;-) Przyroda świetnie działa na psychikę i nabranie jeszcze większej motywacji do ćwiczeń. :-D Od tamtej pory często urządzam sobie wycieczki choć w miejsca o mniejszej urodzie. Cały czas marzę o Bieszczadach... może już niedługo :-) Na razie pracuję nad kondycją.
Jowi - Pią 17 Lip, 2009

AgaW napisał/a:
Cały czas marzę o Bieszczadach...


W zeszłym roku byłam w bieszczadach.....chodziłam po górach...z mega ciężkim plecakiem, potem odwiedziłam solinę....było cudnie, aż do powrotu do domu, kiedy okazało się, że przez moje zacięcie do chodzenia uszkodziłam sobie chrząstke w stawie biodrowym.....ajć

Nika - Pią 17 Lip, 2009

AgaW, imponująca trasa :-) Gratulacje! jeszcze kilka tygodni i będziemy oglądać foty z Bieszczad :-D
AgaW - Sob 18 Lip, 2009

Oto ciąg dalszy mojej histori:

Dziś 18 lipca 2009 mija równo 2 miesiące od mojej operacji wg.Ganza :mrgreen: ( nawet godzina jest podobna gdy to piszę )

To dla mnie małe święto - bilans osiągnięć i powrotu do sprawności.
Jestem bardzo zadowolona z tempa powrotu do zdrowia. Oto moje powody do radości :

Ból kręgoslupa prawie minął, wchodzę po schodach na przemian stawiając nogi bez kłopotu i równiutko, mięśnie chorej nogi są już niewiele słabsze od zdrowej nogi.
Kolano mi już prawie nie dokucza i nie buntuje się przeciwko nauce prawidłowego chodzenia.
Zakres ruchów w przywodzeniu, odwodzeniu, podnoszeniu jest niewiele mniejszy niż u zdrowej nogi.
Wszystkie czynności w domu wykonuję sama bez trudności ( kila dni temu umyłam okna do ponad 3/4 wysokości !). Nawet czynności na kolanach nie sprawiają mi kłopotu. Jedyna praca domowa której nie robię to zakupy - nie dźwigam w ogóle jeszcze.
Z ubieraniem się nie mam trudności, nawet zakładanie rajstop idzie dobrze.
Z każdym tygodniem łatwiej mi malować samodzielnie paznokcie u nogi chorej bez wykręcania tej nogi.
Z prowadzeniem samochodu z manualną skrzynią biegów nie mam żadnych kłopotów nawet na dalekie odległości.
Pływam świetnie i mogę wchodzić do wody nie o kulach, tylko z mężem za rękę.
W sprawach seksu jestem tylko nieznacznie mniej sprawna niż przed operacją i jeszcze jestem ostrożna.
Coraz dłużej mogę siedzieć przy komputerze bez bólu pleców i drętwienia nogi co oznacza, że mój powrót do pracy zbliża się dużymi krokami.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z wyników operacji :-D Wiem że duża zasługa w tym jest mojej rehabilitantki i mojego uporu w codziennych częstych ćwiczeniach. Warto dużo ćwiczyć i przykładać się do rehabilitacji i poświęcać jej jak najwięcej czasu.
Efekty są super!
Czuję, że żyję i to bez bólu!
Z każdym tygodniem doskonalę coś w swojej sprawności co widać i co jest potrzebne i budujące dla psychiki.
Szczerze to nie myślałam i nie marzyłam, że 2 miesiące po operacji będzie aż tak dobrze :mrgreen:

Jowi - Sob 18 Lip, 2009

Świetnie Aguś - tylko tak dalej:)
mala_klara - Nie 19 Lip, 2009

AgaW jesteś dla mnie wzorem! Podziwiam Cię za wytrwałość, śmiałość w dążeniu do celu. Jak Ty to robisz? Skąd w Tobie tyle samozaparcia? Chciałabym być po operacji taka jak Ty!! Chyba warto mieć takiego kogoś, taki wzór, okaz sił. Wtedy jest łatwiej. Będę sobie przypominać jaka byłaś dzielna i sama taka będę. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko :)
Dziękuję, że opisałaś to wszystko tak pięknie.

Jowi - Nie 19 Lip, 2009

Cytat:
AgaW jesteś dla mnie wzorem! Podziwiam Cię za wytrwałość, śmiałość w dążeniu do celu. Jak Ty to robisz? Skąd w Tobie tyle samozaparcia? Chciałabym być po operacji taka jak Ty!! Chyba warto mieć takiego kogoś, taki wzór, okaz sił. Wtedy jest łatwiej. Będę sobie przypominać jaka byłaś dzielna i sama taka będę. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko :)
Dziękuję, że opisałaś to wszystko tak pięknie.


Droga mała_klaro troche przeraziłam sie tą Twoja wypowiedzią:/ Z jednej strony dobrze, ze chcesz mieć jakis wzór do naśladowania, a z drugiej ważne abyś nie zapominała, ze każdy pacjent jest indywidualnym przypadkiem, i żebys w tym powrocie do sprawności zachowywała zdrowy rozsądek. Wiesz dla niektórych wejście po schodach to tak jak mount ewrrest a dla innch wyprawa w góry to małe piwo:)Życze ci jak najlepiej, ale pamiętaj, że wszystko u każdego przychodzi w swoim czasie:)

AgaW - Nie 19 Lip, 2009

Bardzo mi miło, że mogę być dla kogoś wzorem. Wiem, że każdy z nas potrafi bardzo wiele, można przejść samego siebie, choć czasem to trudna droga.
Mała Klaro - pogódź się z życiem, z chorobą i walcz o każdy dzień. Mam nadzieję, że po zabiegu będziesz w równie dobrej lub lepszej formie jak ja. A nawet jeśli coś będzie przebiega inaczej to nie wolno poddawać się! Radość życia zależy w dużej mierze od nas samych - zawsze jest jakiś powód do radośći i zawsze warto szukać we wszystkim dobrych stron. Choroba uczy nas cierpliwości i bycia twardym - to jest cenne i potrzebne. Nigdy nie trać wiary w siebie !!! Uwierz, że warto małymi krokami iść po zdrowie :-D
Cieszę się bardzo że moja historia daje Ci motywację. Głowa do góry - ani się obejrzysz a będziesz po leczeniu. Bądź dobrej myśli, optymiści lepiej znoszą ból. Będę za Ciebie trzymać kciuki, że ze wszystkim sobie poradzisz świetnie i niebawem napiszesz swoją historią na forum. :-D
Mała Klaro ! To ja dziękuję ze Twoje słowa - skoro to co piszę pomaga ludziom to jest dla mnie wielka nagroda i radość że mogłam coś zrobić dla innych chorych :mrgreen:

Jowi - myślę, że wiele osób musi mieć wzór, aby znależć w sobie motywację. Czasem samemu trudno jest uwierzyć w swoje możliwości i pokonać strach. Chcemy wierzyć, że się uda - dlatego patrzymy i wzorujemy się na innych. Często to bardzo pomaga odnależć siebie, siłę w chorobie.
Wiecie - ja też miałam swój wzór - dziennik z remontu Katji dodał mi skrzydeł i pomógł uwierzyć, że będe zdrowa. Gdy poznałam Katję w szpitalu myślałam że wezmę ją na ręce i wycałuję za to, że zaczęła pisać dziennik!

KasiaM - Pon 20 Lip, 2009

AgaW ja też przeczytałam przed chwilką Twój post, z zaciekawieniem przeglądam forum i cieszę, że wszystko tak fajnie i szczegółowo opisujecie. Boję się operacji i to jest normalne, ale Wasze wypowiedzi dają mi wiarę, że wszystko będzie w porządku, gdyby nie blog Katji, ja też chyba nie zdecydowałabym się na operację tak szybko. Wiem, że tylko operacja pozwoli mi normalnie żyć i nie ma innego wyjścia. Kiedy będzie już "po" sama chcę pomagać innym tak jak Wy dziewczyny pomagacie mi.
AgaW - Pon 20 Lip, 2009

Kasiu M. Wiem co czujesz przed operacją - zawsze jest niepewność przed nieznanym i tym jak będzie po wszystkim. Będzie dobrze - bądź dzielna, napewno dasz radę świetnie przejść przez leczenie.
Operacja to nasza szansa na nowe życie i naprawę tego co natura nam zepsuła - nie bój się tej naprawy !
Świetnie, że po wszystkim zechcesz dzielić się doświadczeniem i pomagać innym chorym przejść przez chorobę. :-D
Napewno niedługo z zaciekawieniem poczytamy wszyscy Twoją historię choroby i leczenia.

Dziś 9 tygodni po operacji Ganza spotkałam się po małej przerwie z pracy z moją rehabilitantką
Moja rehabilitantka oceniła bardzo wysoko moją codzienną pracę w domu. Jednak zaniepokoiło mnie to że zauważyłam, że jestem ... krzywa. Zostałam dziś dokładnie zmierzona - nogi mam równej długości ale ... pogłębiła mi się skolioza na skutek kompensat lub była już wcześniej gdy skracała mi się z choroby kończyna. Przy próbie chodu o 1 kuli krzywię się. Gdybym odstawiła 1 kulę to byłabym jeszcze bardziej krzywa. Zostaję przy dwu kulach do końca, aż nauczę się chodzić prosto, bez utykania. Teraz przy próbie chodu utykam znacznie, mam bóle kolana. Moja rehabilitacja będzie więc rozszerzona o zlikwidowanie złych nawyków w chodzeniu powstałych wskutek choroby i zlikwidowanie skoliozy. Czeka mnie ciężka praca, ale jeśli się przyłożę to szybko będą efekty. Rehabilitantka mi pomoże - sama nie dałabym rady nawet znaleźć przyczyny mojego krzywienia się i korygować błędów.
Od dziś muszę położyć nacisk na nowe dodatkowe ćwiczenia, które zniszczą złe stare nawyki i nauczą mnie od nowa prawidłowo chodzić. To bardzo ważne, bo nie chcę mieć w przyszłości kłopotów z kręgosłupem.

Kontrolna wizyta 2,5 miesiąca po operacji Ganza

Dziś byłam na kontrolnej wizycie u Prof. Czubaka.
Na początek pochwalę się - choć od maja mamy samochód dziś sama zajechałam z Biłgoraja do Otwocka!!!
Tylko przez Lublin jechał mąż, bo ja jeszcze nie czuję się pewnie jadąc przez skrzyżowania. Nawet jazda w jedną stronę była dla mnie wielkim osiągnięciem( ponad 200 km w 1 dniu to dla mnie strasznie dużo )
Na wizycie opowiedziałam Profesorowi o moich kłopotach z kolanem, które zaczęły się od czasu pełnego obciążania operowanej nogi.
Dowiedziałam się, że to normalne, że kolano reaguje, że może reagować jeszcze nawet kilka miesięcy.
Prof. powiedział, że kość zrasta się pięknie i w świetnym tempie.
Dostałam zalecenie jazdy na rowerze! Nawet do 30 km dziennie! Tylko mam unikać górek i wertepów.
Do tego mam nogę ćwiczyć nadal intensywnie i ćwiczyć proste chodzenie bez kul po domu.
Dowiedziałam się też, że do pracy prawdopodobnie wrócę już od października, a wyjęcie śrubek będę mieć w chyba lutym.
Gdyby nie kolano to czułabym się świetnie, ale niestety ono puchnie często i boli - cóż - noga uczy się prawidłowo chodzić a skrzywienie kręgosłupa po naprawie skróconej chorej nóżki trzeba naprostować. Wiem, że będzie dobrze, muszę tylko ćwiczyć wytrwale - to skrzywienie się bardzo szybko koryguje się pod wpływem ćwiczeń, co mnie bardzo cieszy.
Super było spotkać się na kontroli z kumpelą z sali AniąL. Nie ma jak porozmawiać , wymienić się postępami w sprawności, porównać i zmotywować nawzajem do dalszej pracy nad rehabilitacją.
Ogólnie sprawność po 2,5 miesiąca po operacji oceniam bardzo dobrze!

Po kontroli spotkałam się z moją rehabilitantką. Opwodziedziałam o postępach w zrastaniu się kości, o tym co mówił Profesowr o moim bolącym kolanie, o tym że mam ćwiczyć mięśnie i jeździć na rowerze. Dostałam nowe ćwiczenia na kręgosłup na prostowanie się, moja praca w domu przynosi powolne efekty w postaci coraz lepszego ustawiania się miednicy.
A dziś...po namyśle czy aby kolano znów nie zacznie szaleć a mięsień czworogłowy uda wyć - zrobiłam to co zalecał Profesor!!!
Przejechałam się leśną asfaltową drogą ok. 15 km !!! ! Robiłam postoje i nie forsowałam się. Na razie jest dobrze - noga nie boli. To cudowne znowu jechać rowerem - nie sądziłam, że tak szybko będę podziwiać las znad kierownicy!!!
Jeśli noga nie będzie reagować to będę czasem jeździć rowerem. Resztę ćwiczeń na nogę, chód i kręgoslup wykonuję normalnie codziennie poświęcając szczególnie dużo czasu na nie rano i wieczorem( po godzinie ), a między czasie też ćwiczę trochę w dzień.

Katja - Sob 08 Sie, 2009

Aha, niedługo to Ty będziesz prawdziwym Pudzianem!! :-) Podziwiam Twoją wytrwałość :-) Jesteś debeściakiem, wiesz o tym :mrgreen:
AgaW - Nie 09 Sie, 2009

Pudzianem? hahaha :lol:
Katjo - nie mam wyjścia - muszę ćwiczyć choć czasem mam dość. Nie dość, że mięśnie do odbudowy, nauka chodzenia to i ten kręgosłup...dołożyła mi kupę pracy ta skolioza...wiem, że muszę ćwiczyć, bo boję się że gdy to zaniedbam to za jakiś czas będę kłopoty.
Najważniejsze, że kolano uspokaja się trochę i mogę znowu robić wszystkie ćwiczenia. Mam wrażenie, że za mało się staram - ale muszę uważać na m.czworogłowy uda bo łatwo ulega przeciążeniu.
Bardzo się staram i pilnuję prawidłowego wykonywania ćwiczeń, chcę chodzić ładnie i prosto i we właściwy sposób - tylko codzienna wytrwałość da efekty, nikt nie może za mnie tego zrobić...no i wiem, że warto ;-)
Postanowiłam ćwiczyć codziennie nawet, gdy wrócę do pracy co najmniej do czasu wyjęcia śrubek...Po tym czasie mam nadzieję, że mój kręgosłup się naprostuje. Po śrubkach pewnie też jakiś czas będę potrzebować rehabilitacji.
Po wczorajszym rowerze noga czuje się dobrze...Tylko czworogłów lekko zmęczony, bałam się reakcji nogi po tym wypadzie, tego że znów będzie boleć kolano. Dziś rower odpuszczę, za to będą ćwiczenia jak zwykle, czyli jeszcze z 2 godz. na dziś podzielone na 2 częsci ( 0,5+1 godz na noc ) Rano już godzinkę pracowitą zaliczyłam i nie było bólu :-D
A rowerek będzie raz na ok.3 dni dla relaksu zamiast ćwiczeń dziennych w tych dniach :-D
Stopniowo będę wydłużać trasę aż dojdę do 30 km ( ograniczenie przez Prof. )
Nie mogę się doczekać wypadów jakie będę robić za rok... :mrgreen: To dopiero będzie jazda...to mnie motywuje do działania :mrgreen:

Jowi - Nie 09 Sie, 2009

AgaW, Ty to jesteś agentka, pozytywnie zakręcona na dodatek;)Trzymaj tak dalej:)
elba71 - Czw 13 Sie, 2009

Witajcie
Podziwiam Wasze efekty i też mam nadzieję że za jakiś czas ja też będę taka sprawna.
Ja miałam operację w poniedziałek 3 sierpnia, oczywiście w Otwocku u prof Czubaka.
Wszystko przebiegło bardzo dobrze, schody zaliczyłam i 7 dnia wróciłam do domu. Droga dała mi trochę w kość bo to 5 godzin jazdy samochodem, ale w każdym razie skoro piszę to znaczy udało się wysiąść z auta.
Przyznam się Wam że mimo iż już wcześniej czytałam trochę forum to nie zdawałam sobie sprawy że po operacji będę aż tak nieporadna, co za naiwność!!!! Staram się jak mogę ale że niewiele mogę to chyba się domyślacie. Chwilowo mieszkają z nami moi teściowie, teść jest po udarze i porusza się przy pomocy balkonika, ja o kulach! Mój mąż sobie żartuje że musi nas wyposażyć w kaski w razie zderzenia bo rozwijamy oszałamiające prędkości.
Od wczoraj mam duży problem z mięśniem łydki operowanej nogi. Jest cały obolały,tak jakbym dostała skurczu i to do tego stopnia że chodząc (duże słowo w tym przypadku) nie pozwala mi wręcz prawidłowo postawić nogi od pięty. Mam nadzieję że jakoś go rozchodzę, rozmasuję ale jeżeli miałyście coś podobnego to będę wdzięczna za rady.
Pozdrawiam Was wszystkie Elżbieta

AgaW - Wto 01 Wrz, 2009

3,5 miesiąca po operacji - kontrol, konsultacja z rehabilitacji

Kontrol :
Wczoraj był mój ważny dzień. Kolejna kontrol w Otwocku nie wniosła ...nic prócz przedłużonego zwolnienia.
Od jakiegoś czasu odrętwienie w udzie w okolicy braku czucia minęło prawie, a na tym miejscu pojawił się ból przy dotyku. Pytałam o to i dowiedziałam się, że to normalne i ma niedługo mijać.
Czas oczekiwania wczoraj na wypisanie zwolnieni wynosił…2-3 godziny. :evil: Jedna osoba była totalnie zawalona pracą i cudem udało mi się ubłagać żeby było szybciej bo jechałam kawał drogi i musiałam zdążyć na konsultację z rehabilitacji…
Cała kontrola w przychodni jest ciężką próbą cierpliwości. Pacjentów jest bardzo dużo a personelu mało…za mało. Te kolejki są straszne. :evil:
Wyjechałam z domu o 3.30 po to żeby denerwować się jak mam zdążyć na konsultację w Warszawie na 14.30…Brak słów…

Konsultacja w rehabilitacji :
Na szczęście udało nam się zdążyć na konsultację u Fizkoma, na którą tak niecierpliwie ja i moja rehabilitantka czekałyśmy.
Mój postęp w rehabilitacji zaczął zwalniać, aż prawie stanął w miejscu.
Krzywa prawa strona ciała wyprostowała się dużo przez miesiąc ale…mam tendencję do złego chodu bez kul. Niby jest dobrze a po chwili ciało „więdnie” i kuleje... To był główny powód decyzji o wspólnej konsultacji i poszukania rozwiązań.
Na badaniu okazało się że…moje długie czekanie na operację i utykanie spowodowane bólem zdążyło bardzo pokrzywić moją całą prawą stronę ciała.
Ból kolana to jeden ze skutków zbyt słabego napięcia całej dolnej części ciała ( !!! )…ból przed operacją moje ciało kompensowało sobie jak tylko mogło, stąd krzywo staje też stopa, obniżony jest prawy bark, miednica źle się ustawia, wychodzi skolioza, nawet przepona po prawej stronie przejęła część funkcji innych mięśni…
Okazało się że mięśnie dna miednicystraciły siłę, a one mają ogromny wpływ na utrzymanie prawidłowego podporu ciała…Nigdy bym nie pomyślała, że te mięśnie mają taki ogromny wpływ na prawidłową postawę i chód…
Cała moja prawa strona ciała górna i dolna jest zbyt napięta, wręcz ściągnięta takim jakby bardzo silnym węzłem mięśni umiejscowionym w okolicy pachwiny...to musiało się tworzyć od dawna...wewnątrz przy niektórych ruchach aż coś "ciągnie" i to nie wina śrubek...no i dlatego dłuższy czas nie da się trzymać prosto i prawidłowo chodzić.
Trzeba będzie ten "mięśniowy supeł" rozluźnić i zwiększyć napięcie we wszystkich innych partiach ciała.
Dowiedziałam się mnówstwa rzeczy o swoim ciele, jak ono reagowało na ból, jak nauczyło się złych nawyków uciekając przed chorobą…To niesamowite jak bardzo cały organizm , wszystkie mięśnie potrafią trwale zmienić sposób działania byle tylko uciec od bólu...Teraz trzeba będzie to wszystko "odkręcić" . Niektóre sprawy pójdą szybko, na inne trzeba będzie pracować długo.
Już się nie dziwię, że stoję krzywo, że tak trudno u mnie o dobrą postawę - cały dół ciała jest chwiejny i ściągnięty - nie da się mieć prostej góry ciała na takiej miednicy...
Mój stan jest niezły, zrobiłam duże postępy z moją rehabilitantką. Teraz trzeba, aby moje mięśnie popracowały dodatkowo w inny sposób, trzeba zlikwidować przyczynę złego podporu ciała.
Fizkom znalazł przyczynę mojego problemu, podpowiedział nam rozwiązania jak w moim przypadku uporać się z resztą upartych starych nawyków. Moja rehabilitantka nie ma tak wielkiego doświadczenia w takich problemach. Jestem pierwszym Ganzem, do tego miałam sprzed operacji bardzo dużo złych nawyków w chodzie. Niełatwo to pokonać w krótkim czasie.
|Moja rehabilitantka zrobiła kawał dobrej roboty, teraz dzięki wskazówkom będzie mogła wyćwiczyć mięśnie pod innym kątem pracy, dopracować precyzję ruchu, zwiększyć napięcie potrzebnej partii ciała. :-)
Czeka mnie jeszcze dużo intensywnej pracy…na razie zostaję przy obu kulach. W październiku wracam do siedzącej pracy i pewnie do tego czasu nie zdążę się uporać z całkowitą naprawą chodu.
Nie przeraża mnie że nawet bez kul będę ćwiczyć nadal pewnie jeszcze kilka miesięcy…Choroba bardzo zmieniła moją pracę mięśni w prawej części ciała, ale to da się naprawić.
Zachęcam wszystkich wahających się nad taką konsultacją. To bardzo ważna sprawa, aby wątpliwości omówić z kimś mającym ogromne doświadczenie.
Moja rehabilitantka jest świetną w swojej pracy, ale dodatkowe spojrzenie kogoś doświadczonego z innego punktu widzenia pomaga znaleźć najlepsze rozwiązania, wykorzystać najnowsze wspaniałe metody rehabilitacji np. PNF.
Konsultacja naszych rehabilitantów z kimś dodatkowym nie jest wyrazem ich słabości - to jest otwarcie na inne nowe rozwiązania problemów pacjenta, na gotowość do rozwoju, na postęp w nowych metodach rehabilitacyjnych.
Jestem bardzo wdzięczna mojej rehabilitantce, że poświęciła mi cały dzień i zgodziła się pojechać taki kawał drogi, aby poszukać dodatkowych rozwiązań dla mojej rehabilitacji. Jeszcze w czasie powrotu wczoraj ( kilka godzin) omawiałyśmy dalszą moją rehabilitację. Zwiększymy częstość naszych spotkań do 3 na tydzień przez cały wrzesień aby maksymalnie wykorzystać mój czas zwolnienia. Do tego będę mieć „pracę domową”.
Po miesiącu podsumujemy postępy i ustalimy dalszy plan działania. :-)
Jestem bardzo wdzięczna Fizkomowi za cały ogrom poświęconego mi czasu w dogodnym dla mnie terminie. Jego ogromna wiedza i doświadczenie po prostu…zwala z nóg. Tak dobrze, że są tacy wspaniali ludzie, którzy kochają swoją pracę i angażują się w pomoc indywidualnie każdemu pacjentowi… :-)
Najnowsze metody rehabilitacyjne stosowane przez Fizkoma są rewelacją !!! Szkoda, że nie są powszechnie stosowane przez wszystkich terapeutów... :-( to wielka strata dla wszystkich pacjentów.
Dziękuję naszej Katji za pomoc w podjęciu decyzji o słuszności tej konsultacji i poświęconego nam czasu wczoraj…bez niej ciężko byłoby nam trafić do celu nie znając Warszawy. Cudownie było się widzieć znowu :mrgreen:

To był dla mnie ważny dzień - zaczął się nowy etap mojej rehabilitacji…dam z siebie wszystko i wierzę, że niedługo będę prawidłowego zdrowo chodzić :!:

Mała refleksja:
Gdyby lekarze widząc przed operacją jak zaczynam chodzić, jak ból krzywi moje ciało porozmawialiby o skutkach choroby i wysłali do dobrego rehabilitanta, to teraz napewno nie miałabym tyle pracy nad rehabilitacją...Samo wytłumaczenie o konieczności ćwiczeń to zbyt mało !!!
Brak uświadomienia chorego o głębszych skutkach deformacji chodu, o konieczności opieki dobrego fizjoterapety jeszcze przed operacją, gdy tylko chód się psuje może być dla pacjenta fatalny w skutach. Gdy pomyślę, co dzieje się z ciałem ludzi kulejących przez wiele lat...bez komentarza... :cry:

pasiflora - Wto 01 Wrz, 2009

Jak zwykle dałaś popis umiejętnej wypowiedzi. Przejrzystej i czytelnej dla zwykłego śmiertelnika.
Jestem pod ogromnym wrażeniem jak wytrwale dążysz do pełnej sprawności ruchowej Trzymam kciuki.

    AgaW - Wto 01 Wrz, 2009

    Staram się przekazać w przystępny dla wszystkich sposób moje doświadczenia. Cieszę się z Twojej opinii Pasifloro - mam nadzieję, że dzięki moim postom wielu chorym będzie łatwiej, że pomogą zwrócić uwagę na ważne sprawy.
    Muszę przejść jeszcze kawał drogi aby osiągnąć pełny sukces. Ale wiem, że mój kierunek drogi rehabilitacji jest słuszny. Nam osobom z małych miasteczek jest o wiele trudniej w walce z chorobą. Mamy pod górkę na każdym polu. Pisanie mojej historii ma na celu pomóc głównie takim osobom jak ja - ponieważ musimy wkładać we wszystkie etapy leczenia o wiele więcej uporu, siły i pracy niż osoby z dużych miast, którym łatwiej jest o dostęp do specjalistów i najnowszych metod rehabilitacji. Chcę pokazać, że jeśli się nie poddamy i nie załamiemy rąk nad sobą to choć o wiele większym wysiłkiem niż osoby z dużych miast to też mamy szansę na zdrowie i też możemy być w pełni zrehabilitowani. :-)

    madzi_czer - Wto 01 Wrz, 2009

    AgaW napisał/a:
    Gdyby lekarze widząc przed operacją jak zaczynam chodzić, jak ból krzywi moje ciało porozmawialiby o skutkach choroby i wysłali do dobrego rehabilitanta to teraz napewno nie miałabym takich kłopotów...Samo wytłumaczenie o konieczności ćwiczeń to zbyt mało !!!


    oj, to chyba jeszcze długo nie nastąpi, aby lekarz wysłał do dobrego specjalisty :-( A byłoby tak cudnie, gdyby lekarze połączyli swoje siły z rehabilitantami i fizjoterapeutami

    Aguś super, że Twoje wysiłki zmierzają cały czas w dobrym kierunku! Wierzę, że wczorajsza wizyta u Fizkoma przyniesie dla Ciebie i Twojej rehabilitantki wielkie owoce!!!! (przynajmniej arbuzy :mrgreen: ) Również dziękuję za tak przejrzyste opisanie wszystkiego :-D

    AgaW - Pią 18 Wrz, 2009

    Dziś jest 4 miesiące po operacji :
    Nadal staram się ćwiczyć codziennie 2 razy na dzień po około godzinie. Gdy mięśnie mam zmęczone to wtedy ćwiczę raz na dzień, żeby nie przeciążyć się, lecz wtedy zwykle trochę dłużej.
    Cały czas pilnuję się jak wstaję, siadam, poruszam się.
    Chodzę oczywiście z kulkami, po moim małym mieszkanku bez kul.
    Chodzę o wiele ładniej!!! Nie kuleję prawie, bo nie staję na wyproście w kolanie.
    O kulach też chodzę po domu w ramach codziennego ćwiczenia chodu z poduszką jaśkiem dość okrągłą na głowie dla trzymania napięcia.
    Często w lustrze sprawdzam postawę ciała.
    Cały czas uczę się siedzieć przy komputerze prawidłowo, wysoko, z ładnie trzymanym kręgosłupem, brzuchem. Oczywiście codziennie 5 razy na dzień ćwiczę mięśnie dna miednicy, od niedawna czuję w ćwiczeniu tych mięśni mały postęp.
    Od kilku dni moje zgięcie między tułowiem a pachwina bardzo się poprawiło. :-)
    Moja rehabilitantka była zaskoczona bardzo widząc, jak ładnie mogę buty wiązać, obcinanie paznokci jest o wiele bardziej wygodne. :mrgreen:
    Spotykam się z rehabilitantką się 2 razy na tydzień, bardzo przykładam się do ćwiczeń w domu.
    Zrobiłam bardzo duże postępy w tym czasie od konsultacji u Fizkoma, nie boli mnie kolano ani nic i czuję, że chodzę coraz ładniej, choć jeszcze mnie męczy pilnowanie miednicy. Mąż mówi, że jest strasza różnica od początku września. :mrgreen:
    Chyba wszystko idzie dobrze, moja blokada mięśniowa w operowanej nodze, ten "supeł z mięśni" powoli rozluźnia się, stan przepony też się poprawia.
    Martwi mnie trochę mój bark, który nadal jest niżej po stronie operowanej i martwi mnie stopa. Podpieram kość łódkową, bez podparcia stopa ucieka, nie czuję gdy zaczyna mi ustawiać się źle. Mam nadzieję, że niedługo zacznie się to poprawiać, bo mam nowe ćwiczenia na stopę.
    Staram się być cierpliwa, wiem, że trzeba mi będzie jeszcze trochę czasu zanim ze wszystkim się uporam.
    Rehabilitantka jeszcze mi nie mówiła, kiedy będę mogła kule odstawić, chyba nie wyrobię się na powrót do pracy bez kul ( wracam w październiku )...szkoda...
    Czasem jest mi trudno zachować cierpliwość, bo wkładam mnóstwo pracy i zangażowania w ćwiczenia i pilnowanie się, przez ból kolana straciłam prawie miesiąc czasu, którego teraz mi brakuje.
    Na październik zaplanowałam sobie, że choć będzie mi brakować czasu to będę codzień ćwiczyć i umawiać się na rehabilitację 2 razy na tydzień.
    Rehabilitantka prognozuje ,że w pażdzierniku odstawię kule, ale jeszcze nie wie czy na początku czy na koniec. To jeszcze nie jest wiadome i zależy od tempa poprawy chodu.
    Najważniejsze, że wszystko ruszyło do przodu i zmierza w dobrym kierunku.
    Rehabilitacja daje efekty, choć może u mnie nie takie szybkie, powoli wszystkie złe nawyki eliminują się.
    Tak bardzo chcę już chodzić bez kul ! Muszę jeszcze poczekać, ale wiem, że to dla mojego dobra i że warto będzie być cierpliwym. :mrgreen:

    Agatita32 - Pią 18 Wrz, 2009

    Aga W czytając twoje posty można stwierdzić tylko jedno:TWARDA Z CIEBIE SZTUKA!!!!!!bardzo się cieszę z twoich postępów,tak trzymaj,życzę Ci tej wytrwałości i cierpliwości,bo Sama widzisz ,że warto,pozdrawiam Cię gorąco ;-)
    Jowi - Pią 18 Wrz, 2009

    Ciesze się bardzo AgoW, że wszystko zmierza u Ciebie w dobrym kierunku, że rehabilitacja przebiega z postępami no i Ty przede wszystkim, że masz z tego radość :-D Dopinguje Si od początku i tym bardziej mnie cieszy jak widzę, że Ty jesteś szczęśliwa :-D
    pozdrawiam

    AgaW - Pią 18 Wrz, 2009

    Dzięki dziewczyny! Muszę być twarda i uparta bo nie mam wyboru...wiem, że jeśli odpuszczę to potem odczuję to na sobie z nawiązką.
    A z tą radością to jest różnie. Cieszy mnie każdy postęp, bo jest okupiony ciężką pracą...
    Jednak mam takie dni, gdy zwyczajnie mam dość i powyżej uszu ciągłego pilnowania się, ćwiczeń, walki z tymi złymi nawykami. Czasem mam wrażenie że ta droga nie ma końca...że wszystko idzie jak żółw i że jeszcze do pozbycia się kul jest tak daleko...
    A przecież wiem, że u mnie odrzucenie kul nie załatwi wielu spraw...trzeba mi będzie długiego czasu na zlikwidowanie skutków choroby.
    Dlatego cieszę się z każdego postępu, kroku zbliżającego mnie do końca leczenia...
    Jak pisałam nie mam wyboru, choroba mnie się nie pytała czy może zniszczyć mi biodro...więc muszę dać temu radę bez względu na to jak będzie mi trudno i ile czasu mi to zajmie. Tylko konsekwencja w rehabilitacji pozwoli mi wrócić do sprawności i zwiększy moje szanse, że ten Ganz mi wystarczy...
    Staram się przy tym nie stracić siebie, radości życia, nie zamknąć na piękno świata i nie zgorzknieć. Czasem to bardzo trudne...to szukanie pozytywów w każdej sprawie i doskonalenie siebie - ciała i ducha przechodząc przez to wszystko.
    Zaczynam odczuwać zmęczenie tym wszystkim - chorobą, oczekiwaniem na operację, codziennym ćwiczeniem...Trochę boję się powrotu do pracy - będę mieć bardzo mało czasu na wiele spraw, na rehabilitację, dla rodziny... pażdziernik będzie najtrudniejszym czasem dla mnie...liczę na dużo dni wolnych bo mam mnóstwo urlopu do wykorzystania i prosiłam, żeby mi dać jak najwięcej tak "w kratkę". Mam nadzieję, że mój kręgosłup jakoś przystosuje się szybko do siedzenia 8 godzin nad kompem...
    Gdy tak czuję to znużenie tym wszystkim to myślę wtedy, że jest nas tak wiele osób i tak wiele z nas wygrywa w tym starciu z życiem - więc ja muszę też! :mrgreen:

    środa 30 września 2009
    Jutro będzie 4,5 miesiąca od mojej operacji - wielki dzień - odstawienie kul!

    To były bardzo, bardzo pracowite 2 tygodnie...Codzienne ćwiczenia, rehabilitacja, dni trudne i łatwiejsze. W ciągu tych 2 tygodni przeżyłam bardzo trudne chwile wrażenia cofania się w postępach...miał miejsce najtrudniejszy czas od operacji...już miałam wrażanie, że nie uda mi się wypracować postawy, że lordoza lędźwiowa mnie pokona na długi czas, a z kulami będę chodzić do zimy...
    To bardzo trudne wymazanie z pamięci ruchowej jakiegoś koszmarnego wzorca ruchu...tym razem chodziło o postawę...była jak u ciężarnej kobiety ( brzuch z przodu wiszący i "kuper" z tyłu ) Próba panowania nad ustawianiem się kończyła się szybko silnym bólem okolicy lędźwiowej...
    Z wielkim trudem pokonałam ten nawyk, z bólem uczyłam się przed lustrem ruchów i postawy, spędziłam tak bardzo wiele godzin przez dwa dni szczególnie...i na kolejnej rehabilitacji okazało się że...załapałam! i na kolejnej na drugi dzień okazalo się że jeszcze poprawiłam i utrwaliłam nowy wzorzec a chód zaczyna nagle być inny...utykanie nieduże co było zaczęło gubić się na dobre...
    To był mój przełom, ten moment po którym idzie się jak burza - każdy dzień to nowy postęp w utrwaleniu postawy, chodu.
    Częste spotkania z rehabilitantką w tym czasie (3 razy na tydzień) poskutkowały dużym postępem w usuwaniu blokady mięśniowej w okolicy pachwiny, poprawieniem stanu przepony.
    Efekt został uwidoczniony - utykanie skończyło się, bark jest mniej obniżony, skolioza mniej widoczna choć nadal jest.
    Ćwiczenia na stopę i podpieranie kości łódkowej stopy zaczynają dawać efekty - stopa mniej ucieka, mniej się koślawi - widać to przy wchodzeniu po schodach. Umiem nad nią zapanować .
    To były 2 tygodnie nauki panowania nad ruchem poszczególnych mięśni nogi, nauczyłam się większej precyzji ruchu.
    Kilka dni temu zaczęło być z każdym dniem bardziej widoczne, że na kulach zaczynam chodzić gorzej niż bez nich...rehabilitantka Asia zaczęła zastanawiać się poważnie nad tym, czy to już ten czas...
    Asia konsultowala się na temat mojego chodu z innymi osobami pracującymi w ośrodku, a dziś poprosiła osobę najbardziej doświadczoną w ośrodku o opinię... Oczywiście wcześniej mnie porządnie zmęczyła ćwiczeniami, tak że noga była już osłabiona trochę.
    Byłam oglądana długo, dokładnie, chodziłam w różnym tempie i po tych oględzinach wyrok brzmiał: JUŻ CZAS NA ODŁOŻENIE KUL !
    Obie nie znalazły takich błędów które mogłyby moment odstawienia opóżniać! Od dziś będę stopniowo powoli wydłużać dystans w chodzie, bacznie obserwując reakcje nogi.
    Oczywiście codzienne ćwiczenia nadal mnie obowiązują, rehabilitacja z Asią też ale...to już co innego :)
    Mam jeszcze trochę pracy nad swoim ciałem: usunięcie całkowite blokady, poprawa funkcji przepony, codzienne ćwiczenia kilka razy na dzień mięśni krocza, wiele miesięcy pracy nad kręgosłupem, doprowadzenie do eliminacji koślawienia się stopy i kolana...
    No i pilnowanie postawy ciała gdy stoję, siedzę , chodzę...
    To wszystko musi się utrwalić na zawsze po naprawieniu drogą rehabilitacji.
    Jestem bardzo szczęśliwa, nie sądziłam że zdążę odstawić kule we wrześniu...choć to ostatni dzień...
    Teraz siedząc nad lampką wina z tej okazji chcę powiedzieć wszystkim, że bez wysiłku włożonego w rehabilitację byłoby u mnie kiepsko...

    To dla mnie wielki dzień - choć to nie koniec mojej rehabilitacji to za mój dzisiejszy sukces należą się podziękowania mojej rehabilitantce Asi...bez jej zaangażowania w pracę nade mną nie byłoby takich efektów...
    Ostatnie 2 tygodnie były jak już pisałam najtrudniejsze dla mnie...w tym czasie cały czas miałam szczególne wsparcie 2 osób...dziękuję Wam Katjo i Fizkomie...
    Podziękowania należą się też wszystkim moim przyjaciołom z Forum, którzy dopingowali mnie i pomagali dobrym słowem...dziękuję Wam Pasifloro i Madzi_Czer...i wszystkim trzymającym kciuki!
    Ten trudny etap rehabilitacji mam zakończony...moja kochana rodzina dzielnie mnie wspierała i dodawała sił...to dla nas wszystkich święto...

    A jutro zaczynam kolejny etap życia - wracam do pracy !
    Będzie ciężko pogodzić wszystko rodzinę, pracę, ćwiczenia, obowiązki domowe i mieć czas dla siebie.
    Ale jestem dobrej myśli - wielu osobom się udało, więc mi też się uda!
    Dodam jeszcze, że niedawno miałam wezwanie do Zus w sprawie zbadanie potwierdzającego zasadność zwolnienia...

    madzi_czer - Sro 30 Wrz, 2009

    Aga - JESTEŚ WIELKA!!! :hug: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :hug:
    Nika - Sro 30 Wrz, 2009

    Gratulacje :-D W krótkim czasie zrobiłaś bardzo wiele. Na pewno poradzisz sobie i teraz!
    Jowi - Sro 30 Wrz, 2009

    AgaW gratuluje, że z sukcesem zaskoczyłaś pewien etap życia no i, że pełna werwy wracasz do pracy :->
    pasiflora - Sro 30 Wrz, 2009

    Aga więc klasówka poszła na szóstke z plusem GRATULUJĘ i duuużo buziaczków

    A kiedy ja :(

    Agatita32 - Czw 01 Paź, 2009

    AGA !!!WIELKIEEEEE GRATULACJE!!!!!!!!! :thumbup: :thumbup: :thumbup:
    Katja - Czw 01 Paź, 2009

    AgaW wiesz jak cierpliwie czekałam na ten dzień :-) I pamiętasz co Ci obiecałam? Będzie bibka na Forum!! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

    :peace: :peace: :peace: :jupi: :jupi: :jupi: :jupi: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :viva: :viva: :viva: :viva: :ja: :ja: :ja: :ja: :super: :super: :super: :kwiatki: :kwiatki: :kwiatki: :kwiatki: :wino: :wino: :wino: :beer: :beer: :beer: :jupi: :jupi: :brawo: :brawo: :brawo: :viva: :viva: :viva: :ja: :ja: :ja: :thumbup: :thumbup: :thumbup: :clap: :clap: :clap: :super: :super: :beer: :beer:
    :peace: :peace: :peace: :jupi: :jupi: :jupi: :jupi: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :viva: :viva: :viva: :viva: :ja: :ja: :ja: :ja: :super: :super: :super: :kwiatki: :kwiatki: :kwiatki: :kwiatki: :wino: :wino: :wino: :beer: :beer: :beer: :jupi: :jupi: :brawo: :brawo: :brawo: :viva: :viva: :viva: :ja: :ja: :ja: :thumbup: :thumbup: :thumbup: :clap: :clap: :clap: :super: :super: :beer: :beer:
    :peace: :peace: :peace: :jupi: :jupi: :jupi: :jupi: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :viva: :viva: :viva: :viva: :ja: :ja: :ja: :ja: :super: :super: :super: :kwiatki: :kwiatki: :kwiatki: :kwiatki: :wino: :wino: :wino: :beer: :beer: :beer: :jupi: :jupi: :brawo: :brawo: :brawo: :viva: :viva: :viva: :ja: :ja: :ja: :thumbup: :thumbup: :thumbup: :clap: :clap: :clap: :super: :super: :beer: :beer:

    Brawo!!!! Jesteś wielka!!! Pamiętaj- zawsze osiągniesz to co zamierzysz! Wszelkie bariery są do pokonania, nie akceptuj limitów!!! :peace:

    KubaP. - Czw 01 Paź, 2009

    oooooooooooooo, to lubie!!! Bibka!!! To ja się pisze!!! Gdzie, kiedy? AgaW Ale z Ciebie farciara!!!! :beer: :beer:
    duska - Czw 01 Paź, 2009

    Super, Aga, super, super i WIELKIE GRATULACJE :clap:
    zozo - Czw 01 Paź, 2009

    No :-D - to WIELGAŚNE GRATKI :peace:
    AgaW - Czw 01 Paź, 2009

    Dziękuję Wam :-D Tak dobrze było wejść do pracy na swoich nogach...mój kręgosłup nie był zachwycony 8 godzinami nad komputerem. Na szczęście na pażdziernik mam dobry grafik - powstawiane w kratkę dużo urlopu i pracuję najwyżej dni dni pod rząd a potem mam przerwy :mrgreen: Bardzo się cieszę, że udało się tak zrobić bo dzięki temu powoli przystosuję ciało do pracy...i będę mieć dużo czasu na ćwiczenia i rehabilitację :mrgreen:
    Dziś po pierwszym dniu bez kul miałam rehabiltację z Asią - obie byłyśmy ciekawe, jak noga będzie się zachowywać po pierwszym dniu. Nie chodziłam dużo więcej niż zwykle, a na rehabilitacji dostałam wycisk jak należy, rehabilitacja przeciągnęła się na prawie 2 godziny co dało możliwość obserwacji chodu przy zmęczeniu- na szczęście wszystko jest jak trzeba i nic niepokojącego nie wystąpiło :-D
    Jednak wszystko będzie bacznie obserwowane. To super czuć, że Asi tak bardzo zależy na tym, żeby wszystko było w porządku, żebym wróciła do pełnej sprawności.
    Tym bardziej taki niezły początek mobilizuje mnie do dalszej pracy nad sobą ! :-D

    Bea - Pią 02 Paź, 2009

    Aga wielkie brawa tak trzymaj jak Ty świetnie wszystko opisałaś (szkoda że wcześniej nie było tego forum i ja dopiero teraz tu trafiłam )
    AgaW - Pią 02 Paź, 2009

    Beo - cieszę się, że podoba Ci się moja "relacja" z leczenia...
    Właśnie dlatego, że kiedyś nie było informacji to tak bardzo zależy mi, żeby inne osoby nie miały tak jak ja trudno...bez żadnych info o leczeniu.
    To dlatego tak dokładnie staram się ująć wszystko co wydaje mi się ważne - może komuś będzie łatwiej, nie będzie czuł takiej bezradności i niepewności jak ja kiedyś zanim Katja zaczęla pisać dziennik.
    Twoje słowa są najlepszą nagrodą za pisanie postów na Forum :-) To, że jest się pomocnym innym ludziom :-) Dziękuję !!!

    AgaW - Czw 08 Paź, 2009

    Pierwszy tydzień po odstawieniu kul - podsumowanie

    Po tygodniu na własnych nogach czuję się świetnie!
    Stopniowo wydłużam dystans pilnując prawdłowości ruchu. Nic mnie nie boli, nie utykam, nie opada mi biodro.
    Ćwiczę codziennie i spotykam się na rehabilitacji z Asią często.
    Dziś miałam przyjemność być konsultowana przez specjalistę ortopedę z Zamościa, który ma też spacjalizację z rehabilitacji. Od niedawna ( chyba 2 tygodnie ) współpracuje on z ośrodkiem, w którym pracuje moja Asia.
    Najpierw miałam solidną porcję ćwiczeń, potem ćwiczenia chodu a potem Asia zaprosiła pana doktora na ocenę.
    Byłam bardzo ciekawa co powie ktoś, kto nigdy mnie nie widział i nie został zorientowany w moim przypadku. Asia chciała też tej opinii, aby mieć pewność że faktycznie jest tak dobrze i że ze mną jest ...super!
    Zostałam obejrzana jak chodzę, zrobiono mi test i okazało się...że mimo zmęczenia ćwiczeniami chodzę bardzo ładnie i prawidłowo, że nie widać nieprawidłowości !!!
    Że widać tylko trochę skoliozę, praca miednicy jest prawidłowa, nie ma utykania, nie ma opadania biodra... :mrgreen:
    Pan doktor był zdziwiony odbudowaniem mięśni po operacji, zwłaszcza świetną pracą mięśnia pośladkowego - to ten mięsień odpowiada za opadanie biodra i wiele osób ma długo kłopoty z odbudową tej części mięśni.
    Asia dostała pochwałę za to, że wykonała kawał dobrej roboty doprowadzając mnie do takiej sprawności :mrgreen: Oczywiście lekarz był zdziwiony moją upartą codzienną pracą nad ćwiczeniami, motywacją i uśmiechem :mrgreen:
    Bardzo chciał zobaczyć moje Rtg - pokazałam mu w internecie w albumie Forum :mrgreen:
    Obie z Asią bardzo się cieszyłyśmy z wyniku opinii lekarza. Teraz mamy pewność, że faktycznie to był właściwy czas na odłożenie kul, że jest wszystko doskonale, że teraz tylko pracujemy nad wydłużeniem dystansu spacerów, a nowy chód - prawidłowy staje się automatyczny :mrgreen:
    Czeka mnie jeszcze trochę pracy nad swoim ciałem...dlatego nadal codzień będę ćwiczyć - na wolnych dniach od pracy nawet będę starać się 2 razy na dzień. Nadal moją pracę nad likwidacją skutków choroby będzie nadzorować moja rehabilitantka.
    Ale po dzisiejszym dniu jestem bardzo szczęśliwa, że nic się nie zaczęło dziać złego po odstawieniu kul. To pierwszy tydzień i liczyłam się z możliwością , że coś może się dziać z nogą, z chodem...
    Powrót do pracy zaraz z odstawieniem kul był dla mnie trochę trudny - bałam się, że nie dam rady prawidłowo siedzieć, że zabraknie mi czasu na którkie przerwy na rozciąganie się i drobne ćwiczonka, że pracując będzie mi trudno codziennie dawać z siebie wszystko przy ćwiczeniach nie zaniedbując rodziny. Ale pilnując się i dbając o prawidłowość ruchów nic nie popsułam powrotem do pracy, a obowiązki domowe i ćwiczenia dają się pogodzić !
    Na szczęście z chodzeniem wszystko jest w porządku, co dzisiejsza opinia lekarza potwierdziła !
    Mam zamiar ćwiczyć, aż wszystko co tylko będzie można zostanie naprawione...jest szansa że będzie szło to w miarę sprawnie... :mrgreen:
    Wiem, że moja praca włożona w rehabilitację i ćwiczenia będzie procentować...że kiedyś powiem - że warto było poświęcić maksimum wysiłku na ćwiczenia... :mrgreen:

    duska - Czw 08 Paź, 2009

    Aga, jestem pod wrazeniem. Naprawde :)
    pasiflora - Czw 08 Paź, 2009

    AgaW napisał/a:
    że mimo zmęczenia ćwiczeniami chodzę bardzo ładnie i prawidłowo, że nie widać nieprawidłowości

    Aga gratuluje Kawał świetnej roboty wykonałaś

    Magdzioshka - Pią 09 Paź, 2009

    Gratulacje Aga trzymaj tak dalej :!: :mrgreen:
    AgaW - Pią 20 Lis, 2009

    Pół roku po operacji

    No i właśnie minęło pół roku od mojej operacji. Jak ten czas szybko leci...odkąd mnie nic nie boli :-D
    Wczoraj miałam kontrol w Otwocku. Niestety Profesora nie było , zastępował go inny lekarz. Przyznam, że nie rozumiem po co ta wizyta kontrolna, skoro nawet rtg nie trzeba, termin wyjęcia śrubek ustalony...chyba tylko po to żeby lekarz zapytał jak się czuję a ja że doskonale...I chyba tylko po to jechałam taki kawał drogi..."pic na wodę" i tyle. Nawet skierowania na masaż kręgosłupa lub inną formę rehabilitacji nie mogłam dostać, ponieważ to inna kasa chorych i podobno w moim województwie byłoby nieważne...
    Nie rozumiem wielu spraw w naszym kraju...
    Na szczęście kontrol miała mną AniaL - moja kumpela z sali 6 z którą razem byłam operowana...jak dobrze było się spotkać, uściskać i porozmawiać w szpitalnym barku o zdriowiu i rehabilitacji, o Forum i wielu innych sprawach...aż żal było wracać do domu...
    Szkoda, że Jowi była na przepustce - chciałyśmy ją odwiedzić :-)

    A teraz do rzeczy - pół roku po operacji czuję się świetnie!
    Chodzę bardzo ładnie na coraz dłuższych dystansach, nic mnie nie boli. Chodzę do pracy i żyję jak zdrowi ludzie :mrgreen:
    Jeszcze co jakiś czas spotykam się z moją rehabilitantką - w sumie wszystko jest odbudowane. Mięśnie obu nóg są tak samo silne, blokada została mi minimalna, gdy została pokonana kręgosłup wyprostował się szybko...
    W październiku cały czas ćwiczyłam codziennie od odstawienia kul i spotykałam się z rehabilitantką 2 razy w tygodniu. Musiałam wtedy uważać na pracę stopy przy chodzie - bo pozbycie się podparcia spod kości łódkowej musiało być kontrolowane.
    Od listopada spotykam się raz na tydzień, nawet rzadziej wychodzi i ćwiczę co drugi dzień.
    W zasadzie moja rehabilitacja jest już prawie skończona...mogę ćwiczyć dla kondycji i zdrowia, dla figury.
    Nadal pilnuję postawy, chodu. Muszę uważać, żeby nie przeciążać długim chodem nogi.
    Nie noszę ciężkich rzeczy.
    Czasem czuję, że gniotą mnie śrubki - odkąd schudłam to czasem to uczucie się pojawia, nie jest zbyt bolesne raczej to niewygoda.
    Czucie w części mięśnia nie wróciło u mnie do końca, ale to mi w niczym nie przeszkadza, już się przyzwycziłam do tego że mam inny "kawałek nogi", choć to martwe pole zmniejszyło się trochę przez kilka miesięcy.
    Jeszcze tylko mam nawyk wysztywniania lewego barku podczas chodu - jest coraz mnie widoczny, coraz rzadszy ale dążę do całkowitej jego eliminacji.
    Codziennie ćwiczę mięśnie podporu ciała ( czyli krocza ). To bardzo ważne szczególnie dla kobiet i warto ( !!! ) aby wszystkie panie ćwiczyły je całe życie.
    Ja napewno będę wykonywać te "dyskretne" ćwiczenia bo wiem, że to mi pomoże zachować dobre napięcie podporu ciała, narządów i kręgosłupa przez długie lata.
    Najbardziej mnie cieszy, że nie widać po mnie że miałam operację...jeśli ktoś nie wie to się nie domyśli patrząc na moje chodzenie :mrgreen:
    Mogę nawet nosić krótkie spódnice mini - moje nogi wyglądają identycznie, mięśnie są takie same! To dla mnie wielka radość bo m.czworogłowy był trudny do odpracowania ( przed operacją zaczął zanikać ).
    Nie macie pojęcia jak cudownie się czuję móc znowu chodzić w spódnicy i wiedząc że chodzę dobrze, lepiej niż niejedna zdrowa osoba :mrgreen: Nie trzeba mi wysokich obcasów, żeby czuć się atrakcyjnie i kobieco!
    Patrzę w lustro i widzę wesołą , wyspaną osobę pełną energii - czyli taką siebie jaką byłam kiedyś przed chorobą :mrgreen: Myślę sobie wtedy: człowiek może więcej niż mu się wydaje. I jestem dumna z siebie, ze swojego uporu, z woli walki - pozwoliłam chorobie "ulepszyć "siebie - nauczyłam się dużo o sobie, nauczyłam się wytrwałości i siły charakteru.
    Blizna po pół roku nie jest bardzo widoczna i nie mam przez nią żadnych kompleksów.
    Podsumowując - jestem bardzo zadowolona z efektów leczenia...zero bólu, normalne życie.
    Teraz czekam na wyjęcie śrubek w lutym i ...będzie po wszystkim :mrgreen:

    Nie wierzcie, że można poradzić sobie po osteotimii bez rehabilitacji, że to zbędna sprawa , wydatek !!!
    Bez dobrej rehabilitacji miałabym kłopot nie tylko z biodrem po raz drugi, lecz też ze kregosłupem, kolanem i stopą...to byłaby kwastia czasu...bo zły chód i nawyki sprzed operacji zniszczyłyby efekt operacji !!!
    Rehabilitacja w małych miastach jest trudną sprawą - wiem, jakie są realia...
    Ale wiem, że warto zainwestować w siebie i poświęcić tyle czasu ile będzie trzeba żeby zrehabilitować się dobrze.
    Jeśli trzeba warto jechać nawet bardzo daleko do specjalistów od fizjoterapii, żeby mieć pewność dobrego kierunku rehabilitacji, mieć pewność że nic nie zostanie zaniedbane !!!
    Ja miałam szczęście - trafiłam na ludzi, którzy chciali mi pomóc a ja pozwoliłam im na to.
    Zrobiłam wszystko co mogłam, żeby zaprogramować swój chód od nowa i wyprostować wszystko co skrzywiła we mnie choroba.
    Nie mam gwarancji, że to wystarczy, że już zawwze będzie wszystko dobrze - ale nigdy nie będę sobie mogą zarzucić że coś zaniedbałam, odpuściłam.
    To, że chodzę tak jak chodzę i że jestem prosta to zasługa nie tylko operacji...to w równym stopniu zasługa nowoczesnej indywidualnej rehabilitacji na którą postawiłam od samego początku !
    Zawsze będę wdzięczna tym, którzy mnie wspierali i pomogli odzyskać pełną sprawność i wykorzystać swoją szansę na zdrowie ... :dajeserce:
    Udowodniłam nie tylko sobie, że potrafię wrócić do zdrowia ale też innym ludziom - że ludzie z chorymi biodrami nie są gorsi od innych !
    O swoją sprawność będę dbać...pływać, gimnastykować się i od wiosny jeździć na kochanym rowerze ( po operacji nie jeździłam ani dużo ani daleko i bardzo tęskniłam za dalekimi wypadami za miasto ) ;-)

    Teraz mogę po pół roku powiedzieć nareszcie że : wygrałam z chorobą, choć to był bardzo trudny i uparty przeciwnik !!! :mrgreen:
    Teraz jeszcze tylko trzeba usunąć śrubki...

    Katja - Pią 20 Lis, 2009

    :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo:

    Jestem z Ciebie szalenie dumna i pełna podziwu dla wytrwałości i wiary w swoje siły :)

    ewunia123 - Pią 20 Lis, 2009

    Aga!

    Po prostu jesteś niesamowita,jestem pełna podziwu dla Ciebie, naprawdę.
    Moje gratulacje!!! :clap: :clap: :clap: :clap: :clap: :clap:

    Alicja - Pią 20 Lis, 2009

    AgaW, wielkie gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!!! Tak przekonująco piszesz o swoich postępach i sukcesie, że zaczynam wierzyć, że można odbudować te wszystkie mięsnie, o których piszesz. :-)
    Moje pół roku od operacji minęło 14.11. Będę szczęsliwa, jeśli będę mogła napisać to, co Ty o sobie rok po operacji. Póki co, ćwiczę wytrwale, ale chyba muszę iść za Twoją sugestią i poszukać naprawdę dobrego fizjoterapeuty. :mrgreen:

    AgaW - Pią 20 Lis, 2009

    Tak Alicjo - dasz radę ale każdy z nas potrzebuje pomocy - możemy ćwiczyć ale tylko gdy bedziemy dobrze pokierowani to uda nam się!
    Poszukaj kogoś z doświadczeniem i osiągnięciami w rehabilitacji osób po operacjach bioder. Nie wiem skąd jesteś, ale warto zasięgnąć konsultacji nawet jeśli trzeba jechać bardzo daleko...
    Moja droga do leczenia i rehabilitacji była długa i też miałam kłopoty, poważne kłopoty z których wyszłam na prostą dzięki doświadczeniu wspaniałego fizjoterapeuty - poczytaj sobie od operacji moje posty w histori jak to było.
    Ja wiem, że dasz radę - tylko potrzebujesz pomocy!
    Jeśli masz kłopot ze znalezieniem kogoś bardzo dobrego w fizjoterapi w Twojej okolicy to napisz skąd jesteś - wspólnie pomożemy znależć Ci kogoś, kto Ci pomoże :-D
    I jestem pewna, że przyjdzie czas, że też napiszesz że masz wszystko zrehabilitowane - nie daj za wygraną i szukaj wyjścia z sytuacji - napewno się znajdzie. :-D
    Wiadomo, że rehabilitacja to często trudności i dodatkowe nieraz duże koszty - ale jeśli chcemy pracować i normalnie żyć to trzeba być jak najbardziej sprawnym i konieczna jest inwestycja w siebie. Mi też nie było łatwo, mam długi - ale wracając do pracy wiem że z czasem się "odkuję" finansowo.

    Kochane Dziewczyny - dzięki za gratulacje ! Nie zrobiłam nic wielkiego - mam po prostu instynkt samozachowawczy... zrobiłam wszystko co mogłam bo ... nie miałam wyjścia ... bardzo bałam się, że zaniedbując rehabilitację zaszkodzę sobie i to się zemści w przyszłości ...
    Życie nie dało mi żadego wyboru dając mi chore biodro - więc mogłam tylko postawić się i powiedzieć że się nie godzę z tym i zrobić wszystko żeby odzyskać zdrowie.
    Jestem straszny uparciuch i często stawiam na swoim gdy wiem, że mam rację - ludzie tego nie lubią ... ale w leczeniu bardzo się to przydało.
    Zawsze miałam kłopoty z pogodzeniem się z porażkami więc ... musiałam wygrać choćby niewiem co.
    Od nas samych zależy bardzo wiele, czasem naprawdę trudno jest powiedzieć "nie poddam się" i zaczynać coś od nowa, szukać drogi do osiągnięcia celu, być cierpliwym i upartym choćby traciło się wiarę w siebie i w sens wielu spraw.
    Dopóki się walczy i nie poddaje nie jest się przegranym !!! - pamiętajacie o tym !

    zozo - Pią 20 Lis, 2009

    AgaW, BRAWO ! ! ! :super: - Cieszę się razem z Tobą. Super, że tak sobie poradziłaś z chorobą. Oczywiście Twoje postanowienie wykonywania ćwiczeń systematycznie jest jak najbardziej godne pochwały. Prawda jest taka, że każdy powinien ćwiczyć i dbać o kondycję do końca życia. Bylibyśmy wtedy zdrowsi i sprawniejsi w starszym wieku. Ja jak tylko stanę porządnie na nogi również będę starać się utrzymywać swoje mięśnie w kondycji.

    Aga - zdradź nam, na czym polegają te "dyskretne" ćwiczenia - może i nam się przydadzą. :yes:

    Alicja, poszukaj rehabilitanta. Ja po 2 miesiącach zatrzymałam się w miejscu - nie widziałam u siebie postępu. Takie spotkania systematyczne z rehabilitantem bardzo mobilizują i są potrzebne. Alu – musimy wziąć tego byka za rogi i wrócić do normalnego życia, tak jak Aga. :-D

    Alicja - Pią 20 Lis, 2009

    AgaW,dzięki za słowa wsparcia. Moje kłopoty wynikają z porażenia mięśni i osłabionej ich siły. To wszystko spowalnia. Mam już namiary na dobrą panią fizjoterapeutkę, wkrótce się do niej wybieram. Zabieram się do szczególowego czytania Twojej historii. :-)
    AgaW - Pią 20 Lis, 2009

    Zozo - są informacje w internecie o ćwiczeniach "tych" partii ciała ;-) ale warto też pytać fizjoterapeutę. Ćwiczenia podobne do tych dla kobiet po porodzie - napewno znajdziesz - tylko poczytaj na kilku różnych stronach, bo czasem są różne wersje.

    Efekty są po miesiącu - dwóch regularnych ćwiczeń.
    Podpór ciała jest często lekceważony przez wielu rehabilitantów - a bez dobrego napięcia postawa ciała jest niestabilna!

    Temat ćwiczeń mięśni podporu dna miednicy poruszyłam szczegółowo w nowym temacie, gdzie zawarłam linki do stron z ćwiczeniami : http://forumbioderko.pl/viewtopic.php?p=6033#6033 :-D
    Mam nadzieję, że bedzie cieszył się powodzeniem i pomoże wielu osobom !

    Nika - Pią 20 Lis, 2009

    Gratuluję, Aga! :mrgreen: Niech biodro służy Ci jak zawsze i jak najlepiej!
    reniaa - Sob 21 Lis, 2009

    AgoW, życzę dużo zdrowia i... wielu wypraw rowerowych ;-)
    pasiflora - Sob 21 Lis, 2009

    Aga myślę, że dla niejednej osoby jesteś ikoną w dążeniu do pełnosprawności. Tyle w Tobie zaparcia, uporu i siły wewnętrznej że pozostało Cię tylko podziwiać. Przede mną cała droga którą Ty tylko dzięki sobie, masz już za sobą. Z pewnością gro osób pytało się Ciebie: jak to jest, co robiłaś jak Ci sił brakowało? Może , więc napisz radę do wszystkich, odpowiedz na pytanie: co robić gdy jesteś w przysłowiowym dołku?
    Bonia - Sob 21 Lis, 2009

    Ogromne gratulacje Aga jesteśmy z Ciebie dumni :thumbup: tak trzymaj
    AgaW - Sob 21 Lis, 2009

    pasiflora napisał/a:
    Może , więc napisz radę do wszystkich, odpowiedz na pytanie: co robić gdy jesteś w przysłowiowym dołku?


    Ja też nieraz miałam koszmarne chwile zwątpienia i dołka.
    Zrobić można dużo - każdy z nas jest inny, więc niewiem czy to pomoże wszystkim.
    Ja dołek musiałam odbeczeć a potem tłumaczyłam sobie samej że to wszystko trzeba ... przeczkać.
    Przeczekanie było najłatwiejsze gdy tłumaczyłam sobie, że pomyślę o problemie za kilka dni, kiedy będę zdystanowana i już bez emocji.
    Przez ten czas dołka wynajywałam sobie różne zajecia aby nie myśleć i nie zadręczać się, odwracałam uwagę od smutku wszystkim czym tylko się dało - pracą, ksiażką, porządkami.
    A gdy miałam totalnie dość czegoś co często było przed operacją to lubiłam w samotności "rozprawiać się ze sobą" - czyli pozwoliłam sobie na łzy ale zaraz już tłumaczyłam że : to wszystko minie, jeśli będę cierpliwa, że z każdej sytuacji jest wyjście tylko czasem od razy go nie widać, że nic się nie dzieje bez przyczyny i że może dana sytuacja ma jakiś sens.
    I oczywiście szukałam pozytywnych stron trudnej sytuacji, nawet śmiesznych pozytywów.
    I najważniejsze - zadawałam sobie pytanie mając kompletnie dość - czy jestem tak zwątpiona żeby odpuścić i całkiem się poddać...czy jestem gotowa żeby przyjąć porażkę...na to nigdy nie byłam gotowa...
    I zaraz wciskałam sobie do głowy wyobrażenia i scenariusze co będzie jeśli odpuszczę, co mi da zwątpienie...Zawsze bardzo bałam się tego co będzie gdy odpuszczę i zmarnuję swoją może jedyną szansę, że wtedy nie cofnę czasu i kiedyś będę żałować.
    Gdy nic nie pomagało to motywował mnie strach przed tym, że gdy poddam się, to już nigdy nie dostanę drugiej szansy.
    I powtarzałam sobie że muszę znaleźć wyjście, że nikt za mnie tego nie zrobi, że dopóki jest cień nadziei trzeba zrobić wszystko co można ... aby kiedyś nie żałować.
    Nastawiam się pozytywnie nawet jeśli to jest na siłę i mówię sobie "jeśli zwątpisz w sens walki to przegrasz" i "znajdę sposób i to szybko" a do tego " jak będę się mazgaić to stracę radość życia - nie pozwolę, żeby coś odebrało chęć do życia".
    Można mówić sobie różne rzeczy, ale dobrze jest rozpatrzyć różne możliwości wyjścia. Jeśli ich nie widać - to przeczekać i w tym czasie zrelaksować się i nabrać siły , być dobrym dla siebie i nie obwiniać się! Nie myśleć o tym że coś się źle zrobiło, tylko patrzeć do przodu akceptując siębie i swoją słabość wewnętrzną.
    Wiele osób mając dołek potrzebuje z kimś porozmawiać, komuś się wypłakać - to dobre rozwiązanie o ile te osoby działają motywująco, nie użalają się i rozdrażniają dodatkowo. Muszą być to osoby silne, twarde i potrafiące znależć wszędzie dobrą stronę, pomóc pozytywnie podejśc do rozwiązania kłopotu - wtedy takie spotkania działają świetnie.
    U mnie akurat najlepiej sprawdziło się tłumaczenie sobie i stawianie siebie do pionu jednocześnie dbając o relaks i oderwanie myśli.
    Na trudny czas wolę samotność i przebywanie blisko przyrody - moje koty wtedy korzystają, bo poświęcam im bardzo dużo czasu.
    A gdy już czuję się lepiej, gdy trudny czas mija to myślę sobie o tym że dałam radę i robię sobie jakąś przyjemność, wewnętrznie cieszę się z nawet drobnego sukcesu.
    Przyjemność nie musi być kosztowna, może to być czas dla siebie przeznaczony na kąpiel, pielęgnację.
    Może być to drobny zakup czegoś, choćby jakaś nowa dobra herbata. Może być to nawet kawa z mężem, przyjacielem i ciastkiem aby okazać sobie radość, że czujemy się lepiej.
    Psychika uczy się, że dostaje nagrodę i pochwałę ze zniesienie trudnych chwil i to pomaga w akceptacji siebie, w motywowaniu się na przyszłość.

    Niewiem, czy to komuś pomoże - u mnie działa i jakoś nawet w różnych trudnych sytuacjach daję sobie radę choć nieraz jest trudno i też mam dołki - staram się z nich szybko "wyłazić" każdym sposobem, bo wiem że bycie w dołku nie rozwiąże danego kłopotu.
    Każdy ma inne sposoby "na siebie" - każdy sposób jest dobry o ile jest skuteczny. Warto próbować wszystkiego gdy przyjdzie trudny czas - aż do skutku. ;-)

    Mam taką "złotą myśl" - którą często przypominałam sobie w trudnych chwilach, jest gdzieś na początku mojej historii ale specjalnie skopiuję ją tu dla wszystkich, którzy przechodzą trudne chwile:

    "…Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie…" — Phil Bosman :mrgreen:

    I jeszcze kilka innych, które kiedyś też gdzieś wstawiałam na Forum:

    " Dusza ... to nieobrobiony diament, który do oszlifowania potrzebuje uderzeń wymierzonych przez cierpienie..."
    " Najistotniejszym jest to, by być bestsellerem w codziennej prozie życia "
    " Drzewo nie smagane wichrem rzadko kiedy wyrasta na silne i zdrowe..."
    " A gdy nadejdą deszczowe dni, będę przechodzić między padającymi kroplami..."
    " Nie walcz z wiatrem, rozłóż ręce i spróbuj dzięki niemu szybować..."
    " Czasem trzeba przejść przez piekło aby zmienić się w anioła "
    " W życiu bowiem istnieją rzeczy o które warto walczyć do samego końca "
    " Jedyne co możemy to decydować jak wykorzystać czas, który został nam dany..."

    Wasze miłe słowa pod moim adresem są dla mnie bardzo ważne ... :mrgreen: Dziękuję!!!
    Wszyscy musimy dać radę temu, co niesie życie...ale od nas zależy jak będziemy to znosić, czy wykorzystamy naszą szansę nie tracąc siebie i radości każdego dnia.
    :

    Katja - Sob 21 Lis, 2009

    Aga, jesteś niesamowita! Wiesz o tym, prawda? :super: :super: :super:
    AgaW - Sob 21 Lis, 2009

    Katjo - rumienię się :oops: Jestem taka jak wszyscy... tylko udało mi się przejść przez to i nie tylko pozostać sobą, ale też dużo nauczyć się od innych ... :-D
    Katja - Sob 21 Lis, 2009

    AgaW napisał/a:
    udało mi się przejść przez to i nie tylko pozostać sobą, ale też dużo nauczyć się od innych ... :-D


    I dlatego jesteś wyjątkowa i wspaniała :) Nie tylko bierzesz, ale mnóstwo, mnóstwo dajesz innym z siebie. :-D Dlatego wielkie brawa dla Ciebie :) :clap: :clap: :clap:

    AgaW - Sob 21 Lis, 2009

    Staram się pomóc innym, którym jest trudno jak mi kiedyś - może dzięki temu co piszę komuś będzie łatwiej i uwierzy w siebie ... kiedyś Twój dziennik dodał mi wiary w to, że można być zdrowym. To była jedyna dostępna wtedy informacja o operacji - miała na mnie ogromny wpływ, większy niż cokowiek co mówili lekarze.
    Dlatego wiem, jak trudno jest odnaleźć się w tym wszystkim, często przecież są dodatkowe inne kłopoty niż choroba i trzeba to wszystko jakoś dźwignać do góry.
    Wiele spraw można rozwiązać zmieniając punkt widzenia - czasem to jedyny sposób na odniesienie sukcesu. :-D Dlatego uważam, że pokonać doła może każdy i trzeba szybko to robić, aby nie przerodził się w depresję. A nawet jeśli kogoś dopadnie depresja, bo nie da rady to przecież ... to choroba uleczalna :-)

    astrala3 - Wto 24 Lis, 2009

    Aga! Jesteś super! Czytam i podziwiam. Gratuluję uporu i wytrwałosci w dochodzeniu do zdrowia. Jak to dobrze, że w Twej małej miejscowości znalazłaś świetną fizjoterapeutkę. Ja mieszkam w bardzo małej przygranicznej dziurze- tam, gdzie nawet wrony zawracają :lol: , ale idąc za Twoim przykładem, zabrałam sie za wyszukiwanie dobrych specjalistów w moim regionie, obdzwaniam wszystko, co znajduję w internecie i mam nadzieję, że trafię na doświadczonego specjalistę. Pozdrawiam.
    AgaW - Wto 24 Lis, 2009

    Astralo - wierzę, że dasz radę nawet w swojej miejscowości ;-) Dopóki będziesz uparta to masz szansę ! - wiem, że jest trudno...ale zobaczysz, ile rzeczy pozornie niemożliwych stanie się możliwych ! - tylko nie poddawaj się!
    W razie kłopotów, lub dla pewności zawsze możesz od czasu do czasu przejechać się na konsultację do kogoś innego!
    Pisz o postępach - trzymam kciuki za Ciebie bardzo mocno - Tobie też musi się udać! :-)

    astrala3 - Wto 24 Lis, 2009

    Ago- Twoje ulubione koty również przyczyniły się do polepszenia Twojej kondycji, a szczególnie kości. ;-) Jch mruczenie wywołuje wibracje sprzyjające regeneracji tkanki kostnej!
    AgaW - Wto 24 Lis, 2009

    Tak...koty to cudowne zwierzęta...wiem, że mają bardzo dobre wręcz zdrowotne działanie na człowieka : uspokajają, pomagają w artretyźmie rąk, gdy są często głaskane , wibracje i mruczenie mają działanie korzystne dla serca bo obniża ciśnienie krwi - to jest naukowo potwierdzone! :-D Mają jeszcze wiele innych zalet ...
    Najciekawesze jest to, że przed operacją gdy ból męczył mnie to codziennie koty układały się na chorej nodze lub obok niej wzdłuż biodra, lub leż na plecach w okolicy krzyżowo - lędźwiowej - po operacji takie zachowanie się skończyło ! To tylko kolejny dowód na to, że kot czuje chore miejsca i stany zapalne - czuje większą ciepłotę ciała i dlatego bezbłędnie układa się na chorym miejscach.
    Dodam, że miałam zwyrodnienie w dolnej części kręgosłupa spowodowane postępującą dysplazją - i koty wiedzialy dokładnie gdzie to jest.
    A regeneracja tkanki kostnej - coz - zregenerowałam się szybko, obecność dwóch kocich kosmatych olbrzymów może pomogła lepiej niż preparaty na odnowę tkanki kostnej? Któż to wie... :lol:
    W ogóle przyroda rośliny i zwierzęta są cudowym darem dla ludzi! :mrgreen:

    Libra - Pon 30 Lis, 2009

    AgaW....moja kocica przed operacją też wiecznie zalegała na mnie, w okolicy biodra. Jak leżałam na brzuchu, to ładowała mi się na plecy i tak spała przez chwilę, po czym sobie szła. Po operacji to ustało kompletnie (to leżenie na mnie). Mało tego....pierwsze tygodnie, które w większości spędziłam w lóżku, towarzyszyła mi w zasadzie cały czas, ale ani razu nie próbowała się na mnie położyć. Wstawała tylko wtedy, gdy wstawałam ja lub, gdy chciała coś zjeść, w ostateczności na wycieczkę do kuwety. Jest kotem wychodzącym, ale w tamtym czasie zupełnie zrezygnowała z podróży poza dom. Nadmieniam, że ona nigdy do towarzyskich i nakolankowych nie należała; jest raczej na maxa indywidualistką. Koty są magiczne :-D
    AgaW - Pon 30 Lis, 2009

    Zgadzam się z tym, że koty są magiczne. Są bardzo uczuciowe i wszystko czują. :mrgreen: Super, że miałaś taką towarzyszkę w chorobie - napewno od razu byłaś bardziej uśmiechniąta widząc taką "pomoc" :mrgreen:
    Libra - Pon 30 Lis, 2009

    AgaW....ja kociarą byłam "od zawsze".....ta aktualna moja kotka, to już taka babunia, ma 15-ty rok. To znajda, trafiła do mnie, gdy nie miała jeszcze dwóch lat. Ja w niepowtarzalność i magię kotów wierzę, ale mój mąż, który wziął mnie z dobrodziejstwem inwentarza ;-) z kotami do czynienia raczej nie miał. Trochę mu to wszystko zajęło, ale teraz sama do siebie się uśmiecham, gdy o świcie (mąż wstaje do pracy) słyszę, co gada do kota w kuchni, dając mu jeść. Czasami mam wrażenie, że tam się dialog odbywa :mrgreen:
    AgaW - Pon 30 Lis, 2009

    :-D Libro znam te dialogi. Mój mąż kocha wszystkie zwierzaki, ale kota w domu nie chciał. Żadnego - miałam z córką trudną przeprawę...w końcu się zgodził i wkrótce kupliliśmy drugiego. Teraz mąż nie wyobraża sobie domu bez kotów...kocha je bardzo i często z nimi rozmawia a one mu odpowiadają - są bardzo gadatliwe :-D


    Wysłany: Wto 15 Gru, 2009

    --------------------------------------------------------------------------------

    18 grudnia ( za 3 dni ) minie 7 miesięcy od mojej operacji

    Mój wyjazd na Wigilię do Warszawy był nie tylko spotkaniem towarzyskim - dzień wcześniej byłam na konsultacji u naszego wspaniałego fizjoterapeuty Fizkoma - bardzo mi zależało, żeby ocenił mój stan sprawności, mój chód.
    A było co oglądać - od czasu, gdy byłam z rehabilitantką w sierpniu to zmieniło się u mnie w zasadzie prawie wszystko...
    Został drobiazg, który nie dawał mi spokoju. Opowiedziałam o swoim "dziwnym" odczuciu w bocznym mięśniu uda, gdy trochę dłużej pochodzę - no i moja kobieca intuicja jak zwykle miała rację.
    Chodzę świetnie, moje ciało jest ładnie zrehabilitowane...ale został drobiazg niby nie wpływający na chód, lecz warty poprawy, abym była zrehabilitowana idealnie co może mieć znaczenie kiedyś w przyszłości.
    Dopiero badanie, długi chód, analiza kolejnych faz, moje sugestie i opis odczuć podczas ruchu pozwoliły wykryć to, co nie dawało mi spokoju - a mogło wyglądać na zaburzenia czucia jednego z mięśni uda.
    Okazało się, że chodząc na kolanach ( !!! ) w przód i tył dopiero widać przyczynę mojego chwilowego dyskomfortu.
    Muszę jeszcze trochę popracować nad stabilniejszą miednicą w czasie przenoszenia ciężaru ciała z nogi na nogę, muszę jeszcze trochę doprecyzować jej ruch w tej fazie chodu.
    To jest przyczyną "męczenia się" bocznego mięśnia uda i wrażenia jego "cierpnięcia" gdy pochodzę trochę dłużej.
    Dostabilizowanie miednicy, doprecyzowanie jej ruchu pozwoli na idealną współpracę mięśnia pośladkowego z mięśniem bocznym uda, co pozwoli na likwidację nieprzyjemnych odczuć oraz idealny chód bez męczenia się nogi i kręgosłupa w odcinku lędźwiowym po dłuższym dystansie.
    Czeka mnie miesiąc ćwiczeń głównie na kolanach, będzie to trudne zadanie wymagające kontroli ruchu poszczególnych mięśni.
    Lecz już po tygodniu dobrze wykonanej "pracy domowej " powinnam odczuć poprawę.
    Do tego kilka innych ćwiczeń i zapowiedziałam w ciągu miesiąca wyrobić się z wypracowaniem idealnej stabilizacji i precyzji ruchu. Teraz będę musiała dotrzymać słowa więc już zaczęłam samodzielne ćwiczenia.
    Wymagają wielkiego skupienia uwagi i wielkiej kontroli ciała. Jestem dobrej myśli , bo to jest "doszlifowanie" chodu, który już mam wypracowany.
    Miałam trochę tremy przed tym spotkaniem - wysoka ocena tego co wypracowałam, pokonanie niezliczonych złych nawyków dodała mi sił do motywacji, aby przyłożyć się do tego ostatniego etapu rehabilitacji - dogrania wszystkiego na najwyższy poziom.
    A kolejnym krokiem do utrzymania dobrej formy będzie kupno piłki do ćwiczeń. Bardzo mi się spodobały ćwiczenia na dużej piłce rehabilitacyjnej i jeszcze bardziej jej świetny wpływ na kręgosłup, postawę i zgrabne ciało.
    Oczywiście cały czas będę ćwiczyć mięśnie dna miednicy, teraz w sposób bardziej zaawansowany co będzie procentować na wiele sposobów w przyszłości.
    Nadal będę pielęgnować prawidłową postawę ciała w trakcie codziennych czynności, siedząc, odpoczywając, pracując - taka codzienna dbałość o właściwą aktywność są ważnym elementem utrzymania się w dobrej, zdrowej formie - z czasem wchodzi w nawyk bardzo korzystny dla układu ruchowego.
    Jestem bardzo zadowolona z tego, że znalazłam odpowiedzi na swoje wątpliwości - intuicja mnie nie zawiodła...a wydawało się, że już nie trzeba będzie ćwiczyć...
    Mój upór i ciekawość siebie po raz kolejny okazały się pomocną sprawą w rehabilitacji.
    W lutym wyciągam śrubki i do tego czasu chcę mieć wszystko idealnie dopracowane w mojej rehabilitacji - każdy szczegół !
    Wtedy dopiero będę mogła być w pełni pewna, że zrobiłam absolutnie wszystko, aby wykorzystać swoją szansę daną przed operację. Wiem że dam radę - tylko trzeba mi troszczkę czasu...

    AgaW - Pon 18 Sty, 2010

    Dziś mija 8 miesięcy od operacji Ganza

    Minął kolejny miesiąc od operacji. Był to czas samodzielnych ćwiczeń na kolanach mających na celu dostabilizowanie miednicy. Te samodzielne ćwiczenia opieracjące się na odczuciu własnym i obserwacji siebie, wyczuciu pracy mięśni było strasznie trudne. Bałam się bardzo, że będę ćwiczyć źle, czego nikt nie zauważy, że wyrobię sobie jakieś kompensaty czy inne nieprawidłowości - taka świadomość bycia samą i zdaną na siebie to wielka męcząca presja...
    Jednak nie miałam wyjścia - powtarzając w duchu wszystko co mówił Fizkom za każdym razem ćwiczyłam pilnie. Z tych ćwiczeń miałam obolałe kolano a drugie zdarte, robiłam na dzień kilka serii po tylko kilka powtórzeń.
    Po jakiś 1,5 tygodnia zaczęłam czuć różnicę - noga zaczęła mniej się męczyć, mięsień nie reagował już tak boleśnie na dłuższy chód.
    To mnie zachęciło i teraz po miesiącu już wiem - UDAŁO SIĘ !!! :mrgreen: Odrobiłam zadaną pracę domową jak należy !!! :mrgreen: Na początku aż trudno mi było w to uwierzyć...dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie że to już...że zrobiłam to i to SAMA :mrgreen: Dotrzymałam słowa danego Fizkomowi i wyćwiczyłam co trzeba. To złożenie obietnicy było dodatkową motywacją , jaką sobie zafundowałam - bo jak bym mogła nie dotrzymać słowa komuś takiemu ?
    Moje badanie chodu wyszło dobrze, do czasu wyjęcia śrubek ( luty ) mam jeszcze ćwiczyć na kolanach w celu dobrego utrwalenia nawyku. Dodatkowo mam ćwiczonko na wzmocnienie mięśnia operowanej nogi - jest bardzo trudne i męczące jak wszystko na początku.
    Mam też wskazówki dotyczące ćwiczeń po wyjęciu śrubek, wiem że dla mnie na wiosnę nie będzie dobry rower jako jedyna aktywność, że powinnam pomyśleć o nordic walking - które będzie dla mnie najlepszą formą utrzymania sprawności ( a przy okazji figury :mrgreen: ). O nordic walking już dziś rozmawiałam z koleżanką i wstępnie jest chętna na wspólne dbanie o ruch po pracy !
    Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa że udało mi się wypracować ten etap rehabilitacji jak należy :mrgreen: Ale byłam poprowadzona przez tak dobrego fizjoterapeutę że nawet odległość prawie 300km nie była przeszkodą w doprowadzeniu mnie do świetnego stanu. To już mówi samo za siebie. Mam przeogromny szacunek dla wiedzy i doświadczenia - mogę być wdzięczna losowi, że mogłam trafić na taką osobę - miałam wielkie szczęście i zawsze będę pamiętać o tej nieocenionej pomocy dzięki której chodzę tak jak chodzę i nic mnie nie boli :mrgreen:
    Już w lutym wyciągam śrubki, nie mogę się doczekać, aż będę je trzymać w dłoni...
    Pójdę na ten zabieg tak samo radosna i uśmiechnięta jak w dzień operacji pod salę wierząc, że jeszcze wszystko co najlepsze jest przede mną :mrgreen:

    kinga - Wto 19 Sty, 2010

    Cytat:
    Po jakiś 1,5 tygodnia zaczęłam czuć różnicę - noga zaczęła mniej się męczyć, mięsień nie reagował już tak boleśnie na dłuższy chód.
    To mnie zachęciło i teraz po miesiącu już wiem - UDAŁO SIĘ !!! :mrgreen: Odrobiłam zadaną pracę domową jak należy !!!

    Super :D znam tę radość z zauważanych efektów rehabilitacji i w końcu dobrze wykonanych ćwiczeń :D :D :D cudowne uczucie, ma się ochotę góry przenosić i ma się pewność iż nie ma nic niemożliwego !!! :D

    AgaW napisał/a:
    Już w lutym wyciągam śrubki, nie mogę się doczekać aż będę je trzymać w dłoni...

    to już zaledwie kilka dni zostało :D

    AgaW - Pią 22 Sty, 2010

    Wiele osób pyta mnie jak pozbyłam się odrętwienia w operowanej nodze.
    Rozwinę to, co pisałam we wcześniejszych postach :-D może teraz będzie to bardziej zrozumiałe ;-)
    To jest tak, że mam mały "placek", który jest nieczuły, trochę drętwy. Ale wcześniej miałam odrętwienie na dużo większej powierzchni nogi. Takie bolesne - to był zbyt słabo pracujący mięsień w połączeniu z minimalnym niedostabilizowaniem miednicy. Gdy chodziłam więcej to ten mięsień się męczył i reagował. Akurat w miejscu okajającym "nieczuły placek" Po miesiącu ćwiczeń mających na celu rozwiązanie tego problemu efekty są o których pisałam :mrgreen:
    Teraz dodatkowo jeszcze wzmacniam ten mięsień i utrwalam ten stan - mam czas do wyjęcia śrubek i jak będę bardzo pilna to wyrobię się z czasem :-D
    Jeśli ktoś z Was czuje, że coś jest nie tak, że odrętwienie jest zbyt bolesne, że bolesność pojawia się po dłuższym chodzeniu, że bolące miejsce jest większe niż miejsce bez czucia to jestem prawie pewna ( prawie ! ) że trzeba o tym porozmawiać z fizjoterapeutą, zeby dobrał ćwiczenia, które rozwiną pracę danego mięśnia. ;-) Cokolwiek Was niepokoi, daje dyskomfort to warto o tym mówić - często jest na to rada, wytłumaczenie.
    Na dzień dzisiejszy czuję odrętwienie nieduże tylko w małym miejscu niewrażliwym na zimno, ciepło, ból. To nieduże miejsce, a odczucie jest minimalne w w ogóle w niczym nie przeszkadza. Odczuwam je tylko gdy trochę ścisnę ręką ten kawałek ciała. W innych sytuacjach nie czuję tego :-D
    Myślę, że może z czasem nerwy czuciowe jeszcze się wydłużą, odbudują i to uczucie będzie jeszcze mniejsze :-D
    Mam nadzieję, że teraz już opisałam wszystko dokładnie i że będzie to pomocne wszystkim, których ten temat ciekawi. :-D

    A tak z innej beczki - byłam ciekawa odzewu ogólnego na poruszony wcześniej "filozoficzny" post - mam interesujące swoje wnioski ... mało kto odważył się podjąć moje wyzwanie dyskusyjne ;-)
    Tym większe brawa dla odważnych ode mnie :brawo: !
    Cóż - jesteśmy różni, tak bardzo różni od siebie ... ja gdybym mogła się przyrównać do zwierzęcia byłabym jak... kot, który chodzi zawsze swoją własną drogą, nieoglądając się na nakazy, zakazy i który zawsze pozostaje wierny sobie, nieprzekupny i niezmienny i ... zawsze wolny... a co istotne - ten kot jest tego świadomy i z tego dumny ! ( że już nie wspomnę o umiejętności spadania na wszystkie łapy ) ;-)

    kinga - Sob 23 Sty, 2010

    ja nie znajduję żadnego zwierzęcia, które by było moim odbiciem :wink:

    a co do odrętwienia: też mam, mniejsze niż po samej operacji, ale ciągle jest...i występuje niezależnie od pracy mięśni, nie jest bolesne ani nic podobnego...tylko jak dotykam części uda, to czuję a raczej "nie czuję" :D

    AgaW - Nie 24 Sty, 2010

    kinga napisał/a:
    ...tylko jak dotykam części uda, to czuję a raczej "nie czuję"

    To jest pewnie to odczucie, które nam pozostanie. Świetnie je opisałaś !
    Jeśli nie jest to powiżane z pracą mięśnia i nie jest bolesne bardziej w jakiś sytuacjach większego wysiłku to pewnie to jest ta nasza "pamiątka z operacji" którą ma większość osób.
    Najważniejsze w tym jest, aby rozgraniczyć czy to jest to o czym mówi Kinga, czy ten dyskomfort wynika z czegoś więcej niż miejscowy brak czucia. A określić jak to jest, to najlepiej obserwując to miejsce na nodze jak się zachowuje w różnych sytacjach, przy długim chodzeniu, staniu, noszeniu większych zakupów.Do tego obserwacja co temu towarzyszy o ile to odrętwnienie się pojawia - może trudniej utrzymać postawę? Może trudniej prawidłowo chodzić? Jeśli tak jest to wtedy warto zasięgnąć opini fizjoterapeuty. :-D

    Kingo - nie znam Cię osobiście ani dobrze, ale wiesz z kim się kojarzysz? Ze skowronkiem :mrgreen:

    kinga - Nie 24 Sty, 2010

    AgaW napisał/a:
    To jest pewnie to odczucie, które nam pozostanie.

    mi to nawet nie przeszkadza :D na jednej z kontrolnych wizyt skarżyłam się panu doktorowi, a on mnie rozbroił tekstem: "no bo widzi pani, operacja była po to, by się pani nie zamartwiała więcej biodrem, tylko zaczęła skórą" :mrgreen: hehehe

    Aguś co do tego skowronka: nie słyszałaś jak wyję w czasie migreny :P
    a serio pisząc, to bardzo miłe porównanie, dziękuję :*

    AgaW - Pon 25 Sty, 2010

    kinga napisał/a:
    Aguś co do tego skowronka: nie słyszałaś jak wyję w czasie migreny

    Też masz czasem takie migreny? To witaj w "Klubie Globusa" - niestety ja też mam czasem takie dni - nic tylko wyć jak wilk ... obyś miała jak najrzadziej takie bóle głowy - mi z wiekiem zmiejszyła się znacznie częstotliwość występowania takich bóli. :-D Zresztą trochę nauczyłam się siebie, zrozumiałam co i kiedy może powodować taki ból głowy - u mnie zależało od fazy cyklu miesiączkowego i dodatkowo od zatrzymywania się wody w organiźmie. Teraz już wiem, jak unikać takich sprzyjających sytuacji :-D
    A inna sprawa to migrena u mnie to taka opóźniona reakcja na jakiś wielki stres - z tym już gorzej - bo gdy popadnie na czas przed miesiączką to kilka dni męki totalnej.
    Ale co tam migrena - na szczęście mija w końcu i po odpoczynku można normalnie funkcjonować ;-)

    kinga - Pon 25 Sty, 2010

    AgaW napisał/a:
    "Klubie Globusa"
    :D jaka ładna nazwa :P ja mam od kilku lat, ale od ostatniej jesieni bardzo się pogorszyły, są okropne, powalają mnie z nóg (delikatnie powiedziane) i kończą się wzywaniem lekarza i serią zastrzyków (na dodatek zabronionych mi :-| ); wnikliwa obserwacja organizmu, unikanie wszystkiego, co może spowodować atak nic nie daje; może i są związane z okresem: występują przed, po lub w trakcie hehehe :D więc wiem, że w danymi miesiącu będzie :wink: w marcu mam TK głowy by wykluczyć inne możliwe przyczyny :-D no ale jestem szczęśliwa z każdego dnia bez bólu głowy :) biodro to pikuś przy takim ataku, choć ostatnio (w czwartek) miałam takie dreszcze i napięcie mięśniowe, że nawet biodra mnie bolały i wszystko dookoła :-| teraz tylko tyłek doskwiera, bo pan lekarz źle wbił mi igłę heh
    dobra, nie marudzę więcej :D
    Aga ile Ci dni ze śrubkami pozostało jeszcze? :)

    AgaW - Pon 25 Sty, 2010

    Przyjęcie mam na 4 luty. Mam nadzieję, że nic się nie zmieni ;-)
    AgaW - Czw 11 Lut, 2010

    8,5 miesiąca od operacji - usunięcie śrub 8 luty 2010 r

    Nadszedł mój ważny dzień - usunięcia śrubek. Bardzo się przygotowywałam na ten dzień - ćwiczyłam do samego końca i zdążyłam wzmocnić mój najsłabszy miesień uda.
    Przyjęcie odbyło się jak zwykle do szpitala, na konsylium zostałam zakwalifikowana na zabieg - dodam, że Profesor był bardzo zadowolony z zakresu ruchów w operowanym biodrze :)
    Trafiłam na salę 6, na to samo łóżko co wcześniej-poznałam tam cudowne osoby, prawdziwe anioły, nauczyłyśmy się bardzo dużo od siebie na niekończących się rozmowach. Ten pobyt w szpitalu był wesołą kolonią, wczasami :)
    Taka ekipa to skarb, nie zapomnę tych wspaniałych osób i cudownych chwil. Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy... żal było wracać do domu.
    Pomagałyśmy sobie z radością, to wielka sprawa dawać komuś radość, pomoc i cieszyć się z tego. Nigdy nie miałam okazji odczuć tak bardzo, jak wspaniale jest móc coś innym z siebie dać.

    Na zabieg musiałam poczekać do poniedziałku, czas mi się nie dłużył, to zasługa cudownych osób z sali.
    Planowo zostałam zabrana na salę operacyjną, doastałam perfekcyjne znieczulenie w kręgosłup - perfekcyjne bo było jak lekkie ukłucie szpilki...trafiłam na mistrza anestezjologa .
    Sama operacja przebiegła szybko, ok. pół godziny i z błyszczącymi śrubkami w dłoni zostałam przewieziona na salę pooperacyjną.
    Tam spędziłam czas do rana - na wszelki wypadek, choć operacja przebiegła bez żadnych nieprawidłowości :)
    Mój organizm spisał się na medal - po pyralginie, którą dostałam po operacji nie potrzebowałam więcej żadnych środków od bólu, nie bolało kompletnie nic... próg bólu mam bardzo wysoki, ale tego się nie spodziewałam :)
    Odczuwałam tylko wilczy apetyt i zjadając wszystko co dali jeść i to co miałam ze sobą po obiedzie wstałam...i poszłam od razu na schody. Z kulami, które były niepotrzebne i z których zrezygnowałam na schodach. Jednak rozumiejąc troskę rehabilitanta wróciłam z nimi na salę i już więcej ich nie wzięłam do ręki :)
    Bałam się bólów głowy po operacji, wczoraj wróciłam do domu i bóli na szczęście nie ma !
    Największą radość czułam, gdy mogłam bez kul chodzić jakby nigdy nic - bez bólu, bez utykania...
    Tego się nie spodziewałam - ale widać przygotowanie zrobiło swoje, moje mięśnie ćwiczone do operacji nic sobie z niej nie zrobiły ;)
    Dodam, że z sprawdziłam jeszcze w szpitalu przy rehabilitancie moje zgięcie po wyjęciu śrub - nie mogłam się oprzeć i jest większe niż było ! :) To już było totalne zaskoczenie, tego się nie spodziewałam - dobrze czułam że blokuje mnie nie kość, ale gniecie śrubka !
    Teraz jestem zmęczona, czuję ogólne osłabienie po podróży do domu.
    Nogę oszczędzam na wszelki wypadek.
    Szwy gniotą - są dość długie nacięcia i źle mi siedzieć dłużej - ale poza tym jest ok.
    Po zdjęciu szwów będę ćwiczyć jeszcze nogę, aby utrwalić to co nauczyła mnie rehabilitacja. A czemu ćwiczyć? - bo choć chodzę pięknie, to mam wrażenie lekkiego rozstabilizowania miednicy - przed powrotem do pracy od 1 marca mam zamiar uporać się ze wszystkim.
    A potem tylko kupno kijków do nordic walking i będę szaleć z nimi po lasach otaczających moje miasto, żeby zadbać o ogólną kondycją, no i rower dla odmiany też będzie :)
    Jestem szczęśliwa, wracając do domu dotarło do mnie, jak długą drogę przebyłam zanim zaczęłam chodzić bez bólu :)
    To był trudny czas, ale nie był to czas stracony - nauczyłam się tak wiele o sobie i innych że mogę powiedzieć że wykorzystałam go do maksimum. Teraz wiem jaka jestem, co potrafię, jak bardzo jestem silna i uparta :)
    Moje 3 śrubki zostaną oprawione w gablotkę - będą mi przypominać o tym, jak potrafię walczyć, gdy mi zależy na czymś...

    Jeśli chcesz zobaczyć zdjęcie śrubek kliknij: zdjęcie śrubek

    Jedna z nich będzie podarunkiem dla kogoś wyjątkowego - bez kogo mój chód nie wzbudzałby takiego podziwu, i kto swoją wiedzą i pasją rehabilitacji zasługuje na najwyższe uznanie...Mam tylko 3 śrubki, drugie biodro mam zdrowe - ta śrubka ma więc dla mnie wielką wartość - obdarowana osoba zasługuje za nią w pełni, aby ten szczególny prezent pomagał w codziennym trudzie rehabilitacji innych osób, aby mówił o mojej wdzięczności pacjenta za szansę, że moja operacja wystarczy mi na bardzo długo, może na zawsze - bo tylko prawidłowy chód po operacji daję tą szansę.
    Zawsze też będę wdzięczna "niebieskookiemu aniołowi", który mnie zoperował, to człowiek wybitny i wyjątkowy - miałam szczeście że trafiłam do niego i on o tym dobrze wie - chyba wszyscy jego pacjenci go kochają :-D
    Podziękowanie należy się mojej rehabilitantce, która motywowała mnie i robiła co mogła, żeby przywrócić mi sprawność, bez jej otwartości na wiedzę miałabym kłopoty. :)
    Dziękuję też wszystkim cudownym ludziom, których poznałam dzięki chorobie - tym wszystkim, którzy byli ze mną sercem i którzy mnie wspierali. :)

    Mam nadzieję że to już koniec-zrobiłam co mogłam, żeby bioderko służyło mi jak najlepiej. Wykorzystałam każdą szansę...a jak będzie to czas pokaże.
    Jestem dobrej myśli, a co przyniesie mi los-przyjmę. Jestem już zaprawiona w walce o siebie - teraz czas na zasłużony odpoczynek ;-)

    pasiflora - Czw 11 Lut, 2010

    Agusia jesteś wzorem po pierwsze - bo doszłaś do perfekcji w chodzie. Po drugie bo masz tu na forum przepięknie opisaną historię. Wiem, że dla wielu jesteś wzorem do naśladowania. Ech ja też tak chcę już mieć to za sobą.
    Życzę Ci Agnieszko aby Twoje bioderko służyło Ci do końca Twojego życia tzn. mam nadzieję ok 65 lat ;-) Pozdrawiam

    Ps. Twoje śrubki są ogromne :shock: Nie kuły Cię?

    AgaW - Czw 11 Lut, 2010

    Dziękuję Pasifloro... jedną ze śrubek czułam przy zgięciu, ale myślałam że to kość jak inni mówili. Teraz wiem że gniotła mnie śrubeczka ;-)
    Co do perfekcji w chodzie to nie byłam pierwsza jak sądzę, może tu na Forum pierwsza opisałam ten trud dążenia do perfekcji - mam nadzieję, że teraz niektórzy uwierzą że chcieć to móc, że stawią czoła temu wierząc w możliwość sukcesu...
    Mi też było trudno z różnych względów. Jeśli ktoś będzie chciał to skorzysta z mojej wiedzy pacjenta zawartej na Forum - a jeśli nie - trudno.
    Jednak mam nadzieję, że nie będę obiektem zadrości lecz formą przykładu - że można dać radę. W końcu nikt za mnie tego nie zrobił, nikt za mnie się nie zoperował i nie wyleczył. Przeszłam to co wiele osób - ale ..."czasem trzeba przejść przez piekło by zmienić się w anioła..."

    kinga - Pią 12 Lut, 2010

    AgaW super :D śrubki piękne, Ty lżejsza :wink: hihi
    cieszę się bardzo, że już wróciłaś :*

    AgaW napisał/a:
    Jednak mam nadzieję, że nie będę obiektem zadrości lecz formą przykładu - że można dać radę.

    Zazdrości? mam nadzieję, że tak nikt nie myśli !!!
    :) jesteśmy na Forum i piszemy nasze historie po to, by ludzie widzieli, że można :D

    buziaki ogromne :*

    mkmaggie - Pią 12 Lut, 2010

    Aga -mega wielki ogromny buziak dla Ciebie-za siłe, wiare, wytrwałość i za to że w swojej walce o zdrowie jestes przykładem godnym do naśladowania-w pełnym tego stwierdzenia znaczeniu. Gratuluję Ci Kochana :-) :-*
    sylwia1792 - Wto 16 Lut, 2010

    Chciałam sie dowiedzieć, jak się przygotowywałyście do operacji ??? jakieś szczepienie czy coś w tym rodzaju, bo ja jestem zupełnie niedoinformowana ... żaden lekarz u którego byłam nie opisał mi tego zabiegu ...
    AgaW - Wto 16 Lut, 2010

    Sylwio - najpotrzebniejsze wyczerpujące informacje masz w dziale ogólnym Forum :) Tam są w górnej części ważne tematy , które mówią o przygotowaniach do opercji, o tym co do szpitalach trzeba mieć i o innych ważnych rzeczach , które warto wiedzieć przed operacją :)
    sylwia1792 - Wto 16 Lut, 2010

    Dziekuję za Twoje odpowiedzi:) jeszcze nie zdążyłam przejrzeć całego forum ... Twoją historię przeczytałam już wiele razy i bardzo podziwiam Twoja wytrwałość... jestem ciekawa czy przed zabiegiem odwodzenie i przywodzenie chorej nogi bardzo sie różniło od zdrowej...???
    AgaW - Wto 16 Lut, 2010

    W pewnym momencie zaczęło się różnić i to postępowało. Większą trudność sprawiało mi podnoszenie chorej nogi np.gdy wsiadałam do samochodu. Musiałam brać ją "ze fraka" i przenosić :)
    Poza tym ćwiczenia, gimnastyka utrzymywały mnie w calkiem niezłej formie, choć noga zaczęła się skracać i pojawiał się zanik mięsnia czworogłowego uda...
    Gdyby kiedyś było takie Forum jak nasze to wiedziałabym wtedy o konieczności rehabilitacji przedoperacyjnej i byłoby mi łatwiej...ale wtedy nie wiedziałam o tym :)
    Myślę że dział ogólny pomoże Ci dowiedzieć się wszystkiego - warto Sylwio już teraz zajrzeć też do działu o rehabiltacji - tam znajdziesz też ważne sprawy :)
    P.S. Dzięki za miłe słowa o mojej wytrwałości... :)

    johana4 - Sob 20 Lut, 2010

    W końcu udało mi się przeczytać całą Twoją historię :-) piękna, wzruszająca, podtrzymująca na duchu, pokazująca jak wiele można i to dzięki sobie :-)
    Podziwiam...

    beataa - Sro 24 Lut, 2010

    Witam Cię bardzo serdecznie :-) Chciałabym się dowiedzieć, jakie jest Twoje zdanie w takim temacie - czy konieczne jest zabranie z sobą kul do szpitala na zabieg usunięcia śrubek z jednej nogi( za 2 miesiące też będę miała usuwane śrubki). Czy można poradzić sobie bez kul?
    AgaW - Sro 24 Lut, 2010

    Na wyjmowanie śrub trzeba na wszelki wypadek zabrać kule. Ja też zabrałam swoje.
    Kule są po to, że na początku może kręcić się w głowie, może coś boleć i dzięki kulom można wtedy bezpiecznie chodzić.
    Każdy z nas inaczej się czuje po zabiegu - dlatego wszycy powinni zabierać kule za sobą. Czasem ich nie trzeba, czasem niektóre osoby potrzebują asekuracji przez kilka godzin, może nawet dni.
    Tak naprawdę nie da się przewidzieć samopoczucia po zabiegu - a warto mieć kule, żeby samodzielnie móc pójść do łazienki nawet czując się słabiej ;)
    Mam nadzieję, że Tobie też będą potrzebne tylko na pierwsze kroki po zabiegu :) ale wtedy nawet tylko na początku dają one całkiem inne poczucie bezpieczeństwa :)

    beataa - Sro 24 Lut, 2010

    Bardzo dziękuję za odpowiedz :-) , wahałam się ale teraz już napewno wiem, że zabiorę kule z sobą, chociażby dla własnego bezpieczeństwa. Pozdrawiam serdecznie :-)
    AgaW - Nie 28 Lut, 2010

    28 luty 2010 - jest 20 dni po usunięciu śrub po osteotomii, tydzień od zdjęcia szwów

    Usuwanie śrub jest ingerencją w miednicę ciała, która wtedy często ulega w jakimś stopniu rozstabilizowaniu.
    Ja czułam się dobrze, nic nie bolało ale miałam czasem wrażenie takiego jakby "rozklekotania". Chodziłam dobrze,ale nie byłam całkiem pewna swojej pracy mięśni jak wcześniej. To takie dziwne uczucie, które obserwowałam.

    Wiedziałam od terapeuty, że właśnie usuwanie śrub może w jakimś stopniu cofnąć efekty wcześniejszej rehabilitacji , więc nie czekając na ewentualne kłopoty zaczęłam bardzo szybko ćwiczyć obserwując reakcję ciała.
    Jeszcze mając szwy zaczęłam najprostsze ćwiczenia. Było dobrze, nie bolało ale szew nie pozwalał na jakieś intensywne ćwiczenia, których nawet nie próbowałam robić.
    Po ściągnieciu szwów powoli i stopniowo zaczęłam pracować nad uzyskaniem pewności stabilizacji, zaczęłam wprowadzać ćwiczenia zaawansowane tak jak zalecał mi fizjoterapeuta :)
    Wiedziałam ,że operowana męczy się trochę szybciej po wyjęciu śrubek i to był sygnał że jest coś do zrobienia. No i szybko męczący się kręgosłup - to też sygnał, że coś zostało naruszone.
    Stopniowo zaczęłam wszystkie ćwiczenia, cały czas powoli zwiększem ilość powtórzeń. Nieważna jest ilość ćwiczeń ale prawidłowość i systematyczność ich wykonania.
    Na początku się bardzo męczyłam, ale z każdym dniem czułam lepiej swoje ciało jak wcześniej.
    Na początku było to po 10 -15 minut 2 razy dziennie, tyle aby nie przemęczyć mięśni, do granicy bólu.
    Teraz jest tydzień od zdjęcia szwów i muszę przyznać, że mogę już ćwiczyć ok.30-40 min bardzo intensywnie.
    Ćwiczę raz na dzień, czasem dołączałam drugi raz trwający 10-15 minut.
    Po tygodniu ćwiczeń czuję się jak przed samą operajacą - czuję ciało, czuję prawidłową pracę mięśni. Wrażenie "rozklekotania" zniknęło :)
    Wczoraj sprawdziłam - mogę chodzić cały dzień prawie i nie boli nic, tylko czuję zmęczenie kręgosłupa :)
    To dobry znak, że obie nogi zmęczyły się tak samo. Nie miałam tego uczucia zmęczenia jednego z mięśni uda jak kiedyś w grudniu - to nie wróciło :)

    Obecne ćwiczenia mają na celu jak tłumaczył mi terapeuta ustabilizowanie stanu po usunięciu śrub i utrwalenie prawidłowej pracy mięśni, prawidłowego chodu - tego co ćwiczyłam całą rehabilitację :)
    Jeden rodzaj ćwiczeń będę ćwiczyć nadal, znając ich znaczenie chcę przy nich zostać - to ćwiczenia mięśni dna miednicy.

    Mam nadzieję że gdy pokażę się na kontroli u fizjoterapeuty (muszę mieć pewność wypracowania wszystkiego jak trzeba, bo tylko wtedy operacja wystarczy mi na długo) dowiem się, że pracę domową wykonałam na 6+ i że już wyćwiczone wszystko i dostanę zalecenie ogólnego dbania o swoją aktywność :)
    Żeby to usłyszeć to muszę jeszcze trochę przyłożyć się do codziennych ćwiczeń.
    Tym bardziej, że od jutra praca siedząca dołoży kręgosłupowi trochę bólu. Wiem, że dzięki ćwiczeniom kręgosłup szybko się przystosuje do pracy.
    Będę mieć w miarę wygodny grafik pracy na ten miesiąc.
    Ten pierwszy miesiąc powrotu do pracy to bardzo ważny dla rehabilitacji czas.
    Lekarze szybko wysyłają nas do pracy, mówią że już można ale z punktu widzenia rehabilitacji powinnam jeszcze ten miesiąc jeszcze oszczędzać się i ćwiczyć...
    Niestety muszę wracać i będę musiała tak się przyłożyć do ćwiczeń, żeby sobie nie zaszkodzić powrotem (praca siedząca ma swoje duże minusy jak się dowiedziałam) i żeby ćwiczenia dały zamierzony efekt.

    Ogólnie czuję się teraz świetnie, już nie jestem taka słaba jak jeszcze tydzień temu. Chodzi mi się od początku dobrze, nie pojawiło się ani utykanie ani ból.
    Nie widać było różnicy że miałam operację - tylko ta bladość i szybkie męczenie się oraz wspomniane wrażenie "rozklekotania" :)
    Dodam, że teraz jak ćwiczę to mam jeszcze większy zakres ruchów niż z śrubkami. :)
    Chyba zwiększyłam go tyle, ile tylko pozwalała mi na to operacja :)
    Mogę już nawet robić normalne przysiady! Przed wyjęciem śrub tego zrobić w pełni nie mogłam a próbowałam z ciekawości :)
    Nie sądziłam że to będę mogła zrobić. W ogóle myślałam, że będę mieć większe ograniczenia w zakresie ruchów - nie liczyłam na aż taką możliwość powrotu do sprawności, nie chciałam kiedyś marzyć że to możliwe bojąc się rozczarowania.
    Okazuje się, że pewne marzenia się spełniają!
    Nadal nie mogę nacieszyć się tym, że ruszam się, spaceruję, śpię bez bólu !
    Wkładam jeszcze teraz kupę wysiłku w ćwiczenia, ale chcę zrobić wszystko by utrwalić ten stan na jak najdłużej...wiem że warto. A przy okazji intensywnie ćwicząc dbam o figurę, mam w planie zgubić jeszcze kilka kg do lata :)
    To całkiem realny plan, mam bardzo silną motywację. Mam tyle planów i tyle energii, zbliżająca wiosna zachęca mnie do działania :)

    Edi - Nie 28 Lut, 2010

    Sama radość,jak czytam ten post to najchętniej biegłabym juz na operację ;-) Cieszę się razem z Tobą bo czytając takie informacje zaczynam marzyć ,planować ..Mieszkam nad samym jeziorem dosłownie mam je za płotem ..niestety jeszcze nie miałam okazji isć na prawdziwy spacer :-| ale ciagle sobie powtarzam,że jak wydobrzeje po operacji to będe szła :mrgreen: i szła.Kurcze jakie to musi być piekne ,że bez bólu biegasz po sklepach ..... :-D ,
    AgaW - Czw 11 Mar, 2010

    Miesiąc od wyjęcia śrub

    Jest dobrze i jest coraz lepiej :)
    Od 1,5 tygodnia jestem w pracy. I teraz już wiem przed czym ostrzegał mnie fizjoterapeuta - praca siedząca przez kolejnych 6 dni dała mi bardzo w kość, plecy wyły codzień już po jakiś 4 godzinach przy komputerze...Jakoś dałam radę. Było lepiej dopiero po ćwiczeniach i odpoczynku w domu.
    Teraz więc nadal ćwiczę w domu - to bardzo mi pomaga, utrwalam efekty rehabilitacji i ćwiczenia powodują, że wygodniej mi trzymać prawidłową postawę nawet po siedzeniu. Czuję to.
    Wydaje się inaczej - ale to właśnie siedząc mamy najbardziej obciążony odcinek krzyżowo/lędźwiowy kręgosłupa. Jeśli nie robię częstych przerw na zmianę pozycji, wyjście choć do wc, rozciągnięcie się to czuję ból i trudno mi usiedzieć prawidłowo.
    To pewnie też kwestia, że to dopiero miesiąc od wkłucia w kręgosłup.
    Po 6 dniach w pracy miałam wrażenie jakby cofnięcia się wypracowanej postawy, jakby coś się psuło w moich ruchach. Wiedziałam, że to przeciężenie kręgosłupa i zmieniłam całkiem rozkład dnia poświęcając plecom szczególną uwagę :)
    Wzięłam się więc i ograniczyłam po pracy siedzenie do minimum ( dlatego tak mało jestem na Forum ).
    Do tego codzienne ćwiczenia i masaż w ciepłej wodzie pleców ( samodzielny ) i już jest inaczej, lepiej.
    Do tego więcej leżę, spaceruję wszystko, tylko nie siedzenie.
    Dziś już 5 dni od "reformy" i choć pracuję jest lepiej.
    Tym bardziej teraz rozumiem jak ważne jest dalsze ćwiczenie postawy.
    Czytałam ostatnio dużo, rozmawiałam z fizjoterapeutą i wiem że jeśli ma się siedzącą pracę to szczególnie po zabiegach ortopedycznych wskazane jest ćwiczenie kręgosłupa nawet po zakończonej rehabilitacji w celu umożliwienia odciążenia i wzmocnienia i zlikwidowania bólów spowodowanych wielogodzinnym siedzeniem. :)
    Dlatego tak ważna jest aktywność, taka zdrowa aktywność dla całości organizmu, postawy. Siedząc codzień wiele godzin mięśnie nie pracują właściwie i niefizjologiczna postawa powoduje bóle pleców najintensywniejsze w początkowych miesiącach po operacji.
    Takie bóle to okazja, żeby ciało uciekało od niego w złe nawyki dlatego ćwiczenia są ważne i niestety jak u mnie konieczne. To nie przypadek że czuję się rozciągnięta i nic nie boli dopiero po serii ćwiczonek.
    Tak więc ćwiczę sobie chcąc niechcąc nadal, bo czuję że mi służy i pomaga eliminować ból. Oczywiście ćwiczenia mam zlecone przez terapeutę i nie eksperymentuję sama.
    Mam w sobie dużo samodyscypliny i wyczucia ciała i pewnie dlatego tak bardzo odczywam każdy mięsień i różnicę w pracy podczas ćwiczeń :)
    Czuję już się dostabilizowana w części miednicy i moje mięście po operowanej stronie nogi pracują dobrze, równo z drugą stroną.

    Martwi mnie trochę coś innego.
    To prawdopodobnie efekt znieczulenia, ale mam trudności z koncentracją w pracy a pracuję umysłowo. Po pracy jestem tak "odmóżdżona" że po prostu padam. Nie jestem w stanie myśleć, póki się nie wyśpię po obiedzie co najmniej godzinę...czuję ogromne zmęczenie przymusem wielogodzinnej koncentracji. Jadąc samochodem źle odceniam odległość nawet jako pasażer - więc na razie nie prowadzę sama, wolę spacer żeby być bezpieczna.
    Wtedy po poprzedniej operacji też to miałam, nawet dość długo, ale nie przeszkadzało mi to bo byłam długo na zwolnieniu. Teraz za to czuję się strasznie przemęczona psychicznie, w pracy muszę bardzo się pilnować, nie mogę zawalić bo mam odpowiedzialne decyzje ileś razy na dzień. I to męczy potwornie, mam nadzieję że z wiosną to minie, jestem cierpliwa i świadoma tego że jeszcze miesiąc i powinno to ustąpić prawie całkowicie :)
    Uparcie czekam na poprawę tłumacząc sobie że jeszcze trochę, znam siebie, swój organizm i liczę że uporam się z tym tak szybko jak mogę.
    Trzeba mi odpoczynku terasz jeszcze trochę i relaksu po pracy fizycznego i psychicznego. Niestety musiałam z pewnych względów wrócić szybko do pracy, wiedziałam że będzie trudno ale nie sądziłam że aż tak męcząco.

    Poza tym czuję się dobrze, dbam teraz o odżywianie, staram się zgubić trochę tłuszczyku. Jestem zadowolona z efektów operacji. Oby tak już było jak najdłużej...

    pasiflora - Czw 11 Mar, 2010

    AgaW napisał/a:
    Oby tak już było jak najdłużej...:)
    Żadne oby Tak właśnie będzie!!!
    AgaW - Nie 21 Mar, 2010

    1,5 miesiąca od wyjęcia śrub

    Pracuję i ćwiczę każdego dnia.
    Motywacją jest to, żeby dać córce przykład bo ona też musi ćwiczyć ( z innych przyczyn ) - więc ćwiczymy razem codziennie :) Jest wesoło i raźniej w dwie osoby.
    Kręgosłup zaczyna się uspokajać, już tak bardzo mnie boli :) Jest znaczna poprawa w tym względzie.
    Nadal nie chcę prowadzić samochodu, moja koncentacja jest jakaś zaburzona choć wydaje mi się że zaczyna to powoli ustępować.
    Coś odkryłam: pijąć herbatę na łóżku zaczęłam się bawić kubkiem stawiając go na operowanej nodze w różych miejscach, żeby sprawdzić ile mam jeszcze czucia w nodze do odbudowy. Jeszcze niedawno ( przed wyjęciem śrub) miałam taką niedużą część niewrażliwą na dotyk. A dziś - czuję że WSZĘDZIE mam czucie ! :) Na tej dotychczas "martwej" części trochę mniejsze, przytępione - ale w ogóle jakieś jest !
    Niewiem od kiedy to jest - ale coś się zmieniło i nerwy czuciowe odzyskują sprawność, jak powiedział mi Dr. Sionek kiedyś że mogą po iluś miesiącach po operacji dopiero zacząć pracować. Już nie myślałam że w ogóle będą i nie przeszkadzało mi, że nie mam w części skóry czucia.
    A tu taka niespodzianka! Będę teraz codzień pobudzać je do pracy dotykając czymś zimnym i gorącym na zmianę, szczypać skórę i masować ją.
    Niewiem ile w tym zasługa jest ćwiczeń codziennych, czy jest jakaś w ogóle ale pewnie wszystko ma znaczenie. Włączyłam kilka dni temu nowe ćwiczenia aktywyjące wszystkie mięśnie uda i dodatkowe na kręgosłup i pośladki. Męczą z każdym dniem mniej i czuję się po nich fajnie rozciągnięta :)
    Tak to jest - gimnastyka staje się u mnie teraz codziennością, postanowiłam ćwiczyć do połowy maja - wtedy mam kontrol u Profesora i fizjoterapeuty i staram się, żeby usłyszeć magiczne słowa że jestem zdrowa, że wszystko jest utrwalone.
    Ale nawet wtedy będę dbać o kręgosłup i rehabilitację profilaktyczą dlatego że mam siedzącą pracę - coraz więcej czytam o znaczeniu ćwiczeń u osób pracujących siedząco i rozmawiam o tym z fizjoteraeutą.

    AgaW - Czw 08 Kwi, 2010

    Dziś jest 2 miesiące od wyciągnięcia śrubek po Ganzu

    Niby kolejne tylko 2 tygodnie a jest kilka spraw, o których chcę napisać.
    Ból kręgosłupa nareszcie już prawie ustąpił, powoli mijają kłopoty z koncentracją. 3 dni temu nareszcie odważyłam się jechać jako kierowca - pierwszy raz po operacji wyjęcia śrubek! Wcześniej nawet jako pasażer widziałam jak mylnie oceniam odległość na drodze i bałam się kierować. Było dobrze - 54 km nie zmęczyły mnie bardzo, fakt że droga była spokojna bez dużego natężenia ruchu.
    Dziś byłam na kolejnej wizycie u jej fizjoterapeuty.
    Jest świetnie, chodzę jak należy a co najciekawsze nogą po operacji jest o wiele lepiej rozciągnięta niż zdrowa, nieoperowana-to mnie zaskoczyło trochę.
    Terapeuta oglądał mnie i badał pierwszy raz, rozmawialiśmy już wcześniej o mnie - uznał że jeszcze trochę trzeba poćwiczyć na utrwalenie wszystkiego, a także dlatego że mam siedzącą pracę, która bardzo szkodzi nie tylko kręgosłupowi. Dostałam kilka ćwiczeń na rozciągnięcie i dodatkową aktywizację wszystkich mięśni ciała, aby przygotować je do wysiłku ruchowego jak rower i nordic walking oraz zalecenie żeby jeszcze systematycznie ćwiczyć codziennie. Nie jest to dla mnie nowością ... wiem, że tak naprawdę z racji charakteru mojej pracy powinnam już zawsze dbać o stan swoich mięśni i ćwiczyć 2 -3 razy w tygodniu, co pewnie będę robić ( i oczywiście pamiętać o codziennej porcji ćwiczeń dna miednicy - co bardzo chwalił terapeuta, jak całość mojego stanu ) ;)

    Ogólnie zaczynam dopiero teraz czuć znaczną poprawę, że wracam do sił.
    Dodam że na operacji teraz miałam chyba jakieś inne mniej dla mnie korzystne znieczulenie - zniosłam zwykłe wyjęcie śrubek o wiele gorzej niż operację biodra - napewno to w części wina tak wczesnego powrotu do siedzącej pracy, ale swoją drogą mój organizm był dziwnie słaby i nawet odporność miałam koszmarną jak na mnie - ostatnie 2 tygodnie męczyłam się z anginą, zatokami i antybiotyk całkiem odebrał mi siły jak nigdy.
    Ale czuję, że co najgorsze już za mną, nadal potrzebuję bardzo dużo godzin snu codziennie - to wina osłabienia i też pomalutku zaczyna się to normować - oberwał mój organizm i zasłużył na odpoczynek, zaskakujące jak odreagowuję ilością snu trudy leczenia i ćwiczeń - ten zwykły sen regeneruje mnie bardziej fizycznie i psychicznie niż najlepsze lekarstwo.

    danka - Pią 09 Kwi, 2010

    AgaW, Jak pięknie się czyta takie rzeczy :)
    Edi - Pią 09 Kwi, 2010

    Super Aga ,że z każdym dniem widzisz poprawę ,to sama radośc i nadzieja dla mnie .......czytac Twoje posty :)
    AgaW - Pią 09 Kwi, 2010

    Też mam nadzieję, że każdy z Was poczuje w końcu taką ulgę i spokój że jest dobrze, chwilami aż trudno uwierzyć, że to naprawdę już po wszystkim i teraz muszę tylko wykorzystać swoją szansę na zdrowie ile tylko mogę :) Niedawno, jeszcze rok temu byłam w takiej niepewności jak będzie z operacją, ze sprawnością...dziennik Katji był dla mnie nadzieją i drogowskazem :)
    Kochane dziewczyny - Wam też MUSI się udać! Po prostu nie widzę innej opcji i gorąco w to wierzę, że dacie radę wrócić do sprawności :ok:

    nati_891 - Sob 17 Kwi, 2010

    Nam też musi si ę udać!!! Też mam takie zdanie Aga :) Przecież musi być wszystko dobrze ;) jeszcze tyle życia przed nami....... ja jestem dopiero przed wizytą u profesora Czubaka ale już myślę o operacji, co będzie mi potrzebne, jak sobie poradzę, zainteresowałam się już miejscem mojej rehabilitacji - na szczęście będzie to w mojej miejscowości ;D już myślę o wszystkim, jak wszystko zrobić, żeby było dobrze :) zastanawiam się tylko ile gdzieś mogę czekać na operację? Ile wy dziewczyny czekałyście??? i jeszcze jedna rzecz mnie dręczy bo ja do Otwocka mam 530km i ciągle zastanawiam się jak ja wrócę do domku po operacji, czy dam radę wytrzymać 8 godzinną podróż. nie wiem sama. Ale jakoś to będzie :D musi być !!!
    AgaW - Nie 18 Kwi, 2010

    Z terminem jest różnie - na wizycie zapytaj Prof.Czubaka to poda Ci przybliżoną datę.
    Jak to dobrze że już się "szykujesz" i jesteś w takim pozytywnym nastawieniu :ok: Już teraz możesz zacząć ćwiczenia dobrane przed rehabilitanta - potem będziesz mieć mniej pracy po operacji i szybciej wrócisz do sprawności :)
    Co do powrotu do domu to...trochę daleko, ale dasz radę - najważniejszy będzie w tym samochód, o ile będziesz mieć możliwość to załatw sobie taki wyższy typu terenowy, minivan ( o niebo wygodniej wejść i wyjść ), jest inne-bezpieczniejsze zgięcie w stawie gdy siadasz, wraca się dobrze leżąc z tyłu na poduchach, po drodze róbcie przystanki żebyś mogła zmienić pozycję ciała, pochodzić. Podróż męczy, ale to da się znieść, najgorzej bolały mnie plecy ale spacery na przystankach pomagały na kolejny etap podróży.
    Myśl, że wraca się domu pomaga przy niewygodzie długiej podróży :) No i te przystanki mogą być naprawdę czymś fajnym - ja do dziś pamiętam jak cieszyłam się jedząc z rodzinką na dworze loda, jak smakował mi w ogródku karczmy obiad i hot hog ze stacji paliw :)
    Zobaczysz - napewno fajnie to sobie zorganizujesz z mapą myśląc gdzie chcesz się zatrzymać po powrocie :)

    Grazyna1950 - Nie 18 Kwi, 2010

    AgaW napisał/a:
    wraca się dobrze leżąc z tyłu na poduchach,
    Może i fajnie, ale bardzo niebezpiecznie.
    nati_891 - Nie 18 Kwi, 2010

    Wiem właśnie, że trochę niebezpiecznie tak jechać ale chyba nie będzie innej opcji co do powrotu chyba, że jeszcze coś wymyślimy z narzeczonym ;) będę musiała dać jakoś radę ;D Co do terminu to chciałabym w sumie już w wakacje bo studiuję zaocznie i do października chciałabym się już trochę podkurować i jeździć na zjazdy :) Szkoda mi szkoły bo został mi już ostatni rok i obrona ;) Ale nie wiem czy tak szybko będzie to możliwe :) ale wszystkiego się zapytam :D
    jak będę wiedzieć już termin to na pewno zacznę rehabilitację wcześniej, dużo wcześniej, mój rehabilitant już mi to tez zapowiedział, że mnie zaprasza serdecznie ;) także będę pracować solidnie :)

    EDIT
    Wiecie co dziś to normalnie nogi mi drętwiały, czułam "mrówki" jak mi chodzą po nogach aż do stop. nie wiem czy za dużo stałam i chodziłam ale normalnie aż takie dziwne uczucie :( sama nie wiem. a do tego jeszcze ból kręgosłupa lędźwiowego. Co o tym myślicie?

    AgaW - Pon 19 Kwi, 2010

    Grazyna1950 napisał/a:
    AgaW napisał/a:
    wraca się dobrze leżąc z tyłu na poduchach,
    Może i fajnie, ale bardzo niebezpiecznie.

    Niewiem, czemu może to być niebezpieczne, no chyba że za dużo poduch się da, albo noga "ucieknie" do wewnątrz :)
    Mi zależało, żeby nie czuć wybojów na drodze i żeby nogą nie ulegała wstrząsom ( a droga od Lublina szczególnie to koszar-same doły ).
    U mnie metoda się sprawdziła, nie trzęsło mną, ułożyłam się nogą operowaną do zewnątrz od oparcia, we właściwym położeniu takim jak na łóżku, zablokowałam poduchą rotację do wewnątrz, nic mi nie było, nic nie spuchło. Potem musiałam jeszcze wyjść na 3 piętro i to było strasznie męczące, gorsze od podróży.
    Zawsze Nati możesz zapytać lekarza/rehabilitanta jak powinnaś wracać najbezpieczniej do domu, bo masz więcej drogi do przebycia niż ja :)
    Potem na kontrole jeździłam z przodu, z odsuniętym fotelem i było mi bardzo wygodnie :)

    Grazyna1950 - Pon 19 Kwi, 2010

    AgaW napisał/a:
    Niewiem, czemu może to być niebezpieczne
    Nie napisałaś konkretnie czy leżałaś na tylnym siedzeniu czy siedziałaś przypięta pasami. Mnie chodziło, że leżenie jest bardzoooooooo niebezpieczne w razie nie daj Boże jakiejś nawet niewielkiej kolizji - czego nikomu nie życzę.
    Bonia - Pon 19 Kwi, 2010

    Kochani a ja wracałam pociągiem na leżąco i to przez 6 godzin koszmar myślałam że mi kręgosłup nie wyrobi z bólu. O nodze nie wspomnę ale dało jakoś radę.
    Grazyna1950 - Pon 19 Kwi, 2010

    Bonia napisał/a:
    6 godzin koszmar
    Ja właśnie ze wzgędu na kłopoty z powrotem do domu wybrałam szpital blisko miejsca zamieszkania, ale i tak miałam dosyć. Ale ja mam ENDO, więc nie musiałam wybierać Otwocka jak te bioderka, które mają Ganza ;-)
    AgaW - Pon 19 Kwi, 2010

    No tu się zgodzę - w razie kolizji żaden chyba sposób powrotu nie jest bezpieczny - pasami na leżąco to niewiem ile km dałoby się wytrzymać ... najważniejsze to bezpieczny, spokojny powrót :)
    kinga - Pon 19 Kwi, 2010

    Każda kolizja po operacji byłaby niezbyt bezpieczna. Bez operacji też nie są one rewelacyjne :mrgreen:
    Ja wracałam z tyłu; kocyk, poduszka :D całkiem fajnie było :mrgreen: Na kontrole jeździłam już jednak z przodu. Fotel mocno wysunięty do tyłu. Nogi można wyłożyć, wyprostować i dość wygodnie jechać :)

    AgaW - Sob 15 Maj, 2010

    ROK OD OPERACJI GANZA

    To już rok od mojej operacji...
    Wróciłam wczoraj z kontroli w Otwocku i u fizjoterapeuty.

    Miałam tremę przed kontrolą u Fizkoma - w końcu widzieliśmy się w styczniu i od tamtej pory pracowałam samodzielnie wg. jego wskazówek - to wielkie wyzwanie i presja.
    Zostałam zbadana bardzo szczegółowo i doczekałam się słów że mój stan jest w końcu jak należy :peace:
    Biodro jest naprawione, ale muszę pamiętać że nie jest tak silne jak zdrowe.

    Dowiedziałam się wielu kolejnych niesamowitych rzeczy o swoim ciele, jak zawsze byłam zaskoczona - otóż na statykę ciała, szczególnie stóp ma ogromny wpływ żuchwa :shock: Nawet tam choroba zrobiła swoje, stąd u mnie szczególny rodzaj bólów głowy, nierówne ścieranie zębów, gryzienie się czasem nocą w policzek ( zawsze w ten sam ), częsta suchość w ustach.
    Niesamowite jak ciało jest połączone, jak obwód ruchu zamyka się właśnie w stawach żuchwy, jeśli chcę dodatkowo wzmocnić statykę ciała, stóp co będzie pomocne w utrzymaniu się efektów operacji to jeszcze została mi ta żuchwa - rada to specjalna szyna/sparat do noszenia w nocy, podczas jazdy rowerem, innego wysiłku.
    To wbrew pozorom ważna sprawa, bo nieprawidłowości w pracy żuchwy mogą kiedyś mieć wpływ na przełykanie utrudniając je :shock:
    Niestety leczone jest to tylko w Warszawie, prywatnie...ale wiem jak ważne są te niewidoczne sprawy-podjęłam decyzję, że choć to niekonieczne i nie pilne to zaczynam zbierać kasę na ten aparat i naprawię także tą nieprawidłowość w swoim ciele !
    Statyka ciała to ważna sprawa i im jest lepsza tym lepiej dla całości mojej postawy i chodu na przyszłość. To dlatego tak trudno mi jest na 100% wyćwiczyć stopy, to są sprawy połączone i żeby stopy na trwale były zrehabilitowane to muszę im pomóc.
    Jakoś muszę to wykonać i zadbać o siebie na przyszłość - to inwestycja w siebie jak cała rehabilitacja.
    Dodatkowo, aby jeszcze poprawić ustawienie kolan ( tendencja do koślawienia ), wzmocnić stabilność stóp posłucham rady i zrobię specjalne wkładeczki do butów robione tylko pod konkretną indywidualną stopę - niestety robią takie specjalne "cuda" też aż w Warszawie...
    Porozmawiałam jak unikać przeciążeń w codziennych sprawach operowanego stawu, mam zalecone masaże co jakiś czas dla kręgosłupa o który pracując siedząco muszę dbać :)
    W sumie - to już koniec mojej rehabilitacji - pozostało mi profilaktycznie o siebie dbać :)
    Wielka radość i wielka wdzięczność...podziw, podziw i jeszcze raz podziw i ogrom szacunku dla wiedzy terapeutycznej Fizkoma :pada: - podarowując jedną ze swoich 3 śrubek czuję się zobowiązana do dbania o to, co z takim trudem wypacowałam.

    Na drugi dzień kontrol w Otwocku też przyniosła dobre wiadomości. Rtg jest bardzo dobre, wszystko się udało, pytałam lekarza o swoje szanse na przyszłość - mam szansę że ten Ganz mi wystarczy, marzyłam żeby to usłyszeć :peace:
    Za rok profilaktyczna kontrol, bo niestety nie wszystko zależy ode mnie i trzeba sprawdzać co jakiś czas czy nie tworzą się zmiany w biodrze.
    Jestem dobrej myśli, w ogóle kontrol u Dr.Czwojdzińskiego ( nie było Prof.Czubaka ) była bardzo wartościowa - porozmawiałam o różnych rzeczach, wszystko pod względem ortopedycznym było wyjaśnione, zostałam dodatkowo zbadana, sprawdzony chód, lekarz pytał o rehabilitację - podsumowując pogratulował mi uściskiem dłoni końca leczenia i był bardzo zadowolony w wyników :)

    No i dotarło do mnie że właśnie teraz, po tym długim pracowitym roku ile włożyłam pracy w powrót do sprawności...
    Co będzie dalej - czas pokaże, ale jestem dobrej myśli i będę dbać o siebie, szczególnie o wagę ciała :)
    Miałam szczęście, że trafiłam w tak dobre ręce w trakcie leczenia i rehabilitacji :)
    Mam też szczęście że poznałam w Otwocku wspaniałych bioderkowych przyjaciół, którzy przez ten rok pomagali mi radą, i opiekowali się mną w Warszawie. No i nasze Forum i ludzie tu poznani-obecność tutaj motywowała do osiągnięcia postępów a kciuki pomogły. Dziękuję Wam... :hug:

    Mijka - Sob 15 Maj, 2010

    AgaW, gratuluję :thumbup: Jesteś wspaniała :) Twoja wiara, chęć, upór i wola walki o siebie dała rezultaty o których mogą marzyć wszystkie bioderka.
    Jesteś świetnym przykładem, że chcieć to móc :-D
    Jeszcze raz gratuluję
    Cieszę się Twoim sukcesem !!! !!! !!!

    danka - Sob 15 Maj, 2010

    AgaW, Jesteś dobrą,kochaną,wytrwałą dziewczyną i dlatego szczególnie cieszę się z Twojego sukcesu! I dajesz nadzieję innym po Ganzu. Oby więcej takich wiadomości na naszym Forum :)
    AgaW - Sob 15 Maj, 2010

    Tak...oby jak najwięcej dobrych wieści.Mi też nie zawsze było łatwo, ale robiłam co mogłam i swoją historią na Forum chcę pomóc wszystkim związanym z tą operacją, ułatwić jakoś tą trudną i czasem niepewną drogę do zdrowia.
    Każdy inaczej przechodzi leczenie i rehabilitację - ale pewne sprawy są podobne, wspólne i znając problem innych i jak sobie poradzili liczę, że wielu osobom jakoś pomoże to co opisałam, że pomoże uniknąć błędów oraz pomoże zwiększyć szanse na zdrowie.

    Dzięki dziewczyny za miłe słowa :hug: tak dobrze jest móc przekazywać dobre wieści-smutku i bólu jest przecież w bioderkowym życiu wystarczająco dużo.

    kinga - Nie 16 Maj, 2010

    Agniecha, super że Ci się udało :) trafiłaś do odpowiednich specjalistów w odpowiednim czasie :) to dało rewelacyjny efekt końcowy :D
    AgaW - Nie 16 Maj, 2010

    Tak...szukałam dobrych rąk i udało mi się w nie trafić :) choć to była trochę pokrętna droga i daleka :) Ale warto było szukać do skutku rozwiązań wszystkiego co nie dawało spokoju :)
    KasiaM - Nie 16 Maj, 2010

    To super, że wszystko u Ciebie dobrze, mam nadzieję, że bioderko będzie Ci służyć jak najdłużej i nigdy więcej nie da o sobie znać.
    pasiflora - Nie 16 Maj, 2010

    Tak Aga miała wielkie szczęście że trafiła w dobre ręce, ale gdyby nie jej praca i chęć rehabilitacji to by nie było tak świetnych wyników.
    AgaW, pomimo iż doktor zastanawiał się czy na osteo nie jest za późno to na szczęście mamy happy end.

    AgaW - Czw 07 Paź, 2010

    1 ROK I OK. 3,5 MIESIĄCE PO OPERACJI

    Zdecydowałam się na kolejny wpis, choć to nie jakiś "okrągły" czas po zabiegu :)
    Niedawno w wątku w dz.psychologia w chorobie w wątku "a gdy będzie już po wszystkim" opisywałam swój wypad wekendowy w Bieszczady. :)
    Chcę Wam powiedzieć, że wczoraj wróciłam z 4 dni pobytu wśród jesiennych górek. Nie będę się rozwodzić nad pięknem okolicy w czasie jesieni gdy pogoda dopisuje ( to można zobaczyć na fotkach w necie ) - ale napiszę tylko gdzie byłam.
    Wiele godzin w samochodzie, spacery i prawie cały czas na nogach...oj to był test biodra z prawdziwego zdarzenia. Pierwszy dzień to dojazd+spacer po okolicy na rozciągnięcie się.
    Drugiego od samego zdobywanie połoniny Wetlińskiej i jakby było mało pójście na Osadzki Wierch.
    Wykorzystując pogodę na drugi zaraz zdecydowałam się nie bacząc na zakwasy zdobyć Tarnicę :) Oj było ciężko, kilka razy myślałam że nie dam rady ale po 4 godzinach wspinaczki przerywanej co chwilę podziwianiem widoków byłam na szczycie...nigdy, przenigdy nie myślałam że tam będę. Zmęczenie było warte tego co widziałam po drodze :ok:
    Trasa była ta dłuższa z Ustrzyk, łagodniejsza ale i tak zejście to jakieś 3 godziny.
    Na drugi dzień totalne zakwasy, ale zero bólu biodra czy kolana czy czegoś niepokojącego. Zwyczajny ból nóg po wysiłku, no i plecy trochę oraz barki i dłonie - bo podczas tych dwu dni wyczynów po połoninach towarzyszyły mi kijki nordic ( nie mam trekingowych ) i bez nich nie dałabym rady, to nieoceniony towarzysz na takie tereny.
    Trzeciego dnia aż mnie nosiło aby zakwasy zgubić podczas wyjścia na Połoninę Caryńską ale rozsądek wziął górę. Było dobrze i bałam się że przesadzę - więc zwiedzaliśmy okolicę samochodem, trochę spacerowaliśmy dochodząc do miejsc widokowych ale już płaskim terenem.
    Czwarty dzień to powrót czyli znów siedzenie pół dnia samochodem.
    Cóż mogę powiedzieć? Biodro dało radę :ok: nic nie boli prócz mięśni nóg.
    Jestem przeszczęśliwa, że mogłam tam być, w kijkach nordic jestem zakochana już na amen, a na połoninach zostawiłam serce :)
    Dziś siedzę w pracy, plecy są zmęczone ale nic nie boli, jednak wczoraj i jeszcze kilka dni poćwiczę rozciąganie i gimastykę aby mięśnie poczuły się normalnie i odpoczęły po wysiłku.
    Dodam, że była ze mną córka która jakiś czas musiała ćwiczyć na kręgosłup bo bolał i noga też od niego - ćwiczyłam ją pod kierunkiem terapeuty kilka miesięcy codzień w domu pnf -em i to dla niej był sprawdzian efektów. Chodziła i wręcz biegała po tym trudnym terenie i zaskoczyła i siebie i mnie bo nic ją nie bolało nawet prawie nie miała zakwasów.
    To dowód na skuteczność rehabilitacji nowymi metodami, córka dziś idzie do terapeuty powiedzieć gdzie była i jak się dobrze czuje. Będzie się cieszył z efektów i będzie miał motywację do pracy z pacjentami :)
    A ja mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę i biodro powoli mi pocieszyć się krajobrazem tamtych regionów.
    Tymczasem odpoczywam i nie mogę uwierzyć w to że zrealizowałam swoje jedno z marzeń :)
    Mam tylko jeden wniosek z tego: bez trudu włożonego w rehabilitację nie byłoby to możliwe ani u mnie ani u córki, nasze mięśnie ( choć z innych przyczyn u każdej z nas ) nie dałyby rady podjąć takiego wielkiego wysiłku bez bólu.

    Co poza tym robię dla biodra?
    Staram się ruszać, unikam samochodu do pracy, spaceruję z kijkami po lesie na weekendach jak jest pogoda.
    Codzienie ćwiczę trochę z piłką rehabilitacyjną, staram się 2-3 razy w tygodniu gimnastykować, ćwiczyć kręgosłup bo praca siedząca męczy.
    Nie noszę obcasów ( odwykłam i nie kupuję takich butów ), nie dźwigam i pamiętam o postawie, także o ćwiczeniu dna miednicy.
    Jest bardzo dobrze, jestem bardzo zadowolona z efektów operacji choć mam świadomość że nikt nie da mi gwarancji że tak będzie zawsze. Na razie cieszę się tym jak jest i oby było tak jak najdłużej :)

    zozo - Czw 07 Paź, 2010

    AgaW napisał/a:
    Co poza tym robię dla biodra?
    Staram się ruszać, unikam samochodu do pracy, spaceruję z kijkami po lesie na wekendach jak jest pogoda.
    Codzienie ćwiczę trochę z piłką rehabilitacyjną, staram się 2-3 razy w tygodniu gimnastykować, ćwiczyć kręgosłup bo praca siedząca męczy.
    Nie noszę obcasów ( odwykłam i nie kupuję takich butów ), nie dźwigam i pamiętam o postawie, także o ćwiczeniu dna miednicy.
    Jest bardzo dobrze, jestem bardzo zadowolona z efektów operacji choć mam świadomość że nikt nie da mi gwarancji że tak będzie zawsze. Na razie cieszę się tym jak jest i oby było tak jak najdłużej :)
    No to jesteś bardzo zdyscyplinowaną osóbką :-D . Pamiętam, jak z 20 lat temu jedna pani a konkretnie masażystka mówiła mi, że muszę dbać o biodra - byłam wtedy po jednej z diagnoz, gdzie lekarz ortopeda uprzedzał mnie, że kiedyś będzie mnie czekała endo - masażystka radziła mi systematyczne ćwiczenia i dbanie o kondycję mięśni. Teraz sobie myślę, że gdybym systematycznie dbała i ćwiczyła, to dłużej by mnie te moje dysplastyczne bioderka ponosiły.
    AgaW - Czw 07 Paź, 2010

    Niestety nie mamy wyjścia, dbać musimy o bioderka. Choćby po to, aby kiedyś móc powiedzieć że się próbowało zachować je w jak najlepszym stanie i nie wyrzucać sobie zaniedbań jeśli kiedyśtam przyjdzie w razie pogorszenie.
    Każdy z nas robi jakieś "biodrowe grzeszki" - a to mało ruchu, ćwiczeń, buty na obsacach, za duża waga ciała-moje grzeszki to od czasu do czasu jakieś wypady, które niby kontroluję, obserwuję siebie, staram się inne rzeczy pilnować na to konto. Ale jestem tylko człowiekiem i choć raczej powinnam unikać tych górzystych miłości ( bo nikt nie wie kiedy będzie za dużo o ten jeden raz ) to czasem coś muszę zrobić co inni - może w innej wersji, łagodniejszej ale jednak to trochę "biodrowy grzeszek".
    Właśnie dlatego, choć kocham górki to poprzestanę na wypadach od czasu do czasu w teren nie trudniejszy niż Bieszczady dla własnego dobra i ze strachu że przesadzę i będę potem żałować.
    Tymczasem staram się dbać o biodro, bo szkoda psuć tego jak jest teraz.
    Lubię te wieczory z piłką do rehabilitacji, pogimnastykować się, plecy wtedy nie bolą po siedzącej pracy, a marsze z kiljami po lesie czy łąkach to fajny sposób na relaks od pracy i ruch.
    Nie mogę biegać ale mogę maszerować, kiedyś wolałam siłownię a teraz gimnastykę. Akceptuję to i nie przejmuję się tym że czegoś nie mogę - bo mogę za to inne rzeczy.
    Jestem jak każdy z Bioderek w jakimś stopniu niepełnosprawna, czasem nawet jestem dumna z tego że bardziej dbam o ruch, zdrowie, siebie niż te zdrowe osoby, że potrafię zastąpić braki czymś innym i umiem się cieszyć swoimi możliwościami, choć są okrojone.

    AgaW - Czw 17 Mar, 2011

    ZA 2 MIESIĄCE BĘDZIE 2 LATA PO OPERACJI

    Kolejna kontrol w Otwocku i dobre wieści. Z RTG wynika, że od ubiegłego roku nic nie nie pogorszyło, maleńki osteofit którego nawet nie czuję nie urósł. Bardzo się ucieszyłam z tej wiadomości :)
    Jak jest teraz, tyle po zabiegu? Jest bardzo dobrze, nic nie boli.
    Dbam o siebie, znaczy nie dźwigam, nie noszę niezdrowych butów, ruszam się. Gdy mogę to chodzę z kijkami Nordic, 2-3 razy tygodniowo ćwiczę na materacu i z piłką pod kątem kręgosłupa. Poza tym od stycznia 2-3 razy na tydzień ćwiczę na siłowni/fitness ( ćwiczenia bez obciążania bioder, oparte na stabilnej miednicy )1,5-2 godz, raz na tydzień grzeję się w saunie fińskiej ( sauny parowej nie polecam osobom z zwyrodnieniami bo nasila objawy,ja czułam gdzie kości mi się zrastały po 1 razie pobytu-dlatego chodzę tylko do sauny suchej dobrej dla zwyrodnień ).
    Z wiosną ruszę także na rower i więcej w teren z kijkami - mam kłopoty z utrzymaniem wagi ciała i liczę że dodatkowy ruch mi pomoże pozbyć się zbędnych kg, na razie postępy w wadze idą baaaardzo wolno - ale są :)
    Nie mogę narzekać - oby zawsze tak było i obym zawsze mogła się tyle ruszać, z ćwiczeniami czuję się świetnie i sprawnie. Choć na fitnesie/siłowni nie ćwiczę wszystkiego co inni, niektóre ćwiczenia mam inne to nie przeszkadza mi to, a najwięcej frajdy mam gdy inne kobiety zazdroszczą kondycji, uporu i siły ( nie wiedzą, że jestem bioderkiem, gdyby wiedziały to byłyby jeszcze bardziej zdziwione )
    Tak więc na 2 lata po operacji będę mogła powiedzieć: Jest dobrze !
    Kolejna kontrol za rok.

    Alicja - Czw 17 Mar, 2011

    AgaW, gratulacje !!!
    Jesteś wzorem konsekwencji godnej naśladowania.
    A Twoja historia przykładem, że po Ganzu można dojść do pełnej sprawności.
    Poza tym promujesz zdrowy styl życia. :-D
    Życzę Ci, aby na kolejnych kontrolach wszystko bylo w jak najlepszym porządku. :-D

    duska - Czw 17 Mar, 2011

    AgaW, super !! i tak trzymaj :) i pisz o tym dużo, bo tym robisz dobrą robotę dla innych. Musimy w każdej chwili uświadamiać sobie i innym, że sama operacja NIE ZAŁATWIA SPRAWY. Właściwie, do końca życia trzeba dbać o swoje biodra, czyli wygodę i prawidłowość chodzenia, dobre buty, właściwą ich aktywność, no i tę nieszczęsną wagę.. To są niby banały, ale jak po operacji już nie boli, to z dużą łatwością przestajemy ćwiczyć i myśleć o swoich biodrach ...a z czasem wracamy do starych nawyków chodzenia i znowu zaczyna się ból i degradacja mięśni i stawów. Aga, podziwiam Twoją wytrwałość i konsekwencję w dążeniu (i utrzymaniu :) ) swojego celu. Promuj to na forum z całych sił, bo jesteś namacalnym przykładem co może dobra, ukierunkowana rehabilitacja i szacunek do siebie i swojego ciała.
    AgaW - Czw 17 Mar, 2011

    Dziękuję kochane dziewczyny :)
    Opisując to wszystko właśnie robię to po to jak Duska pisze - aby inni mogli też być sprawni, aby wierzyli że można, aby byli uparci w rehabilitacji aż im się uda osiągnąć cel.
    Dbam o siebie i staram się utrzymać ten stan - bo nikt za mnie tego nie zrobi.
    Wiem od specjalistów fizjoterapii jak Fizkom ( i ufam ich radom ), że nawet jak jest dobrze to trzeba już dbać profilaktycznie o wiele spraw, nawet pozornie błahe sprawy jak np. buty mogą mieć znaczenie, wiem że pracując przy komputerze muszę dbać o kręgosłup.
    Zainwestowałam mnóstwo wysiłku, czasu, nerwów i pieniędzy w powrót do sprawności - czego ani przez chwilę nie żałowałam ! - nie zmarnuję tej pracy, ani tego co się nauczyłam o swoim organiźmie, w końcu robię to dla swojego dobra.
    Jak kiedyś pisałam-nikt mi nie da gwarancji jak będzie kiedyś - ale nie chcę kiedyś żałować, że zepsułam coś "olewając sprawę".
    Dbanie o siebie nie musi być katorgą, gdy zrozumiałam swój organizm polubiłam zmiany typu inne buty, nowe rodzaje ruchu, nie martwię się ograniczniami tylko wykorzystuję swoje trochę okrojone możliwości, doceniam to co mam.
    Nie czuję się gorsza od innych osób - jestem "inna" i tej inności świadoma, myślę że życie w zgodzie z potrzebami organizmu wyjdzie mi na dobre, w końcu : "jak sobie pościelisz tak się wyśpisz" :)

    Nena - Czw 17 Mar, 2011

    AgaW, baaardzo się cieszę, że wygrałaś walkę o swoje zdrowie :-) :-)
    Czytałam Twoją historię kilka razy i czerpię z niej wiedzę, siły i Twoje dobre fluidy, które znajdują się w twoich postach, aby walczyć o swoje zdrowie :kiss: Chociaż łatwo nie będzie, oj nie :-(

    AgaW - Pią 18 Mar, 2011

    Bardzo mi miło, że moja historia się przydaje i pomaga :) Neno czytałam o Twoich kłopotach z kręgosłupem i o tym że masz termin na Ganza. Ty też dasz radę! Nie będzie łatwo, ale jeśli zadbasz o dobrą rehabilitację to wyjdziesz z tego :ok: W Twoim przypadku rehabilitacja przed Ganzem będzie szczególnie ważna - bo będziesz mieć więcej pracy, gdy rozłożysz w czasie to zdążysz ze wszystkim i nie będzie to bardzo wielkiem obciążeniem. Masz dużo czasu i wykorzystaj go jak najlepiej, a będzie po Ganzu łatwiej wrócić do sprawności :)
    pasiflora - Pią 18 Mar, 2011

    Agnieszko, na pewno dla niektórych Twoja historia jest jak "biblia" Nie miałam osteotomii, ale wiem że dla mnie jesteś wzorem do naśladowania w dziedzinie rehabilitacji. Ty chyba nigdy nie tracisz zapału... :-D
    Udana wizyta kontrolna to idealne potwierdzenie, że warto było, a dodatkowo to świetny prezent na drugą rocznicę. :)

    AgaW - Sob 19 Mar, 2011

    Dzięki Pasifloro :hug: Oj nieraz to różnie było z zapałem, ale konieczność to wyższa konieczność. Brałam przykład z Katji i szłam do przodu. Dwa lata to niedługo po zabiegu, jeśli tak będzie po jeszcze dobrych kilku to wtedy będzie sukces. Choć dla mnie każdy rok bezbólowego życia jest już świętem ;)
    krzysio - Nie 20 Mar, 2011

    AgaW, fantastycznie, podziwiam za upór i wytrwałość, szacun, mam nadzieję, że takie dobre informacje będą mobilizowały do ciężkiej pracy jakim są ćwiczenia
    AgaW - Pon 21 Mar, 2011

    Mobilizuj się Krzysiu, aby i Tobie się udało. Trzymam kciuki, że Twoja historia będzie mieć równie optymistyczne wpisy jak moja :ok:
    mojra - Wto 12 Kwi, 2011

    AgaW, przede wszystkim gratuluję Ci z całego serducha tego, czego dokonałaś :) Szczerze mówiąc, jestem pod takim wrażeniem, że brakuje mi słów..dlatego wybacz, że tylko tyle jestem w stanie napisać.. GRATULACJE!!!
    Po drugie, chciałam Ci baaardzo podziękować, że zdecydowałaś się wszystko opisać. Bardzo potrzebowałam takiej właśnie pozytywnej lektury:) Za miesiąc prof. Czubak będzie naprawiał moje prawe biodro, i zaczynają się pojawiać wątpliwości itp. Mam nadzieję, że to normalne ;) W każdym razie, Twoja historia dodała mi wiary w słuszność i w powodzenie całego tego przedsięwzięcia :) Dziękuuujęęę :*

    AgaW - Wto 12 Kwi, 2011

    Dziękuję Ci za tak miłe słowa :) To bardzo wiele znaczy że opisując swój przypadek mogę komuś pomóc :hug:
    Tobie Mojro też się uda, tylko wykorzystaj każdą swoją szansę i zadbaj o jak najlepszą rehabilitację :o k:Będę trzymać kciuki za Ciebie :ok:

    Marlena - Wto 17 Maj, 2011

    Jestem pełna podziwu dla tego co zrobiłaś po operacji, że tak dzielnie walczyłaś, nie poddawałaś się i doszłaś do całkowitej sprawności, jeżeli tak to można nazwać. Naprawdę podziwiam Cię!! Ja mam operację pod koniec czerwca i powiem, że samej operacji się nie boję tylko tej rehabilitacji potem, żeby wszystko było dobrze. Pozdrawiam
    AgaW - Wto 17 Maj, 2011

    Nie bój się Marleno, już teraz szukaj kogoś kto Cię poprowadzi do zdrowia. Najważniejsze to docenić rolę rehabilitacji i potem ćwiczyć uparcie wg. wskazówek terapeuty :)
    Tylu osobom to się udało, więc mam nadzieję że i Ty dołączysz do osób zadowolnych z efektów operacji - tym bardziej że jest Forum, dział o rehabilitacji co jest dużą pomocą w odnalezieniu drogi do zdrowia :ok:

    U mnie jutro 2 lata od Ganza, podsumowując jest super!
    Jednak mam świadomość, że trzeba o siebie dbać co też robię.
    Szczególnie troszczę się o kręgosłup. Późną jesienią połamały mnie korzonki, brałam dość silne leki które mają jedną wadę - rozluźniają mięśnie, także te przy segmentach kręgosłupa.
    Moje zmęczenia pleców po pracy były spowodowane prócz zbyt długich godzin przed komputerem właśnie tym, że leki osłabiły mi trochę te mięśnie i choć ćwiczyłam dużo to jednak brakowało specjanych ćwiczeń "na tą okazję".
    Gdy fizjoterapeuta znalazł przyczynę dobrał kilka ćwiczeń to już po 2 tygodniach poczułam że plecy męczą się wolniej, potem szybko uporałam się z tym całkiem. Dodatkowo ćwiczenia były wspierane masażami i zabiegami fizykalnymi.
    Nie był to duży problem, bo jednak dużo ćwiczę - ale zostawiony sam w sobie kiedyś mógłby urosnąć do większych rozmiarów.
    Staram się więc obserwować siebie, dbać o plecy, bo pracując w pozycji siedzącej moje plecy są narażone na bóle. Co jakiś czas spotykam się z fizjoterapeutą dla motywacji do ćwiczeń i sprawdzenia stanu.
    Myślę że profilaktyka jest najlepszą bronią, a trochę gimnastyki dobrze robi szczególnie osobom jak ja i pomaga utrzymać tą niezłą formę :)

    pasiflora - Wto 17 Maj, 2011

    AgaW napisał/a:
    U mnie jutro 2 lata od Ganza, podsumowując jest super!
    Powiem tylko jedno: WSPANIALE :!: :!: :!:
    Nena - Sro 18 Maj, 2011

    AgaW, świetnie, że tak dobrze się czujesz :lol: . Jak o tym czytam, to gotowa byłabym już nawet jutro się zoperować :mrgreen: .
    A tak naprawdę to bardzo boję się operacji, ponieważ po tej na kręgosłup nie mogę dojść do siebie a ta kolejna na biodro wydaje mi się jeszcze straszniejsza :-? . Z drugiej strony chciałabym mieć to już za sobą, bo na razie to czasami głupieje i nie wiem co mnie boli: kregosłup czy biodra, a może to i to :evil:

    AgaW - Pon 22 Sie, 2011

    Od ostatniego wpisu sporo się u mnie zdarzyło :)
    Czerwiec - byłam spełnić swoje kolejne kilkudniowe marzenie o Bieszczadach. Kondycja pozwalała mi na najdłuższe szlaki, po 22 km w upalnym słońcu, z plecakiem-nie bolało biodro, ani kręgosłup, odrobina zwyczajnych zakwasów i tyle :) Pełna radość i pełen sukces ćwiczeń na część lędźwiową kręgosłupa, bo spodziewałam się choć trochę bólu. :)

    Koniec czerwca-operacja ginekologiczna jajnika ( też prawy jak noga ), cięcie na brzuchu podobne do cesarki, wkłucie do kręgosłupa jako znieczulenie. Wszystko się udało ale to była wyższa konieczność a zwłoka mogła mnie kosztować kłopoty. Już mam to za sobą, gin. po kolejnej kontroli jest bardzo zadowolony i ja też. Ale przejdę do sedna.
    Wiedziałam że konsekwencją operacji będzie w jakimś stopniu rozstabilizowanie miednicy ale zaskoczyłam się że aż taka może być cofka w efektach rehabilitacji.
    Po operacji czułam że coś się stało z miednicą, podobnie jak po usunięciu śrub czułam "rozklekotanie" i dyskomfort w chodzie.
    Najgorzej że nie można po zdjęciu szwa ćwiczyć, trzeba było odczekać aż będzie to bezpieczne, aby nie wystąpił krwotok.
    Odczekałam 3 tygodnie i zaczęłam ćwiczenia, aby pokonać to cofnięcie w rehabilitacji.Teraz jest prawie 2 miesiące od operacji, miednica już prawie ustabilizowana, jeszcze zostało trochę przykurczu, mięśnie brzucha po cięciu już mają się nieźle-a to ważne aby były silne ze względu na obciążenie kręgosłupa w przypadku ich długiego osłabienia.
    Wciąż nad tym pracuję, niedługo spotkanie z terapeutą to oceni postępy, dobierze z ćwiczeń coś jeszcze. Wiem, że trzeba będzie mi trochę czasu aby wrócić do poprzedniego stanu, ćwiczyć aby wypracowany stan utrwalić, ale nie przejmuję się tym bo wiem, że warto, że znów będę w formie. Szybko po miesiącu wróciłam po pracy (musiałam), kręgosłup nie boli bo ćwiczę go pilnie.
    Końcówka sierpnia - już teraz jest nieźle, na długim wekendzie sierpniowym byłam w Pieninach, w jednym dniu zaliczyłam Trzy Korony i Sokolicę ( z kijkami )! Było ciężko, ślisko, trasa z jednej góry na drugą trudna, ale zakwasy w obu nogach takie same, ból podejrzany się nie pojawił więc jestem na dobrej drodze w rehabilitacji, choć wciąż czuję że coś jest nie tak jak było.

    Moja sytuacja to przestroga dla kobiet -po naszym bioderkowym remoncie naprawdę niewiele trzeba, aby coś się naruszyło, rozstabilizowało. Wystarczy głbokie cięcie brzucha a już może być kłopot, gdyby go zaniedbać problem mógłby urosnąć do dużych rozmiarów.
    Udaje mi się zdusić kłopot na początku, powoli wracam do poprzedniego stanu. Ale chcę zaznaczyć że niestety nic nie dzieje się samo, obserwuję się, ćwiczę, mam kontakt z fizjoterapeutą, nie jestem z tym sama.
    Tym razem też mi się uda wygrać, już planuję przygotowania do zrealizowania kolejnego marzenia - na drugi rok chcę pojechać w Tatry... :)
    Ale aby bezpiecznie to zrealizować muszę być w świetnej formie i dobrze przygotowana pod kierunkiem fizjoterapeuty-do kolejnego roku może mi się to uda, a nawet jeśli nie będę dość silna to znajdę łatwiejsze miejsce do wypoczynku.

    maxyma - Wto 23 Sie, 2011

    WSPANIALE :!: :!: :!:
    aga.t. - Wto 23 Sie, 2011

    Aga wiesz jak Ci zazdroszczę tych górskich wycieczek :) Twoja historia to i przestroga i motywacja dla innych, bo doskonale opisujesz swoje przejścia związane z bioderkiem - operacja ale i dbanie o bioderko już ''po'' aby można było się nim cieszyć i korzystać.
    Wiemy o tym, że nadal dla niektórych osób operacja to wyleczenie i koniec - no może jeszcze reha pooperacyjna ale Ty dajesz dobry przykład, że trzeba pracować nad swoją formą cały czas - i jakie są efekty! Jesteś w pełni świadomym pacjentem :)
    Jestem na 100% pewna, że w przyszłym roku Tatry będą Twoje :)

    AgaW - Sro 24 Sie, 2011

    Dzięki dziewczyny :hug:
    Tak naprawdę to łatwo nie jest znów cofnąć się w rehabilitacji, znów coś od nowa odpracowywać, znów czegoś pilnować i znów coś obserować. Taki krok wstecz uświadamia jak bardzo człowiek jest powiązany wewnątrz mięśniami, ścięgnami, powięziami i jak łatwo zaburzyć tą równowagę.
    Po zabiegach nawet innych niż biodra jesteśmy bardziej niż inni narażeni na jakieś problemy rehabilitacyjne.
    To smutne, ale prawdziwe i jedyne co można z tym zrobić to nie dawać się i dbać o siebie :)
    Popracuję nad sobą i myślę że za miesiąc będzie już wszystko odpracowane i utrwalone jak trzeba :)
    W poniedziałek pierwszy raz po tej operacji byłam na rowerze, szybka jazda tylko 20 km łatwą trasą, potem czułam się świetnie, rozciągnięta i co najważniejsze nic nie bolało ani brzuch ani nic innego :)
    Miałam niedosyt jazdy, zero zadyszki więc chyba dobrzeję :)

    NUTKA - Sro 24 Sie, 2011

    Witaj AGAW naprawdę zazdroszczę ci tego rowerka przed endo robiłam z mężem po 30 km potem bylo strasznie ketonal nie pomagał.Już nie mogę się doczekać kiedy wsiądę pojadę i nie będzie potem boleć.Jesteś bardzo dzielna Ja będę kolejna nie poddam się bez walki.
    Nuta - Sro 24 Sie, 2011

    NUTKO, masz rację, nie trzeba się poddawać, tylko czasem nasze ciało płata nam figla i zawodzi. I często nie z naszej winy. Dlatego myślę, że trzeba się obserwować. Ja po pierwszej kapie robiłam codziennie 20 km, oczywiście po 5 miesiącach po operacji, ale niezawinione przeze mnie zdarzenia spowodowały, że musiałam mieć rewizję. Teraz z nową endo, po 9 tygodniach postępuję ostrożniej. O rowerze na razie nie myślę, ale pewnie kiedyś znów pośmigam :-D
    NUTKA - Sro 24 Sie, 2011

    Mogę się dowiedzieć co to za zdarzenie spowodowało rewizję????Swoją drogą po 9 tyg.ja chyba padnę przez ten czas.NAIWNIE się łudziłam że wrócę w pażdzierniku do pracy.ALEŻ SIĘ MYLIŁAM.
    aga.t. - Sro 24 Sie, 2011

    Nutki kochane to jest historia Agi - zapraszam do innego działu :)
    A Tobie Aga po raz kolejny zazdroszczę :)
    Bardzo łatwo coś zaniedbać a potem ciężko jest odpracować, dlatego tak ważne jest to abyśmy systematycznie dbali o reha, o ruch. Czasem każdy z nas ma gorszy dzień ale warto poświęcić choć chwilkę na odpowiedni ruch i ćwiczenia.
    Dodam, że ja korzystam teraz z tych ciepłych dni i duuużo spaceruję (przy okazji ''zaraziłam'' tym też koleżankę ;) ).

    NUTKA - Sro 24 Sie, 2011

    Sory jestem nowa i jeszcze trochę się gubię.Kompa też ogarniam na nowo bo ja artystka jestem i do tej pory wogóle mnie nie interesowała komputeryzacja naszego świata.TA HISTORIA NADAJE SIĘ DO DZIAŁU "Co mi dało bioderko" albo się mylę????
    '"

    AgaW - Sro 24 Sie, 2011

    Nutko możesz założyć swoją historię i w niej opisywać swoje bioderkowe sprawy :) To pomaga i motywuje :)
    Jest owszem temat w dz.psychologia "co mi dały chore biodra" i mam nadzieję, że odkryjesz coś w chorobie bo będziesz mogła tam opisać - moja historia to osbna sprawa ale w taym temacie dodałam wpis :)
    W dziale o psyche wiele fajnych temtów dla osób tych przed i tych po :)

    Mijka - Czw 25 Sie, 2011

    AgaW napisał/a:
    Miałam niedosyt jazdy, zero zadyszki więc chyba dobrzeję :)

    AgaW, gratuluję :thumbup: jesteś dzielna :)
    Wiesz, jak czytam Twoje posty to ciągle widzę Twoją usmiechniętą buzię :lol: takim sympatycznym, figlarnym uśmiechem :grin: :smile:
    Trzymaj się :kiss:

    AgaW - Czw 25 Sie, 2011

    Dzięki :hug: , trzymam się i staram się nie stracić zdolności do tego wesołego uśmiechu dopóki jest jakiś powód do radości.
    Czasem nawet mam wrażenie jakbym chciała nacieszyć się na zapas, nie przegapić niczego dobrego. Gdzieś w środku mam świadomość że nie zawsze tak może być, życie płata różne niespodzianki nie zawsze miłe, więc chcę mieć dużo dobrych wspomnień, takich do których można wrócić w złym czasie ( a każdy z nas ma taki czas ).
    Może nie wszystkie moje "wyczyny" i marzenia są do końca rozsądne, moja sprawność nie jest taka jak przed zachorowaniem, no ale równie dobrze można sobie zaszkodzić na codzień choćby upadkiem, nie dbaniem o postawę, brakiem zdrowego ruchu, zdrowego trybu życia. Jeśli mogę pocieszyć się życiem, to teraz gdy mam taką możliwość i szansę, dbając o siebie aby szaleństwa w górkach jak najmniej szkodziły. Odkładając na "kiedyś" może się okazać że nie będzie tego "kiedyś", wystarczy choroba, brak pracy czy inna okoliczność, które niestety wszystkim mogą się zdarzyć.
    Póki co nie daję się, motywuję marzeniami że może będę mogła coś zobaczyć, gdzieś być jeśli dam radę jakoś utrzymać dobry stan (choć wiem, że nie wszystko zależy ode mnie), walczę o siebie.

    AgaW - Pią 16 Wrz, 2011

    Połowa września
    Od ostatniego wpisu o swoim stanie bardzo dużo się zmieniło.
    Byłam u terapeuty po ćwiczenia, dziś też skończyłam zabiegi połączone z ćwiczeniami na nfz ( ćwiczenia indywidualne z mobilizacjami -to na nich mi zależąło nie na zabiegach które musiałam "przeżyć").
    Trzez ten czas bardzo dużo ćwiczyłam i pracowałam nad sobą. Łatwo nie było bo praca, rehabilitacja, potem po pracy prawie codzień mam szkolenia kilkugodzinne i wracam wieczoram do domu. A w domu na dobranoc moc ćwiczeń zajmujących ok.1,5 - do 2 godz. I tak dzień w dzień.
    Na efekty nie trzeba było długo czekać, dziś terapeuta podsumował ostatnie 3 tygodnie ćwiczeń moich i naszych wspólnych.
    Jest o niebo lepiej, czucie głębokie po cięciu brzucha prawie odbudowane, postawa i miednica trzyma się świetnie, przykurcz czuję tylko czasem i tylko trochę.
    Nie wyglądało to tak dobrze na początku, ani się nie zanosiło na takie szybkie efekty - ale dobrze dobrane ćwiczenia i postępowanie terapeuty zrobiły kawał dobrej roboty.
    Bardzo szybko zareagowałam na ćwiczenia ( choć też bolesną nadwrażliwością mięśni ), mobilizacje odniosły wspaniałe efekty, dostałam pochwały za pilność od terapeuty, który naprawdę poświęcał mi bardzo dużo czasu.
    Nie jest łatwo, dużo ćwiczeń jest trudnych do wykonania w domu, są męczące, do niektórych potrzebuję do pomocy domowników, ale jakoś sobie radzę uparcie czekając na kolejne zmiany na plus.
    Wspomniałam że mam teraz tyle zajęć, wspomnę tu o moim kręgosłupie - wytrzymuję te 10-12 godzin prawie codzień bez bólu, najwyżej czuję zmęczenie. Na szczęście ćwiczenia są też pod kątem kręgosłupa, bardzo mi służą i pozwalają utrzymać go w dobrej formie.
    Podsumowując trzy tygodnie temu gdy oglądał mnie terapeuta to znalazł w chodzie że jest problem w samym końcu fazy przenoszenia, dziś trzeba się dopatrywać żeby zauważyć jeszcze odrobinę, która została do poprawy i wyćwiczenia. Co kilka dni czuję w czuciu głębokim.
    Bardzo się cieszę z postępów, z tego że wracam szybko do poprzedniego stanu :)
    Nie spoczywam na laurach, nie daję sobie luzu, odpoczynku ( szczerze to tylko 1 dzień nie ćwiczyłam, tylko poszłam na kijki )- skoro tak bardzo reaguję na ćwiczenia i tak szybko wszystko się toruje to wykorzystuję ten czas ile tylko mam siły ( a sił mi czasem braknie ale nie daję się ) :)
    Potrzebuję jeszcze czasu żeby doszlifować niektóre rzeczy, utrwalić - ale nie zrażam się wizją tego codziennego wysiłku - ten czas traktuję jako inwestycję w swój chód i formę na przyszłość.
    Nie mam pozwolenia na siłownię, teraz muszę się skupić na innych ćwiczeniach i powiem Wam, że "codzienny zestaw" męczy bardziej i służy mojej figurze na plus! ( angażuje naraz prawie wszystkie grupy mięśni - zaczynam chudnąć, gubić brzuch ) :)
    To dodatkowa motywacja i to bardzo skuteczna :)
    Teraz mam zadania na tydzień/dwa samodzielnych ćwiczeń, potem kolejna wizyta , może kilka spotkań na których będą mobilizacje - zależnie od potrzeby.
    Mam ambitny plan zaskoczyć postępami znów terapeutę, który mnie prowadzi, jestem pewna że utrzymując swoje zaangażowanie w ćwiczenia uda mi się to i niedługo będę mogła ćwiczyć tylko dla profilaktyki.

    zozo - Pią 16 Wrz, 2011

    AgaW napisał/a:
    .........Trzez ten czas bardzo dużo ćwiczyłam i pracowałam nad sobą. Łatwo nie było bo praca, rehabilitacja, potem po pracy prawie codzień mam szkolenia kilkugodzinne i wracam wieczoram do domu. A w domu na dobranoc moc ćwiczeń zajmujących 1,5 - do nawet 2 godzin. I tak dzień w dzień....
    Jesteś już sporo po operacji i szczerze powiem przeraziłaś mnie trybem życia. Ja rozumiem, że bezpośrednio po operacji trzeba się poświęcić. Sama obecnie dużo się rehabilituję i staram się codziennie ćwiczyć 1-2 godz., ale obecnie jestem na L-4. Niedługo wrócę do pracy i bardzo wątpię, abym dała radę ćwiczyć codziennie przez 2 godz :no: a chciałabym jeszcze znaleźć czas na basen przynajmniej raz w tygodniu. Mam świadomość, że będę musiała do końca życia dbać o sprawność, ale taki tryb mnie przeraża. Sądziłam, że jak zacznę normalnie chodzić, to tylko dla podtrzymania formy nie będę musiała się codziennie katować przez 2 g. :roll: . Owszem codzienny 30 min trening mogę sobie wyobrazić, ale aż 2 godz.? Poza tym, jak u Ciebie z zasypianiem, skoro aplikujesz sobie ćwiczenia przed snem. Tuż przed snem duży wysiłek nie jest zalecany. Raczej należy się wyciszyć.
    Bonia - Pią 16 Wrz, 2011

    Aga W brawo brawo i jeszcze raz brawo :-) Zozo więszość z nas tak ma że robimy to wieczorem ja też przed zaśnięciem robie powtórkę zresztą ćwiczę gdzie się da i ile się da ale najwięcej czasu poświęcam na to w domu po pracy. Fakt że ćwiczenia są nie raz trudne męczące i po całym dniu żeczywiście nie raz się nie chce. Ale mamy świadomość że każdy dzień bez ćwiczeń to dzień zmarnowany jeśli sobie odpuścimy nastąpi regres i zabawa zaczyna się od początku. Ja sobie np odpuściłam dzień bez bicia przyznam się że dwa i było tak że na trzeci dzień musiałam odrabiać dzień lenistwa i nie było mi za wesoło gdy to co już wypracowałam zaczynało się cofać.


    Przekonałam się na sobie że nie ma że mi się nie chce w rehabilitacji funkcjonalnej nie ma chyba takiego terminu nie chce mi się jak nie poćwiczę dzień dwa nic nie będzie tak to niestety nie działa nie koniecznie muszą być to dwie godziny dziennie można mniej ale dzień w dzień inaczej efektów nie ma one same nie przyjdą i to także uświadamiają nam nasi terapeuci gdy zaczynamy z nimi pracę oni nas motywują motywują nas postępy które widzi i my i terapeuta a my sami musimy mieć w sobie podwójną motywację inaczej nic z tego nie będzie.

    AgaW - Sob 17 Wrz, 2011

    Zozo -miło że się martwisz jak śpię :) Śpię bardzo dobrze, nie mam kłopotów z zasypianiem i jestem wyciszona choć ćwiczenia na wieczór większość osób pobudzają. U mnie jest inaczej-poćwiczę i po kąpieli śpię z miejsca.
    Tryb życia i mnie przeraża no ale albo ćwiczę wieczorem tyle ile trzeba ( bo i króciutkie przerwy robić muszę ) albo nie znajdę czasu na ćwiczenia w innej porze. Niestety jak wcześniej pisałam różne inne niż biodrowe zabiegi operacyjne często mają na nasz stan wpływ.
    Nie katuję się dla przyjemności ani podtrzymania formy, ale dlatego że mam do wypracowania i utrwalenia kilka rzeczy.
    Mogę olać to co czuję jeszcze w nodze i żyć sobie nadzieją że "samo przejdzie" albo mogę coś z tym robić aby czym prędzej uporać się z dyskomfortem, mieć pewność że jest jak było wcześniej.
    Wbrew pozorom nie jestem przeciążona ćwiczeniami, mam zaprawiony organizm do wysiłku ( przed zabiegiem dużo ćwiczyłam dla formy ) i o dziwo nawet czuję się lepiej po wysiłku niż bez niego :) Terapeuta zna moje możliwości i nie żałuje mi "pracy domowej" , która jest urozmaicona :) Nie musi mnie poganiać, bo wiem że to co robię robię dla siebie.
    Niektóre z ćwiczeń lubię, jedno z tych ulubionych nawet często ćwiczę rano międzyczasie "na rozruch" :)
    Pewnie tak łatwo akcetuję konieczność ćwiczeń i nawet je lubię bo tyle godzin siedzenia w pracy prosi się o ruch poza nią.
    A że brakuje mi czasu na przyjemności bo duża dawka ćwiczeń po zajętym dniu to kolejny obowiązek to fakt. Jednak wolę zrezygnować np. z książki, netu, posiadówki z koleżanką na rzecz ćwiczeń, teraz to dla mnie jest najważniejsze i planuję sobie czas tak aby ćwiczenia były na jednym z czołowych miejsc, na przyjemności i luzik przyjdzie czas niedługo, gdy już będę mieć utrwalenie za sobą i ćwiczyć będę dla formy/profilaktyki kręgosłupa :)
    Nie mam małych dzieci, więc mogę poświęcić dużo czasu dla siebie.
    Bonia - dzięki za wsparcie :hug:

    kinga - Sob 17 Wrz, 2011

    zozo napisał/a:
    Sądziłam, że jak zacznę normalnie chodzić, to tylko dla podtrzymania formy nie będę musiała się codziennie katować przez 2 g.

    Pamiętaj Zozo jedno: NIC NIE MUSISZ :)


    Aga gratulacje dojścia do formy i ogromnego samozaparcia :) :) :)

    Alicja - Sob 17 Wrz, 2011

    AgaW, i ja Ci gratuluję samozaparcia, te 2 godziny ćwiczeń to naprawdę coś.
    Pewnie masz wspaniałą kondycję i piękną figurę, chociaż wiem, że wszystko to robisz dla zdrowia. Ale tak przy okazji i one zyskują. :-D
    Ja ostatnio też się przekonałam, że ćwiczenia bardzo procentują. Moja świetna forma po bardzo trudnej operacji zaskoczyła nawet mnie samą. :lol:

    AgaW - Sob 17 Wrz, 2011

    Jak pisałam, nie zawsze jest to 2 godziny, czasem 1,5 rzadko godzina.
    Wygląda na to, że zamieniłam siłownię i ćwiczenia na plecy na obecnie bardziej odpowiednie ćwiczenia w domu.
    Alicjo, niestety nie mam pięknej szczupłej figury, zbyt bardzo lubię jeść słodycze :)
    Ale formę fizyczną mam niezłą faktycznie, jestem dość mocno zbudowana ( album-fotki ), co na wypadach w górki się bardzo przydaje :)
    Dzięki dziewczyny za miłe słowa, to pomaga gdy dopada lenistwo :hug: , czasem ćwicząc myślę o wielu osobach z Forum i to też pomaga zebrać siły i nabrać ochoty do mrówczej pracy rehabilitacyjnej. W ogóle to systematyczność ćwiczeń dużo zależy od myślenia, podejścia. Owszem obowiązek jest męczący, ale na różne sposoby uprzyjemniam go, staram traktować jak relaks- wtedy już nie czuję tej presji przymusu. W końcu bywało gorzej, po operacji ćwiczyłam o wiele częściej, w sumie więcej i jakoś przeżyłam a efekt wynagrodził wysiłek.
    Sportowcy też mają swoje zajęcia i o wiele ciężej trenują bo im zależy na wyniku. Trochę i ze mnie taki domowy sportowiec, też mam swój cel i też aby go osiągnąć muszę być wytrwała :)
    A że kiedyś lubiłam sport i go uprawiałam to zostało mi trochę tego upartego zacięcia i dobrze mi idzie wkomponować się w codzienne ćwiczenia.
    Brak ruchu mi nie służy nie tylko fizycznie bo mam skłonność do tycia, ale i psychicznie bo zasiedziała staję się zmęczona, ociężała i bez werwy do życia. Jak to mówią koleżanki pasjonujące się astrologią - gdy ruszam się to widać że prawdziwy ze mnie "strzelec", który po prostu kocha ruch :)

    Grazyna1950 - Sob 17 Wrz, 2011

    AgaW - po prostu Cię podziwiam. Mnie brak takiego samozaparcia. Jak ćwiczę, to tylko rano. Wieczorem nie nadaję się nawet do porządnego chodzenia.
    AgaW - Sob 17 Wrz, 2011

    Szczerze to i ja wolę poranną porę ćwiczeń. Idzie wszystko zgrabniej i łatwiej i szybciej bo wypoczęta z nocy wolniej się męczę. Pracuję zawsze od samego rana więc o tej porze nie mam możliwości zająć się rehabilitacją. Na zwolnieniu pierwsza seryjka ćwiczeń zawsze była z samego rana. Wieczorem faktycznie jest gorzej, trzeba częściej dawać sobie chwilę na złapanie oddechu-ale lepiej wieczorem mieć ten czas niż wcale :)
    zozo - Nie 18 Wrz, 2011

    AgaW, no cóż z 20 lat temu również nie miałam problemów z zasypianiem a teraz niestety - gdybym wzięła zbyt ciepłą kąpiel lub właśnie mocniej poćwiczyła, to mam problemy z zaśnięciem. Potrafię się przewracać w łóżku do 4 nad ranem a środków farmakologicznych staram się unikać. W końcu zasnę, ale jak musiałabym wstać o 6:30 do pracy po takiej bezsennej nocy byłoby bardzo ciężko. Z pracy wracam po 17 g. Całe szczęście, że mąż jest już na emeryturze, to on robi zakupy i gotuje w tygodniu, bo inaczej obiad byłby jeszcze później. Po obiedzie trzeba przynajmniej z pół godz. odczekać. Powiedzmy, że uda mi się do 20 uporać się z blokiem ćwiczeń a 22-23 już trzeba położyć się spać. Na wszystkie pozostałe czynności poza pracą, ćwiczeniami, spaniem zostaje tylko 2 godz. - nie wygląda to dobrze a Ty piszesz, że jeszcze po pracy chodzisz na paro-godzinne szkolenia :O .

    U mnie kondycja po intensywnym pobycie na oddziale rehabilitacyjnym znacznie się podniosła, ale niestety w żadnym razie nie jest taka, jak 20 lat temu, kiedy byłam w świetnej formie i to bez dodatkowych ćwiczeń. Staram się nie utracić efektów ostatniej ciężkiej pracy nad formą, ale trudno będzie, jak wrócę do pracy :no: . W moim wypadku będzie dobrze, jak poćwiczę z pół godziny dziennie, z raz w tygodniu zamiast ćwiczeń wizyta u rehabilitanta a weekend basen. Więcej z siebie nie dam rady wykrzesać :no: .

    AgaW - Nie 18 Wrz, 2011

    Widzisz Zozo, czasem życie nie daje większych wyborów, a wręcz lubi pokazać jak bardzo umie zaskoczyć. Mogę zrezygnować z szkoleń na które długo czekałam, mogę też zacisnąć zęby i przetrwać ten czas bo do nowego roku będę mieć z głowy szkolenia, niedługo będzie mi łatwiej bo będą co drugi dzień. Gdy tylko uporam się z tym co pilne do wyćwiczenia będę mogła spokojnie ćwiczyć mniej, krócej tyle co dla profilaktyki i kondycji.
    Jak to w życiu jest nauka zbiegła się z koniecznością ćwiczeń, tego nie mogę odkładać bo będę tego żałować. Gdy zapisywałam się na szkolenia nie sądziłam że będę mieć tą operację ginekologiczną, po której coś się dodatkowo naruszy w takim stopniu że trzeba będzie tyle ćwiczyć - bo że się nauszy to byłam świadoma.
    Życie zaskakuje nas, nie zawsze mile ale od nas zależy co z tym zrobimy. Ten natłok wszystkiego naraz potrwa jakiś czas, w którym muszę się spiąć i podołać wszystkiemy skoro z niczego nie chcę zrezygnować. Jak pisałam łatwo nie jest, bo brak czasu na niektóre rzeczy, przyjemności ale jakoś daję radę się zorganizować, zmieniłam priorytety a reszta się ułożyła.
    Owszem dyscyplina siebie i trzymanie się planu jest nużące no ale już kiedyś byłam w podobnych sytuacjach i dałam radę, gdy skończyły się takie "szalone okresy" to miałam satysfakcję z tego że umiałam się zorganizować i dopiąć celu :)
    Masz rację, z biegiem lat jest trudniej - a z drugiej strony doświadczenie uczy jak pogodzić wszystko aby nie rezygnować z siebie. W końcu są ludzie bardziej zajęci ode mnie, mają pracę i firmy i maluchy, dodatkowo studiują i nieraz do tego też jakieś kłopoty życiowe, zdrowotne i dają sobie świetnie radę. Owszem na długą metę tak nikt bez szkody nie da rady zarywać się ale moja meta już jest dość blisko :) Wysypiam się, mam możliwość dbać o odżywianie, mam domowników którzy pomagają w domu to jakoś ten czas jest spokojny i w miarę bezstresowy. Tyle, że szybko ucieka i gdy tylko mam jak np. dziś to zwalniam pęd i odpoczywam nabierając sił w gronie rodziny leniuchując w domu lub aktywnie ruszając się jak dziś na rowerze. Nie rozmyślam nad trudnością dni jakie jeszcze mnie czekają, zwyczajnie planuję czas po kolei, realizuję to co zaplanowałam i biorę garściami życie jakie jest.
    Piszesz że te 20 lat temu było u Ciebie inaczej - no cóż - nie wiem jak będzie za 20 lat, nie zastanawiam się nad tym i nawet chyba nie chciałabym wiedzieć. Przyjdzie czas to się dowiem i przyjmę to co da mi los.

    Nuta - Nie 18 Wrz, 2011

    AgaW, bardzo mądra z ciebie kobieta. Choć przecież młoda jesteś, to bardzo dojrzale myślisz. I dla wielu jesteś wzorem, jak nieraz czytałam wypowiedzi w twoim temacie.
    Chciałabym być tak konsekwentna jak ty w jesteś w swoich działaniach wobec świata i wobec siebie.
    Staram się, ale nie zawsze wychodzi.
    Pozdrawiam cię!

    maxyma - Nie 18 Wrz, 2011

    Aga "czapki z głów" - na prawdę swoją niesamowitą postawą i samozaparciem niesamowicie motywujesz innych i aż wstyd mi jest przed samą sobą, gdy stwierdzam, że mi się dzisiaj nic nie chce. Takiej opcji nie ma - zakasuje rękawy, przypominam sobie twoją wytrwałość i daję z siebie wszystko. Dziękuje.
    AgaW - Pon 19 Wrz, 2011

    Kochane jesteście :hug: Mi też coś czasem nie wychodzi i muszę wymyśleć jak od nowa zrobić tak aby wyszło. Miło, że mogę swoim uporem komuś pomóc w motywacji, w niektórych sprawach jestem upartym osłem - akurat w ćwiczeniach ten osioł we mnie się bardzo przydaje :)
    Nie różnię się bardzo od innych osób, może mam tylko do innych spraw inne podejście i dlatego jakoś realizuję się w swojej sytuacji z niezłym wynikiem. Nie myślę czy dana sytuacja mi się podoba, tylko analizuję co zrobić żeby wszystko pogodzić, jak się ustawić aby wyjść z niej jak najlepiej i jak najbardziej zadowolona, nie zaniedbać rodziny, szukam dotąd pozytywów aż znajduję. Dla mnie ważne jest że moi bliscy to widzą i bardzo to we mnie lubią, i widząc ile potrafię z siebie dać starają się pomagać, cieszą się ze mną z nawet drobnych sukcesów :)
    W sumie każdy tak może, choć czasem trzeba się tego uczyć jakiś czas ( też się tego uczyłam ), ale to taka moja recepta na kłopoty, jak wszyscy uczę się na własnych różnych błędach i coś z nich staram się wynieść aby użyć jako atut na kolejną sytację.
    Zadarza się że z czymś też nie umiem dać sobie rady - ale nie czuję się przegrana, zawsze wiem że zrobiłam co mogłam w danym czasie, aby to coś się udało. Skoro nie pomogło, to akcetuję to i idę swoją drogą dalej, nie rozpamiętuję, nie wracam do tego tylko trkatuję jako kolejne doświadczenie z którego coś trzeba się nauczyć.
    Może moja recepta komuś się spodoba i coś z niej zastosuje u siebie, może ktoś ma własny inny plan na pogodzenie wszystkiego, najważniejsze to mieć jakąś swoją receptę która się u danej osoby sprawdza :)

    AgaW - Wto 27 Wrz, 2011

    Kolejny tydzień od wpisu wypełniony pracą, szkoleniami i ćwiczeniami.
    Nie mogłam odpuścić pogodzie, w sobotę krócej pracowałam i po pracy pojechałam z mężem w Bieszczadzkie górki... nie powiem, trochę z duszą na ramieniu bo nie wiedziałam na ile moje ciało będzie zadowlone z chodzenia po połoninach. Ale miałam powolenie od terapeuty i postanowiłam sprawdzić na ile już wróciłam do sił.
    Zaraz w sobotę zdążyliśmy szybko wyjść na Smerek, w niedzielę zaliczyłam długą trasę na Bukowe Berdo całą Połoniną Bukowską ( z "widełek" - aż zchodząc zastnawiałam się jak w ogóle tam wyszłam ), wczoraj przed powrotem nie bacząc na zakwasy byłam na Połoninie Caryńskiej ( po całej długości ).
    Celowo napisałam szczegółowo miejsca, nie dla przechwałek ale dla wyobrażenia osób zaintersowanych tematem (górka górce nierówna).
    Dałam radę! nic nie boli oprócz nóg ( łydek ), czuję zmęczenie w m.brzucha, kijki pomogły bardzo ( ręce mam b.silne to nie bolą ), nic niepokojącego się nie odezwało, ani chód nie pogorszył :) Kręgosłup zaskoczył pozytywnie bo po pierwszym zmęczeniu w ogóle nie bolał, zmęczenie zgubiło się w drodze.
    Warto było podjąć wysiłek dla widoków ( jesienią najpiękniejsze ), odpoczęłam psychicznie i choć było krótko jak dla mnie ( kocham te miejsca na zabój ) to napewno jedno wiem: warto ćwiczyć choćby dużo i długo aby móc cieszyć się wyjazdem, zwiedzaniem i świadomością że dało się radę, że zwyczajnie i równo bolą nogi, że jeszcze można spełniać marzenia bycia w takich miejscach :) Owszem, pod strome podejścia było trudno, trzeba było uważać ale...niejeden zdrowy miał większe problemy kondycyjne :)
    Dla mnie to radość i duma, nagroda za trudy ćwiczeń aby móc sobie pozwolić na poczucie się śród tych widoków jak wolny ptak :) Mina mojego męża bezcenna, gdy nie patrząc na bolące łydki z uśmiechem od ucha do ucha prawie bez zdyszki przechodziłam przez trudniejsze miejsca ( a on ma świetną kondycję ).
    Cóż powiem więcej? Chyba to, że po przerwie na górki dziś znów wracam do ćwiczeń, już mogę mniej intensywnie pracować nad sobą - ale pracować będę, bo jeszcze nieraz będę potrzebować dobrej formy aby realizować się i swoje marzenia te mniejsze i te większe dopóki jestem w stanie.

    AgaW - Pią 14 Paź, 2011

    Minęło kolejne prawie 3 tygodnie3,5 miesiąca od operacji na brzuchu
    Po górkach czułam się świetnie, rozciągnięta, wszystko jakby skokowo ustąpiło.
    Jednak wciąż nie całkiem, ćwiczę wytrwale lecz przy końcu jakby coś się zatrzymało, nie chciało do samego końca ustąpić. Niby tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale coś wciąż jest nie do końca jak trzeba w tej końcowej fazie chodu. Nie tyle to widać ile ja to odczuwam, taki niewygodny dyskomfort - choć jednak znacznie mniejszy niż wcześniej. Szukając z terapeutą i drugą terapeutką przyczyny co tam jeszcze "trzyma" zajęliśmy się blizną na brzuchu po czerwcowej operacji.
    Blizna pozornie w porządku, ale nie całkiem się przesuwa i trzeba ją mobilizować, samodzielnie miałam to zadanie na kilka dni, z którego się wywiązałam a na dziś ustalone klejenie taśmą kinesio taping dla wzmocnienia efektu.
    Niestety okazuje się że blizny na tkankach brzucha to zupełnie inna sprawa niż po zabiegach na kościach, po Ganzu nie miałam żadnych kłopotów z blizną i tamta jest dokładnie taka jaka powinna być.
    Więc jestem pięknie oklejona w zaplanowany sposób, mam szczególnie zwrócić uwagę na jedno z ćwiczeń a inne opanować. Od razu czułam że jest jakoś inaczej, teraz gdy odpoczęłam po ćwiczeniach w fizjoterapeuty i zaliczyłam porcję domowych zadań w domu czuję że coś jest inaczej, jakby lepiej.
    Mam nadzieję, że to jest to czego jeszcze mi potrzeba, aby wszystko do końca puściło i dało się ten koniec utrwalić.
    Jestem cierpliwa i uparta, nie odpuszczę tego końca aż uporam się całkiem. Miałam nadzieję, że będzie to na końcu szyciej szło, ale wiem że niektórym osobom trzeba trochę czasu, a taki cięty brzuch i tkanki miękkie to niestety mogą potrzebować czasu więcej niż się może na początku wydawać. Znam swoją nogę, wiem, że to już tylko "małe coś"-ale to coś ma wpływ na to co czuję i na mój wzorzec chodu.
    Taśmę mam stosowaną pierwszy raz, pewnie trzeba będzie jakiś czas ją stosować, oby to był ten "strzał w 10". Czas pokaże jak ten sposób sprawdzi się w moim przypadku, pewne jest że pod częścią blizny głęboko tkanki/powięź potrzebuje wsparcia.
    Oczywiście ćwiczę nadal codzień, bardzo rzadko robię dzień luzu, teraz już zajmuje mi tak ok. godziny wieczorkiem, czasem któreś z ćwiczeń dokładam też rano, lub w dzień międzyczasie w domu.
    Najbardziej zajęty czas już mija, mogę troszkę zwolnić tempo choć w niektóre dni. Kręgosłup choć jest obciążony zbyt wieloma godzinami siedzenia sprawuje się świetnie, nie mam z nim żadnych kłopotów, dobrze się dla niego ćwiczenia komponują z całością "pracy domowej" i co najważniejsze działają.
    Nadal nie wróciłam do ćwiczeń na siłowni, terapeuta odradza, na tym etapie jest to niewskazane, lepiej teraz w moim przypadku wykorzystać czas na ćwiczenia innego rodzaju, które w takiej dawce i systematyczności także mają świetny wpływ na figurę. Waga stoi ( co też dobrze, że nie rośnie ), ale ciało wygląda lepiej, trochę bardziej sportowo. To duża pociecha i dodatkowa motywacja, aby mozolnie krok po kroczku dopinać swego aż do skutku.
    Pozdrawiam wszystkie ćwiczące Bioderka!

    AgaW - Wto 25 Paź, 2011

    Po 11 dniach...
    Po tygodniu plastrowania czuję poprawę, po zdjęciu okazało się że blizna a brzuchu całkiem inaczej wygląda (lepiej). Czuję różnicę w pracy mięśni podczas chodu, jednak jeszcze wciąż ta coraz mniejsza odrobina jest wciąż do wypracowania. Przez ten czas zrobiłam w domu bardzo dużo dobrej roboty ćwicząc i mobilizując bliznę samodzielnie po ściągnięciu plastra wg. zaleceń. Dodatkowo stosowałam cepan.
    Właśnie wróciłam od terapeuty, jestem od nowa oklejona w trochę inny sposób, oczywiście do plastra będę ćwiczyć bo bez tego nie będzie efektu. ćwiczenia nawet te nowe idą mi zgrabnie i bardzo szybko przystosowuję się do nich, w ogóle z biegiem czasu jakoś coraz mniej mnie męczą co też jest dobrym znakiem. Jako że mniej męczą, nie muszę między nimi tak często łapać większy oddech to zajmują mi mniej czasu, obecnie wyrabiam się w godzinie. Jeszcze trochę i już będzie wszystko jak trzeba ( mam nadzieję), ale muszę jeszcze cierpliwie powalczyć.
    Kiedyś dobrze rozumiałam i wyczuwałam swoje ciało, ale te ostatnie tygodnie jeszcze tą świadomość i wyczucie pracy poszczególnych grup mięśni bardzo rozwinęły, wciąż uczę się czegoś nowego o sobie. To się przydaje, sprawia że ćwiczenia nie są nudne ani nie robię ich automatycznie, coraz bardziej traktuję je nie jako konieczność ale jak solidny trening.

    Dobra_Wrozka - Pią 04 Lis, 2011

    AgaW -jestes mistrzynia motywacji i znajomosci swojego ciala :clap: :hump: :clap: :thumbup: :clap:

    Takie regularne cwiczenia daja to dobre uczucie panowania nad...swoim zyciem, prawda? :-D

    AgaW - Pią 04 Lis, 2011

    Dzięki za miłe słowa :hug: choć do mistrzostwa do mi jeszcze chyba daleko :mrgreen:
    Myślę, że w dużej mierze tak jest z tym panowaniam nad życiem:)
    Napewno akceptacja swojego stanu i dbanie o to żeby mieć jak sobie pomóc, to szukanie czasu w biegu życia na ten czas dla zdrowia to ma odbicie w ogólnym życiu, jeśli znajduję ten czass, udaje mi zapalnowanie wszystkiego aby być w zgodzie z potrzebami zdrowia to daje to fajne poczucie kontroli nad swoimi sprawami, jakiś doping że skoro na rehabilitację jest jakiś sposób to i na inne rzeczy też jes t( a często nawet wydają się przy tym prostsze ) :)

    AgaW - Nie 20 Lis, 2011

    20 listopada
    Mineło znów troszkę czasu od ostatniego wpisu. Co się zmieniło od ostatniego? Już nie noszę plastrów kinesio, nie czuję ciągnięcia, dyskomfort jest chwilami i minimalny, ale wciąż postaje wrażenie że do końca wewnątrz coś nie pracuje tak samo jak druga noga, że jest jakaś dziwna różnica.
    Plastry zrobiły kawał dobrej roboty, mój fizjoterapeuta jest bardzo zadowolony z tego że cały czas praca wszystkiego się dogrywa. Niestety cały czas coś nam umyka, terapeuta nie specjalizuje się w powięziach-postanowiłam więc wybrać się do Fizkoma, aby zbadał mnie i rozwiązał zagadkę co jeszcze mi trzeba aby całkiem wrócić do poprzedniego stanu.
    Wczoraj zostałam zbadana i potwierdziło się że cięcie brzucha naruszyło powięź taśmę średnią głęboką i cała reszta to już konsekwencja tego faktu. Odpracowałam wiele rzeczy, zostało tylko zaktywizować m.poprzeczny brzucha do powrotu do poprzedniej pracy oraz popracować nad poprawą pracy przepony oraz rozciągnięciem tej właśnie powięzi trochę z terapeutą a resztę to już będzie moja samodzielna praca.
    Po cięciu ginekologicznym ten mięsień spełniający rolę "gorsetu" trzymającego wszystko na swoim miejscu "zapomniał" jak ma pracować prawidłowo i trzeba mu pomóc. Powięź o której wspomniałam ma wpływ nie tylko na brzuch ale i na pracę nogi, m.uda, kolana, także postawę ciała aż do stawów żuchwowych! Byłam jak zawsze pod wrażeniem tego co nowego znów nauczyłam się o sobie, o funkcjonowaniu ciała.
    Dostałam wskazówki dla terapeuty i ćwiczenia do domu. Wyznacznikiem kiedy będzie po wszystkim będą moje odczucia ciała, które okazały się trafne i ważne, to wyczucie i świadomość pracy poszczególnych mięśni będzie pomocne do samodzielnych ćwiczeń i pomoże mi szybko wyjśc z tego już całkowicie.
    Już po wizycie i ćwiczeniach i pracy na powięzi przez Fizkoma czułam się że to jest właśnie to, że dotarłam do tego sedna sprawy i poczułam że idąc momentami jest tak jak wcześniej! :)
    Napisałam o tym wszystkim szczegółowo, wiele kobiet musi być operowana ginekologicznie z jakiś przyczyn, gdzie jest naruszona powięź i to często daje dziwne efekty różnego rodzaju pogorszeń w pracy czegoś nie dającewgo się dobrze zdefiniować.
    Fizkom wytłumaczył mi, jak ważne jest aby powięzi pracowały prawidłowo, jaką ważną rolę spełniają i że bardzo istotne jest aby po takich operacjach ich praca wróciła do prawidłowej.
    Bardzo cię cieszę, że pojechałam skonsultować się, że już wszystko wiem i że trochę wysiłku i z każdym dniem będę odczuwać poprawę, już po wczorajszych wspólnych ćwiczeniach czuję że znów ruszyło coś z kopyta i ten ostatni etap został rozpoczęty.
    Nie mogę doczekać się spotkania z moim fizjoterapeutą, na którym opowiem mu co jeszcze mamy zrobić, a jest to już taka "kropka nad i "
    Wracając do domu czułam przypływ energii, takiego wiatru w żagle, już mam pewność że będzie dobrze tak jak wcześniej i już niedługo ćwiczenia będą tylko profilaktyką do której w końcu muszę dołączyć wykonanie zalecenia zrobienia tych wkładek specjalnych do butów - i już niedługo to nareszcie zrobię :)
    Jestem zadowlona też z siebie, że dobrze umiem wczuć się w ciało, że mogę ufać swojej intuicji i że znów okazało się że mam rację niepokojąc się tym, że coś jest inaczej - i szukając dążąc do skutku odpowiedzi dlaczego tak jest - dzięki temu wychodzę na prostą już kolejny raz! :) Kolejny raz muszę powiedzieć krótkie dwa słowa, ale z głęboką treścią, której wartość znam ja i adresat - dziękuję Fizkomie...

    AgaW - Wto 21 Lut, 2012

    20 luty 2012-minęło 3 miesiące od konsultacji z Fizkomem
    Miałam dużo do zrobienia w tym czasie. Przyznam-włożyłam kupę pracy w siebie w tym okresie.
    Dostałam zadania do domu od Fizkoma wymagające systematyczności, więc 2 razy na dzień(rano i wieczór) pracuję z powięzią samodzienie ok. 10-15 min, do tego ćwiczenia częste ćwiczenia na przeponę,m.poprzeczny, które wykonuję międzyczasie w pracy czy domu, razem z profilatyką dna miednicy, inne ćwiczenia zajmują mi "tylko" ok pół godziny-godzinę dziennie. Do tego 2 razy na tydzień solidne ćwiczenia z terapeutą, który zastosował wskazówki Fizkoma-szybko zaczęły przychodzić pierwsze efekty-choć wiadomo było, że trzeba będzie dużo pracy nad powięzią o obrębie uda i kolana czego sama nie mogę wykonywać. Na początku było mi trudno wyczuć to co trzeba w samodzilnej pracy przy powięzi w odcinku brzusznym jak i temacie ćwiczeń z przeponą, z czasem było coraz łatwiej :)
    Mobilizuję bliznę na brzuchu nadal, z jednej strony jest jeszcze trochę grubsza niż z drugiej, choć już do dawna przesuwa się i zachowuje prawidłowo.
    Jak jest? Powięź miękka, bez zgrubień, przepona pracuje jak trzeba, też już miękka z prawej strony,choć bardzo się w jednym miejscu opierała, do tego mocna stabilizacja wszystkiego. Fizkom miał rację we wszystkim co zdiagnozował i zalecił.
    Co jeszcze zostało? Chodzę dobrze, chwilami tylko widać gdyby bardzo uważnie patrzeć, że jest to jeszcze nietrwały sukces, że jeszcze troszeczkę to czucie głębokie jest zaburzone, terapeuta mówi że od czasu do czasu widać "muśnięcia" które jeszcze są do eliminacji. Tylko od czasu do czasu czuję, że jeszcze nie jest jak było, że chwilami minimalnie nie jest jak trzeba, to uczucie pojawia się coraz rzadziej i jest coraz słabiej wyczuwalne.
    Niecierpliwię się tym wolnym tempem, terapeuta mnie uspokaja że wszystko idzie do przodu i jeszcze tylko troszeczkę wysiłku i będzie wszystko jak tego oczekuję i będzie to ustabilizowany stan.
    Nie zawsze było mi łatwo, miałam takie trudne chwile w rehabilitacji, gdy chorowałam na oskrzela, pracowałam i ćwiczenia się "rozłaziły" i wydawało się że znów się pogorszyło, totalna próba cierpliwości do siebie i rehabilitacji. Jakoś ten fatalny czas przeszedł, choć "dół rehabilitacyjny" psychicznie mnie bardzo zmęczył.
    Na szczęście nie zwątpiłam, jakoś to przetrwałam-przyznam że dobry kontakt z terapeutą był mi wtedy bardzo wielką pomocą jak i wiara we mnie bliskich i ważnych dla mnie osób.
    Z siłowni zrezygnowałam na dobre, ćwiczenia domowe są wystarczającym wyzwaniem dla systematyczności i organizacji czasu, czasem robię sobie nawet wolne w dużej części od ćwiczeń, na kijki trochę zimno więc nie chodzę jeszcze, ale dużo maszeruję na spacerach po mieście, jak też wykonuję dodatkowe zalecenie aktywności dla mnie korzystne dla mojej miednicy-tańczyć taniec brzucha, którego choć nie ma u mnie w miejscowości to uczę się z internetu samodzielnie i na razie jest to dla mnie ciekawe choć trudne wyzwanie.
    Na początku było bardzo trudno uczyć się jakiegoś ruchu kontrolując dokładnie miednicę, była sztywna jak kołek-ale z czasem trochę zaczęło mi wychodzić i jest to fajny relaks :) Po miesiącu takiego nawet amatorskiego tańca ok.2 razy na tydzień miednica się sama uruchomiła, co dodatkowo wpłynęło korzystnie na płynny chód.
    Co zrobię z tym dalej? Dokończę szlifowanie chodu, odbudowę tego czucia jak i gdy już będzie całkiem jak kiedyś, bez tych chwil gdy czuję że to jeszcze nie jest stabilne-to będę to utrwalać, aż zostanie mi "zwyczajna" zalecona profilaktyka.
    Gdy będzie cieplej będę też chodzić z kijkami, trochę szaleć na rowerze i napewno nadal tańczyć sobie w domu przed lustrem, co zdążyłam polubić.
    Powinnam sobie wywiesić na największej ścianie w domu plakat z napisem "życie jest niekończącym się ćwiczeniem", bo tak od iluś miesięcy wygląda moja głębsza własna filozofia na znalezienie się w swojej bioderkowej sytuacji i nie jest to wcale zła filozofia ;)
    Niedawno zdałam sobie sprawę, że tak się przyzwyczaiłam do ćwiczeń, do wykonywania ich międzyczasie a to na oddech, a to na miednicę, a to jakiś innych, czy z piłką, że gdybym miała nagle całkiem przestać ćwiczyć bo bym nie musiała to czegoś by mi brakowało.
    Konieczna aktywność doskonale mnie uspokaja, wygania stres związany z pracą, dodaje mi energii i po solidnych ćwiczeniach czuję się zmęczona, ale wesoła i wyluzowana.
    Planuję już na wiosnę zrobienie zaleconych specjalnych wkładek do butów ( tych w Wa-wie u P. Kota ), potem trochę wyjazdów w teren jak i kontrole bioderka-ortopeda i fizjoterapeuta.
    Trzymajcie kciuki, że uda mi się dopiąć swego !
    Na razie jedem mam ważny dla mnie sukces: pierwszy raz od iluś lat nie przybrałam w zimie na wadze, co kiedyś było normalne i nie dało się tego uniknąć-taki uboczny skutek ćwiczeń bardzo mi się podoba :)

    Bonia - Wto 21 Lut, 2012

    Aga ja trzymam z całej siły uda na pewno Ci się uda :sugoi:
    Grazyna1950 - Wto 21 Lut, 2012

    Aga Ty jesteś niesamowita. Tyle samozaparcia !!! !!!!
    AgaW - Wto 21 Lut, 2012

    Dzięki dziewczyny :hug: Bycie tu z Wami na Forum jest dodatkową bardzo silną motywacją :)
    Iza - Czw 23 Lut, 2012

    Super, że jesteś konsekwentna w tym co robisz :) oby tak dalej, trzymam kciuki i życzę jeszcze więcej samozaparcia
    AgaW - Wto 10 Lip, 2012

    3 lata i 2 miesiące od operacji Ganza
    Wczoraj byłam w Otwocku na kontroli.
    Cudownie było spotkać Ewunię123, która mi towarzyszyła przez cały mój pobyt i pilotowała drogę po Wa-wie, dzięki niej odkryliśmy z mężem piękno Łazienek :hug: Ewo-jesteś aniołem :hug:
    A teraz do rzeczy o kontroli:
    Rtg mam w porządku :) Nic się od poprzedniej kontroli nie pogorszyło, osteofit nie powiększył się, pokrycie główki kości udowej jest ok.
    Mam świadomość że jestem z tych późniejszych Ganzów, że jest trochę zwężona szpara stawowa i jest ograniczenie anatomiczne po operacji i że za jakiś tam czas może zacząć się coś dziać.
    Dr.Czwojdziński był bardzo zadowolony z efektów, z zakresu ruchów i chodu, zalecił dużo ruchu, unikanie obciążenia, rower, pływanie, kijki i kontunuację ćwiczeń profilaktycznie aby utrzymać ten zakres ruchów.
    Zaskoczył się trochę, że te zalecenia wykonuję cały czas regularnie i pogratulował efektów.
    Jestem szczęśliwa, że jest nadal dobrze :)
    Nad zakresem ruchów i profikatyczną rehabilitacją o której w wcześniejszych postach pisałam pracuję regularnie cały czas.
    Wiem co i jak mam ćwiczyć co jakiś czas ćwiczę "serię" z terapeutą, wykonywanie zaleceń Fizkoma są na porządku dziennym.
    Bardzo ciężko pracowałam, aby wyjść znów na prostą po operacji cysty w tamtym roku i teraz utrzymanie tego stanu jest dla mnie bardzo ważną sprawą.
    Jestem dzięki rehabilitacji w bardzo dobrym stanie, chodzę bardzo dobrze i będę walczyć ile tylko zdołam, aby ten stan trwał jak najdłużej będzie to możliwe.
    Po kontroli nareszcie pojechałam zrobić te zalecane wkładki do butów do Wa-wy na Koszykową, które tak odwlekałam. Nareszcie niedługo już będę je mieć i pomogą mi w utrzymaniu statyki i dobrego stanu.
    Ostatni rok nie był dla mnie łatwy z uwagi na tą cofkę w rehabilitacji-dziękuję tu wszystkim, którzy mnie wspierali i trzymali kciuki za efekty rehabilitacji :hug:
    Szczególnie dziękuję moim terapeutom, którzy zrobili co mogli aby mi pomóc-Fizkomowi "za całokształt" i Panu Jarkowi pracującemu ze mną "na codzień" :hug:
    Mój stan nie jest dziełem przypadku, ale naszej wspólnej pracy nad utrzymaniem efektu jaki dała mi operacja Ganza.
    Jeszcze w ostatnim tygodniu lipca spełniam swoje kolejne marzenie-tydzień w Tatrach :) . Jestem bardzo dobrze przygotowana fizycznie, a dziś zaczynam jeszcze 2 tyg.codziennych ćwiczeń z terapeutą. Nie będę tam bardzo szaleć ale i tak możliwość tego wyjazdu znaczy dla mnie bardzo wiele :)

    Nuta - Wto 10 Lip, 2012

    AgaW gratuluję!
    Czytając twoje posty, wiem, że należy tak postępować jak ty - świadomie z pomocą terapeutów eliminować niedociągnięcia. Żeby jeszcze mieć Twoje samozaparcie i wytrwałość! To jest chyba dla mnie najtrudniejsze.
    Życzę ci dużo radości z wędrówki po Tatrach i radości z wykonywanych ćwiczeń.
    Powodzenia, buźka się sama śmieje! :-D :-D

    Mijka - Sro 18 Lip, 2012

    AgaW napisał/a:
    Jestem szczęśliwa, że jest nadal dobrze :)
    Nad zakresem ruchów i profikatyczną rehabilitacją o której w wcześniejszych postach pisałam pracuję regularnie cały czas.


    AgaW, jesteś wzorem dla wszystkich ganzowiczów i nie tylko :)

    Nuta napisał/a:
    Żeby jeszcze mieć Twoje samozaparcie i wytrwałość!


    Właśnie :yes: :yes: :yes:

    AgaW - Sro 18 Lip, 2012

    Dzięki kochane dziewczyny :hug:
    piedra32 - Czw 19 Lip, 2012

    AgaW
    Super wiadomości Gratuluję bo dużo pracy włożyłaś w swoją pełnosprawnosc i nadal podtrzymujesz rezultaty.
    Życzę sukcesów i spełnienia wszystkich pragnień tych możliwych i tych szokujących.
    Pozdrawiam serdecznie ;-)

    ps Może początek miałyśmy nie najlepszy ale cel mamy ten sam i chyba to najważniejsze :-) A Ewunia jest wspaniała to fakt Buziaki

    AgaW - Czw 19 Lip, 2012

    piedra32 napisał/a:
    cel mamy ten sam i chyba to najważniejsze

    Tak, to najważniejsze :)
    Różnice zdań zawsze są, ale porozumienie mimo tego to naprawdę cenna sprawa :hug:

    AgaW - Sob 28 Lip, 2012

    Moje kolejne marzenie-Tatry zostało zrealizowane po raz pierwszy :)
    Forma doskonała, szczegóły opisałam tutaj w temacie o sukcesach w rehabilitacji - tam właśnie, bo to co przeżyłam było możliwe właśnie dzięki pracy nad rehabilitacją i ciągłemu profilaktycznemu szlifowaniu formy :)

    AgaW - Nie 18 Lis, 2012

    3,5 roku po operacji Ganza

    W końcu zrobiłam zalecane wkładki korygujące koślawianie się stopy i ustawienie kolan (u P.Kota, w Wa-wie robione na podstawie odlewów gipsowych).
    Noszę je od połowy sierpnia.Po kilku miesiącach mogę opisać jak reagowało moje ciało na takie wkładki.
    Do wkładek przyzyczajałam się powoli, nosząc je na początku na któtkie spacery i stopniowo wydłużając dystans. Moje nogi zaregagowały bardzo szybko bólem, bolała okolica udowa m.Czworogłowego, najbardziej reagowały mięśnie pod kostką nogi operowanej. Miałam też wrażenie jakby wszystko mi się w środku tkanek napraężało, przesuwało. Nie było to przyjemne. Odczuwałam też bóle brzucha i zmęczenie w dole pleców.
    Niepokoiłam się tym, że tak gwałtownie wszystko reaguje bólem, ale nie rezygnowałam i codziennie spacerowałam w butach z wkładkami.
    Po ok.1,5 miesiąca bóle ustąpiły.
    Powodowane były tym, że takie wkładki przestawiają statykę całego ciała, nie tylko nogi. Wiedziałam że muszę cierpliwie czekać bo ten proces musi trochę potrwać. Czekając ćwiczyłam profilaktycznie ( jak zwykle ), po ok.2 miesiącach zauważyłam że kość łódkowata w stopie jest poprawniej ustawiona.
    Z wkładkami chodzę codziennie, teraz normalnie już do pracy, na marsze z kijkami, na spacery. Wszędzie gdzie mogą zmieścić się w buty. Mam wrażenie że zaczyna być powoli widać po kolanach, że spełniają swoją rolę :)

    Po ostatnim wypadzie w Bieszczady ( początek października ) obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pojadę na szlak z zapaleniem oskrzeli na antybiotyku. Dałam radę bez problemu kilka dni cieszyć się wyjazdem aktywnie bez ograniczeń( męczyły mnie tylko duszności jak to przy oskrzelach ), ale po powrocie gdy ciało odpoczęło po ok. tygodniu od powrotu okazało się że osłabienie chorobą i antybiotykami wpłynęło na fatalne przeciążenie operowanej nogi, jakby stała się wolniejsza i pogorszył się zakres ruchów wraz z wrażeniem nierównej pracy miednicy.
    Nie czekałam aż to się utrwali, ćwiczyłam sama, pomagało mi 2 terapeutów ( jeden pracując na stawie, drugi-nad powięziami ) i już prawie wróciłam do poprzedniej formy.
    To taka przestroga, już wiem że zdrowa mogę pozwolić sobie na naprawdę duże wyprawy, ale w trakcie leczenia organizm jest całkiem inny, słaby i "dostaje" w swój najsłabszy punkt.

    Ćwiczę, dbam o stan moich tkanek w całym ciele raz na tydzień spotykając się z bardzo zdolnym terapeutą który zajmuje się terapią manualną i pracą na powięziach ( jak dobrze że mam go bardzo blisko miejsca zamieszkania (!), nareszcie moje tkanki głębokie są rehabilitowane ! - i to nie tylko moje, bo u mojej córki mającej problemy mięśniowe innego typu powięziówka to strzał w 10 ! - zainteresowanym mogę podać namiar na terapeutę na PW ). Po tym przeciążeniu czuję pozytywny wpływ terapii, moja postawa nie była zła ale też nie całkiem dobra ( choroba robiła swoje latami w głębokich tkankach zanim się uwidoczniła ).
    To ważne właśnie teraz, aby wykorzystać czas na jej poprawę, gdy wkładki zmianają statykę ciała, wpływają na pracę poszczególnych grup mięśni, taśmy powięzi.
    Wkładki zmotywowały mnie dodatkowo do częstszych marszów z kijkami lub bez ( bo przecież trzeba w nich chodzić ), chodziłam do na długie wyprawy nawet kilka razy na tydzień. Nie zgubiłam nielubianych kg ale ruch dobrze wpłynął na ogólną sylwetkę i pomógł mi poskromić mój wilczy apetyt na słodycze.
    Teraz została mi jeszcze jedna sprawa do zrobienia w kierunku zwiększenia swoich szans na długie i dobre funkcjonowanie po operacji-korekcja stawu żuchwowego, który ma ogromny wpływ na nie tylko na postawę,statykę ale i funkcjonowanie całego ciała. Ta korekcja to kosztowna sprawa ( jak dla mnie ) ale mam nadzieję, że i to się uda w końcu wykonać :)

    AgaW - Sob 18 Maj, 2013

    DZIŚ MIJA 4 LATA OD MOJEJ OPERACJI

    Ostatnio pisałam o tym jak musiałam powalczyć z cofnięciem się swojej formy.
    Czas pokazał że to co popsuło się w październiku miało głębsze konsekwencje niż mogłabym się spodziewać.
    Jak pisałam ćwiczyłam i rehabilitowałam się regularnie ( wkładając w to mnóstwo pracy ) ale wciąż nie mogłam odzyskać do końca poprzedniego stanu, niby było ok ale czułam że to próbuje wracać, że nie jest to ten stan w którym byłam przed październikiem. Powracające wrażenie ciągnięcia w pachwinie i nierównej pracy ciała nie dawało mi spokoju.
    Wraz z terapeutą pojechaliśmy skorzystać z wiedzy i doświadczenia Fizkoma, gdzie na konsultacji znalazł przyczyny moich kłopotów i podpowiedział swoje rozwiązania – które w krótkim czasie okazały się bardzo skuteczne i ogarnęły problem. Dodatkowy kierunek pracy nad prawą operowaną częścią: przeponą, przepracowanie m.biodrowo-lędźwiowego w połączeniu z dodatkową pracą na stopie i m.goleni a także zwrócenie uwagi na miednicę oraz pracę pośladka dało oczekiwany skutek.
    Nadal ćwiczę, pracuję z terapeutą nad stabilizacją tego stanu i prawidłowym współgraniu grup mięśniowych w całym ciele połączonym z poprawą postawy.
    Różne testowanie zachowania się ciała w ruchu podczas wysiłku ( nawet w biegu )w końcu daje oczekiwane efekty.
    Nie sądziłam że odzyskanie dobrej formy po takim niby błahym przeciążeniu zajmie mi aż tyle czasu, ale po przedoperacyjnych wieloletnich kompensacjach nie jest tak łatwo wyzbyć się tendencji do powstawania problemów w tkankach.
    Nie potrzeba dużego urazu czy wielkiego obciążenia aby coś zaczęło się dziać coś złego, sprawność jeśli jest naruszona to potrafi się cofać, co chwilami u mnie wyglądało jak zabawa w kota i myszkę.
    Najważniejsze jest dla mnie że znów z pomocą moich terapeutów czuję się dobrze, sytuacja jest opanowana, choć wiem że muszę jeszcze popracować nad sobą. Dla mnie ważne jest że wiem co, po co, kiedy i w jaki sposób mam ćwiczyć.
    Bardzo mi w powrocie do formy pomogło znakomite wyczucie i świadomość swojego ciała, które jeszcze się rozwinęło i wciąż się rozwija zadziwiając mojego terapeutę. Osobom chcącym pogłębić czucie siebie polecam zainteresowanie się metodą Feldenkraisa, książką jego autorstwa „Świadomość poprzez ruch” - którą polecił mi właśnie mój terapeuta Daniel.

    Po kilku miesiącach porządnej pracy z moim terapeutą Danielem (Forumowy Danielos-przyjmuje TUTAJ) jak i dzięki nieocenionym wskazówkom Fizkoma – którym tu obu składam z całego serca podziękowania za zaangażowanie we współpracę ze mną -w połączeniu z uporem dążenia do jak najlepszego możliwego stanu mogę napisać: 4 lata po operacji mam się nadal bardzo dobrze, sprawnie, bezbólowo, mogę cieszyć się dużą aktywnością i będę nadal uparcie dążyć aby utrzymać to co razem wypracowaliśmy.
    Mam wielkie szczęście że mam takie wspaniałe terapeutyczne wsparcie :)


    O rehabilitację i utrzymanie tkanek w sprawności będę dbać nadal-to moja najlepsza inwestycja w przyszłość.

    pasiflora - Sob 18 Maj, 2013

    AgaW napisał/a:
    DZIŚ MIJA 4 LATA OD MOJEJ OPERACJI
    :clap: :clap: :clap:
    Życzę kolejnych 4 lat w takim samym zdrowiu, ba a nawet więcej :*

    AgaW - Pon 20 Maj, 2013

    Pasifloro, dziękuję Ci za życzenia :hug:
    kinga - Sro 22 Maj, 2013

    Aga mam nadzieję, że już nigdy nie będziesz potrzebować żadnej bioderkowej operacji :)
    AgaW - Sro 22 Maj, 2013

    Też mam trochę takiej nadziei, chociaż mam świadomość że z czasem liczyć się trzeba z różnym biegiem sytuacji :)
    Monika19 - Sro 18 Gru, 2013

    Gratuluję! Ja niestety jestem pół roku po operacji i z tego co widzę jest coraz gorzej :( utykam bardziej niż jeszcze miesiąc temu a na dodatek noga ciągle boli. Ćwiczę sama w domu bo nie dostałam żadnych zaleceń a wychodząc z założenia że lekarze najlepiej wiedzą co robić sama się nie porywałam na fachową rehabilitację. Przed operacją noga bolała mnie rzadziej i mniej niż teraz! Jeżeli o mnie chodzi to na razie jestem załamana stanem nogi po operacji :(
    AgaW - Sro 18 Gru, 2013

    Zrób jak Ci radziłam w temacie w którym pisałyśmy wczoraj.
    Moj stan jest zasługą właśnie mozolnej i dobrej ukierunkowanej rehabilitacji-o którą wciąż dbam i której tak wiele zawdzięczam.

    bebe14 - Sob 01 Lut, 2014

    Witam chętnie bym z tobą pogadał bo nie dość ze pochodzimy z jednego miasta to jeszcze wspólnych lekarzy mamy Jak możesz napisz mi swoje namiary na gg albo fejsa na wiadomość
    AgaW - Sob 01 Lut, 2014

    Odpisałam Ci pw.
    AgaW - Nie 18 Maj, 2014

    5 LAT PO OPERACJI GANZA

    Minął kolejny rok od mojej operacji w czasie którego moje biodro nie miało łatwego życia. Sytuacja zawodowa była taka że ostatni rok pracowałam b.ciężko fizycznie po 6 dni w tygodniu (dopiero niedawno udało mi się zmienić pracę na siedzącą).
    Często moje biodro było na granicy przeciążenia ale dzięki dbaniu o rehabilitację i ćwiczeniom sytuacja była opanowywana w porę i objawy przeciążenia mijały albo były "rozpracowywane" przez fizterapeutę. Prawdę mówiąc myślę że bez dbania o temat rehabilitacji nie dałabym rady obronić swojego dobrego stanu.

    Dziś spokojnie mogę określić swój stan jako bardzo dobry, jestem w świetnej kondycji fizycznej, profilaktycznie ćwiczę aby utrzymać swoją formę.
    Regularnie aktywnie spędzam czas na szaleństwach po lesie z kijkami NW (co uwielbiam!).
    Od kilku miesięcy zmieniam swoje żywienie na coraz zdrowsze dzięki czemu czuję się lepiej i zgubiłam trochę kg.

    elba - Nie 18 Maj, 2014

    AgaW i tak trzymaj !!! :clap:
    mprzepiora - Nie 18 Maj, 2014

    Aga, ten kolejny rok od operacji był dla Ciebie bardzo trudny, praca obciążyła Cię na maxa, jednak jak zawsze dałaś radę, a wręcz osiągnęłaś jeszcze więcej.
    Zawsze wiedziałam, jesteś NIESAMOWITA :hug: :ok:

    aga.t. - Pon 19 Maj, 2014

    Piękny jubileusz :) na dodatek rozsądne podejście do dbania o formę :) Aga gratulacje!
    pasiflora - Pon 19 Maj, 2014

    AgaW, ależ to minęło. No tak Ty jesteś po dokładnie tyle ile ma to forum. To w Otwocku zrodziła się idea powstania forum. Cieszę się że dzięki Tej pięcioletniej historii tak wiele osób skorzystało z Twojej wiedzy i doświadczenia.
    Agnieszko życzę Ci dożywocia z Twoimi naturalnie zregenerowanym biodrami.
    Buziaki

    AgaW - Pon 19 Maj, 2014

    Dziękuję Wam ,jesteście kochani.
    Fakt, Forum powstało niedługo po moim powrocie z Otwocka do domu. Za każdym razem gdy świętujemy urodziny Forum mogę przy okazji świętować kolejne rocznice swojej operacji :)

    Mijka - Pon 19 Maj, 2014

    AgaW, gratuluję :ok:

    Pamiętam Ciebie ze spotkania warsztatowego "Badanie diagnostyczne chodu" w styczniu 2010 r, Ty byłaś 8 m-cy po ja 15 m-cy.
    Po powrocie ze spotkania wczytałam się w Twoją historię bo nie wierzyłam, że jesteś po jakiejś operacji, chodziłaś całkiem "zdrowo" :)

    AgaW napisał/a:
    Dziś spokojnie mogę określić swój stan jako bardzo dobry, jestem w świetnej kondycji fizycznej, profilaktycznie ćwiczę aby utrzymać swoją formę.

    Pięknie :brawo:

    AgaW - Pon 19 Maj, 2014

    Mijka napisał/a:
    Po powrocie ze spotkania wczytałam się w Twoją historię bo nie wierzyłam, że jesteś po jakiejś operacji, chodziłaś całkiem "zdrowo"

    Mijko, dziękuję :) Jeszcze wtedy daleko mi było do końca rehabilitacyjnej pracy, byłam przed wyjęciem śrubek, ale małymi kroczkami osiągnęłam to co osiągnęłam :)
    Cieszę się że znów się niedługo zobaczymy-w końcu od naszego ostatniego spotkania tyle czasu minęło :)

    Bonia - Wto 20 Maj, 2014

    Aga jesteś niesamowita
    AgaW - Wto 20 Maj, 2014

    Eeeeetam, zawstydzasz mnie Boniu-jestem tylko zwykłym pacjentem :oops:
    AgaW - Pon 08 Gru, 2014

    5,5 roku po operacji Ganza.

    Jestem w b.dobrej formie.
    Zmiany w żywieniu jakie stopniowo wprowadzam wychodzą mi na wielki plus pod wieloma względami.
    Regularnie dbam o profilaktyczną rehabilitację i pilnowanie tego dobrego stanu-w czym mam wsparcie swojego terapeuty Danielosa.
    Będąc teraz w Warszawie na naszej Wigilii zadbałam aby skontrolować swój stan dodatkowo u Fizkoma, korzystając z jego przebogatej wiedzy i doświadczenia.
    Jestem bardzo zadowolona z wyniku wizyty, kierunek zachowania dobrego stanu w którym zmierzam z moim terapeutą jest bardzo dobry i odpowiednio dla mnie dobrany.
    Danielos wykonuje kawał bardzo dobrej roboty pracując ze mną w całościowy sposób, wykorzystując swoją coraz większą wiedzę wg.różnych koncepcji rehabilitacyjnych i „szlifując” mój stan-czego efekty odczuwam na co dzień.
    Będąc w świetnym stanie, mogąc być bardzo aktywną, "bezbólową" osobą zależy mi aby ten stan utrzymać.
    Jestem świadoma że po takich operacjach ćwiczyć i dbać o siebie pod tym kątem trzeba tak naprawdę już zawsze.
    Ważny jest bardzo kierunek działań, aby profilaktyczna rehabilitacja uwzględniała dokładnie to co jest potrzebne do utrzymania i jeszcze większej poprawy ogólnego stanu na danym etapie.
    Niektórzy mogą dziwić się "po co to wszystko skoro jest dobrze?"-właśnie po to aby moje efekty operacji były utrzymane, aby prawidłową pracą całego ciała mieć maksimum szansy na utrzymanie tego dobrego stanu.
    Wsparcie w postaci coraz zdrowszego żywienia dopełnia tej profilaktyki-stwarzam swojemu organizmowi warunki aby praca nad ciałem była efektywniejsza.
    Wiem że rehabilitacja profilaktyczna to nie jakiś czas działań, to proces i sposób życia-bardzo świadomie wybrałam taką drogę bo chcę nadal być bardzo aktywną osobą i zachować tak cenną dla mnie sprawność.
    Przy okazji mój wybór to okazja do coraz lepszego poznania siebie, rozumienia organizmu co daje satysfakcję i zwiększa radość życia.
    Cieszę się bardzo że mogę to Wam przekazać jednocześnie dziękując Danielosowi za zaangażowanie w pracę ze mną i przekazywanie swojej wiedzy o żywieniu. Dziękuję też Fizkomowi, na którego opinię i wparcie zawsze mogę liczyć :)

    Bonia - Pon 08 Gru, 2014

    Aga W Gratulcje z całego serducha wiem ile pracy w to włoyłaś i nadal wkładasz.
    Mijka - Pon 08 Gru, 2014

    AgaW napisał/a:
    Będąc w świetnym stanie, mogąc być bardzo aktywną, "bezbólową" osobą zależy mi aby ten stan utrzymać

    AgaW, gratuluję i życzę Ci żeby ten świetny stan trwał bezczasowo :)

    mprzepiora - Czw 11 Gru, 2014

    AgaW, włożyłaś tyle pracy i poświęcenia. Teraz już zbierasz żniwo, a to mobilizuje Cie do dalszej pracy ;) gratuluje :hug: tak trzymaj
    AgaW - Czw 11 Gru, 2014

    :) :) :) Dziękuję za miłe słowa :)
    AgaW - Czw 21 Maj, 2015

    Właśnie moja 6 lat od mojej operacji.
    To już 6 lat.
    Napiszę krótko: mój stan jest świetny, mogę być aktywną osobą-w aktywności nie czuję ograniczeń.
    Ten dobry stan to zasługa profilaktyki-dbam o siebie, jestem pod regularnym nadzorem terapeuty, ćwiczę ćwiczenia profilaktyczne bo wiem że jestem w "grupie ryzyka". O mechanizmach rządzących moim ciałem wiem coraz więcej. Zmiana żywienia dała efekt spadku wagi co dobrze wpływa na moje biodro a przy okazji poprawiło znacznie mój ogólny stan na wielki plus.
    Cieszę się swoim dobrym stanem, utrzymuję go i nadal doskonalę do maksimum tego co mogę osiągnąć. Dobre terapeutyczne wsparcie+własna praca to bezcenny klucz do mojego sukcesu :)

    DZIĘKUJĘ swojemu terapeucie Danielosowi za zaangażowanie w wszechstronną pracę nad sprawnością i nad profilaktyką zdrowia całego mojego organizmu w tym kolejnym roku :) :) :)

    bebe14 - Czw 21 Maj, 2015

    Gratulacje u ciebie mija 6 lat a u mnie właśnie obchodzę pierwsze urodziny mojego prawego biodra , lewe 8 tydzień po operacji to o wynikach na razie nie będę pisał Ale w końcu znowu pływam i wracam do aktywności
    dorotabeata - Czw 21 Maj, 2015

    AgaW napisał/a:
    mój stan jest świetny,

    Gratulacje :) I następnych kilkudziesięciu takich lat :lol:

    AgaW - Nie 29 Maj, 2016

    7 lat po operacji Ganza

    Mogłabym skopiować post napisany z okazji 6 lat po Ganzu :)
    Mam się świetnie, dbam profilaktycznie o utrzymanie swojego dobrego stanu słuchając sugestii mojego terapeuty.
    Dzięki jego sugestiom nie tylko cieszę się bezbólową sprawnością i aktywnością: podpowiadane zmiany w żywieniu (odżywiam się zupełnie inaczej niż kiedyś) + ćwiczenia + treningi dobrane do mojego stanu i oczekiwanych rezultatów wychodzą mi na plus w zakresie mojej figury: w ostatnim roku dużo schudłam i buduję coraz bardziej sportową sylwetkę :)
    Biodro czuje się świetnie a ja ze swoją figurą czuję się doskonale :)
    Oczywiście idę dalej w kierunku profilaktyki zdrowia i coraz lepszego wyglądu.

    Mój sukces nie jest tylko moją zasługą-mam nieocenione wsparcie mojego terapeuty Danielosa i to dzięki współpracy z nim osiągam takie rewelacyjne całościowe efekty :) Danielos - DZIĘKUJĘ...

    dorotabeata - Nie 29 Maj, 2016

    Extra, trzymaj się 8-)
    AgaW - Pon 19 Gru, 2016

    Dawno nie pisałam - to podsumuję ten konczacy sie rok: przeszłam samą siebie i odważylam się na rzeczy na które od jakiegoś czasu miałam ochotę.
    Basen, sauna, kijki to dla mnie stalo sie za mało. Jeszcze w tamtym roku zaczełam chodzic boso, takze zimą (efekt: swietna odporność).
    Przestały mi wystarczac marsze z kijkami, więc mój fizjoterapeuta (forumowy Danielos) przygotowywał mnie do tego bym mogła bezpiecznie zacząc biegac z kijkami i bez (oczywiście na przodostopiu) i wyjaśnil jak mam robic treningi interwałowe w tej rozbudowanej dla mnie formie. Że będę bezbólowo biegać po Ganzu to bym nie pomyslała - jednak praca z fizjoterapeutą, który zna sie na rzeczy i wie jak ustawić funkcjonalnie pacjenta by takie rzeczy były bezpieczne daje efekty :) Po ilus latach znow biegam po lesie jak sarenka na odstresowanie od pracy i dla zachowania figury (od ilus dlugich lat tak dobrze nie wygladałam) :)
    Kolejna sprawa, ktora chce sie podzielić: po co nastrzykiwac stawy specyfikami za kilka stów (tak nagminnie sugerowane przez niektórych lekarzy ortopedow), skoro podobne efekty można uzyskac odpowiednio umiejetnie pracujac z powiezia (ktora te substancje jest w stanie wytworzyc!).
    W sobotę zas przeszłam sama siebie i....zostałam MORSEM !! To nic że trzeba było siekiera wyrąbac lod w zalewie, po rozgrzewce (tzn. 1 km truchtem) weszlam z kilkoma osobami do wody na minutę przy temp. powietrza ok. -10 stopni :) Odczucia po wspaniałe, przypływ energii i radosc ze sie odważyłam :) Zresztą nie jedyny raz, morsować mam zamiar zaczac regularnie :)
    W nowy rok wchodzę z kolejnymi planami, zamiarem utrzymania zdrowia i formy - mam i cel i wsparcie specjalisty od terapii więc dam radę :)

    biedronne - Czw 22 Gru, 2016

    Mors - łał. Ja wolę ciepełko jednak :) Okazjonalnie pobiegam boso po świeżym śniegu, ale więcej niż stopy - brrrrr.
    A boso chodzisz stale czy okazjonalnie? Bardzo mnie to zaciekawiło. Po betonie również czy tylko w terenie?

    AgaW - Sob 24 Gru, 2016

    Tylko w terenie po gruncie. Chodzi o kontakt z ziemia. Wpisz sobie o chodzeniu na boso w zimie w necie,znajdziesz wszystko :) Staram sie w miare regularnie, teraz najczesciej na weekendach :)
    AgaW - Pon 22 Maj, 2017

    8 lat po Ganzu

    Coz, napisze krotko-jest swietnie :)
    Na poprzedniej stronie mojej historii post z 20 maja 2016 na 7 lecie po operacji jest aktualny i nie bede go kopiowac :)
    W odpowiedzi na liczne zapytania o mojego fizjoterapeutę: tu ma strone z kontaktem :)

    AgaW - Sob 13 Sty, 2018

    Przed samymi swietami BN 2017 rozpoczelam treningi kalisteniki progresywnej. Inspiracja: ksiazka P.Wade "Skazany na terening".
    Moj fizjoterapeuta wyrazil zgode, plan treningowy, progres są pod jego kontrolą (inaczej niz w książce)
    Na początku było b.ciezko, ale forma idzie do przodu :) Wiem już teraz, że silownia to nie to samo i napewno nie zamienie tych treningów na siłke. Doskonale się czuję trenując, czuje pierwsze efekty i b.wyrazny wzost ogólnej siły z każdym tygodniem.
    Na kolejny rok od mojej operacji (w maju 2018) myśle że umieszcze zdjecia porównawcze na Forum.
    Oprócz tego nadal trenuję marsz z kijkami nordic.
    Pozdrawiam wszystkich ćwiczących :)

    dorotabeata - Sob 13 Sty, 2018

    AgaW, :) 8-) :lol: :mrgreen: ;-) :-D :-)
    maaly-22 - Nie 14 Sty, 2018

    Gratuluje i zyczę kolejnych lat w zdrowiu i dobrej formie....
    AgaW - Nie 20 Maj, 2018

    9 lat po Ganzu.

    Znów się powtórzę ale fakt jest taki że jestem w świetnej formie.
    Pracuję często o wiele więcej niż 8 godzin, jestem aktywna.
    Mam swoich kilka ćwiczeń dla profilaktyki, które łączę z moim treningiem kalisteniki progresywnej.
    Rzadko zdarzy mi się jakieś przeciążenie ale zaraz jest to ogarnięte ćwiczeniami.
    Jestem bardzo zadowolona ze swojego stanu, jest...jeszcze lepiej niż było :)
    Dodam że nic się samo nie zrobiło i nie robi-dbanie o sprawność jest jednym z moich priorytetów życiowych i przy okazji stało się moim hobby :)
    Mój świetny stan i moja kondycja to efekt nie tylko mojej samodzielnej pracy ale przede wszystkim efekt współpracy z terapeutą Danielosem, który nadał mi kierunek pracy nad sobą i kontroluje moją sprawność. Daniel-kolejny raz dziękuję :)

    Bonia - Nie 20 Maj, 2018

    Aga W gratuluje ;-) . I masz racje samo się nie zrobiło - trzeba było o to powalczyć.
    aga.t. - Nie 20 Maj, 2018

    Aga cóż tu komentować :brawo: :ok: :)
    dorotabeata - Pon 21 Maj, 2018

    AgaW napisał/a:
    efekt współpracy z terapeutą Danielosem
    Fizjoterapeuta jest genialny. Super, że masz możliwość kontynuowania treningów. Pozdrawiam i gratuluję 8-)

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group